niedziela, 3 stycznia 2016

Nie idźmy tą drogą



Uwag kilka na temat poselskiego projektu ustawy Prawo łowieckie,



złożonego w Sejmie dnia 22 grudnia 2015 r.
 


Prapoczątku powstania poselskiego projektu ustawy Prawo łowieckie, zwanego tu dalej Projektem, należałoby upatrywać... w pytaniu prawnym Naczelnego Sądu Administracyjnego, skierowanym do Trybunału Konstytucyjnego. Wyrokiem z dnia 6 listopada 2014 r. Trybunał orzekł, że 

Art. 27 ust. 1 w związku z art. 26 ustawy z dnia 13 października 1995 r. – Prawo łowieckie […] przez to, że upoważnia do objęcia nieruchomości reżimem obwodu łowieckiego, nie zapewniając odpowiednich prawnych środków ochrony praw właściciela tej nieruchomości, jest niezgodny z art. 64 ust. 1 w związku z art. 64 ust. 3 i art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”,

jednocześnie określając termin utraty mocy obowiązującej przedmiotowego zapisu z upływem osiemnastu miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku.
Jeżeli autorom Projektu przyświeca przede wszystkim pilna potrzeba rzetelnego wykonania wyroku, o którym mowa wyżej, to za miarę ich rzeczywistych intencji mogą służyć brzmienia art. 27, 28 i 29 Projektu.


Niestety, z art. 27, niezwykle rozbudowanego, de facto dla istoty sprawy wynika tylko jedno – każdemu właścicielowi, użytkownikowi wieczystemu albo zarządcy nieruchomości objętej projektem uchwały w sprawie podziału województwa na obwody łowieckie, co prawda gwarantuje się możliwość zgłaszania uwag, ale zarówno marszałek jak i sejmik województwa, tymi uwagami mogą się przejąć, ale też… nie muszą.

Kolejny zapis – art. 28, wyraźnie stanowi wyłącznie następną iluzję prawnego środka ochrony prawa własności, bowiem trudno wyobrazić sobie wystąpienie w rzeczywistości sytuacji, kiedy w wyniku objęcia nieruchomości reżimem obwodu łowieckiego, dotychczasowy sposób korzystania z niej zostanie istotnie ograniczony lub uniemożliwiony.

Nooo…, ale przecież mamy wspaniały :-) art. 29, który powinien usuwać już wszelkie wątpliwości malkontentów – z całą pewnością zapewnia on już „odpowiedni prawny środek ochrony praw właściciela nieruchomości”. Czy aby na pewno? Moim skromnym zdaniem jego ust. 1 i 2 zdradzają symptomy niezgodności z art. 53 ust. 7 Konstytucji RP. Uzależnienie prawa wystąpienia do sądu powszechnego – z wnioskiem o ustanowienie zakazu wykonywania polowania na nieruchomości – od ujawnienia przekonań religijnych wnioskodawcy lub wyznawanych przez niego zasad moralnych, wydaje się stanowić swego rodzaju presję, której stosowania Konstytucja we wskazanym zapisie zabrania. Niezależnie od tego art. 29 ust. 1 i 2 Projektu wydaje się być niezgodnym także z art. 32 Konstytucji. Dyskryminowanie osób indyferentnych pod względem religijnym oraz osób wyznających… nieodpowiednie zasady moralne, nie jest raczej najlepszym pomysłem na zgodność z Konstytucją.


Nowa definicja Polskiego Związku Łowieckiego, z którą spotykamy się w art. 35 ust. 1 Projektu, wprowadza dwa określenia, które nijak nie pasują do charakteru zrzeszenia, utworzonego mocą ustawy (a więc z woli ustawodawcy) do realizacji określonych zadań. Nie może być za społeczne uznane zrzeszenie, które społecznym w żadnej mierze nie jest, gdyż nie powstało z inicjatywy jakichkolwiek jego założycieli. Obowiązek ochrony środowiska naturalnego spoczywa przede wszystkim na władzy publicznej, co wyrażone jest w art. 5 oraz w art. 74 ust. 2 Konstytucji. PZŁ wykonuje zadania administracji państwowej z tym związane, więc bynajmniej nie może uzyskać statusu zrzeszenia także samorządnego, a wręcz przeciwnie – wymaga stałego nadzoru właściwych organów państwowych.

Art. 35 ust. 3 Projektu jest wierną kopią art. 32 ust. 3 obecnie obowiązującej ustawy, a brzmienie tego zapisu ustalone zostało mocą nowelizacji ustawą z dnia 10 stycznia 1997 r. Tak więc od dziewiętnastu już lat statut PZŁ nie jest nadawany przez właściwego do spraw środowiska ministra, ani zatwierdzany przez jakikolwiek zewnętrzny podmiot. Uchwalanie go przez Krajowy Zjazd Delegatów PZŁ uczyniło Polski Związek Łowiecki zrzeszeniem, któremu bardzo daleko w jego strukturze do organizacji o charakterze demokratycznym. Wymóg zatwierdzania statutu przez Sąd Okręgowy w Warszawie, a spotykamy się z tym nowym rozwiązaniem w art. 36 ust. 1 Projektu, jest tylko swego rodzaju próbą obejścia społecznych oczekiwań, próbą zatkania ust tym wszystkim, którzy zauważają zbyt daleko posuniętą niezależność tej – jak by nie było – monopolistycznej organizacji.


Warto też zauważyć, że art. 134 ust. 2 Projektu gwarantuje trwanie obecnego stanu, tzn. obowiązywanie statutu uchwalonego przez KZD PZŁ jeszcze w 2005 roku, z jego licznymi zapisami nie mającymi nic wspólnego z zasadami demokracji, przez okres jeszcze aż dwóch pełnych lat od dnia wejścia w życie ustawy na bazie Projektu. Chciałoby się zapytać – a w czyim to interesie aż tak długo?


Art. 40 Projektu, który jest prawie wierną kopią obecnie obowiązującego art. 33, pozbawiony jest dotychczasowego ust. 6:

„6. W sprawach utraty członkostwa w kole łowieckim, nabycia lub utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim po wyczerpaniu postępowania wewnątrzorganizacyjnego albo od orzeczeń i postanowień kończących postępowanie dyscyplinarne stronom postępowania przysługuje, w terminie 14 dni od otrzymania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie, odwołanie do sądu okręgowego, z zastrzeżeniem art. 42da ust. 3. Od orzeczenia sądu okręgowego kasacja nie przysługuje”.

