piątek, 16 października 2015

Selekcja osobnicza



Selekcjoner strzela samca zwierzyny płowej. Jak powszechnie wiadomo, odstrzał taki podlega ocenie co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej. O tym, komu ustawodawca nadaje uprawnienie do dokonania takiej oceny, dowiadujemy się z ustawy Prawo łowieckie:

Art. 42d. Odstrzał samców łosi, jeleni, danieli, saren i muflonów podlega ocenie co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej. Oceny w obwodach podlegających wydzierżawieniu dokonują komisje powołane przez Polski Związek Łowiecki, w skład których wchodzą przedstawiciele: Polskiego Związku Łowieckiego oraz Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe [...]”.

O tym, co dalej dzieje się po dokonaniu takiej oceny, dowiadujemy się z następnego zapisu ustawy:

„Art. 42da. 1. Po dokonaniu oceny, o której mowa w art. 42d, komisje sporządzają sprawozdanie ze swoich prac i przekazują je do wskazanych statutem Polskiego Związku Łowieckiego organów okręgowych, które wobec osób dokonujących odstrzału nakładają, w formie uchwał, następujące kary porządkowe za naruszenie zasad selekcji osobniczej:
1) nagany;
2) zawieszenia w prawach polowania na określony gatunek samców zwierzyny płowej i muflonów na okres do 2 lat;
3) zawieszenia w prawach polowania na samce zwierzyny płowej i muflony na okres do 2 lat.
2. Od uchwały, o której mowa w ust. 1, służy stronie odwołanie do okręgowej rady łowieckiej w terminie 14 dni od dnia doręczenia tej uchwały.
3. Na uchwałę okręgowej rady łowieckiej przysługuje stronie skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego w terminie 14 dni od dnia doręczenia tej uchwały”.

Wypadałoby przy tym pamiętać, że – jak to czytamy w art. 34 pkt 4 ustawy – „ustalanie zasad selekcji populacyjnej i osobniczej” należy do „zadań Polskiego Związku Łowieckiego”, a nie do zadań kół łowieckich, wśród których w § 34 pkt 1 Statutu PZŁ spotykamy, owszem, ale zadanie jedynie

„prowadzenia gospodarki łowieckiej […] zgodnie z zasadami selekcji
populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych”.

Zajrzyjmy przy okazji teraz na moment do § 127 tegoż Statutu:

„Do zadań okręgowej rady łowieckiej należy:
17) powoływanie komisji dokonujących oceny zgodności odstrzału samców zwierzyny płowej i muflonów, pozyskanych w obwodach dzierżawionych bądź będących w zarządzie Zrzeszenia, a położonych na terenie okręgu, z zasadami selekcji osobniczej;”.

No i w końcu otwórzmy załącznik do uchwały nr 57/2005 Naczelnej Rady Łowieckiej  z dnia 22 lutego 2005 r., aby dokładniej poznać zasady selekcji – przede wszystkim osobniczej –  i kwestii z nimi związanych. Czytamy, czytamy i …

„I. Uwagi ogólne:
1)     ocena odstrzału samców zwierzyny płowej i muflonów, co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej – zwana dalej oceną – dokonywana jest przez okręgowe komisje do spraw oceny prawidłowości odstrzałów, zwane komisjami, powołane przez okręgowe rady łowieckie. Komisja pracuje w składach oceniających, które powoływane są tylko z pośród członków komisji, przez zarządy okręgowe PZŁ, z uwzględnieniem przepisu art. 42 d ustawy z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz.U. 2013, poz. 1226 j.t.);”.

Wszystko na razie jasne i przejrzyste, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla wszystkich.

Zapisem dość istotnym dla stawianego problemu, niewątpliwie jest pkt 5 uwag ogólnych załącznika:

„5) komisja dokonuje oceny spreparowanego trofeum łowieckiego (czaszka wraz z żuchwą) dostarczonego przez przedstawiciela dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego. Podczas oceny ma prawo być obecny myśliwy, który dokonał odstrzału zwierzyny;”.

Z mojego punktu widzenia, równie istotnym, a może jeszcze ważniejszym zapisem dla stawianego problemu, jest pkt 6 uwag ogólnych załącznika:

„6) za spreparowanie trofeum odpowiada myśliwy, który je pozyskał;”.

Jaki problem w końcu stawiam? Hm …

Otóż w znacznej części kół łowieckich problemu nie ma żadnego. Selekcjoner strzela samca zwierzyny płowej, łeb „odbija” od tuszy, a tę zdaje najczęściej do punktu skupu lub czasem „bierze” na użytek własny. Na zasadach oczywiście ustalonych przez walne zgromadzenie. Następnie, w ciągu krótkiego okresu czasu (doba? dwie?, dokonuje „preparacji trofeum” – sam lub z pomocą wynajętej, wprawionej w tego typu czynnościach osoby. Innym, równie praktykowanym sposobem, zwłaszcza w przypadku łbów kozłów, jest umieszczanie ich w zamrażarce, aby dopiero po jakimś czasie dokonać preparacji. Najważniejsze, aby na dzień oficjalnej oceny odstrzału, trofeum było odpowiednio spreparowane, tzn. „pozbawione tkanki mięsnej i łącznej oraz wybielone, z pełnym uzębieniem – z wyjątkiem ubytków naturalnych”.
Ogólnie – od momentu dokonania odstrzału samca, do dnia (czasem dzień, dwa wcześniej) oficjalnej oceny jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej, trofeum znajduje się pod opieką myśliwego, który je pozyskał i nikt nie ma jakichkolwiek wątpliwości z tym związanych. Nu ba… Występują one w innych kołach.

Niestety, oprócz wielu normalnych kół, w których „oczywistą oczywistością” :-) jest wszystko to, co opisałem w akapicie wyżej, funkcjonują również koła, których włodarze starają się być bardziej papiescy od papieża. Nie przyjmują do (ś)wiadomości, że zarówno ustawa Prawo łowieckie, jak i akty normatywne PZŁ, nie pozostawiają cienia wątpliwości – ustalanie zasad w sprawie selekcji osobniczej, zasad postępowania przy ocenie prawidłowości odstrzału, a w konsekwencji zasad postępowania z trofeami do dnia oceny prawidłowości odstrzału włącznie, to domena Polskiego Związku Łowieckiego, a nie kół łowieckich. Trywialnie rzecz ujmując – góówno kołom (czytaj: walnym zgromadzeniom, komisjom rewizyjnym i zarządom kół) do tego wszystkiego, co dotyczy selekcji osobniczej. Oczywiście – jak już wcześniej zasygnalizowałem – poza statutowym, enigmatycznym po trosze zadaniem „prowadzenia gospodarki łowieckiej […] zgodnie z zasadami selekcji […] osobniczej”, które można sprowadzić do różnych tego form (np. zorganizowanie dostarczenia trofeów do oceny), ale nigdy do występowania w charakterze „strażnika Teksasu” wszystkiego tego, co dzieje się w łowisku. Od tego są inne służby. Tak więc mnożą się w takich kołach, niczym grzyby po deszczu, różnego rodzaju wadliwe pod względem prawnym uchwały (a to walnego zgromadzenia, a to zarządu koła), nadające uprawnienia (a to całym zarządom kół, a to wyłącznie łowczym) do przeprowadzania tzw. „wewnętrznych ocen prawidłowości odstrzału”. Różne przytacza się przy tym podstawy prawne, czy podstawy w postaci zapisów aktów normatywnych PZŁ, ale za każdym razem mają one wspólny mianownik – nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Inaczej mówiąc, są beznadziejne. Ot  przykład http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=99517&t=99517

