wtorek, 13 kwietnia 2021


 



 


 


 


 


 


 


 


 

czwartek, 8 kwietnia 2021

70-lecie Polskiego Związku Łowieckiego tuż tuż...

 Tak dla przypomnienia...

Stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki powstało na przełomie 1936/37. Rodowód tego stowarzyszenia sięga roku 1923, kiedy to Centralny Związek Polskich Stowarzyszeń Łowieckich został wpisany do Rejestru Stowarzyszeń i Związków pod numerem 874 (K. Morow: „Łowiectwo w Polsce […]: Historia łowiectwa […]”, 2015). Zadań publicznych na to stowarzyszenie – nie nałożono żadnych. Uprawnień monopolistycznych – nie posiadło. Kompetencji władczych miało zero. Najmniejszej nawet wzmianki o sobie w rozporządzeniu Prezydenta RP z dnia 3 grudnia 1927 r. o prawie łowieckiem – nie doczekało. Po wojnie szybko pomyślano o wznowieniu działalności, ale komuniści natychmiast położyli łapę na tym stowarzyszeniu. Dnia 25 stycznia 1945 r. wpisane zostało ono do rejestru stowarzyszeń i związków w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim, po czym władze stowarzyszenia szybko przeniosły swoją siedzibę do Warszawy. W maju 1947 r. protektorat nad stowarzyszeniem objął marszałek  Michał Rola-Żymierski, a w roku 1949 prezesem honorowym stowarzyszenia został Konstanty Rokossowski (ros. Константин Ксаверьевич (Константинович) Рокоссовский), „polski i radziecki żołnierz, dowódca, marszałek Polski i marszałek Związku Radzieckiego, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego”. Stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki zostało ostatecznie zlikwidowane mocą dekretu Bieruta i Cyrankiewicza z 1952 r. Jego nazwa i majątek, a także wszelki dorobek, zawłaszczono mocą tego samego dekretu na rzecz całkowicie innego tworu prawnego:

Zrzeszenie Polski Związek Łowiecki powstało mocą dekretu z dnia 29 października 1952 r. o prawie łowieckim i utrzymywane przy życiu było kolejnymi ustawami. Od samego początku nałożono na nie zadania o charakterze publicznym. Jednocześnie stało się ono monopolistą w zakresie dopuszczania do wykonywania polowania na terenie kraju. Model łowiectwa w Polsce zmienił się w roku 1952 diametralnie (z przedwojennego na komuszy) i z małymi tylko retuszami przetrwał do dnia dzisiejszego.

Co wspólnego mają stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki i zrzeszenie Polski Związek Łowiecki?

Pod względem prawnym nic. Absolutnie nic. To dwa różne twory prawne, istniejące w dwóch różnych okresach. Różnią je rodzaje umocowania prawnego. Różnią je zadania i uprawnienia. Różni je charakter. Różnią je rodowody. Różni je historia i dorobek.

Co mają wspólnego? Oprócz obszaru działania (łowiectwo), chyba tylko nazwę i adres siedziby. Nazwę i siedzibę (a także cały majątek) stowarzyszenia – jak już to podniosłem – zawłaszczono mocą dekretu na rzecz zrzeszenia.

Wmówienie na początku Dekady Gierka i dalsze  wmawianie masie składkowej, ale i światu, jakoby Polski Związek Łowiecki, jakim znamy go dzisiaj, powstał w okresie międzywojennym, a dokładnie to nawet niby w roku 1923, śmiało można zaliczyć do 7 największych oszustw i fałszerstw w historii ludzkości.



czwartek, 1 kwietnia 2021

W co gra Instytut Analiz Środowiskowych?

 W trzecią rocznicę wejścia w życie ustawy z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, fundacja Instytut Analiz Środowiskowych, na swoim koncie FB, zamieściła plakat o takiej treści:


MYŚLIWI PAMIĘTAJĄ
1 kwietnia 2018


1.04.2018 r. weszła w życie ustawa, która zakazała
wykonywania polowań w obecności dzieci,
ograniczyła nam możliwość szkolenia psów
i oddała PZŁ w ręce polityków
”.


