wtorek, 12 listopada 2019

D. Zalewski - członek Naczelnej Rady Łowieckiej


Z należytą uwagą przeczytałem „przelane na papier” przemyślenia pana Dariusza Zalewskiego. Jego apel do pozostałych członków Naczelnej Rady Łowieckiej, napisany w zamiarze – w pewnej części – być może w dobrej wierze, w rzeczywistości odsłania niemoc tego jednego z dwóch naczelnych organów Polskiego Związku Łowieckiego, ale przy okazji także przerażającą inercję zbyt wielu członków tego zacnego wydawałoby się gremium. Jakże inaczej rzecz postrzegać, skoro z rozbrajającą szczerością pan Dariusz przyznaje:

...przyjęliśmy sprawozdania ZG PZŁ z działalności, bez wyjaśnień ośmiomilionowego deficytu za 2018 r. i otrzymując 60 stronicowe sprawozdanie z działalności merytorycznej na e-mail popołudniu, w przeddzień posiedzenia NRŁ. Nie mając czasu na zapoznanie się z tym opracowaniem, przyjęliśmy je jednak, uzyskując jednocześnie zapewnienie reprezentant ZG, że wszystkie niejasności, trapiące członków rady, zostaną wyjaśnione po zatwierdzeniu sprawozdań, gdyż termin dostarczenia Ministrowi sprawozdania mijał za kilka dni. Na odpowiedź Zarządu Głównego czekamy już 4 miesiące, pomimo uchwały Rady w tej sprawie z 14 października br.

A potem narzeka:

Takie procedowanie w najwyższym stopniu dowodzi lekceważenia Rady...

Nie zauważa przy tym, że „Rada” sama się lekceważy, a przede wszystkim kompromituje, tolerując takie sytuacje. „Przyjęcie” (w rzeczywistości nawet zatwierdzenie) sprawozdania, bez należytej jego analizy, w dodatku gdy w tle przebija się ośmiomilionowy deficyt, to swego rodzaju crimen laesae maiestatis Naczelnej Rady Łowieckiej. Absurdalne, że na nią pozwalają sobie sami jej członkowie. Zauważam tu wyraźne symptomy autodestrukcji NRŁ, a jeżeli nie mylę się, po co ją dalej na siłę trzymać przy życiu, przynajmniej w tym składzie osobowym?

Pisze pan Dariusz Zalewski na początku swojej odezwy:

„Reprezentując w Radzie społeczność ponad 125 tys. polskich myśliwych mamy dbać o dobre imię Zrzeszenia, a w szczególności ponosimy odpowiedzialność za sprawy polskiego łowiectwa”.

I tu zdaje się on także nie do końca rozumieć, o czym mówi. Przypomnę mu, że wybory członków NRŁ, (te) odbywające się podczas okręgowych zjazdów delegatów, nigdy w historii zrzeszenia Polski Związek Łowiecki za wiele nie miały wspólnego z demokratycznymi wyborami. Również podczas ubiegłorocznych zjazdów wybory te pozostawiały wiele do życzenia. Długo by o tym pisać... Jak by nie patrzył, pan D. Zalewski (a i prawdopodobnie wszyscy pozostali w 48. okręgach) został wybrany członkiem NRŁ, spośród kandydatów, których lista okrojona została niezgodnie z prawem do wyłącznie delegatów na KZD. Został wybrany głosami zaledwie kilkudziesięciu delegatów na OZD, co ma się nijak do ogólnej liczby członków PZŁ z jego okręgu, z którymi nikt nie konsultował ich preferencji wyborczych. Tak więc pan D. Zalewski, owszem, „reprezentuje w Radzie”, ale co najwyżej kilkudziesięciu swoich fanów, a nie całą, pewnie blisko dwutysięczną „społeczność polskich myśliwych” z okręgu, w którym został „wybrany”. Trochę skromności panu Dariuszowi Zalewskiemu by nie zaszkodziło.


„Rewolucyjne zmiany jakie zaszły w naszym Zrzeszeniu w 2018 r., dawały nadzieję na historyczną reformę Zrzeszenia. Po starciu się z rzeczywistością, entuzjazm szybko zmalał”.

„Historyczna reforma Zrzeszenia” nastąpiłaby wówczas, kiedy wprowadzono by do niego rzeczywiście demokratyczne zasady wyboru członków jego organów, a jednocześnie wszech obowiązująca byłaby transparentność działań tych organów. A jak jest, wszyscy wiemy. Jedynie pan D. Zalewski zdaje się udawać, że tego nie obejmuje swoim rozumem.


Niekompletne i pobieżnie przygotowane regulacje prawne wprowadziły chaos legislacyjny”.

Za to... kompletnie nie wiem, co autor ma tu na myśli. „Chaos” to D. Zalewski, jak występuje to w przypadku jeszcze wielu innych członków NRŁ, prawdopodobnie ma wyłącznie w głowie. Żadnego „chaosu legislacyjnego” nie zauważyłem.


„Tuż po wyborze mieliśmy formalne trudności ze zwołaniem pierwszego posiedzenia”.

Aaa, to się zgadza, ale wynikało to nie tylko z pewnej małej luki prawnej, ale także z... niezaradności, będącej już wówczas domeną tej nowej grupy osób, tworzących skład NRŁ. Już we wrześniu 2018 r. sygnalizowałem rzecz i pisałem o niej tak:

Aby dokonać wyboru swoich funkcyjnych, NRŁ musi istnieć, a jej byt rozpoczyna się – że powtórzę – z chwilą wybrania ostatniego, 49. członka. Czyli nastąpi to w najbliższą sobotę lub w następującą po niej niedzielę.

Problemem pozostanie zwołanie pierwszego posiedzenia nowej NRŁ, ale jak znam życie, wierchuszka PZŁ coś wymyśli, a pozostali będą musieli się dostosować. Czy im się będzie to podobało czy nie.

Odnoszę wrażenie, że jeżeli do końca tygodnia stara NRŁ nie wykona jakiegoś ruchu (w kwestii zwołania KZD), to nowej NRŁ nie pozostanie nic innego, jak zwołać... się samej!

Bo cóż jej robić, skoro ustawodawca nie dopilnował tego szczegółu, a zapisy statutu w tym względzie nie pasują do nowej rzeczywistości. I tak byłoby to zaledwie drobiazgiem w porównaniu z  przewrotem kwietniowym w PZŁ, jakiego dokonano dnia 29 kwietnia 1997 r. Tam to był numer 65-lecia!!!



Pisałem, ale co z tego zrozumiał wówczas pan D. Zalewski i pozostali członkowie przyszłej NRŁ? A no – jak wykazał potem przebieg zdarzeń – nic! Kompletnie nic!