Przypominam, że jego pierwotne brzmienie było następujące:

Art. 33
6. W sprawach nabycia lub utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim oraz utraty członkostwa w kole łowieckim zainteresowany może - po wyczerpaniu postępowania wewnątrzorganizacyjnego - dochodzić swoich praw na drodze sądowej”,

ale zakwestionował je Trybunał Konstytucyjny, który wyrokiem z dnia 6 listopada 2012 r. zadecydował tak:

„2. Art. 33 ust. 6 ustawy powołanej w punkcie 1 w zakresie, w jakim nie przewiduje prawa członka Polskiego Związku Łowieckiego, wobec którego zastosowano sankcję dyscyplinarną inną niż utrata członkostwa w Związku lub w kole łowieckim, gdy przewinienie i orzeczona za nie sankcja nie mają wyłącznie charakteru wewnątrzorganizacyjnego, do wniesienia odwołania do sądu, jest niezgodny z art. 45 ust. 1 oraz art. 77 ust. 2 Konstytucji”.

Dla przypomnienia fragment Konstytucji RP:

„Art. 45
1. Każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd”.

„Art. 77
2. Ustawa nie może nikomu zamykać drogi sądowej dochodzenia naruszonych wolności lub praw”.

Wykonując wyrok Trybunału Konstytucyjnego ustawą z dnia 12 grudnia 2013 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, wprowadzono brzmienie art. 33 ust. 6, które obowiązuje  do chwili obecnej. Zachodzi pytanie – jeżeli w sposób jednoznaczny członek PZŁ ma zostać pozbawiony ustawą prawa odwołania do sądu powszechnego w ściśle określonych, niezwykle istotnych dla niego sprawach, to czy aby na pewno nie jest ten fakt niezgodny z art. 45 ust. 1 oraz z art. 77 ust. 2 Konstytucji?


Art. 42 Projektu, w porównaniu z art. 34 obecnie obowiązującej ustawy, niebezpiecznie rozszerza paletę zadań PZŁ. Zbywając milczeniem błędną numerację punktów, nie sposób przejść do porządku dziennego nad następującymi zapisami:

„4) dbanie o dobre imię polskiego łowiectwa”

„5) czuwanie nadzór nad przestrzeganiem przez członków Polskiego Związku Łowieckiego prawa, zasad etyki, obyczajów i tradycji łowieckich”,

„12) inne zadania wynikające z ustaw i statutu PZŁ”.

Projekt nie precyzuje definicji „dobrego imienia polskiego łowiectwa”, ani sposobów dbania o nie. Jeżeli w dodatku określenie „czuwanie” zastąpione zostaje określeniem „nadzór”, to trudno nie zauważyć postępowania restrykcyjnego charakteru Polskiego Związku Łowieckiego wobec jego szarych członków. Niepokoić może również brzmienie pkt 12 – nie powinno być przyzwolenia ustawodawcy na to, aby zadania PZŁ uzupełniane były statutem, gdyż może prowadzić to w niebezpiecznym kierunku.


Kolejnym już oczywistym błędem rozpoczyna się brzmienie projektowanego art. 43, w którym nawiązuje się do art. 41, zamiast do 42. Razi też w oczy brzmienie pkt 13 – „prowadzenie hodowli gatunków zwierzyny”. Chciałoby się powiedzieć, że hodować można zwierzęta, może i zwierzynę, ale nigdy gatunki zwierząt czy zwierzyny. Niezależnie od tego, jeśli w pkt 8 czytamy, że swoje zadania PZŁ realizuje poprzez „kształtowanie i ochronę wizerunku polskiego łowiectwa”, to w powiązaniu z art. 42 pkt 4, znowu powinna ustawodawcy zapalić się lampka ostrzegawcza. Niepokoić powinno także brzmienie pkt 18, ściśle łączącego się z pkt 12 artykułu poprzedniego.


Do interesujących wniosków prowadzi analiza brzmienia art. 47 Projektu, w którym autorzy dokonują swego rodzaju cynicznej, prymitywnej transpozycji. Obecnie obowiązujący art. 35a ust. 2 proponują zastąpić zapisami wynikającymi z ustawy Prawo o stowarzyszeniach, do której odwołuje się ustawodawca w obecnie obowiązującym rozwiązaniu, gdy lakonicznie opisuje nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego. W taki oto sposób w Projekcie

1)     przedmiot potencjalnych żądań organu nadzorującego zostaje mocno ograniczony,
2)     likwiduje się aktualnie istniejącą możliwość nałożenia na PZŁ kary grzywny,
3)     możliwość uchylania przez sąd powszechny niezgodnych z prawem lub statutem uchwał organów PZŁ ograniczona zostaje do uchwał Krajowego Zjazdu Delegatów PZŁ, Naczelnej Rady Łowieckiej i Zarządu Głównego; poza kontrolą sądu mają pozostać m. in. uchwały 49. zarządów okręgowych, 49. okręgowych rad łowieckich oraz okręgowych zjazdów delegatów, a być może także sądów łowieckich.

Stan taki spowoduje, że nadzór ministra właściwego do spraw środowiska nad działalnością PZŁ, do tej pory postrzegany przez wielu za wyłącznie iluzoryczny, jeszcze bardziej zostanie osłabiony, co naturalną koleją rzeczy wzmocni nieuprawnioną, monopolistyczną pozycję zrzeszenia.


Zapisy rozdziału 9 Projektu, zatytułowanego „Odpowiedzialność dyscyplinarna”, są dość wierną kopią zapisów obecnie obowiązującego rozdziału 6a (wprowadzono je mocą ustawy nowelizującej z dnia 12 grudnia 2013 r.). Z tą jednak różnicą, że z niewiadomych przyczyn postanowiono całość zapisów gruntownie „przetasować”, a przy okazji uzupełnić je zapisami… prawie „żywcem wziętymi” z Regulaminu Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim – zarówno z obecnie obowiązującego, jak i z tego poprzedzającego go. Mam tu na myśli projektowane zapisy art. 64, 65 i 66. W ten oto sposób wymogi normatywne autorstwa decydentów PZŁ mają przeobrazić się w ustawowe.


Warto też zauważyć, że art. 51 ust. 1 Projektu dopuszcza sytuację, w której rzecznik dyscyplinarny, zamiast wykształcenia prawniczego lub administracyjnego, może legitymować się tylko gimnazjalnym, a nawet podstawowym, byle by miał co najmniej dziesięcioletni staż w Polskim Związku Łowieckim”. Zaiste kuriozalna to propozycja.