Osobną kategorię, szczególną kategorię, stanowią te koła, w których mimo że nie podjęto w nich uchwał w zakresie wewnętrznej oceny prawidłowości odstrzału, członkowie ich zarządów uzurpują sobie prawo do traktowania selekcjonerów jako potencjalnych złoczyńców. Wymuszają na nich, pod groźbą przykładowo bezprawnego „wstrzymania odstrzałów” – a to okazywanie sobie łbów tuż po strzeleniu zwierza, a to niezwłoczne dostarczanie spreparowanych trofeów przed oblicze członkostwa zarządu koła w dowolnym terminie przed oficjalną oceną, kiedy tylko sobie tego zażyczą, nie bacząc na to, że nie mają ku temu absolutnie żadnych uprawnień.

Jak by nie patrzył, z którejkolwiek kategorii przedstawionych kół nie wziąłby jakieś pod lupę…

W § 53 Statutu PZŁ, wśród z enumeratywnie wymienionych kompetencji walnego zgromadzenia, nie znajdujemy takiej, która dawałaby mu uprawnienie do podjęcia uchwałą upoważnienia do przeprowadzenia oceny prawidłowości odstrzału na rzecz kogokolwiek. Pkt 10 wskazanego paragrafu nie daje walnemu zgromadzeniu, wbrew pozorom, takiego uprawnienia, z tej chociażby przyczyny, że mowa w nim jest o „zasadach zagospodarowania pozyskanej zwierzyny”, a jak powszechnie wiadomo, określenie ”zagospodarowanie” związane jest z przeznaczeniem ostatecznym, docelowym, ewentualnie w niektórych przypadkach długo terminowym (wiele, wiele lat). Trudno zgodzić się z tezą, że „zagospodarowanie pozyskanej zwierzyny” mogłoby dotyczyć czegoś innego, niż przeznaczenia tuszy (do skupu czy na użytek własny) i poroża (u łowczego na ścianie w altance czy w salonie myśliwskim łowcy, który zwierzynę pozyskał).

Uchwalanie przez niektóre walne zgromadzenia (że nie wspomnę już o uchwałach zarządów kół, bo to granda do kwadratu) obowiązku przedstawiania trofeów do wewnętrznej oceny prawidłowości odstrzału, jest niczym innym, jak ewidentną niezgodnością ze wskazanymi wyżej zapisami ustawy i aktów normatywnych PZŁ.
Oczywiście prawdą jest, że trofeum stanowi własność koła (przynajmniej na początku), ale „za spreparowanie trofeum odpowiedzialny jest myśliwy, który je pozyskał”, a więc zarówno walne zgromadzenie, jak i zarząd koła, do czasu przedstawienia trofeum do oceny przed tzw. składem oceniającym okręgowej komisji, nie mają absolutnie żadnego prawa wymuszać na nim jakichkolwiek czynności z porożem związanych. Po ocenie poroże powinno być zagospodarowane według wskazań walnego zgromadzenia.

wtorek, 29 września 2015

„Myśliwi nie odłożą strzelb"



 Myśliwi odłożą strzelby" - http://archiwum.rp.pl/artykul/1287665-Mysliwi-odloza-strzelby.html

„– Jeśli nic się nie zmieni, w styczniu myśliwi mogą stracić w Polsce prawo do polowania. Oczywiście prawnicy mają różne poglądy w tej dziedzinie, jednak ten przeważa – mówi Marek Matysek, rzecznik Polskiego Związku Łowieckiego. – Przestaną obowiązywać przepisy o podziale województw na obwody łowieckie. Gdy znikną obwody, nie będzie możliwości polowania – wtóruje Stanisław Wziątek, poseł SLD i przewodniczący parlamentarnego zespołu łowieckiego.
Ich zdaniem takie konsekwencje może przynieść nieprzyjęcie przez Sejm zmian w prawie łowieckim. Na zmianę ustawy przed wyborami nie ma już szans, bo zostało już tylko jedno posiedzenie. Zapóźnienia są efektem głębokiego sporu wokół nowelizacji prawa łowieckiego. Rozpoczął się on w lipcu 2014 roku.
Wtedy Trybunał Konstytucyjny zakwestionował część przepisów prawa łowieckiego. Obecnie właściciele nieruchomości nie muszą być...”.


A może jednak „myśliwi nie odłożą strzelb”?

Odnoszę wrażenie, że po dniu 21 stycznia 2016 r., w sytuacji, kiedy Sejm do tego czasu nie uchwali ustawy nowelizującej ustawę Prawo łowieckie, żaden kataklizm nie nastąpi. Kompletnie nie spełnią się kasandryczne przepowiednie obrońców polskiego modelu łowiectwa typu Marek Matysek – rzecznik PZŁ czy poseł Stanisław Wziątek. Ba, będzie można prowadzić gospodarkę łowiecką (w tym polować) na niezmienionych zasadach. W związku z utratą mocy obowiązującej art. 27 ust. 1 ustawy Prawo łowieckie, nie będzie można jedynie tworzyć nowych obwodów łowieckich czy zmieniać granic dotychczasowych. Sytuację w przypadkach jednostkowych będą ewentualnie zmieniały skargi właścicieli nieruchomości na uchwały sejmików województwa do wojewódzkich sądów administracyjnych.

Do postawienia takiej tezy skłania mnie rozumienie brzmienia art. 190 ust. 4 Konstytucji RP, który poniżej pozwalam sobie zacytować, ale dla przypomnienia po kolei :-)...



Ustawa Prawo łowieckie:

Art. 27. 1. Podziału na obwody łowieckie oraz zmiany granic tych obwodów dokonuje w obrębie województwa właściwy sejmik województwa, w drodze uchwały, po zasięgnięciu opinii właściwego dyrektora regionalnej dyrekcji Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i Polskiego Związku Łowieckiego, a także właściwej izby rolniczej.



„Trybunał Konstytucyjny […] orzeka:
I
Art. 27 ust. 1 w związku z art. 26 ustawy z dnia 13 października 1995 r. – Prawo łowieckie (Dz. U. z 2013 r. poz. 1226 oraz z 2014 r. poz. 228) przez to, że upoważnia do objęcia nieruchomości reżimem obwodu łowieckiego, nie zapewniając odpowiednich prawnych środków ochrony praw właściciela tej nieruchomości, jest niezgodny z art. 64 ust. 1 w związku z art. 64 ust. 3 i art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.
II
Przepis wymieniony w części I traci moc obowiązującą z upływem 18 (osiemnastu) miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej”.