„Ostatecznie Rada ukonstytuowała się...”

Tak, ale jak za czasów swoich poprzedników, członkowie „Rady” potrzebowali do tego pomocy z zewnątrz. Sami nic nie potrafili wymyślić, aby doprowadzić do tak prostej czynności, jak spotkanie 49. osób w jednym miejscu i czasie. Gdyby nie Piotr Jenoch, pewnie do dzisiaj cała czterdziestka dziewiątka szukałaby się po Polsce :-) Inna sprawa, że ówczesny Łowczy Krajowy też niejedno ma na sumieniu. Zamiast wcześniej stawać na wysokości zadania, jeszcze pod koniec października 2018 r. wydziwiał.


„...ale w dalszym ciągu, kosztem pracy merytorycznej, zmuszona jest egzekwować od innych Organów należne jej uprawnienia”.

No właśnie. To istne mistrzostwo świata, aby najpierw doprowadzić do wprowadzenia w życie bzdurnych zapisów nowego statutu, a potem narzekać, że „Rada zmuszona jest egzekwować od innych Organów należne jej uprawnienia”. Przepraszam za kolokwializm, ale co za indor z NRŁ wymyślił ten oto zapis statutu PZŁ:

§ 85
4. Obsługę administracyjno-biurową Naczelnej Rady Łowieckiej zapewnia Zarząd Główny
”.

W sytuacji, kiedy Łowczego Krajowego oraz członków Zarządu Głównego powołuje i odwołuje minister właściwy do spraw środowiska, a więc w sytuacji, kiedy tak naprawdę to NRŁ może – znowu przepraszam za kolokwializm – nagwizdać Zarządowi Głównemu, a nie przykładowo przywołać go do porządku, opieranie (nie tylko) obsługi „administracyjno-biurowej” na rzecz Naczelnej Rady Łowieckiej, na takiej czy innej, dobrej czy złej woli Zarządu Głównego, wygląda na pomysł żywcem wzięty z przesłania płynącego z wiersza J. Tuwima: „Dyzio Marzyciel”. Również marzenia w obszarze możliwości rzeczywistego nadzorowania działalności Zarządu Głównego, mimo że gwarantowane ustawą Prawo łowieckie, nadają się do rozwalenia o kant stołu, jeśli nie są wzmocnione racjonalnymi w tym zakresie zapisami statutu.


„Udało się wprawdzie przygotować i przedłożyć KZD projekt nowego statutu, choć nie przebiegało to bez napięć i starć”.

Statut PZŁ, jaki z udziałem członków NRŁ został ostatecznie uchwalony przez KZD i zatwierdzony przez Ministra Środowiska, kładzie się wielkim cieniem na myśli intelektualnej całej bez wątpienia Naczelnej Rady Łowieckiej. Nie odnotowano ani jednego przypadku, kiedy by jakiś członek NRŁ, przykładowo pan Dariusz Zalewski, położyłby się „reytanem” w geście protestu przeciwko uchwaleniu mega bublowatego statutu.


„Cały czas mieliśmy nadzieję, że po uchwaleniu Statutu, przyjęciu go przez Ministra Środowiska, a w konsekwencji zmianie Zarządu Głównego, sprawy Zrzeszenia ukierunkujemy wreszcie na dobrą drogę”.

Po uchwaleniu akurat takiego, a nie innego statutu, można mieć tylko jedną nadzieję – że przestanie on obowiązywać tak szybko, jak to jest tylko możliwe. Obawiam się, że za jednak obecnego składu NRŁ, nie za szybko będzie to możliwe.


„NRŁ przez kolejne miesiące pobieżnie zajmowała się przygotowaniem nowelizacji Statutu i sporządzeniem Strategii działania PZŁ. Prezydium i Rada zajmowały się wszystkim, tylko nie sprawami kluczowymi, które podlegały jej kompetencji zgodnie z obowiązującym prawem”.

Na polu „przygotowywania nowelizacji Statutu”, NRŁ od samego początku zdawała się dokonywać ruchy wyłącznie pozorowane. Cała jej energia poszła wcześniej w gwizdek z napisem: antyStatut PZŁ. Na jego nowelizację zapału już brakuje, a i pewnie wiedzy.


„Zwołany został KZD na 23 listopada...”.

Interesujące informacje podaje pan D. Zalewski w swoim apelu do członków NRŁ. Rozmawiałem z kilkoma delegatami na KZD, ale żaden z nich nie potwierdził, jakoby otrzymał od NRŁ zawiadomienie o zwołaniu kolejnego Krajowego Zjazdu Delegatów. O czym więc bajdurzy pan Zalewski?


„...choć ani nad Statutem, ani nad Strategią działalności Zrzeszenia, Rada się nie pokłoniła”.

Obawiam się, że nie jest w stanie sprostać takiemu oczekiwaniu. To raczej ponad jej aktualne możliwości.


„Warto w tym momencie zadać sobie pytanie, czy my jako NRŁ, właściwie wypełniamy Statutowe obowiązki wynikające z § 82 Statutu”.

Pan D. Zalewski zdaje się nie wiedzieć o tym, ale „z § 82 Statutu” nic nie wynika. W tym paragrafie, najczęściej w jasny, jednoznaczny sposób zapisane są konkretne „zadania Naczelnej Rady Łowieckiej”. Fakt, że nie wszystkie sprawiają wrażenie zgodnych z ustawą Prawo łowieckie, ale to temat na całkiem osobną dyskusję.


„Ciąg zdarzeń w 2019 r. stał się m.in. przyczyną zmian w składzie osobowym prezydium Rady...”.

Nie tyle ciąg zdarzeń, ile chore ambicje kilku członków NRŁ. Ponadto wypadałoby, aby pan Zalewski na razie powstrzymał się od określania „zmian w składzie osobowym prezydium Rady” w czasie przeszłym. Według mojej skromnej wiedzy, wszystkie uchwały NRŁ, jakie podjęte zostały dnia 4 września 2019 r., są w stanie ciągłego, administracyjnego zawieszenia.


„...a kolejne posiedzenia NRŁ, zamiast przyśpieszyć prace nad nowelizacją Statutu i przyjęciem projektu „Strategii działalności Zrzeszenia” spowodowały, że wpadliśmy w permanentny labirynt procedur oraz sporów wyborczych, których nie ma końca”.

Gdyby świadomość poszczególnych członków NRŁ była na wyższym poziomie, „labiryntu oraz sporów wyborczych” by nie było. No jak można było najpierw godzić się na bzdurne zapisy statutu, a potem wbrew nim podejmować jeszcze bardziej bzdurne, bo pozbawione podstawy prawno-statutowej, przykładowo takiego typu uchwały.