Art. 84 Projektu:

„Polowanie na zające odbywa się wyłącznie jako polowanie zbiorowe, przy udziale co najmniej sześciu myśliwych, przy czym naganianie odbywa się bez użycia psa”,

umiejscowiony został, tak jakby trochę z przypadku, pomiędzy zapisem dotyczącym dopuszczalnych prawem urządzeń optycznych (art. 83), stosowanych do celów łowieckich, a bardzo rozwlekłym zapisem (art. 85), dotyczącym aż kilkudziesięciu mniej czy bardziej zasadnych, a w przynajmniej kilku przypadkach także kompletnie irracjonalnych nakazów i zakazów podczas wykonywania polowania.

„Przez ponad pół wieku, z niewiadomych […] przyczyn, indywidualne polowania na zające były na przestrzeni lat różnymi, kolejnymi aktami prawnymi, a i normatywnymi PZŁ, po prostu wzbraniane. Z jakiego powodu? A któż to dzisiaj wie? Nawet chyba nie warto tego dochodzić, bo cóż to może mieć za znaczenie w sytuacji, kiedy pomysł ten zrodził się w niewiadomo czyjej głowie – bądź co bądź – w odległych, stalinowskich czasach, a następnie wprowadzony w życie, przetrwał aż do połowy pierwszej dekady XXI wieku. Pomysł był co prawda z gruntu irracjonalny, ale przekuty w czyn, oparł się zarówno zawieruchom historycznym, jak i jednocześnie wielu przemianom społeczno – politycznym w Polsce. Być może swoją długowieczność zawdzięcza także Polskiemu Związkowi Łowieckiemu, który na perspektywy jakichkolwiek reform wewnątrzorganizacyjnych okazał się równie, a może bardziej odporny, niż ten zakaz indywidualnych polowań na zające”.
(A. Jesionowicz, Brać Łowiecka 9/2013 r.)

Minister Środowiska, swoim rozporządzeniem z dnia 22 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, być może dość przypadkowo, ale uwolnił polowania na zające z wyłącznie zbiorowych do także indywidualnych. Sytuacja była jednak niezauważona przez osoby zainteresowane i dopiero na początku roku 2013, zainspirowana działaniami autora niniejszego tekstu, rozpoczęła się publiczna dyskusja na temat prawnej możliwości indywidualnych polowań na zające. Efekt jej był taki, że… rozporządzeniem z dnia 29 lipca 2013 r. minister pospiesznie postarał się naprawić „błąd” swojego poprzednika sprzed ponad ośmiu laty i na powrót wprowadził przedmiotowy zakaz. Prawdopodobnie jednak z naruszeniem zasad poprawnej legislacji, gdyż już dnia 11 marca 2014 r. Prokurator Generalny zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego (PG VIII TKw 66/13) nie tylko tę przedmiotową normę, ale jeszcze kilka innych, zarzucając im niezgodność zarówno z art. 43 ust. 3 ustawy Prawo łowieckie, jak i z art. 92 ust. 1 Konstytucji RP.

Niezależnie od trwających nadal perturbacji z tym związanych, „chciałbym zapytać, czy aby na pewno […] wzięto pod uwagę wszystkie aspekty, dotyczące zakazu indywidualnych polowań na zające? Przecież chociażby w bardzo poważnej, obszernej pracy naukowej – „Przyczyny spadku populacji zająca szaraka w Polsce”, autorstwa m. in. takich autorytetów z dziedziny łowiectwa, jak dr hab. prof. Roman Dziedzic (kierownik zespołu), dr Robert Kamieniarz, dr Barbara Majer– Dziedzic, napisanej w 2000 r. na zamówienie […] Ministerstwa Środowiska, ani słowem nie wspomina się, jakoby indywidualne polowania na zające mogłyby mieć jakikolwiek negatywny wpływ na liczebność populacji zająca. Mało tego – przytoczono  w tej pracy naukowej wyniki dowodu empirycznego, potwierdzającego pogląd prof. Zygmunta Pielowskiego: »Prawdopodobnie użytkowanie łowieckie jest bodźcem powodującym podwyższenie rozrodczości, co zresztą może być potwierdzone wyższym stanem młodych zajęcy na powierzchniach poddanych eksploatacji w stosunku do liczby na terenach gdzie nie pozyskiwano zajęcy«
 (A. Jesionowicz, Brać Łowiecka 9/2013 r.).

Czas zatem może na pogrzebanie tego archaicznego, kompletnie nie przystającego do obecnych czasów zakazu indywidualnych polowań na zające?


Kwestia związana z przystrzeliwaniem broni, opisana w art. 86 Projektu, jest w środowisku myśliwych od wielu już lat postrzegana, z kilku przynajmniej względów, w kategoriach bardzo problematycznych. Wzmacniający ją projektowany obowiązek legitymowania się „ważnym zaświadczeniem o przystrzelaniu broni”, o którym mowa w art. 75 ust. 2 pkt 4, a pośrednio także w przepisie karnym art. 123 pkt 6, może skutkować bardzo poważnymi konsekwencjami, których projektodawcy zdają się nie dostrzegać lub przynajmniej bagatelizują je, że wymienię tylko powstający jednocześnie problem opłat za wydawanie przedmiotowych zaświadczeń. Tak więc kolejny już raz mamy w Projekcie próbę przeniesienia do kategorii ustawowej materii, która przez lata funkcjonowała w Polskim Związku Łowieckim oficjalnie jedynie jako pomocnicza (patrz: „Komunikat Zarządu Głównego PZŁ z dnia 5 kwietnia 2001 r. w sprawie zasad i warunków przystrzeliwania broni do celów łowieckich”), w zamyśle ułatwiająca łowieckie życie myśliwym, ale w części przypadków niestety także jako bezprawne narzędzie dyscyplinowania członków kół łowieckich. No to teraz może stać się narzędziem prawnym, tylko nie do końca wiadomo, komu i na jakich zasadach służącym.


Za interesujące, a więc warte dalszej dyskusji, można przyjąć rozwiązania, proponowane w rozdziale 12 Projektu, zatytułowanym „Szkody łowieckie”. Malutka przy tym uwaga – nie zauważam w art. 117 Projektu, będącym odpowiednikiem art. 48 obecnie obowiązującej ustawy, minimalnej wartości szkody, która aktualnie określona jest w pkt 4 na poziomie „wartości 100 kg żyta w przeliczeniu na 1 ha uprawy”. Nie zauważam także tejże minimalnej wartości szkody w art. 2 pkt 27 Projektu, gdzie podana jest definicja szkody łowieckiej. Czyżbym coś przeoczył?