Konstytucja RP:

„Art. 190.
  1. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego o niezgodności z Konstytucją, umową międzynarodową lub z ustawą aktu normatywnego, na podstawie którego zostało wydane prawomocne orzeczenie sądowe, ostateczna decyzja administracyjna lub rozstrzygnięcie w innych sprawach, stanowi podstawę do wznowienia postępowania, uchylenia decyzji lub innego rozstrzygnięcia na zasadach i w trybie określonych w przepisach właściwych dla danego postępowania”.

niedziela, 13 września 2015

NIK o gospodarce łowieckiej

Jest w końcu Raport NIK z dnia 15 lipca 2015 r. - https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-gospodarce-lowieckiej.html?m


poniedziałek, 7 września 2015

Co dzieje się z Raportem NIK z dnia 15 lipca 2015 r. po ubiegłorocznej kontroli PZŁ?



Dnia 15 lipca 2015 r. podpisany został Raport Najwyższej Izby Kontroli po wzięciu pod lupę działalności Polskiego Związku Łowieckiego. Tuż przed nagłośnieniem nagłych problemów prezesa NIK, opublikowanie przedmiotowego Raportu planowane było na pierwsze dni września. Miało to się odbyć nawet poprzez konferencję prasową. Dnia 12 września 2015 r., a więc już za kilka dni, będzie obradował Krajowy Zjazd Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego. Pytanie na dzisiaj pozostaje jedno:

Dlaczego do tej pory, mimo upływu prawie dwóch miesięcy od jego podpisania, Raport NIK z dnia 15 lipca 2015 r. nie został opublikowany i kto za to odpowiada?

Według mojej skromnej wiedzy jego treść znana jest już m. in. zarówno Ministrowi Środowiska, jak i czołowym postaciom Polskiego Związku Łowieckiego. Znana jest także wąskiej grupie osób w środowisku – powiedziałbym – dziennikarskim. Dlaczego nie jest znana szerokiej opinii publicznej? Co przed nią próbuje się do tej pory ukrywać i jak długo to jeszcze potrwa?

Jak zapewne wielu pamięta, podobny Raport sprzed około dziesięciu laty również rodził się w bólach, ale ostatecznie narodził się raczej w mocno odmiennej od proponowanej przez kontrolerów treści. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej, tzn. zgodnie z oryginałem :-) i w odpowiednim czasie, tzn. jeszcze w bieżącym tygodniu.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

„Najwyższa władza Zrzeszenia”

Jest nią – według Statutu Polskiego Związku Łowieckiego – Krajowy Zjazd Delegatów, ale czy w rzeczywistości „najwyższą władzą Zrzeszenia” jest, mam wielkie wątpliwości.

Pozwolę sobie przypomnieć przy tej okazji, że wspomniany statut nie jest ani nadany, ani zatwierdzony przez jakikolwiek organ państwowy. Nie jest nawet zalegalizowany przez sąd rejestrowy. Jest jednak statutem organizacji utworzonej przez państwo, które to państwo powierzyło tejże organizacji do wykonywania określone zadania, m. in. z zakresu ochrony środowiska. Tak więc PZŁ od prawie już dwudziestu lat, a dokładnie od 1995 r., kiedy Sejm uchwalił ustawę Prawo łowieckie, kształtuje sobie zapisy tegoż statutu w sposób prawie niczym nie skrępowany i przed nikim też nie musi się z tego tłumaczyć. Wcześniej statut był nadawany przez Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w porozumieniu z Ministrem Rolnictwa i sytuacja taka – wydaje się – była o wiele bardziej normalna, przystająca do standardów państwa prawa.

Teoretycznie rzecz biorąc, krajowy organ zarządzający, jakim jest Zarząd Główny PZŁ, nadzorowany jest przez inny, również krajowy organ – Naczelną Radę Łowiecką, która nawet powołuje i odwołuje jego przewodniczącego – Łowczego Krajowego. Ta Rada z kolei „odpowiada za swoje czyny” przed Krajowym Zjazdem Delegatów. Tak więc całość nawet się pięknie zazębia, ale tylko z pozoru, bowiem z zapisów statutu można – po uważnej analizie – wysnuć wnioski zgoła odmienne. Otóż …

Krajowy Zjazd Delegatów może w zasadzie obradować tylko wówczas, kiedy tego zechce Naczelna Rada Łowiecka, a ta z reguły nie zwołuje go częściej, niż raz na obligatoryjny okres pięciu lat. Mamy wówczas tzw. zwyczajny KZD. W ostatnich latach jakikolwiek nadzwyczajny KZD nie zebrał się ani razu, bo możni tego Zrzeszenia nie oczekiwali tego, a niezbędne do nadzwyczajnego zwołania statutowe 1) co najmniej 1/3 ogólnej liczby okręgowych rad łowieckich, czy 2) co najmniej 2/5 delegatów na Krajowy Zjazd Delegatów”, to w praktycznym wymiarze, w obliczu pozostałych, zwłaszcza niektórych zapisów Statutu PZŁ, wyłącznie „literacka fikcja”. A jeżeli już delegaci KZD dostąpią czasem tego zaszczytu, że pozwoli im się zebrać raz na pół dekady, to prawdę powiedziawszy za wiele nie mają do powiedzenia, bo i czasu mało, i kompetencje nie te. Przykładowo ich wpływ na skład Naczelnej Rady Łowieckiej jest prawie żaden, gdyż za taki należy uznać możliwość wyboru zaledwie dziesięciu członków na pięćdziesięciu dziewięciu tworzących ją. Tych robiących różnicę – czterdziestu dziewięciu, wybierają trochę wcześniej okręgowe zjazdy delegatów, do których scenariusze obrad piszą zazwyczaj łowczowie okręgowi, rozliczani ze swej „pracy” tuż przed obradami Krajowego Zjazdu Delegatów przez … „ustępującego” Łowczego Krajowego. Tylko w nagrodę za dopilnowanie „odpowiedniego” składu Naczelnej Rady Łowieckiej, a także Krajowego Zjazdu Delegatów, mogą liczyć na następne pięciolecie lukratywnej posadki na stanowisku przewodniczącego zarządu okręgowego. Czynią więc wszystko, co w ich mocy, aby nie zawieść.