„Naczelna Rada Łowiecka ma za zadanie nadzorować działalność Organów Polskiego Związku Łowieckiego. To wielka odpowiedzialność, ale przede wszystkim nasz przywilej, o którym nie możemy zapomnieć”.

Nie do końca. Panu Zalewskiemu znowu coś się pomyliło. Zapomniał o tym, że działalność tylko Zarządu Głównego podlega nadzorowi Naczelnej Rady Łowieckiej. Żadnego innego „Organu” PZŁ. Pomysł o niezgodnej z ustawą możliwości nadzorowania zarządów okręgowych, upadł na etapie tworzenia projektu statutu, a możliwość nadzorowania okręgowych zjazdów delegatów, zapisana w § 82 ust. 3 pkt 31 statutu, jest wyraźnie niezgodna z art. 32a ust. 1 pkt 2 ustawy.


„Wobec powyższego, czy rzeczywiście my jako członkowie NRŁ zgadzamy się ze stwierdzeniem, że NRŁ jest zbędnym społecznym gremium? Mam nadzieję, że zdecydowana większość z nas sprzeciwia się takiej narracji. Jednak tok zdarzeń, a niekiedy i naszych zachowań uzasadnia przekonanie, że NRŁ zajmuje się walką o zaszczyty i w takiej formie jest nikomu niepotrzebnym tworem w strukturach PZŁ. Jednak czy na pewno chcemy być tak postrzegani przez myśliwych? Jestem przekonany, że nie! Na ostatnich dwóch posiedzeniach podjęliśmy kilka kluczowych kwestii, m.in.: przyjęliśmy wstępną wersję Statutu i skierowaliśmy go do dalszych prac prawno-legislacyjnych, podjęliśmy konkretne decyzje nadzorcze w zakresie kontroli działalności ZG PZŁ, podjęliśmy warunkową decyzję o przesunięciu terminu KZD z 23.11.br. i... Zapanowało przekonanie, że sprawy związkowe chcemy nakierować na właściwe tory. Jednocześnie, można było mieć nadzieję, że sprawy personalne dotyczące obsady prezydium i innych uchwał NRŁ, w tym decyzji Ministra, będą przebiegały w cieniu spraw kluczowych dla działalności Zrzeszenia i prac Rady. Należało mieć również przekonanie, że w niedługim czasie ponownie spotkamy się, aby po konsultacjach z Delegatami na KZD ustalić nowy termin Zjazdu. Należało mieć też przekonanie, że na bieżąco będziemy informowani, jak wyglądają dalsze prace nad Statutem i jaki będzie miała konkretny kształt Strategia Zrzeszenia oraz jakie są efekty działania Komisji Nadzoru i Kontroli wynikające z uchwały NRŁ z 14.10.2019 r., w sprawie kontroli działalności Zarządu Głównego. Tak się jednak nie stało. W międzyczasie napływa niestety wiele niepokojących, a niekiedy szokujących informacji dotyczących samego Zrzeszenia i jego działalności. A tych priorytetowych, np. dotyczących konsultacji w sprawie terminu Zjazdu, Strategii Zrzeszenia, poprawionej wersji tekstu projektu nowelizacji Statutu – w dalszym ciągu brak".

„Szanowna Koleżanko i Szanowni Koledzy, dzisiaj powinniśmy wznieść się ponad podziałami i jeszcze w drugiej dekadzie listopada, spotkać się i do końca tego miesiąca przygotować następujące sprawy:

[…]

Tych kilka kluczowych punktów jesteśmy w stanie wdrożyć w najbliższym miesiącu. Zróbmy to, jeżeli naprawdę zależy nam na Polskim Związku Łowieckim oraz utrzymaniu kluczowych rozwiązań obecnego modelu łowiectwa w Polsce. Jestem pewien, że jeżeli porzucimy nasze uprzedzenia i toczące się personalne spory, to jesteśmy w stanie uporządkować Związkowe sprawy, po czym przejść do merytorycznej pracy u podstaw i realizacji dobrze przygotowanej Strategii działania Zrzeszenia. Jeżeli uznamy wówczas, że jest taka potrzeba, możemy ponownie pochylić się jeszcze nad sprawami personalnymi.
Czy stać nas jednak przez 2-3 miesiące na „zawieszenie uprzedzeń” i wspólną pracę? Jestem przekonany, że tak. Dlatego proszę, aby Prezydium NRŁ przygotowało kolejne posiedzenie Rady – najdalej do 20 listopada br. i wszyscy Członkowie NRŁ włączyli się do przygotowania materiałów merytorycznych na to posiedzenie i udowodnili, że nie uda się zniszczyć społecznikowskiego charakteru naszego Zrzeszenia!
Nasze zaangażowanie w tę kwestię wykaże, czy osobisty udział w pracach Rady każdego z nas, spełnia pokładane przez myśliwych nadzieje, czy też udział ten jest jedynie tytularnym i biernym procesem trwania.

Darz Bór

Dariusz Zalewski”.


Jak by nie patrzył, pan Dariusz Zalewski, swoim pismem do pozostałych członków NRŁ, zdaje się próbować grać rolę męża opatrznościowego, ale odnoszę wrażenie, że oprócz ponadprzeciętnej chęci objęcia w przyszłości jednej z wiodących funkcji w naczelnych organach PZŁ, nie jest on w stanie przedstawić przekonywujących argumentów na to, że objęcie takiej funkcji przez niego odbyłoby się z korzyścią dla łowiectwa, w tym dla myśliwych, (w pewnej części: przymusowo) zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim.


W cytowanych fragmentach nie powieliłem pogrubień czcionki, zastosowanych przez autora.

Ciąg dalszy... raczej nie nastąpi :-)

Dziękuję za uwagę.

poniedziałek, 28 października 2019

Pomiędzy uchwaleniem statutu a... jego nowelizacją.

㤠48.
1. [...]
1) prezes zarządu koła kieruje bieżącą działalnością koła, reprezentuje koło na zewnątrz, [...]”.


Zapisy § 48 ust. 1 pkt 1 i § 49 ust. 1 statutu są zapewne nie wiele młodsze, jak stary jest Polski Związek Łowiecki, ale co tak naprawdę oznaczają?

W jakich przypadkach prezes zarządu koła może reprezentować koło na zewnątrz? Co wolno prezesowi podczas takiego reprezentowania, a czego nie wypada mu wówczas czynić i dlaczego? Jakie uprawnienia posiada na taką okoliczność, oprócz oczywistego prawa do pojawienia się czy wręcz zaszczycenia swoją obecnością takiej czy innej imprezy (mniej czy bardziej oficjalnej, społecznej, państwowej etc.) lub podczas załatwiania sprawy urzędowej? Jak dalece może posunąć się, wypowiadając się ustnie lub pisemnie w imieniu koła?