Jak czytamy w uzasadnieniu do Projektu:

Trybunał podkreślił, że do wykonania wskazań zawartych w Wyroku Trybunału konstytucyjnego niezbędna jest ingerencja ustawodawcy polegająca na zmianie ustawy Prawo łowieckie”.

Cóż, każdy może wysłuchać z odtworzenia raz jeszcze ogłoszenie wyroku przez Trybunał Konstytucyjny dnia 10 lipca 2014 r. W przedstawionym tuż potem uzasadnieniu do tego wyroku wyraźnie słychać:

„Powinno to skłonić ustawodawcę do poszukiwania rozwiązań o charakterze systemowym – a nie do kolejnej, punktowej nowelizacji – takiego rozwiązania, które pozwoli na dostosowanie całego modelu gospodarki łowieckiej i funkcjonowania podmiotów wykonujących tę gospodarkę do aktualnie obowiązujących norm konstytucyjnych i zdecydowanie wyższego, niż w momencie uchwalania tej ustawy, standardu ochrony prawa własności”.

Prokurator Wojciech Sadrakuła, reprezentujący wówczas przed Trybunałem Prokuratora Generalnego, tuż po ogłoszeniu wyroku, stwierdził wprost:

”… cała ustawa Prawo łowieckie winna zostać przeanalizowana przez ustawodawcę i zastąpiona nowym aktem prawnym, lepiej dostosowanym do naszej rzeczywistości konstytucyjnej”.





Reasumując – poselski projekt ustawy Prawo łowieckie, wniesiony do Sejmu dnia 22 grudnia 2015 r., stanowi głównie kompilację zapisów aktualnie obowiązującej ustawy z dnia 13 października 1995 r. – Prawo łowieckie, poselskiego projektu ustawy (VII kadencja, druk 3192 i 2970) o zmianie ustawy – Prawo łowieckie według stanu na dzień 5 sierpnia 2015 r., rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 22 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, statutu Polskiego Związku Łowieckiego, Regulaminu Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim, Komunikatu Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego z dnia 5 kwietnia 2001 r. w sprawie zasad i warunków przystrzeliwania broni do celów łowieckich, a także ustawy z dnia 7 kwietnia 1989 r. Prawo o stowarzyszeniach. Łączenie fragmentów tekstów z różnych źródeł w jeden, z całą pewnością następowało najczęściej na zasadzie bezkrytycznego stosowania niedopuszczalnej w takich przypadkach, a i kompromitującej autorów Projektu, metody „kopiuj-wklej”. Tylko najistotniejsze z ich punktu widzenia problemy, a dokładnie rzecz biorąc – z punktu widzenia interesu nieoficjalnych lobbystów Projektu, doczekały się gruntownej analizy i zapisów sformułowanych na nowo, z największą starannością. W ten oto sposób powstał Projekt niby całkowicie nowej ustawy Prawo łowieckie, autorstwa grupy posłów VIII kadencji, mający urzeczywistniać wyborcze hasło wiodącej partii – „zmiana na lepsze”. De facto jednak mamy tu do czynienia z Projektem, który w zasadzie wprowadza zaledwie kosmetyczne zmiany do – co tu dużo ukrywać – od ponad sześćdziesięciu już lat permanentnie ułomnego modelu łowiectwa polskiego, ale jednocześnie wzmacnia betonowe już granice coraz bardziej niezależnego od struktur rządowych swoistego państwa w państwie, jakim niewątpliwie jest monopolistyczne zrzeszenie Polski Związek Łowiecki na tle Rzeczpospolitej Polskiej.



Nie idźmy tą drogą.





Suplement

Jeden z przedstawicieli świata naukowego, zajmujący się łowiectwem i ochroną przyrody, z którym czasem wymieniam poglądy, zagadnięty przeze mnie ostatnio na temat poselskiego projektu ustawy Prawo łowieckie, napisał do mnie tak:

Zaciekawił mnie rozdział 3, czyli ten o zwierzętach łownych i jestem przerażony. Jest to kompletny bełkot, zarówno w sferze pomysłu  i konstrukcji zapisów w tym rozdziale, jak i treści, które zawiera. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, pewnie raczej płakać. 
Cały ten rozdział nie nadaje się w ogóle do akceptacji jako akt prawny rangi ustawy, tak więc tylko zwrócę Ci uwagę na nieprawidłowości biologiczne:

1.  Naukowa nazwa łacińska norki amerykańskiej  to już od dawna Neovison vison, a nie Mustela vison.

2. Co oznacza zapis: bażant (Phasianus ssp.)?
Zapis ssp. w taksonomii oznacza podgatunek. Czy chodziło tu o jakiś konkretny podgatunek bażanta Phasianus colchicus? Jeśli tak, to należało po skrócie ssp. podać nazwę tego podgatunku. Czy może chodziło o każdy podgatunek P. colchicus?  A może miał to być raczej zapis spp., a nie ssp.? Zapis spp. oznacza większą niż 1 liczbę gatunków w obrębie tego samego rodzaju.  Ale w praktyce taki zapis oznaczałby wtedy, że gatunkiem łownym jest każdy gatunek z rodzaju Phasianus, co w praktyce dopuszczałoby hodowlę i zasiedlanie każdym gatunkiem z tego rodzaju, np. bażantem zielonym P. versicolor.

3.   Nie ma ssaka o naukowej nazwie dziki królik. Jest za to królik dziki lub królik europejski.

4.   Dlaczego gatunki obce  to tylko nierodzime dla naszej fauny łowne gatunki drapieżne? Nie dość, że tylko drapieżniki, to jeszcze tylko łowne?
A co z jeleniem sika czy muflonem? Co z ptakami typu bernikla czy gęsiówka egipska, sterniczka jamajska? Co z szakalem złocistym, który już u nas jest?

5. Gdzie przy tak idiotycznym podziale na zwierzynę grubą i drobną wsadzić wilka, jeżeli kiedyś byłby on znów wprowadzony na listę gatunków łownych? Jako zwierzynę drobną?