Porównując kompetencje Krajowego Zjazdu Delegatów, na podstawie statutów uchwalanych w ciągu ostatniego dwudziestolecia, z kompetencjami KZD, opisanymi w pierwszym statucie Zrzeszenia Polski Związek Łowiecki z 1953 r., łatwo można dostrzec różnice na korzyść … tego wcześniejszego. Otóż Krajowy Zjazd Delegatów z pierwszego okresu czasów słusznie minionych zbierał się obligatoryjnie pięć razy częściej (raz na rok). Wybierał w całości nie tylko Naczelną Radę Łowiecką, ale także Główną Komisję Rewizyjną, Główny Sąd (oczywiście Łowiecki), a także Kolegium Odznaczeń Łowieckich. Ba, „mógł rozpatrywać i podejmować uchwały we wszystkich sprawach należących do zadań Zrzeszenia”. To w takim razie co tak naprawdę może, jakie istotne kompetencje ma ten współczesny KZD, z początku XXI wieku? Chyba tylko jedną – może uchwalać statut i jego zmiany, ale do tego potrzebna jest mu …. wola członków Naczelnej Rady Łowieckiej, a dokładnie rzecz ujmując – jej prezesa. A jeszcze dokładniej, stojącego w hierarchii stanowisk znacznie wyżej –  Łowczego Krajowego, któremu ustawa z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie  zapewnia władzę w Zrzeszeniu prawie wręcz absolutną. Tak więc nie Krajowy Zjazd Delegatów, obradujący przez kilka zaledwie godzin raz na pięć lat stanowi rzeczywiście najwyższą władzę Zrzeszenia. Wymownym tego dowodem jest aktualny stan zapisów Statutu PZŁ, które po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r., a zwłaszcza już po wejściu w życie ustawy z dnia 12 grudnia 2013 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, w znacznej części odbiegają od zgodności z tą ustawą. Delegaci KZD stanowią zbyt słabo zorganizowaną siłę, aby temu zaradzić. Z kolei Minister Środowiska, mimo pewnych zapisów w ustawie, nie posiada żadnego realnego nadzoru nad Polskim Związkiem Łowieckim – może tylko przyglądać się i biernie czekać na rozwój wydarzeń. Wiodącym siłom w PZŁ, z wielu względów, nie na rękę jest uwolnienie prac nad zmianami zapisów Statutu PZŁ, bo proces taki zawsze może wymknąć się spod kontroli, a to nie wróżyłoby dla nich zbyt optymistycznie. Tak więc nic nie wskazuje na to, aby konieczne, a i oczekiwane przez postępową część członków Zrzeszenia zmiany mogły nastąpić wcześniej, niż dopiero późną jesienią 2015 r., na kiedy zwołany zostanie zwyczajny XXIII Krajowy Zjazd Delegatów PZŁ.
Odpowiedź na pytanie – komu służy tak naprawdę KZD, który z jednej strony rzecz biorąc, określany jest statutowo „najwyższą władzą Zrzeszenia”, a z drugiej – władzy prawie żadnej nie stanowi, pozostawiam Czytelnikom Magazynu Sezon.


Tekst:  Artur Jesionowicz


Za Magazynem Sezon (październik 2014)

środa, 29 lipca 2015

W Sejmie na temat Łowieckiego Funduszu Odszkodowawczego w projekcie ustawy




Pełny zapis przebiegu posiedzenia połączonych Komisji – Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 22 lipca 2015 r. w sprawie pierwszego czytania poselskiego projektu ustawy o szkodach łowieckich, ubezpieczeniach obowiązkowych od szkód łowieckich, Łowieckim Funduszu Odszkodowawczym oraz o zmianie niektórych ustaw (druk nr 3666)

 - http://orka.sejm.gov.pl/zapisy7.nsf/0/678BCC31AD2C2B9CC1257E90003D4DFD/%24File/0490807.pdf


„Podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, główny konserwator przyrody Piotr Otawski:


Dziękuję bardzo, panie przewodniczący.
Wysoka Komisjo, w pierwszych słowach chciałem przede wszystkim powiedzieć,
że nie ma jeszcze przyjętego przez Radę Ministrów stanowiska rządu. W związku z tym,  prezentowane tezy będą się opierały na projekcie stanowiska, które jeszcze podlega formalnym uzgodnieniom w łonie Rady Ministrów.
Chciałbym zwrócić uwagę, że niewątpliwie cenną inicjatywą, czy cennym podejściem do problemu szkód łowieckich jest sam fakt dostrzeżenia problemu i zajęcie się z inicjatywy poselskiej próbą rozwiązania tego problemu. Niemniej przedstawiony projekt ustawy, pomimo swoich dobrych intencji, wprowadza rozwiązania, które de facto,z punktu widzenia celu, jakim jest zwiększenie ochrony przede wszystkim tych, którzy ponoszą szkody w wyniku szkód łowieckich oraz stabilności i przejrzystości systemu,prowadzi do przeciwnych rozwiązań a więc do chaosu oraz przyjęcia rozwiązań, które budzą wątpliwości konstytucyjne. Co więcej, zaproponowane rozwiązania nie spowodują podniesienia poziomu bezpieczeństwa upraw rolniczych czy rolników dotkniętych szkodami łowieckimi a wręcz odwrotnie, spowodują zmniejszenie zakresu bezpieczeństwa upraw rolnych, co w kilku słowach postaram się za chwilę jeszcze uzasadnić.
Niezależnie od tego projekt ustawy budzi wiele wątpliwości merytorycznych. Dla przykładu, projekt usuwa z ustawy – Prawo łowieckie te części, które dotyczą wypłacania szkód, szacowania szkód oraz odpowiedzialności za szkody. Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe szkody. Jedynym obowiązkiem, który jest proponowany na gruncie ustawy, jest złożenie wniosku do funduszu ubezpieczeniowego o ubezpieczenie. Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość wypłacanych szkód. W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której koła łowieckie nie będą wnioskowały, nałoży się na nie sankcje, które będą stosunkowo mniejsze w odniesieniu do wielkości dotychczas wypłacanych szkód, co będzie powodowało, że jedynie fundusz łowiecki, który nie będzie zasilany, albo nie będzie zasilany w tej wielkości z kół łowieckich jak do tej pory, kiedy są przeznaczane pieniądze na finansowanie szkód łowieckich, de facto nie będzie pokrywał wielkości odszkodowań, które są do wypłacenia.
Co więcej, ustawa wprawdzie przewiduje, że w sytuacji, w której nie zostanie wybrany ubezpieczyciel, gwarantujący odszkodowania, zakres tych obowiązków przejmuje fundusz łowiecki. Ustawa jednak nie zauważa faktu, że zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach tylko podmioty wskazane w tejże ustawie są upoważnione do prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Więc w sytuacji niewyłonienia ubezpieczyciela tak naprawdę fundusz łowiecki nie będzie miał żadnych podstaw do wypłacania jakichkolwiek ubezpieczeń.
Zwrócę również uwagę na to, że w ustawie brak jest jakichkolwiek przepisów, równocześnie jest propozycja uchylenia przepisów w obecnie obowiązującej ustawie – Prawo Łowieckie  dotyczących odpowiedzialności za szkody powstałe w trakcie prowadzenia polowania. Wprawdzie w uzasadnieniu do ustawy jest wskazane, że koła łowieckie mają obowiązek ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, przypominam jednak, że ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej dotyczą szkód za czyny niedozwolone. Zgodnie z polskimi ustawami wykonywanie polowania nie jest czynem niedozwolonym a więc wszelkie szkody powstałe w trakcie prowadzenia polowania, zgodnie z propozycją, nie będą podlegały jakiemukolwiek reżimowi odpowiedzialności a również, w związku z tym, reżimowi wypłacania odszkodowań.
Zwrócę także uwagę na jedno z tych rozwiązań, które są dalece niekorzystne dla rolników – ustawa zakłada przymusowy udział własny rolnika czy poszkodowanego w zakresie 10% w odniesieniu do oszacowanej szkody, co – oczywiście – pogarsza ich sytuację w porównaniu z obecnie przyjętymi rozwiązaniami.
Zupełnie niewiadoma jest sytuacja, co się będzie działo z odpowiedzialnością Skarbu Państwa. Wprawdzie ustawa w jednej części wskazuje, że Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność za tereny wyłączone z obwodów łowieckich oraz za gatunki łowne objęte całoroczną ochroną, ale uchylając przepisy w ustawie – Prawo Łowieckie równocześnie dotyczące sposobu szacowania, nie zakłada żadnego nowego modelu szacowania w zakresie odpowiedzialności Skarbu Państwa, a więc w tym zakresie nie będzie wiadomo w ogóle, w jaki sposób mają być szacowane oraz wypłacane szkody łowieckie. Co więcej, odpowiedzialność Skarbu Państwa z jednej strony ograniczona jest do tych szkód, o których wspomniałem, z drugiej – Skarb Państwa ma obowiązek partycypacji w funduszu łowieckim w zakresie równym partycypacji kół łowieckich. Tymczasem ustawa nie wskazuje żadnych podstaw tego, aby Skarb Państwa miał rozszerzyć swoją odpowiedzialność za tereny objęte obwodami łowieckimi, stąd de facto nie widać jakiejkolwiek podstawy do tego, żeby Skarb Państwa partycypował w kosztach funkcjonowania funduszu łowieckiego. Tym sposobem okazuje się, że mamy do czynienia z subwencją a w zasadzie – dotacją ze Skarbu Państwa do funkcjonowania funduszu łowieckiego, który zgodnie z ustawą nie jest osobą prawną, tym sposobem, zgodnie z założeniami ustawy, jest on tylko wyodrębnionym rachunkiem bankowym Polskiego Związku Łowieckiego, więc tak naprawdę mamy do czynienia nawet nie z subwencją, ale darowizną na rzecz zrzeszenia czy stowarzyszenia. Nie ma żadnych podstaw ani w tej, ani w jakiejkolwiek innej ustawie, aby stowarzyszenie mogło być dysponentem środków Skarbu Państwa bez ustawowego upoważnienia, aby mogła dysponować środkami Skarbu Państwa tego typu jednostka.
Ponadto również rozwiązaniem wysoce niekorzystnym dla rolników, zaproponowanym w ustawie, jest ograniczenie odszkodowań do enumeratywnie wymienionych rodzajów upraw w ustawie, co –  oczywiście – ogranicza odpowiedzialność w stosunku do obecnie obowiązujących rozwiązań, które mówią, że w stosunku do wszelkich upraw rolnych dzierżawcy lub Skarb Państwa, lub Lasy  Państwowe (w zależności przez kogo zarządzany jest obwód łowiecki) ponoszą odpowiedzialność. W przypadku przyjęcia zaproponowanych rozwiązań oznaczałoby to sytuację, w której tylko w stosunku do tych enumeratywnie wymienionych upraw rolnych będzie przysługiwała możliwość przyznania odszkodowania, co – oczywiście – znowu jest rozwiązaniem pogarszającym sytuację rolników w porównaniu z obecnie istniejącymi rozwiązaniami.
Co więcej, zwrócę uwagę, może już na bardzo szczegółowe rozwiązania, ale ustawa zakłada w przypadku wyłonienia ubezpieczyciela – co, jak wskazałem, jest wysoce niepewne, czy w ogóle będzie się go dało wyłonić – ustawa wskazuje, że poszkodowany ma obowiązek siedmiodniowego terminu zgłoszenia szkody do osoby czy podmiotu wyznaczonego przez ubezpieczyciela. Tymczasem w praktyce ten termin może się okazać niemożliwy do dotrzymania, bo w tym czasie trzeba będzie wystąpić z pisemnym zapytaniem do ubezpieczyciela o wskazanie osoby, do której należy zgłosić szkodę, a to wszystko ma się odbyć w ciągu siedmiu dni, co oznacza tak naprawdę, że zgodnie z założeniami ustawy możliwość zgłoszenia będzie niemożliwa lub bliska niemożliwości.
To, oczywiście, te główne zastrzeżenia. Mógłbym dłużej na ten temat poopowiadać, ale nie ma jeszcze stanowiska rządu a stanowisko resortu oraz projekt stanowiska rządu negatywnie ocenia przyjęcie i procedowanie tej ustawy.
Dziękuję bardzo”.





Panie Ministrze, co do ogólnej oceny Pana wystąpienia na temat projektu ustawy, to mam mieszane odczucia. Z jednej strony należy się Panu szacunek za totalną krytykę (bo tylko na taką on zasługuje) przedmiotowego projektu, projektu wyjątkowego bubla prawnego, ale z drugiej nie ustrzegł się Pan błędów w doborze argumentów na poparcie tezy, jakoby „projekt ustawy budził wiele wątpliwości merytorycznych”. I tak …

Zniesmaczony z lekka jestem faktem, że wystąpił Pan w roli adwokata jedynie „rolników dotkniętych szkodami łowieckimi” oraz interesu Skarbu Państwa, a kompletnie zapomniał Pan o sytuacji ponad stutysięcznej rzeszy polskich myśliwych. A są oni żywymi organizmami kół łowieckich, będących dzierżawcami obwodów łowieckich, na terenie których prowadzona jest z mocy ustawy Prawo łowieckie gospodarka łowiecka. W rzeczywistości to wyłącznie na barkach polskich myśliwych spoczywa obowiązek wynagradzania szkód wyrządzanych w uprawach i płodach rolnych przez dziki, jelenie, daniele i sarny. Zapomina się jednak  przy tym, że całość szkód zostaje wyrządzana przez zwierzynę będącą własnością … Skarbu Państwa, a nie kół łowieckich. To taki paradoks prawny, możliwy jedynie w Polsce. Tak więc również myśliwi są ofiarami aktualnych rozwiązań prawnych, ale Panu to bynajmniej nie przeszkadza. Ba – rozmyśla Pan głośno nawet nad tym, jak by tu im jeszcze bardziej dokopać, bo jakże inaczej określić Pana uwagi mijające się z prawdą, kiedy mówi Pan:

Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że  dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe  szkody. Jedynym obowiązkiem, który jest proponowany na gruncie ustawy, jest złożenie wniosku do  funduszu ubezpieczeniowego o ubezpieczenie. Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony  sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość  wypłacanych szkód.
W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której koła łowieckie nie będą wnioskowały,  nałoży się na nie sankcje, które będą stosunkowo mniejsze w odniesieniu do wielkości dotychczas wypłacanych szkód, co będzie powodowało, że jedynie fundusz łowiecki, który nie będzie zasilany, albo nie będzie zasilany w tej wielkości z kół łowieckich jak do tej pory, kiedy są przeznaczane pieniądze na finansowanie szkód łowieckich, de facto nie będzie pokrywał wielkości odszkodowań, które są do wypłacenia”.