㤠49.
1. Oświadczenia woli w imieniu koła składają dwaj członkowie zarządu koła lub jeden
członek zarządu koła i osoba upoważniona do tego przez zarząd koła”.


Aby dwaj członkowie zarządu koła mogli skutecznie złożyć oświadczenie woli w imieniu koła, co musi poprzedzić takie oświadczenie woli? W jakich okolicznościach przedmiotowe oświadczenie woli może nie tylko nie być skuteczne, ale także, a może przede wszystkim – może być dowodem totalnego braku szacunku w stosunku do członków koła?

piątek, 25 października 2019

„Tak »JESTEM MYŚLIWYM« ale...”

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=137426&t=137399


Radosławie Dominowski, stawiam dolary przeciwko orzechom, że przeciętny polski myśliwy „polowanie wykonuje”, bo ma na to ochotę i „odstrzał” w kieszeni. Natomiast „zrównoważoną gospodarkę łowiecką” oraz „oparcie w bardzo wielu czynnikach”, ma przy tym po prostu w nosie. Z rocznego planu łowieckiego interesują go jedynie liczby w kontekście takim – ile zwierza zostało jeszcze do odstrzelenia. Poza dzikami oczywiście, bo te od pewnego czasu można strzelać według zasady: „skolko godno”. No, chyba że jakiś nawiedzony łowczy czy prezes wprowadzi według własnego uznania takie czy inne bezprawne ograniczenia. Jeśli zaś chodzi o wieloletni łowiecki plan hodowlany, którego nazwę w swojej facebookowej pompatyczności przywołujesz, to do tych dolarów, postawionych na wstępie, dorzucę jeszcze banknoty euro, że w życiu nawet nie widziałeś takiego planu. Nie widzi go też 99 % członków zarządów kół, bo im do niczego nie jest potrzebny. Ściemniasz także, gdy opowiadasz bajki o rzekomych zadaniach, które nakłada na myśliwych ustawa Prawo łowieckie. Ona owszem, nakłada zadania, ale... wyłącznie na Polski Związek Łowiecki.

Ci, którzy uchwalili i podtrzymują przy życiu ustawę Prawo łowieckie, a także członkowie rządu, w tym minister właściwy do spraw środowiska, że o etatowych pracownikach PZŁ nawet nie wspomnę, biorą olbrzymie pieniądze m.in. właśnie za wszelkie sprawy dotyczące organizacji łowiectwa. Na samym dole takiej piramidy znajdują się zwykli myśliwi, których w ten czy w inny sposób próbuje się obciążać nielogicznym, wręcz irracjonalnym obowiązkiem dbałości o odpowiednie stany ilościowe zwierząt łownych. Nielogicznym, irracjonalnym, bo o ile wszyscy wymienieni przeze mnie biorą ciężką kasiorę za nawet tylko bezbolesne myślenie o sprawach łowiectwa dotyczących, to od myśliwych wymaga się, aby za darmochę, ba – za własne pieniądze, zaniedbując obowiązki rodzinne, a często także zawodowe, wykonywali multum czynności, wchodzących w zakres tzw. gospodarki łowieckiej, w tym żeby za grosze (lub do „interesu” dokładając) uganiali się za dzikami, w ramach walki... państwa z wirusem ASF.

Przypomnę Ci, że ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych, a nie myśliwych, którzy owszem – mogą włączyć się w proces takiej ochrony, jeśli racjonalnie wkomponuje się ich możliwości w pewną ogólną całość, stworzoną przez władze Rzeczypospolitej Polskiej. To, z czym mamy do czynienia w tym obszarze od trzydziestu już lat, niewiele ma wspólnego z racjonalnością.

Odnoszę wrażenie, że w odróżnieniu od Ciebie poluję, w tym strzelam, bo lubię. Lubię przebywać na łonie natury, lubię strzelać na strzelnicy i w kniei, lubię dreszczyk emocji, lubię dziczyznę... Niczego natomiast nie muszę , bo jestem świadomym obywatelem tego kraju i wiem, jakie mam obowiązki, a jakie jedynie próbuje się na mnie bezprawnie narzucać.

A co do tej selekcji jeleni, na którą tak ochoczo się powołujesz (nie wiem po co), nie mogę wyjść ze zdumienia, jak łatwo było og##pić i og##piać nadal masę składkową. Nie pomyśli ona, że przez wieki całe na ziemiach Polan, Wiślan i innych polskich plemion, a także w lasach średniowiecznych Prusów, w kraju Mieszków, Bolesławów – Chrobrego i Krzywoustego, Władysławów – Łokieta i Jagiełło, Stefana Batorego i innych władców Polski, takie głupstwa nikomu nawet do głowy nie przychodziły, a dorodnego zwierza w borze i w dąbrowie był ci jakoś dostatek...

Radosławie Dominowski, mimo wszystko z szacunkiem podchodzę do Twoich zapatrywań. Chociażby z tego powodu, że takich jak Ty musi w Polsce z całą pewnością być znacznie więcej. W innym przypadku, po komuszym modelu łowiectwa z czasów Bieruta i Cyrankiewicza pozostałyby tylko koszmarne wspomnienia.

PS
Wolno Ci wiele i nie moja w tym rzecz. Wolno Ci m.in. powtarzać frazy pezetełowskiej propagandy. Wolno Ci także, być może wpisując się w modny ostatnio nurt narzekania na kiepski wizerunek łowiectwa w Polsce, zamieszczać w sieci foty zwierzęcych trupów. Nic mi do tego. Nie popieram takich zachowań, ale i nie ganię, chociaż zdecydowanie wole oglądać zdjęcia żywych zwierząt. Twoja rzecz, co robisz. Jeśli o mnie chodzi, nie licząc polowania, wolę piętnować nieprawidłowości z polskim modelem łowiectwa związane, aby następnym rzeszom myśliwych polowało się w poczuciu większej godności i sprawiedliwości społecznej, a może przede wszystkim w warunkach powszechnego poszanowania dla zapisów prawa, a z całą pewnością łatwiej wówczas będzie o właściwy poziom poczucia tej godności i sprawiedliwości.

czwartek, 24 października 2019

"... czas na pokazanie owoców swojej działalności"

24-10-2019 16:19: Piątkiewicz jeszcze nie miał czasu nic pokazać ani dać się poznać jako prezes Naczelnej Rady Łowieckiej. Tak jak i Piotrowi Jenochowi, Albertowi Kołodziejskiemu czy Rafałowi Malcowi daję czas na pokazanie owoców swojej działalności. W myśl zasady: "zacznij od tego co w człowieku dobre a nie co złe" - później go rozliczaj”.