W towarzyszącym plakatowi tekście, autorzy, używając haseł typu:


1 kwietnia - smutna data dla polskich myśliwych”

feralna zmiana Prawa łowieckiego”,


z jednej strony, potępiając takimi hasłami ustawę w czambuł, przytaczają krótko tylko dwa/trzy argumenty merytoryczne. Znacznie zaś więcej miejsca poświęcają pochwałom pod... własnym adresem :-). Populistyczny charakter całości aż bije po oczach, ale maksyma Kurskiego wiecznie żywa: „jedziemy w to, bo ciemny lud wszystko kupi". No więc gdy tylko for(um)owiczom przypomniane zostało, że „zakazano wówczas wykonywania polowań w obecności dzieci”, w kilkudziesięciu komentarzach o niczym innym nie pisano, jak właśnie głównie o tym. Daleki jestem od akceptacji wszystkich regulacji, jakie przyniosła nam przedmiotowa ustawa, ale wypada obiektywnie choć wspomnieć o najważniejszych, nie zawężając problemu do haseł, użytych przez IAŚ. Gdy tylko spróbowałem IAŚ-owi zwrócić uwagę na pewne fakty, ZBANOWANO mnie na koncie IAŚ natychmiast. Cóż, zapewne nie lubią tam niewygodnych pytań. Z konieczności, skoro uniemożliwiono mi wpisywanie komentarzy tam, skorzystam z gościnności admina niniejszego konta i spróbuje pociągnąć wątek dalej tu.


Instytucie Analiz Środowiskowych, krzewicie hasła wyłącznie pod publiczkę lub nie za bardzo wiecie, co piszecie. Jest jeszcze trzecia możliwość – piszecie w imieniu różnej maści byłych tajnych współpracowników peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa, którym po wejściu w życie ustawy z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, grunt szybko zaczął usuwać się spod nóg. Pozwolę sobie tu wskazać na tę okoliczność słusznie wprowadzony wówczas do ustawy Prawo łowieckie art. 33d:


W skład organów Polskiego Związku Łowieckiego, a także w skład zarządu koła łowieckiego lub komisji rewizyjnej nie może wchodzić osoba urodzona przed dniem 1 sierpnia 1972 r., która była pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa, o których mowa w art. 5 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu[...] lub współpracowała z tymi organami”.


Instytucie Analiz Środowiskowych, przedmiotową ustawą, faktycznie – wprowadzono trzy bulwersujące regulacje, ale jednocześnie kilka, kilkanaście innych spraw nareszcie w miarę rozsądnie unormowano. O jednej z nich napisałem wyżej. O tym też należałby pisać, a nie tylko w kółko o zakazie wykonywania polowania w obecności dzieci i o utrudnieniu w szkoleniu psów myśliwskich. To jest oczywiście ważne, ale warto mieć oczy szeroko otwarte także na inne aspekty.

Oddanie PZŁ w ręce polityków”, jak to ujęliście na swoim plakacie, ma swoje drugie denko, o którym jednak nawet nie wspominacie. Zapomnieliście jednocześnie przypomnieć o trzeciej bulwersującej regulacji w tej ustawie. Czyżby sposób wprowadzenia obowiązku cyklicznych badań lekarskich i psychologicznych był dla Was bez znaczenia czy może uważacie, że Wasze facebookowe audytorium jest słabo kumate?

Wyrażajmy naszą dezaprobatę dla zmian dokonywanych z oczywistym naruszeniem zasad poprawnej legislacji, a wywodzonych z Konstytucji. Nie może być tak, że Senat wprowadza do ustawy poprawkę, a Sejm jej potem nie odrzuca, w sytuacji, kiedy nowelizacja ustawy o broni i amunicji nie znalazła się w materii przekazanej Senatowi. Taki błąd nie przystoi władzy ustawodawczej demokratycznego państwa prawnego.


Instytucie Analiz Środowiskowych:

...i oddała PZŁ w ręce polityków”.

Wcześniej PZŁ przez ponad 20 lat znajdował się praktycznie w rękach tylko jednej osoby – w rękach Lecha Blocha, byłego tajnego współpracownika peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Przez kilkanaście lat w trzymaniu PeZeteŁa twardą ręką za uzdę, wspierał go Andrzej Gdula – za GW: „
W latach 80. był sekretarzem PZPR w Bielsku-Białej. W 1985 roku, po sprawie zabójstwa Popiełuszki, Kiszczak wziął go na wiceszefa MSW. Od 1986 roku w KC jako kierownik wydziału społeczno-prawnego ds. stosunków z MSW, MON i Kościołami. W 1988 był w ścisłym gronie urzędników PZPR planujących rozmowy z opozycją, potem uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu”. Za A. Dudkiem: „Gdula w Magdalence był obok Kiszczaka tym który nadzorował służby specjalne”.