Tak sobie myślę – a może nie przeczytał uważnie Pan projektu? Proszę rzucić okiem na poniżej zacytowany fragment:

„Art. 25. 1. Dzierżawca obwodu lub zarządca obwodu łowieckiego, który nie dopełnił obowiązku złożenia wniosku o objęcie ubezpieczeniem od szkód łowieckich lub nie uiścił składki, o której mowa w art. 23, w terminie określonym w art. 11 ust. 1 na rzecz Funduszu, obowiązany jest wnieść opłatę za niespełnienie tego obowiązku.
2. Wysokość opłaty, o której mowa w ust. 1, stanowi równowartość w złotych 5 euro od 1 ha powierzchni dzierżawionego lub zarządzanego obwodu łowieckiego, ustalaną przy zastosowaniu kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z dnia 31 grudnia roku poprzedniego.
3. Opłata za niespełnienie obowiązku zawarcia ubezpieczenia jest wnoszona na rzecz Funduszu.
4. Fundusz ma prawo dochodzenia niezapłaconej opłaty na drodze sądowej, a następnie w sądowym postępowaniu egzekucyjnym”.

W odróżnieniu od Pana, Panie Ministrze, a przypominam, że tak rzecz Pan określił:

„Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość wypłacanych szkód”,

zauważam tu iście drakońskie kary finansowe dla „zapominalskich”, „opornych” lub po prostu nie mających chociażby chwilowo płynności finansowej. Łatwo przeliczyć, że przy średniej wielkości obwodu łowieckiego dzierżawionego przez koło łowieckie, wynoszącej 9903,5 ha, razy średnio 1,84 obwodu na koło, razy karne 5 EUR/1 ha, razy 4,26 PLN/1 EUR, daje to średnią karę finansową w wysokości 388 137 zł, czyli prawie 400 tys. zł na jedno koło łowieckie. Mało prawdopodobne jest, aby w takim przypadku koło utrzymało się na powierzchni. Przestanie po prostu istnieć, gdyż w majestacie Statutu PZŁ zostanie najpierw „wykluczone ze Zrzeszenia” mocą uchwały właściwej okręgowej rady łowieckiej, a następnie nastąpi jego „likwidacja”. Do przeprowadzenia tej drugiej czynności, upoważniony jest mocą Statutu jego ostatni zarząd lub likwidatorzy, powołani przez walne zgromadzenie albo likwidator powołany przez właściwy zarząd okręgowy. W przypadku likwidacji koła, jego majątek przeznacza się w pierwszej kolejności na zaspokojenie jego zobowiązań (czytaj: w opisanej sytuacji wobec oczywiście Funduszu). Żegnajcie piękne siedziby kół, wzniesione wspólnym wysiłkiem ich członków, na częstokroć bardzo atrakcyjnych terenach; żegnajcie nowiutkie urządzenia łowieckie, wzniesione w pocie czoła ostatnimi laty; żegnajcie pachnące świeżym jeszcze lakierem fabrycznym maszyny rolnicze – ich nowym właścicielem stanie się Fundusz.

Idąc dalej …

Co prawda zasygnalizował Pan, Panie Ministrze, problem następujący:

„Co więcej, ustawa wprawdzie przewiduje, że w sytuacji, w której nie zostanie wybrany ubezpieczyciel, gwarantujący odszkodowania, zakres tych obowiązków przejmuje fundusz łowiecki. Ustawa jednak  nie zauważa faktu, że zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach tylko podmioty wskazane w tejże ustawie  są upoważnione do prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Więc w sytuacji niewyłonienia  ubezpieczyciela tak naprawdę fundusz łowiecki nie będzie miał żadnych podstaw do wypłacania  jakichkolwiek ubezpieczeń”,

ale odnosi się Pan do niego jakoś wyjątkowo ogólnie, zaledwie hasłowo, nie wskazując nawet jednego konkretu, a przy tym obojętnie przechodzi Pan obok meritum związanej z tym problemem sprawy. Domyślam się, ale tylko domyślam się, że przywołując „ustawę o ubezpieczeniach”, ma Pan na myśli ustawę z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. A jeżeli tak, to nawet gdyby zabrakło korelacji pomiędzy projektem ustawy, a „ustawą o ubezpieczeniach”, zawsze w toku prac legislacyjnych korelacji takiej można dokonać. Zauważam jednak znacznie poważniejszą sprawę, obok której Pan przechodzi – jak to już wspomniałem – całkiem obojętnie. Otóż zakłada się projektem ustawy sytuację, w której de facto ubezpieczycielem może zostać … Polski Związek Łowiecki, z wydzielonym budżetem, na sprawy związane z obowiązkowymi ubezpieczeniami od szkód łowieckich, w wysokości znacznie przekraczającej 100 mln zł. Z ciepłymi, intratnymi posadkami dla ściśle określonej grupy osób. Z darmową lub przynajmniej bardzo tanią siłą roboczą do szacowania szkód, w postaci członków kół łowieckich etc. Dlaczego tak „trudno nazwać tu rzecz po imieniu”?

Pozwolę sobie jeszcze na koniec wrócić do krótkiego fragmentu Pana wypowiedzi:

Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe szkody”.