Panie Stanisławie Pawluk, ja jeszcze do końca nie wiem, kto w tej chwili jest prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej. Nie znam żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie, a przydałby się bardzo. Póki co, widzę, że uchwała NRŁ, „odwołująca” „Kolegę Rafała Malca z funkcji Prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej”, pozbawiona jest podstawy prawnej i to zarówno tej podanej w uchwale, jak i tej (nie) istniejącej w rzeczywistości. Po wtóre, nie wiem, co dzieje się z problemem prawomocności decyzji ministra Henryka Kowalczyka z dnia 4 października 2019 r. Co prawda, dnia około 18 października upływał termin, po którym decyzja mogła się uprawomocnić, ale czy się uprawomocniła, tylko chyba św. Hubert raczy wiedzieć. Jedno jest pewne – dnia 14 października pan Rafał Malec złożył w ministerstwie środowiska, w imieniu własnym i w trybie przewidzianym w Kodeksie postępowania administracyjnego, wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Znasz może dalszy bieg wydarzeń z tym związany?

Poza tym, udzielasz kredytu zaufania „nowemu prezesowi” NRŁ, a do wyjaśnienia pozostają jeszcze kwestie, poruszone na Łowieckim przez naszego wspólnego kolegę forumowego czyli przez pana xMateusza.

wtorek, 22 października 2019

16 zarządów okręgowych...

http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=158349&t=158324

To się miało odbyć zaraz jak zdjęto z tronu towarzysza Edwarda Gierka bo to u niego było 49 województw!

Pięta, informuję,  że tzw. reforma administracyjna w Polsce miała miejsce w prawie 20 lat po tym, „jak zdjęto z tronu towarzysza Edwarda Gierka”. Nastąpiła z dniem 1 stycznia 1999 r. Przypominam, że ustawa Prawo łowieckie zawierała wówczas taki oto zapis:

Art. 33
4. Organizacje wojewódzkie Polskiego Związku Łowieckiego koordynują działalność kół łowieckich oraz osób fizycznych zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim, zamieszkujących na terenie regionu, a nie będących członkami kół łowieckich
”.

Przez ponad pięć lat, aż do nowelizacji ustawy Prawo łowieckie ustawą z dnia 17 czerwca 2004 r., Polski Związek Łowiecki był wewnętrznie zorganizowany niezgodnie z ustawą Prawo łowieckie. Nikogo to nie obchodziło, w tym kolejnych ministrów właściwych do spraw środowiska, odpowiedzialnych za nadzór nad działalnością Polskiego Związku. Oto ich nazwiska:

Jan Szyszko, dzierżył tekę ministra w okresie 31 października 1997 r. – 19 października 1999 r.
Antoni Tokarczuk , dzierżył tekę ministra w okresie 19 października 1999 r. – 19 października 2001 r.
Stanisław Żelichowski , dzierżył tekę ministra w okresie 19 października 2001 – 3 marca 2003 r.
Czesław Śleziak , dzierżył tekę ministra w okresie 3 marca 2003 – 2 maja 2004.


Co stało się w 2004 r.? Parlament postanowił.... dostosować ustawę Prawo łowieckie do statutu Polskiego Związku Łowieckiego :-) :-) :-), będącego załącznikiem do uchwały XIX Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego z dnia 20 listopada 1999 r. W statucie tym zawarto taki oto zapis:

§ 82
1. Dotychczasowe władze i organy Polskiego Związku Łowieckiego szczebla wojewódzkiego stają się władzami i organami okręgowymi Polskiego Związku Łowieckiego w rozumieniu przepisów niniejszego Statutu.
2. Dotychczasowe miejsca siedzib władz i organów Polskiego Związku Łowieckiego szczebla wojewódzkiego stają się miejscami władz i organów okręgowych Polskiego Związku Łowieckiego.
3. Do czasu podjęcia przez Naczelną Radę Łowiecką uchwały w trybie § 40 pkt 15 niniejszego Statutu władze i organy okręgowe Polskiego Związku Łowieckiego działają w granicach dotychczasowych wojewódzkich organizacji łowieckich”.

㤠40
Do zadań Naczelnej Rady Łowieckiej należy:
15) podział terytorialny kraju na okręgi oraz dokonywanie zmian granic okręgów;
”.


Blocholandia ustaliła wówczas jeszcze jedną niezmiernie istotną rzecz :-). W tym statucie z 1999 r. pojawił się bowiem taki oto zapis:

Nadzór organów Państwa nad działalnością Zrzeszenia
§ 81
Przepisy ustawy z dnia 7 kwietnia 1989 r. – Prawo o stowarzyszeniach (Dz. U. Nr 20, poz. 104 z 1989 r., zm. Nr 14, poz. 86 z 1990 r., Nr 27, poz. 118 z 1996 r. i Nr 106, poz. 668 z 1998 r.) – regulujące zasady nadzoru nad stowarzyszeniami, stosuje się odpowiednio do nadzoru nad działalnością Zrzeszenia
”.

Inaczej mówiąc, Polski Związek Łowiecki wyznaczył wówczas... ministrowi właściwemu do spraw środowiska :-) tryb sprawowania nadzoru nad nim, czyli nad Polskim Związkiem Łowieckim. Następnie ten ze wszech miar kuriozalny zapis, bez słowa sprzeciwu... wprowadzony został po ponad pięciu latach do ustawy Prawo łowieckie i utrzymał się w niej przez długie, długie lata. Przez cały pozostały okres „pontyfikatu” „wszechmogącego” Lecha Blocha.

niedziela, 20 października 2019

Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego


K 4/18

Dnia 21 maja 2018 r. poseł Bartosz Józwiak (UPR) i Urszula Pasławska (PSL-KP) złożyli, podpisany także przez innych posłów, "wniosek, zaskarżający do Trybunału Konstytucyjnego część zapisów ustawy z 22 marca 2018 r. Jako przedmiot kontroli wskazano w nim pięć artykułów wprowadzonych nowelizacją do Prawa łowieckiego oraz jeden zmieniający ustawę o broni i amunicji".


Wnioskodawcy poprosili o zbadanie zgodności ustawy z Konstytucją RP tych zapisów ustawy Prawo łowieckie, które dotyczą:

1) Szkolenia ptaków łowczych i psów myśliwskich
2) Wyboru łowczego krajowego przez Ministra Środowiska
3) Odpowiedzialności PZŁ za zobowiązania kół łowieckich
4) Zakazu udziału dzieci w polowaniach
5) Szacowania szkód łowieckich
6) Obowiązku okresowych badań myśliwych.