6.  Pomysł, aby do jednego akapitu wrzucić ptaki i wszelkie ssaki razem, według kolejności alfabetycznej, jest bezsensowny. W ogóle bezsensownym jest wpisywanie do ustawy gatunków. Tak naprawdę, każde wycofanie gatunku będzie oznaczało konieczność zmiany ustawy. Bo nie przewidzieli wycofania, tylko jest zapis o ewentualnym uznaniu innych gatunków za łowne.
Powinien być w ustawie tylko podział, sensowny oczywiście, na zwierzynę taką i owaką, z zapisem, że konkretne listy gatunków będzie wyznaczał Minister Środowiska”.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Przeczytane w propagandowej tubie PZŁ



Ze wstępniaka (http://www.lowiecpolski.pl/) do ostatniego numeru propagandowej tuby PZŁ:

Ze smutkiem trzeba [...] zauważyć, że w naszym gronie funkcjonuje nieliczna grupa myśliwych, która postanowiła całą swoją energię skoncentrować na rozwaleniu obecnego modelu.
[…] w trosce o kolegów po strzelbie, wzywa na koniec swojej wypowiedzi do wypracowania rozwiązania, dzięki któremu będą mogli polować niezamożni myśliwi.
Szanowny Panie mecenasie – nie ma takiej możliwości! Albo jest tak jak teraz, gdzie właścicielem zwierzyny jest państwo, albo właściciel gruntu dyktuje cenę za polowanie. Nie ma żadnego innego rozwiązania pomiędzy tymi dwoma systemami. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko, więc proszę nie mydlić oczu »polskim szarakom«.
[…] Komercyjny system sprawdza się w krajach, gdzie ziemiański model łowiectwa jest możliwy i wynika z historycznych uwarunkowań.
W naszym kraju każda zmiana społecznego modelu łowiectwa i odebranie skarbowi państwa własności zwierzyny spowoduje, że nowi właściciele zjedzą wszystko, co wejdzie na ich pole. Do ostatniego zająca”.

Aby było jasne, kto jest autorem powyżej zacytowanych sformułowań, przypominam, co następuje…

Pan Paweł Gdula, redaktor naczelny propagandowej tuby PZŁ, to syn Andrzeja Gduli, od wielu lat prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej. Ten, do spółki z wszechmogącym dr Lechem Blochem, od osiemnastu już lat przewodniczącym Zarządu Głównego PZŁ, zasiada na samym wierzchołku monopolistycznego zrzeszenia o nazwie Polski Związek Łowiecki. Trudno zatem się dziwić takim a nie innym treściom głoszonym przez Gdulę juniora. Przecież gdyby zbiegiem pewnych okoliczności obecny model łowiectwa w Polsce zastąpiony został nagle innym, cała trójka, jeśli nie poszłaby z torbami, z całą pewnością odcięta zostałaby od wartkiego strumienia bynajmniej nie górskiego potoku. Tak więc dopóki im sił i możliwości wystarczy, wychwalać będą wniebogłosy model, a de facto ustawę Prawo łowieckie. Fundamentalnych dla ich bytu jej zapisów strzec będą do ostatniej kropli potu, a może i krwi.

A teraz kilka zdań już w ścisłym związku z tym, co napisał młody Gdula…

Problem, który autor świadomie pomija, nie leży moim zdaniem w rzeczywistym czy w urojonym braku innego rozwiązania pomiędzy […] dwoma systemami”, ale przede wszystkim w wynaturzonym charakterze polskiego modelu łowiectwa, którego lista wad, wynikających z zapisów ustawy, zdaje się nie mieć końca. Wymienię zaledwie dziesięć, które być może nie tylko moim zdaniem należą do najbardziej istotnych:

  1. monopol PZŁ na dopuszczanie do wykonywania polowania,
  2. monopol PZŁ na szkolenie adeptów sztuki łowieckiej,
  3. przy monopolistycznym charakterze PZŁ, brak realnego nadzoru państwa nad jego działalnością,
  4. przy monopolistycznym charakterze PZŁ, brak wpływu państwa na zapisy jego statutu,
  5. przy monopolistycznym charakterze PZŁ i finansowaniu jego działalności w oparciu przede wszystkim o składki członkowskie jego szarych członków, brak transparentności działań jego organów,
  6. przy monopolistycznym charakterze PZŁ, brak ustawowego ustalenia maksymalnej wysokości składki członkowskiej do niego,
  7. rozwinięte do granic absurdu dyscyplinarne sądownictwo łowieckie, nie mające swoich odpowiedników w żadnym z cywilizowanych krajów Europy,
  8. wspierający je tzw. zamordyzm za wchodzenie w kolizję z narzucanymi, co rusz zmienianymi zasadami selekcji osobniczej samców zwierzyny płowej i muflonów,
  9. niski standard ochrony praw własności właścicieli nieruchomości, wchodzących w skład obwodów łowieckich,
  10. brak partycypacji właściciela zwierzyny w wynagradzaniu szkód w uprawach i płodach rolnych, czynionych przez dziki, jelenie, daniele i sarny.
Polski model łowiectwa jest wspaniały z wiadomych względów :-), ale przede wszystkim dla następujących osób i grup mniej czy bardziej formalnie z nimi związanych:

dla

  1. Lecha Blocha,
  2. Andrzeja Gduli,
  3. Zygmunta Jabłońskiego,
  4. Pawła Gduli,
  5. 49. łowczych okręgowych,
      ale także dla

  1. pozostałej części grupy prominentnych działaczy PZŁ,
  2. kilku posłów VII kadencji,
  3. klakierów osób wskazanych w punktach 1 – 7,
  4. aktualnych, wieloletnich prezesów i łowczych kół łowieckich,
  5. myśliwych zza granicy polujących w Polsce, w tym… nie posiadających jakichkolwiek uprawnień do wykonywania polowania.
Pozostałym ludkom, co tu dużo ukrywać – tworzącym już tylko wyłącznie finansową masę składkową, wmawia się nieskończoną ilość idiotyzmów w postaci rzekomych zalet „najlepszego modelu łowiectwa na świecie”, którego to modelu zazdrości nam podobno cały współczesny świat :-). 
Nic, tylko boki zrywać. Ze śmiechu :-), bo skoro jest u nas tak dobrze, jak opisuje to pan Gdula junior:

„Na szczęście większość myśliwych rozumie i docenia atuty obecnego modelu i nie zamierza go zmieniać. Polowanie traktują jako odskocznię od zwariowanego świata, w którym przyszło nam żyć, i z niecierpliwością wypatrują swoich łowieckich przygód, które czekają ich w nadchodzącym roku”,


to dlaczego nie licząc dwóch krajów, Polska jest na szarym końcu listy, ukazującej liczby myśliwych na tle 1000. obywateli poszczególnych krajów Europy?