Hm … ubezpieczeniowa składka „o równowartości 70 % łącznej kwoty wypłaconych odszkodowań za szkody łowieckie w poprzednim łowieckim roku gospodarczym”, „składka w wysokości stanowiącej równowartość 20% wartości tusz zwierzyny grubej pozyskanej w poprzedzającym łowieckim roku gospodarczym” w przypadku niskich lub nawet braku szkód w poprzednim roku (i wcześniejszych latach), perspektywa drakońskiej kary finansowej w wysokości średnio rzecz biorąc prawie 400 tys. zł w przypadku „zapominalskich”, „opornych” lub po prostu nie mających chociażby chwilowo płynności finansowej koła, to wszystko dla Pana za mało? Żąda Pan dodatkowo jeszcze bezpośredniej odpowiedzialności koła za powstałe szkody? „Mówi Pan i ma”, jednak niestety wiąże się to znowu z oznaką tego, jakby nieuważnie przeczytał Pan projekt ustawy. Pozwolę więc sobie zacytować Panu stosowny jego fragment:

Art. 26. 1. Właściciel lub posiadacz upraw rolnych lub płodów rolnych współdziała z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich w zabezpieczaniu upraw rolnych lub płodów rolnych przed  szkodami łowieckimi.
2. Współdziałanie polega w szczególności na:
1) podejmowaniu działań wspólnie z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich w zakresie zabezpieczenia zagrożonych upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie dozwolonych prawem zabiegów technicznych, biologicznych lub chemicznych oraz partycypacji w kosztach związanych z wykonaniem tych zabiegów,
2) umożliwieniu swobodnego dostępu do gruntów rolnych, upraw rolnych i płodów rolnych celem możliwości odstraszania dzików, łosi, jeleni, danieli i saren oraz pilnowania i ewentualnego wykonywania polowania,
3) zezwalaniu na usytuowanie na swoich gruntach rolnych urządzeń łowieckich, w celu ograniczenia liczebności populacji zwierząt i szkód łowieckich przez nie wyrządzanych,
4) zabezpieczaniu wspólnie z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich gruntów rolnych,  upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie urządzeń odstraszających, tymczasowych grodzeń upraw lub płodów rolnych w okresie występowania szkód łowieckich oraz partycypację w  kosztach związanych z wykonaniem tych zabiegów.

Otóż jak wyraźnie widać „na załączonym obrazku”, projekt przewiduje kilka istotnych, wspólnych obowiązków dla dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich oraz dla właścicieli czy posiadaczy upraw, których niespełnienie może w znacznym stopniu przyczynić się do ograniczenia wielkości rzeczywiście wypłacanych odszkodowań. Może zjawiskiem bynajmniej nie rzadkim stać się praktyka, że część z nich będzie „refundowana” przez … samych ubezpieczających się, czyli przede wszystkim przez koła łowieckie, którym łatwo będzie można zarzucić – a to, że „nie zabezpieczyły zagrożonych upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez zastosowanie dozwolonych prawem zabiegów technicznych, biologicznych lub chemicznych”; a to, że „nie zabezpieczyły gruntów rolnych, upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie urządzeń odstraszających, tymczasowych grodzeń upraw lub płodów rolnych w okresie występowania szkód łowieckich”. Alternatywą może tu być oczywiście sumienne wywiązywanie się z ustawowych obowiązków, ale ono w stanie jest pochłonąć olbrzymie już w skali każdego koła łowieckiego nakłady finansowe, niewiele mniejsze od samych odszkodowań. Wcześniej wypłacanych przez koła, teraz przez ubezpieczyciela. Tyle, że do tej pory nagrodą dla zapobiegliwych był w zasadzie brak szkód; teraz nagroda w pierwszej kolejności spotka ubezpieczyciela, ale podwójnie w rzeczywistości sfinansuje ją … ubezpieczający się, czyli koło łowieckie.

Reasumując:

Projekt ustawy o szkodach łowieckich, ubezpieczeniach obowiązkowych od szkód łowieckich, Łowieckim Funduszu Odszkodowawczym oraz o zmianie niektórych ustaw, jest kompletnie nie do przyjęcia, ale z szeregu powodów, na temat których Pan nawet nie zająknął się lub – powiedziałbym – przedstawił Pan, ale w błędnie naświetlonej perspektywie.

Niezależnie od powyższego życzę Panu, Panie Ministrze, wytrwałości w dążeniu do celu, jakim niewątpliwie jest takie uregulowanie wszystkich kwestii z modelem łowiectwa w Polsce związanych, jakie okaże się zgodne zarówno z Konstytucją RP, jak i z oczekiwaniami jej obywateli. Do nich nie zaliczam jednak wąskiej grupę osób z wierchuszki Polskiego Związku Łowieckiego. Oni są wierni interesom wyłącznie obywateli jednego państwa, swojego państwa – pezetełowskiego państwa w państwie polskim.


czwartek, 25 czerwca 2015

Uprawnienia funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej …



… w stosunku do prawych myśliwych, wykonujących polowania zgodnie z przepisami prawa powszechnie obowiązującego, a co za tym idzie, w wielu przypadkach podobne uprawnienia także funkcjonariuszy Straży Leśnej … Ba … jednocześnie uprawnienia nadleśniczych, ich zastępców, leśniczych, a nawet skromnych podleśniczych … One wszystkie są z jednej strony oczywiste, jak najbardziej naturalne … Ale gdy bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu, wątpliwości nasuwają się spore.

Jak zapewnia nas art. 7 Konstytucji RP – „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Zatem w stosunku do obywatela, w szczególności do myśliwego, Państwowa Straż Łowiecka może tylko tyle, na ile zezwala jej ustawa Prawo łowieckie, z jej rozdziałem 7, w którym dość szczegółowo opisane zostały zagadnienia dotyczące tej formacji, podległej wojewodzie. Dowiadujemy się z ustawy, że „zadaniem Państwowej Straży Łowieckiej jest kontrola realizacji przepisów ustawy, a w szczególności w zakresie 1) ochrony zwierzyny, 2) zwalczania kłusownictwa i wszelkiego szkodnictwa łowieckiego, 3) zwalczania przestępstw i wykroczeń w zakresie łowiectwa, 4) kontroli legalności skupu i obrotu zwierzyną”. Prawa strażników, podczas wykonywania przez nich ustawowych zadań, ujęte zostały w ustawie w przejrzysty, zamknięty katalog, który m. in. upoważnia ich do

legitymowania osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa lub wykroczenia w celu ustalenia ich tożsamości;
zatrzymania i dokonywania kontroli środków transportu w obwodach łowieckich oraz w ich bezpośrednim sąsiedztwie, w celu sprawdzenia ich ładunku i przeglądania zawartości bagaży, w razie zaistnienia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa lub wykroczenia,