Moją uwagę przykuł problem nr 2, czyli wybór łowczego krajowego przez Ministra Środowiska.


3.2. Niezgodność art. 1 ust. 11 ustawy z art. 17 Konstytucji RP

Zgodnie z art. 17 Konstytucji RP: "1. W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. 2. W drodze ustawy można tworzyć również inne rodzaje samorządu. Samorządy te nie mogą naruszać wolności wykonywania zawodu ani ograniczać wolności podejmowania działalności gospodarczej.". Zgodnie z samą ideą samorządu, korporacje te są samorządne, a więc same wybierają swoje władze spośród swoich członków. Przy samorządzie dotyczącym grup zawodowych takich jak np. adwokaci czy też radcowie prawni, oczywistym jest, że to sami członkowie tych samorządów wybierają swoich przedstawicieli do władz, a nie są oni narzucani przez władzę wykonawczą lub władzę ustawodawczą. Polski Związek Łowiecki nie jest samorządem w rozumieniu art. 17 ust. 1 natomiast zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r. (sygn. akt K 21111) w Polskim Związku Łowieckim dominuje aspekt publicznoprawny, a sam Związek wykazuje wiele istotnych cech samorządu, o jakim mowa wart. 17 ust. 2 Konstytucji. Zasadne zatem jest stosowanie tych zasad także do PZŁ.

Dotychczasowe zasady wyboru władz w Polskim Związku Łowieckim zapewniały demokratyczny wpływu na działalność zrzeszenia. Wszystkie organy, zgodnie ze Statutem Zrzeszenia PZŁ wybierano w głosowaniach tajnych:

1) wyboru Łowczego Krajowego dokonywała Naczelna Rada Łowiecka;
2) Naczelna Rada Łowiecka była wybierana przez Delegatów z wszystkich kół łowieckich (po l członku na okręg PZŁ), a 10 członków przez Krajowy Zjazd Delegatów;
3) Krajowy Zjazd Delegatów- delegaci na Krajowy Zjazd Delegatów wybierani byli przez delegatów na okręgowych zjazdach delegatów;
4) Okręgowe Zjazdy Delegatów- wybierane spośród członków kół łowieckich oraz osób niezrzeszonych w kołach łowieckich;
5) Okręgowa Rada Łowiecka- wybierana przez Okręgowy Zjazd Delegatów;
6) Łowczy Okręgowy PZŁ - wybierany przez Okręgową Radę Łowiecką;
7) Wybory do Zarządów Kół Łowieckich i Komisji Rewizyjnej Koła - dokonywane były w głosowaniu tajnym spośród członków macierzystych koła łowieckiego.

Co więcej zgodnie z § 169 ust. 2 Statuty PZŁ - Uchwały w sprawie powołania (wyboru) i odwołania członków organów Zrzeszenia i koła oraz wykluczenia członka z koła podejmowane są w głosowaniu tajnym".


Popatrzmy wspólnie na osobliwą dedukcję autorstwa pana Józwiaka i pani Pasławskiej:

„Polski Związek Łowiecki nie jest samorządem w rozumieniu art. 17 ust. 1 natomiast zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r. (sygn. akt K 21111) w Polskim Związku Łowieckim dominuje aspekt publicznoprawny, a sam Związek wykazuje wiele istotnych cech samorządu, o jakim mowa wart. 17 ust. 2 Konstytucji. Zasadne zatem jest stosowanie tych zasad także do PZŁ”.

Warto zauważyć, że przywołany wyrok Trybunału Konstytucyjnego orzeczony został w realiach roku 2012, które znacznie różniły się od dzisiejszych. Trybunał w swoim uzasadnieniu do wyroku opisywał „Związek” takim, jakim on był i jakim go postrzegał właśnie te siedem lat temu, a bynajmniej nie takim, jakim on być powinien. Tylko w zasadzie w jednym obszarze Trybunał wskazał nieprawidłowości w zapisach ustawy Prawo łowieckie i sposób niejako naprawy stanu rzeczy. Inne obszary działalności Polskiego Związku Łowieckiego nie zostały przez ówczesnych wnioskodawców zgłoszone do oceny, więc Trybunał nie zajął się nimi, a tylko – powtarzam – malutki wycinek z nich opisywał takim, jakim wówczas był.


Czytamy w uzasadnieniu do przywołanego wyroku:

„Trybunał stwierdził, że PZŁ jest utworzonym ustawą, a więc z woli państwa, zrzeszeniem osób fizycznych i prawnych. Zrzeszenie to działa na podstawie ustawy i uchwalonego przez swoje władze (a więc nienadanego, a nawet niezatwierdzonego przez organy państwa) statutu. Świadczy to o dużym zakresie swobody, jaką ustawodawca pozostawił PZŁ w zakresie określenia jego struktury organizacyjnej, sposobu działania oraz praw i obowiązków jego członków”.

To, że roku 2012 Polski Związek Łowiecki dysponował „dużym zakresem swobody”, w tym w sposób kompletnie nieograniczony mógł kształtować zapisy swojego statutu, bynajmniej nie może oznaczać, że tak musi być zawsze. PZŁ był wówczas swoistym państwem w państwie, bo taka, a nie inna, była wola polityczna. Ta dzisiejsza jest nieco inna, jednak każdą tylko zapisy Konstytucji RP mogą ograniczać.


A co do art. 17 Konstytucji RP.... No, cóż... Dotyczy on samorządów zawodowych i innych rodzajów samorządów, tworzonych w drodze ustawy, ale w najmniejszym nawet stopniu nie może posłużyć jako wzorzec kontroli konstytucyjnej do zbadania zgodności z nim jakiegokolwiek zapisu ustawy Prawo łowieckie. Polski Związek Łowiecki w niej ujęty, „nie jest utworzoną dobrowolnie samodzielną organizacją, na którą państwo scedowało określone obowiązki”. Jest natomiast monopolistyczną organizacją, utworzoną dekretem Bieruta z 1952 r. i utrzymywaną przy życiu kolejnymi ustawami. Jest organizacją stworzoną po to, aby wykonywała określone zadania państwa, więc naturalną rzeczą jest, że samorządną może być tylko w takim zakresie, na jaki pozwoli jej ustawodawca. Zauważenie, że w określonym przedziale czasowym niejako „udało się” Polskiemu Związkowi Łowieckiemu wyzwolić spod kontroli państwa, ale z jednoczesnym upomnieniem się o potraktowanie tego faktu w kategoriach wzorca do rozpatrywania zgodności z nim zapisów ustawy Prawo łowieckie, jest... po prostu mało poważne.