Skoro jest tak dobrze, to… dlaczego jest tak źle?

wtorek, 20 października 2015

"Specjalny list"



Dnia 23 września 2015 roku do Kancelarii Prezydenta RP, poprzez internetowy formularz kontaktowy, wysłałem e-maila następującej treści:

Szanowni Państwo!
Na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Łowieckiego zamieszczono notatkę, z której wynika, że prof. Jan Szyszko odczytał dnia 12 września 2015 r. list do XXIII KZD PZŁ podpisany przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Na oficjalnej stronie internetowej Prezydenta RP nie zauważam nawet wzmianki na temat tego listu. Jaka jest tego przyczyna? Gdzie mogę znaleźć treść tego pisma?
Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedzi na moje pytania.
Z poważaniem
Artur Jesionowicz

Dnia 24 września  2015 roku, około  godz. 14-ej, w telefonicznej rozmowie z jedną z pań z Kancelarii Prezydenta RP, zostałem odesłany w sprawie do Biura do Spraw Wystąpień Prezydenta i Patronatów. Po uzyskaniu połączenia z numerem 2269xxxxx, kolejnej osobie przedstawiłem problem. Moja rozmówczyni, po rozmowie trwającej kilka minut, najpierw … jakby zapowietrzyła się, a niedługo potem poprosiła o nr mojego telefonu, obiecując jednocześnie, że niebawem – po nabyciu wiedzy w sprawie – oddzwoni. Zastrzegła jednak, że „niekoniecznie nastąpi to tego samego dnia”. Nie nastąpiło to ani tego samego dnia, ani żadnego z następnych.

Dnia 2 października 2015 r., około godziny 11-ej, ponownie skontaktowałem się telefonicznie z tą samą co poprzednio panią z Biura do Spraw Wystąpień Prezydenta i Patronatów, aby przypomnieć jej o danej mi obietnicy wyjaśnienia sprawy i powiadomienia mnie o rezultatach. Pani ta zapewniła mnie, że o sprawie pamięta (na dowód tego wymieniła nazwisko prof. Szyszko), ale jednocześnie wyraźnie dała mi do zrozumienia, że jak okazało się, osiem dni to za mało, aby akurat taką sprawę dogłębnie wyjaśnić. Jednocześnie poprosiła o dalszą cierpliwość i obiecała, że tym razem na pewno w przyszłym tygodniu odezwie się do mnie.

Następny tydzień nieuchronnie kończył się, a telefon milczał. Kolejny więc raz, a było to tuż po godzinie 14-ej dnia 9 października 2015 r., wykręciłem numer telefonu do znajomej już pani z Biura do Spraw Wystąpień Prezydenta RP. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że ta pani do tej pory w zasadzie nie przedstawiła mi się, dukając za każdym razem tylko coś tam pod nosem na przywitanie. Nie inaczej było też i tym razem. Po krótkim wstępie zaczęła tłumaczyć się nawałem pracy i poprosiła o kolejną zwłokę, gdyż sprawy do tej pory nie udało się jej wyjaśnić. Poprosiłem więc o skierowanie mnie do innego z biur Kancelarii Prezydenta, w którym ktoś byłby w końcu w stanie odpowiedzieć mi na moje pytania, ale stanowczo zaprotestowała. Podkreśliła, że skoro podjęła się wyjaśnienia sprawy, to chciałaby doprowadzić ją do końca. Obiecała, że tym razem na pewno jej się to już uda i oddzwoni do mnie w najbliższy poniedziałek. Ufny w szczere chęci tejże pani, poprosiłem jednak ją jeszcze o odpowiedź na następujące pytanie:

Według wiedzy na chwilę obecną, może mi pani powiedzieć czy odczytany na Krajowym Zjeździe PZŁ list faktycznie został podpisany przez pana prezydenta?

Odpowiedziała jasno i wyraźnie:

„Nie, nie mogę tego powiedzieć”.

Już na faktyczny koniec rozmowy przypomniałem miłej pani, jak się nazywam, a jednocześnie poprosiłem panią o wyraźne przedstawienie się, bo do tej pory nie miałem przyjemności zrozumienia brzmienia jej nazwiska. Pani ta delikatnie, ale jednoznacznie … odmówiła mi. Jednocześnie subtelnie zasugerowała, że powinien wystarczyć mi fakt, iż pracuje w Biurze do Spraw Wystąpień Prezydenta RP. Nie nalegałem, ale zacząłem odczuwać nutkę niepewności w słowach wypowiadanych przez tajemniczą panią. Zwłaszcza, gdy wyraźnie dałem jej do zrozumienia, że sprawą nie tylko ja jestem zainteresowany.  
No nic … Do poniedziałku zaledwie trzy doby. Uzbroję się w cierpliwość, bo cóż innego mi pozostaje.
Zadałem sobie tylko pytanie – skoro niemożliwe było wyjaśnienie sprawy przez okres piętnastu dni, jak tego dokona się przez okres najbliższych trzech dni? A może sprawa już jest wyjaśniona, tylko coś ciągle stoi na przeszkodzie, aby wyjaśnienie podać do wiadomości opinii publicznej? Hm …

I nastąpił dwunasty dzień października 2015 r. Tajemnicza pani z Biura do Spraw Wystąpień Prezydenta i Patronatów tym razem w końcu dotrzymała słowa i przedzwoniła do mnie tuż po 14.30. Z numeru 2228xxxxx. Oczywiście znowu nie podając swojego nazwiska. Cóż, widocznie to taki nowy zwyczaj w biurach Kancelarii Prezydenta RP. Przedzwoniła, aby poinformować mnie, że pan prezydent „mógł podpisać ten list”, bo to list jedynie powiadamiający, że nie mógł zaszczycić delegatów swoją obecnością na Zjeździe. Co najciekawsze, pani ta podkreśliła, że taką wiedzę zdobyła na stronie internetowej PZŁ, gdzie znalazła kopię tego listu :-). Czyżby o  tej stronie internetowej - http://www.pzlow.pl/palio/html.run?_Instance=forum&_PageID=855&_SessionID=50009&_SessionKey=666005163&_LoginID=855&_RowID=3618&_added=1&_CheckSum=-128041967  mówiła tajemnicza pani? Następnie pouczyła mnie, że powinienem swoje wątpliwości opisać i przesłać do Kancelarii Prezydenta oficjalnym e-mailem, a wtedy z całą pewnością kiedyś uzyskam pisemną odpowiedź. Przypomniałem, że dawno to już uczyniłem (dnia 23 września), o czym informowałem ją już w pierwszej rozmowie. Na pytanie – kiedy zatem mogę spodziewać się oficjalnej odpowiedzi, nie potrafiła wiążąco odpowiedzieć.