z czego jasno wynika, że do tychże czynności niezbędne jest im zaistnienie „podejrzenia” popełnienia przestępstwa, a nawet „uzasadnionego podejrzenia”. Bez tego czynnika bezprawnym staje się ich działanie w stosunku do każdej osoby, której jedyną „winą” jest to, że poluje w całkowitej zgodności z prawem lub że akurat nocą przejeżdża drogą leśną, oznakowaną drogowskazami, dopuszczającymi ruch po niej. Warto zwrócić przy tym uwagę, że legitymującemu funkcjonariuszowi musi wystarczyć dokument kontrolowanego, na podstawie którego można ustalić jego tożsamość. Innym natomiast zagadnieniem jest kwestia możliwości kontroli dokumentów, które podczas polowania uprawniony do jego wykonywania zobowiązany jest posiadać przy sobie – 1) legitymacji członkowskiej Polskiego Związku Łowieckiego, 2) pozwolenia na posiadanie broni myśliwskiej lub innego dokumentu uprawniającego do jej posiadania, 3) pisemnego upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego, wydanego przez dzierżawcę lub zarządcę obwodu łowieckiego. Ustawa nawet przewiduje karę grzywny za wykonywanie polowania, nie posiadając przy sobie wymaganych dokumentów. Ustawodawca jednak nie wyposażył funkcjonariuszy PSŁ w uprawnienie do kontroli posiadania tychże dokumentów, więc każdorazowe żądanie okazania ich do wglądu, od każdego „jak leci”, śmiało można uznać za niezgodne z prawem. Tym bardziej dziwić mogą wcale nie tak rzadkie przypadki, kiedy to wojewoda nadaje podlegającej sobie Państwowej Straży Łowieckiej regulamin, w którym … rozszerza katalog uprawnień jej funkcjonariuszy w stosunku do kontrolowanych osób, nie mając ku temu absolutnie żadnej podstawy prawnej. Zupełnie tak, jakby w całym tym czy innym urzędzie wojewódzkim nie było ani jednej osoby, która uważnie przeczytałaby ustawę Prawo łowieckie. A zawiera ta ustawa całą gamę czynów zabronionych, zagrożonych sankcjami – od kary grzywny do kary pozbawienia wolności do lat 5; z przepadkiem broni i pojazdów, przy użyciu których dokonywane jest przestępstwo, włącznie. Funkcjonariusze Państwowej Straży Łowieckiej mają więc czemu się przyglądać; nie muszą bezproduktywnie czasu tracić na nieuzasadnione zatrzymywanie prawych myśliwych do kontroli, w celu wyłącznie przeglądania ich dokumentów. Zwłaszcza, że uprawnionymi prawem powszechnie obowiązującym do takich kontroli po prostu nie są.

Pod koniec ubiegłego roku doszło do pewnego zdarzenia, które odbiło się dość szerokim echem w środowisku nie tylko myśliwych. Otóż na terenie jednego z nadleśnictw Polski północnej zatrzymany został do kontroli przez strażników Straży Leśnej myśliwy pod zarzutem wykonywania polowania indywidualnego … z użyciem psa, do czego co prawda uprawniało go rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, ale o czym dzielni funkcjonariusze pojęcia zielonego nie mieli. W czasie interwencji, a także nieco później, ale w ścisłym związku z nią, pozwolili sobie, mniej czy bardziej świadomie, na kilka jeszcze innych czynności, które nie miały poparcia w zapisach prawa łowieckiego. Nagłośniona sprawa poprzez możliwości, jakie daje Internet, wywołała liczne, zacięte dyskusje na temat ustawowych uprawnień funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej; zwłaszcza w aspekcie kontroli posiadania przez myśliwych podczas wykonywania polowania wymaganych prawem dokumentów. Tu warto wspomnieć, że na podstawie ustawy o lasach, „strażnikowi leśnemu wykonującemu obowiązki służbowe na gruntach stanowiących własność Skarbu Państwa zarządzanych przez Lasy Państwowe przysługują uprawnienia określone” przepisami ustawy Prawo łowieckie, „odnoszącymi się do: 1) Państwowej Straży Łowieckiej – w zakresie zwalczania kłusownictwa”. Uprawnienia takie przysługują także nadleśniczemu, zastępcy nadleśniczego oraz inżynierowi nadzoru, leśniczemu i podleśniczemu. Problem rzeczywistych uprawnień kontrolnych funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej okazał się na tyle istotny, że stał się przedmiotem zainteresowania grupy senatorów, którzy od lat czynią wysiłki na rzecz dostosowania polskiego prawa łowieckiego do wymogów konstytucyjnych. Senatorowie – Stanisław Gorczyca, Stanisław Hodorowicz i Leszek Czarnobaj, na 68. posiedzeniu Senatu w dniu 9 stycznia 2015 roku złożyli oświadczenie, które później przy piśmie Marszałka Senatu z dnia 19 stycznia 2015 r. przesłane zostało Ministrowi Środowiska. W przedmiotowym oświadczeniu czytamy m. in.:

„W zapisach ustawy nie ma zapisu dającego strażnikom prawo do kontrolowania osób uprawnionych do wykonywania polowania pod kątem posiadania przez nich wymaganych dokumentów w sytuacji, kiedy nie zachodzi podejrzenie popełnienia przez nich przestępstwa. Nie sposób zatem oprzeć się chęci zadania takiego pytania: któż, skoro nie funkcjonariusze Państwowej Straży Łowieckiej, oraz w oparciu o jaką podstawę prawną, posiada uprawnienie do żądania od osoby wykonującej polowanie indywidualne okazania do wglądu dokumentów, o których mowa w art. 42 ust. 2 pkt 1 i 2 oraz ust. 8 ustawy – Prawo łowieckie?
Obecnie w Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem zmiany ustawy – Prawo łowieckie. Stąd takie oświadczenie dotyczące łowiectwa i zwrócenie uwagi, jak nam się wydaje, na pewną lukę prawną”.

W odpowiedzi na oświadczenie, złożone przez senatorów, na ręce Marszałka Senatu wpłynęło pismo Ministra Środowiska (DLP-VIII-070/7/6734/15 z dnia 19 lutego 2015 r.), w którym autor przedłożył swoje stanowisko, jednoznacznie rzecz ujmując:

„Brak uprawnienia do kontroli wykonywanej przez funkcjonariusza PSŁ stanowi faktyczną lukę prawną, ponieważ o ile nie zachodziło podejrzenie popełnienia przestępstwa, kontrola mogła odbywać się wyłącznie w obecności funkcjonariusza policji. Mając na uwadze wzmożenie częstotliwości kontroli osób dysponujących bronią myśliwską i znajdujących się w łowisku, proponowana zmiana przepisu jest konieczna.
W związku z powyższym propozycja rozszerzenia uprawnień kontrolnych PSŁ zostanie ujęta w najbliższej nowelizacji ustawy – Prawo łowieckie, jako istotna zmiana prawa, której celem jest zapobieganie kłusownictwu oraz – pośrednio – rozprzestrzenianiu się afrykańskiego pomoru świń wśród dzików przez nieuprawnione wprowadzanie do obrotu handlowego mięsa z nie przebadanych w kierunku ASF tusz dziczach”.

Cóż, skoro „brak uprawnienia do kontroli wykonywanej przez funkcjonariusza PSŁ” w przedstawionych warunkach zauważają nie tylko zainteresowani stanem prawa łowieckiego myśliwi, ale także senatorowie, a może przede wszystkim Minister Środowiska, poniekąd odpowiedzialny za stan tego prawa, to dlaczego inni z taką zaciętością bronią tezy o istnieniu tego czy innych uprawnień funkcjonariuszy i osób funkcyjnych wszędzie tam, gdzie ich bynajmniej po prostu nie ma? Czy to aby na pewno nie tęsknota za czasami słusznie minionymi, tęsknota za państwem policyjnym? Odpowiedzi na te pytania pozostawiam Czytelnikom Magazynu Sezon.

Tekst:  Artur Jesionowicz

Za Magazynem Sezon