Za jeszcze mniej poważne podejście do sprawy, uważam przywołanie przez wnioskodawców pojęcia demokracja, z jaką rzekomą mieliśmy do czynienia w Polskim Związku Łowieckim jeszcze do początku roku 2018. Pewnie najlepszym przykładem tejże demokracji może być zdarzenie, które określam mianem przewrotu kwietniowego w PZŁ, jaki miał miejsce dnia 29 kwietnia 1997 r. Tak, to było mega demokratyczne wydarzenie :-). Po nim, jego jedyny w zasadzie beneficjent, po bezprawnym zajęciu fotela łowczego krajowego, utrzymał się w nim przez lat bez mała 21. Ta w jego, i w pani Pasławskiej pojęciu, demokracja, skutkowała równolegle tym, że za każdym razem „ustępujący” łowczy krajowy miał przywilej powoływania (formalnie rzecz oceniając, czyniła to okręgowa rada łowiecka „w uzgodnieniu z Łowczym Krajowym") „nowych” łowczych okręgowych. Tak więc tylko od tego, jak łowczy krajowy ocenił organizację odbytego okręgowego zjazdu delegatów, a zorganizowanego przez takiego łowczego okręgowego, zależało to – mógł zostać nadal łowczym okręgowym czy musiał odejść. Tak więc „ustępujący” łowczy krajowy nie musiał ustępować, bo każdy dotychczasowy łowczy okręgowy chciał zostać... nowym/starym łowczym okręgowym i robił wszystko, aby łowczy krajowy był z jego pracy nad wyraz zadowolony. To swoiste perpetuum mobile funkcjonowało od 1997 r. do początku 2018 r.

W uzupełnieniu do tej demokracji, którą pan Józwiak i pani Pasławska zauważają w przeszłości, a której faktycznie nigdy nie było... Co to za demokracja, kiedy w kole łowieckim, bez zapewnienia warunków do tajnego wyboru, członkowie „wybierali” (i „wybierają” nadal) delegatów na okręgowy zjazd delegatów, na których potem na okres aż pięciu lat tracili jakikolwiek wpływ. Przez pięć lat taki delegat słuchał, kogo chciał, wybierał na członka do NRŁ i delegatów na KZD, także kogo chciał (dziwne to, ale dokładnie, to zbyt często ulegał sugestiom pewnym osobom, odpowiedzialnym za to, co na zjazdach się działo). Szary członek PZŁ i koła nie miał w zasadzie żadnego wpływu na to, kto był wybierany. Wybory pośrednie nie są najlepszym pomysłem na prawdziwą demokrację. Już od przynajmniej dwudziestu lat mogliśmy bezpośrednio wybierać przykładowo łowczego krajowego. Konsekwentnie sprzeciwiały się takiej możliwości osoby tworzące tzw. wierchuszkę PZŁ. No to dzisiaj mają – łowczego krajowego powołuje minister właściwy do spraw środowiska. Powołuje także członków Zarządu Głównego. A jedyne, na co stać obrońców modelA, to jak mantra powtarzane:

„Nowe rozwiązania w zakresie wyborów władz PZŁ wprowadzone w art. 1 ust. 11 ustawy są niezgodne z art. 17 Konstytucji RP. Jak już bowiem wspomniano powyżej, zgodnie z orzeczeniem TK z dnia 6 listopada 2012 r. (sygn. akt K 21/11) w PZŁ dominuje aspekt publicznoprawny, a sam Związek wykazuje wiele istotnych cech samorządu, o jakim mowa wart. 17 ust. 2 Konstytucji. Tym samym wprowadzone mechanizmy wyboru i powoływania Łowczego Krajowego przez ministra do spraw środowiska wprowadzają bezpośrednią podległość, co w konsekwencji, narusza przepis konstytucji pozbawiając organizację samorządności”.


To już nie jest śmieszne. To jest żałosne, że dwoje członków władzy ustawodawczej (a i wszyscy podpisujący wniosek do TK), zdają się kompletnie nie rozumieć istoty problemu, którego w swoim wniosku do Trybunału Konstytucyjnego dotykają. Ale to jeszcze nie koniec :-( Idźmy dalej.

PZŁ wykazuje [...] pewne cechy stowarzyszenia […].
Żaden akt prawny w systemie prawa polskiego nie daje prerogatyw wyboru władz samorządów, o których mowa wart. 17 Konstytucji RP jakimkolwiek organom Państwa”.


Panie Józwiak i Pani Pasławaka! Stowarzyszenia w Polsce powstają i działają głównie w oparciu o ustawę Prawo o stowarzyszeniach. Przypominam, że Polski Związek Łowiecki powstał mocą dekretu Bieruta. O czym więc tu dyskutować? A poza tym, niesmaczne staje się w kółko powoływanie się na art. 17 Konstytucji RP w sytuacji, kiedy on tu nie ma nic do rzeczy.


„Analogiczna do PZŁ, bo utworzona ustawą organizacja Polski Czerwony Krzyż nie ma organów powoływanych przez żadnego ministra”.

Matko Boska – „analogiczna do PZŁ”... Brak słów. Polski Czerwony Krzyż działa na podstawie ustawy o Polskim Czerwonym Krzyżu oraz uchwalonego na jej podstawie statutu, zatwierdzonego rozporządzeniem Rady Ministrów. Ustawa zawiera zaledwie kilkanaście krótkich artykułów. Polski Czerwony Krzyż jest organizacją społeczną (PZŁ nie jest nią w najmniejszym nawet stopniu), działającą na zasadzie zupełnej dobrowolności. PCK nie gospodaruje, jak Polski Związek Łowiecki, na majątku Skarbu Państwa. Jest „stowarzyszeniem krajowym Czerwonego Krzyża Rzeczypospolitej Polskiej w rozumieniu Konwencji Genewskich o ochronie ofiar wojny z dnia 12 sierpnia 1949 roku i Protokołów dodatkowych do tych Konwencji z dnia 8 czerwca 1977 roku”. Gdzie tu jakiekolwiek analogie??? Szok...


„Mieniem Skarbu Państwa gospodarują inne osoby prawne, tj. koła łowieckie - będące członkami Polskiego Związku Łowieckiego. Zatem argument dotyczący gospodarowania przez PZŁ mieniem Skarbu Państwa jako uzasadniający aż tak dalece idącą ingerencję Państwa w wybór organów organizacji społecznej, w żadnym zakresie niedotowanej przez Państwo, jest chybiony”.