W mocy pozostają zatem pytania:

Prezydent RP Andrzej Duda podpisał czy też nie podpisał listu do delegatów XXIII KZD PZŁ? Jeżeli podpisał, to dlaczego nie ma o tym liście mowy na oficjalnej stronie internetowej Prezydenta RP? Czyżby pan Prezydent RP wstydził się części własnych poczynań lub niektóre z nich nie zasługują na jego pamięć dłuższą niż 5 minut? Dlaczego urzędniczka Biura do Spraw Wystąpień Prezydenta i Patronatów przez prawie trzy tygodnie nie potrafiła znaleźć kopii pisma w kancelaryjnej dokumentacji, ale – jak dumnie przyznała – w końcu znalazła ją na internetowej stronie ZG PZŁ? Czy to jest normalne?



Tak więc właśnie ze wskazanej strony internetowej i ja w końcu poznałem treść przedmiotowego pisma:

„Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa, 11 września 2015 roku

Uczestnicy XXIII Krajowego Zjazdu
Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego

Szanowni Państwo,

serdecznie dziękuję za zaproszenie na XXIII Krajowy Zjazd Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego. Niestety, wcześniej podjęte zobowiązania nie powalają mi na uczestniczenie w spotkaniu.

Na czas obrad przekazuję Państwu serdeczne życzenia dalszej owocnej pracy w racjonalnym użytkowaniu i ochronie polskich zasobów przyrodniczych, jak również krzewieniu polskiej, wielowiekowej kultury łowieckiej, będącej wzorem dla całego świata.

Z wyrazami szacunku
Darz Bór
Andrzej Duda”



Ten "wzór dla całego świata" dziwnie mi przypomina powtarzany fragment w różnych wypowiedziach posła Szyszki, np. w Sejmie:

Muszę powiedzieć, na całym świecie jest podziwiany jako wzorowy".

Skąd w pisemnej wypowiedzi Prezydenta RP tak niedorzeczne stwierdzenie, że polska, wielowiekowa kultura łowiecka, jest wzorem dla całego świata"? Jakie miał ku temu argumenty? Pod czyją namową tak palnął? Komu dał się tak podejść”? Ba, propagandowa tuba PZŁ w ostatnim numerze ŁP dokonała nawet pewnego drobnego, ale niezwykle istotnego przekłamania w komentarzu do treści pisma Prezydenta. Zwróciła się do swoich wiernych m. in. takimi oto słowami:

„Znaczącym wydarzeniem był fakt przesłania delegatom XXIII KZD specjalnego listu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudę, w którym – zwracając się do delegatów, ale i pośrednio do wszystkich myśliwych – życzył nam
»dalszej owocnej pracy w racjonalnym użytkowaniu i ochronie zasobów polskiej przyrody« w sposób, który »jest wzorem dla całego świata«".

piątek, 16 października 2015

Selekcja osobnicza



Selekcjoner strzela samca zwierzyny płowej. Jak powszechnie wiadomo, odstrzał taki podlega ocenie co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej. O tym, komu ustawodawca nadaje uprawnienie do dokonania takiej oceny, dowiadujemy się z ustawy Prawo łowieckie:

Art. 42d. Odstrzał samców łosi, jeleni, danieli, saren i muflonów podlega ocenie co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej. Oceny w obwodach podlegających wydzierżawieniu dokonują komisje powołane przez Polski Związek Łowiecki, w skład których wchodzą przedstawiciele: Polskiego Związku Łowieckiego oraz Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe [...]”.

O tym, co dalej dzieje się po dokonaniu takiej oceny, dowiadujemy się z następnego zapisu ustawy:

„Art. 42da. 1. Po dokonaniu oceny, o której mowa w art. 42d, komisje sporządzają sprawozdanie ze swoich prac i przekazują je do wskazanych statutem Polskiego Związku Łowieckiego organów okręgowych, które wobec osób dokonujących odstrzału nakładają, w formie uchwał, następujące kary porządkowe za naruszenie zasad selekcji osobniczej:
1) nagany;
2) zawieszenia w prawach polowania na określony gatunek samców zwierzyny płowej i muflonów na okres do 2 lat;
3) zawieszenia w prawach polowania na samce zwierzyny płowej i muflony na okres do 2 lat.
2. Od uchwały, o której mowa w ust. 1, służy stronie odwołanie do okręgowej rady łowieckiej w terminie 14 dni od dnia doręczenia tej uchwały.
3. Na uchwałę okręgowej rady łowieckiej przysługuje stronie skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego w terminie 14 dni od dnia doręczenia tej uchwały”.

Wypadałoby przy tym pamiętać, że – jak to czytamy w art. 34 pkt 4 ustawy – „ustalanie zasad selekcji populacyjnej i osobniczej” należy do „zadań Polskiego Związku Łowieckiego”, a nie do zadań kół łowieckich, wśród których w § 34 pkt 1 Statutu PZŁ spotykamy, owszem, ale zadanie jedynie

„prowadzenia gospodarki łowieckiej […] zgodnie z zasadami selekcji
populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych”.

Zajrzyjmy przy okazji teraz na moment do § 127 tegoż Statutu:

„Do zadań okręgowej rady łowieckiej należy:
17) powoływanie komisji dokonujących oceny zgodności odstrzału samców zwierzyny płowej i muflonów, pozyskanych w obwodach dzierżawionych bądź będących w zarządzie Zrzeszenia, a położonych na terenie okręgu, z zasadami selekcji osobniczej;”.

No i w końcu otwórzmy załącznik do uchwały nr 57/2005 Naczelnej Rady Łowieckiej  z dnia 22 lutego 2005 r., aby dokładniej poznać zasady selekcji – przede wszystkim osobniczej –  i kwestii z nimi związanych. Czytamy, czytamy i …

„I. Uwagi ogólne:
1)     ocena odstrzału samców zwierzyny płowej i muflonów, co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej – zwana dalej oceną – dokonywana jest przez okręgowe komisje do spraw oceny prawidłowości odstrzałów, zwane komisjami, powołane przez okręgowe rady łowieckie. Komisja pracuje w składach oceniających, które powoływane są tylko z pośród członków komisji, przez zarządy okręgowe PZŁ, z uwzględnieniem przepisu art. 42 d ustawy z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz.U. 2013, poz. 1226 j.t.);”.

Wszystko na razie jasne i przejrzyste, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla wszystkich.

Zapisem dość istotnym dla stawianego problemu, niewątpliwie jest pkt 5 uwag ogólnych załącznika:

„5) komisja dokonuje oceny spreparowanego trofeum łowieckiego (czaszka wraz z żuchwą) dostarczonego przez przedstawiciela dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego. Podczas oceny ma prawo być obecny myśliwy, który dokonał odstrzału zwierzyny;”.