Nie wypada, aby w tak poważnym dokumencie, za jaki należy uznać każdy wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, posługiwać się aż takim zafałszowaniem rzeczywistości. W kilkunastu ośrodkach hodowli zwierzyny, którymi dysponuje Polski Związek Łowiecki, nie prowadzi się klatkowych hodowli zwierząt futerkowych, a przede wszystkim organizuje się komercyjne polowania na zwierzynę, będącą własnością Skarbu Państwa. To po pierwsze. Po drugie – dwa i pół tysiąca kół łowieckich, będących przymusowo „podstawowym ogniwem organizacyjnym w Polskim Związku Łowieckim”, nie istniałoby, gdyby nie możliwość wykonywania polowania, a więc znowu mamy do czynienia z gospodarowaniem na majątku Skarbu Państwa. Te koła łowieckie, co roku, z tytułu – co tu dużo ukrywać – haraczu, niezależnie od czynszu dzierżawnego, płaconego na rzecz nadleśnictw czy starostw, odprowadzają do Polskiego Związku Łowieckiego znaczne kwoty. Myśliwi, bez związku z tym – są czy nie są członkami kół łowieckich, z tytułu samej możliwości strzelania do zwierzyny, będącej własnością Skarbu Państwa, na rzecz Polskiego Związku Łowieckiego płacą coroczne tzw. składki członkowskie. Wuj wie za co, skoro im ten Polski Związek Łowiecki potrzebny jest do szczęścia jak dziura w moście. A pan Józwiak, do spółki z panią Pasławską, piszą do Trybunału bajki, że PZŁ jest organizacja społeczną (???), „w żadnym zakresie niedotowaną przez Państwo”(???). Przecież nieprawda, którą posługuje się tych dwoje osób, aż bije po oczach i jest rozpoznawalna nawet przez średnio rozgarniętych licealistów, a co dopiero mówić o sędziach Trybunału Konstytucyjnego.


„Nie jest dobry kierunek zmian, bowiem jest sprzeczny z zasadami samorządności i subsydiarności. Wybór Łowczego Krajowego, członków organu- zarządu głównego PZŁ, powinien nadal pozostać w gestii samorządnej, samofinansującej się, społecznej organizacji, tj. Naczelnej Rady Łowieckiej”.

Ani ta organizacja (PZŁ) samorządna, ani samofinansująca się, ani społeczna... W dodatku nawoływanie do przywrócenia pełni wcześniejszych kompetencji Naczelnej Radzie Łowieckiej, w sytuacji, kiedy ta NRŁ ma od dłuższego czasu olbrzymie problemy sama ze sobą, nie może być traktowane inaczej, niż jako obrona komuszego modelu łowiectwa w Polsce. Inaczej mówiąc, jako obrona interesów wąskiej grupy osób.

No i na koniec... Pan Józwiak z panią Pasławską nawet nie zająknęli się we wniosku do Trybunału nad tym, że Polska Rzeczpospolita Ludowa wyposażyła Polski Związek Łowiecki, i to już w momencie jego utworzenia dekretem Bieruta, a Trzecia Rzeczpospolita rzecz podtrzymała, w monopol na dopuszczanie do wykonywania polowania w Polsce, ze wszystkimi korzyściami z tego wynikającymi. Od tego by chyba trzeba sprawę w ogóle zacząć. Pytam więc pana Bartosza Józwiaka i panią Urszulę Pasławską:

Czym byłby dzisiaj Polski Związek Łowiecki bez tego monopolu?

piątek, 18 października 2019

Rozporządzenie MŚ w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz

Prezentuję pogląd, że o ile od samego początku istnienia rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 22 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz zdradzało wyraźne symptomy niezgodności z ustawą Prawo łowieckie, a nawet z Konstytucją RP, to po nowelizacjach, zwłaszcza tej z dnia 22 września 2010 r. oraz tej ostatniej, z dnia 10 września 2019 r., taka niezgodność aż bije po oczach. Łatwo można to uzasadnić, tylko... po co. Czy komukolwiek z decydentów zależy na tym, aby akty prawne dotyczące łowiectwa, a także wewnętrzne akty normatywne PZŁ, były tworzone zgodnie z zasadami sztuki legislacyjnej?

Mówiąc krótko, przedmiotowe rozporządzenie to po prostu koszmar. Pomijając chwilowo kwestie związane z bezpieczeństwem, chociaż one zawsze powinny być najważniejsze, tak tylko zastanawiam się, co w niby poważnym rozporządzeniu nieprzerwanie od zarania dziejów robi przykładowo rozdział 6 ("Rozstrzyganie spornych strzałów") czy rozdział 8 ("Pokot")? Czy takie sprawy wymagają uregulowania aż na drodze rozporządzenia Ministra Środowiska? Naprawdę nie ma on na głowie poważniejszych problemów?

No popatrzmy przykładowo na chociażby ten konkretny zapis w rozporządzeniu, który początkowo, jeszcze w czerwcu 2019 r., minister zamierzał zmodyfikować, ale potem widocznie wystraszył się ekoterrorystów i wycofał się z dobrego pomysłu:

§ 48.1. Pokot to tradycyjny sposób ułożenia pozyskanej zwierzyny przed zakończeniem polowania zbiorowego.

A potem porównać to sobie proszę z ustawowym:

Art. 42aa. Zabrania się:
15) wykonywania polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18 roku życia
”.

oraz z

Art. 52. Kto:
7) wykonuje polowanie w obecności lub przy udziale dziecka do 18 roku życia.
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku
”.

Gdyby § 48 ust. 1 (i w ogóle cały ten śmieszny, nikomu niepotrzebny w akcie aż prawnym rozdzialik 8) nie wchodził w skład zapisów rozporządzenia, a nie musi wchodzić, ten niekonstytucyjny ustawowy zakaz wykonywania polowania w obecności lub przy udziale dzieci do 18 roku życia, nie rozciągałby się niepotrzebnie na pokot, który z całą pewnością nie wchodzi w ustawową definicję polowania:

Art. 4
2. Polowanie oznacza:
1) tropienie, strzelanie z myśliwskiej broni palnej, łowienie sposobami dozwolonymi zwierzyny żywej,
2)[...]
     - zmierzające do wejścia w jej posiadanie
”.

„Tropienie” i „strzelanie”. Nic więcej. Żadne pokoty, srokoty i inne tego typu cuda niewidy... Sami podcinamy sobie gałąź, na której siedzimy, a potem narzekamy na Sejm i Senat.

Krótko? Zapis § 48 ust. 1 rozporządzenia MŚ wypada uznać za rażąco niezgodny z art. 4 ust. 2 ustawy Prawo łowieckie.

Czy kogoś to interesuje? Czy stać kogoś chociażby na werbalne wyrażenie protestu przeciwko ograniczaniu naszych praw rodzicielskich nawet... na drodze ministerialnego rozporządzenia?