Z mojego punktu widzenia, równie istotnym, a może jeszcze ważniejszym zapisem dla stawianego problemu, jest pkt 6 uwag ogólnych załącznika:

„6) za spreparowanie trofeum odpowiada myśliwy, który je pozyskał;”.

Jaki problem w końcu stawiam? Hm …

Otóż w znacznej części kół łowieckich problemu nie ma żadnego. Selekcjoner strzela samca zwierzyny płowej, łeb „odbija” od tuszy, a tę zdaje najczęściej do punktu skupu lub czasem „bierze” na użytek własny. Na zasadach oczywiście ustalonych przez walne zgromadzenie. Następnie, w ciągu krótkiego okresu czasu (doba? dwie?, dokonuje „preparacji trofeum” – sam lub z pomocą wynajętej, wprawionej w tego typu czynnościach osoby. Innym, równie praktykowanym sposobem, zwłaszcza w przypadku łbów kozłów, jest umieszczanie ich w zamrażarce, aby dopiero po jakimś czasie dokonać preparacji. Najważniejsze, aby na dzień oficjalnej oceny odstrzału, trofeum było odpowiednio spreparowane, tzn. „pozbawione tkanki mięsnej i łącznej oraz wybielone, z pełnym uzębieniem – z wyjątkiem ubytków naturalnych”.
Ogólnie – od momentu dokonania odstrzału samca, do dnia (czasem dzień, dwa wcześniej) oficjalnej oceny jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej, trofeum znajduje się pod opieką myśliwego, który je pozyskał i nikt nie ma jakichkolwiek wątpliwości z tym związanych. Nu ba… Występują one w innych kołach.

Niestety, oprócz wielu normalnych kół, w których „oczywistą oczywistością” :-) jest wszystko to, co opisałem w akapicie wyżej, funkcjonują również koła, których włodarze starają się być bardziej papiescy od papieża. Nie przyjmują do (ś)wiadomości, że zarówno ustawa Prawo łowieckie, jak i akty normatywne PZŁ, nie pozostawiają cienia wątpliwości – ustalanie zasad w sprawie selekcji osobniczej, zasad postępowania przy ocenie prawidłowości odstrzału, a w konsekwencji zasad postępowania z trofeami do dnia oceny prawidłowości odstrzału włącznie, to domena Polskiego Związku Łowieckiego, a nie kół łowieckich. Trywialnie rzecz ujmując – góówno kołom (czytaj: walnym zgromadzeniom, komisjom rewizyjnym i zarządom kół) do tego wszystkiego, co dotyczy selekcji osobniczej. Oczywiście – jak już wcześniej zasygnalizowałem – poza statutowym, enigmatycznym po trosze zadaniem „prowadzenia gospodarki łowieckiej […] zgodnie z zasadami selekcji […] osobniczej”, które można sprowadzić do różnych tego form (np. zorganizowanie dostarczenia trofeów do oceny), ale nigdy do występowania w charakterze „strażnika Teksasu” wszystkiego tego, co dzieje się w łowisku. Od tego są inne służby. Tak więc mnożą się w takich kołach, niczym grzyby po deszczu, różnego rodzaju wadliwe pod względem prawnym uchwały (a to walnego zgromadzenia, a to zarządu koła), nadające uprawnienia (a to całym zarządom kół, a to wyłącznie łowczym) do przeprowadzania tzw. „wewnętrznych ocen prawidłowości odstrzału”. Różne przytacza się przy tym podstawy prawne, czy podstawy w postaci zapisów aktów normatywnych PZŁ, ale za każdym razem mają one wspólny mianownik – nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Inaczej mówiąc, są beznadziejne. Ot  przykład http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=99517&t=99517

Osobną kategorię, szczególną kategorię, stanowią te koła, w których mimo że nie podjęto w nich uchwał w zakresie wewnętrznej oceny prawidłowości odstrzału, członkowie ich zarządów uzurpują sobie prawo do traktowania selekcjonerów jako potencjalnych złoczyńców. Wymuszają na nich, pod groźbą przykładowo bezprawnego „wstrzymania odstrzałów” – a to okazywanie sobie łbów tuż po strzeleniu zwierza, a to niezwłoczne dostarczanie spreparowanych trofeów przed oblicze członkostwa zarządu koła w dowolnym terminie przed oficjalną oceną, kiedy tylko sobie tego zażyczą, nie bacząc na to, że nie mają ku temu absolutnie żadnych uprawnień.

Jak by nie patrzył, z którejkolwiek kategorii przedstawionych kół nie wziąłby jakieś pod lupę…

W § 53 Statutu PZŁ, wśród z enumeratywnie wymienionych kompetencji walnego zgromadzenia, nie znajdujemy takiej, która dawałaby mu uprawnienie do podjęcia uchwałą upoważnienia do przeprowadzenia oceny prawidłowości odstrzału na rzecz kogokolwiek. Pkt 10 wskazanego paragrafu nie daje walnemu zgromadzeniu, wbrew pozorom, takiego uprawnienia, z tej chociażby przyczyny, że mowa w nim jest o „zasadach zagospodarowania pozyskanej zwierzyny”, a jak powszechnie wiadomo, określenie ”zagospodarowanie” związane jest z przeznaczeniem ostatecznym, docelowym, ewentualnie w niektórych przypadkach długo terminowym (wiele, wiele lat). Trudno zgodzić się z tezą, że „zagospodarowanie pozyskanej zwierzyny” mogłoby dotyczyć czegoś innego, niż przeznaczenia tuszy (do skupu czy na użytek własny) i poroża (u łowczego na ścianie w altance czy w salonie myśliwskim łowcy, który zwierzynę pozyskał).

Uchwalanie przez niektóre walne zgromadzenia (że nie wspomnę już o uchwałach zarządów kół, bo to granda do kwadratu) obowiązku przedstawiania trofeów do wewnętrznej oceny prawidłowości odstrzału, jest niczym innym, jak ewidentną niezgodnością ze wskazanymi wyżej zapisami ustawy i aktów normatywnych PZŁ.
Oczywiście prawdą jest, że trofeum stanowi własność koła (przynajmniej na początku), ale „za spreparowanie trofeum odpowiedzialny jest myśliwy, który je pozyskał”, a więc zarówno walne zgromadzenie, jak i zarząd koła, do czasu przedstawienia trofeum do oceny przed tzw. składem oceniającym okręgowej komisji, nie mają absolutnie żadnego prawa wymuszać na nim jakichkolwiek czynności z porożem związanych. Po ocenie poroże powinno być zagospodarowane według wskazań walnego zgromadzenia.