Z dwojga złego wolę już obecną sytuację. Wam, 
Instytucie Analiz Środowiskowych, bliższa jest regulacja z Blochem i Gdulą w roli głównej? Hm..


Instytucie Analiz Środowiskowych, i rzecz najważniejsza – ustawą z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, wprowadzono do ustawy Prawo łowieckie całe mnóstwo innych regulacji, których wprowadzenia domagały się od 2014 r. takie instytucje jak Trybunał Konstytucyjny czy Prokurator Generalny. W swoim populistycznym tekście nawet nie zająknęliście się na ten temat. Ładnie to tak?



https://www.facebook.com/InstytutAnalizSrodowiskowych/photos/a.100195441547476/293746148859070/

piątek, 12 marca 2021

Kiedy po raz pierwszy...?

 W trakcie jednej z niedawnych dyskusji na Łowieckim postawiłem pytanie mniej więcej takie:


Kiedy po raz pierwszy wierchuszka zrzeszenia PZŁ obwieściła masie składkowej o przypadającym jubileuszu PZŁ, wskazując za początek powstania PeZeteŁa rok 1923? Nie wierzę, aby przykładowo w roku 1953, pierwszy w historii zrzeszenia prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, a jednocześnie „polski i radziecki wojskowy i polityk, generał Armii Radzieckiej i Ludowego Wojska Polskiego, dowódca Wojsk Lądowych, wiceminister obrony narodowej, członek Komitetu Centralnego PZPR, poseł na Sejm Ustawodawczy i na Sejm PRL I kadencji” – generał Stanisław Popławski, nakazał obchodzić jubileusz 30-lecia Polskiego Związku Łowieckiego. No, nie wierzę. Więc od kiedy i za czyją decyzją zaczęto takie kolejne, (jak by nie patrzył) fikcyjne jubileusze obchodzić? Od 1958 r., 1963 r., 1968 r., a może dopiero gdzieś od 1993 r.?

Dwie skromne dyskusje podsumował jeden z for(um)owiczów w sposób następujący:

Jak już wspomniano, za dwa lata PZŁ będzie obchodził jubileusz 100-lecia swego istnienia. Sto lat to nie w kij dmuchał i kilka pokoleń myśliwych w trudzie, znoju ale zapewne i z przyjemnością z własnej woli swym działaniem w związku doprowadziło go do miejsca i etapu rozwoju w jakim obecnie się znajduje. O minionych latach przeczytać można w załączonym materiale!

Jubileusze są różne - ważne i mniej ważne, zwykłe i doniosłe! Zawsze jednak skłaniają do przemyśleń i podsumowań a zwłaszcza prezentacji dorobku. Nadchodzący jubileusz zaliczyć trzeba do ważnych i doniosłych. Z całą pewnością jubileuszowe obchody bogate będą w imprezy uroczyste, podniosłe, wielowątkowe, organizowane na wszystkich szczeblach organizacyjnych z udziałem władz, mediów, społeczeństwa i wszystkich, którym bliska jest przyroda. Organizowanie jubileuszu, zwłaszcza ważnego, tzw. okrągłego, wymaga zaangażowania i wykorzystania możliwie szeroko możliwości jakie istnieją w danym momencie. Przykładem takiego działania mogą być np. obchody jubileuszu 50-lecia PZŁ, podczas których min. TVP zorganizowała i przeprowadziła wielki turniej łowiecki „Na łów” w Mrągowie, w którym wzięło udział 2000 osób, w Warszawie zorganizowano wystawę łowiecką o charakterze ogólnopolskim, wydano okolicznościowe karty pocztowe w nakładzie 300 000 sztuk itd. itp. Nie sposób wszystkiego wymienić ale w 1973 roku w okręgach i kołach przygotowano i zrealizowano także wiele imprez z tej okazji!

Dobrze się stało, że założyciel wątku, zapewne w trosce o jakość i różnorodność w honorowaniu 100-letniego dorobku i pracy polskich myśliwych podczas obchodów już teraz o nadchodzącym jubileuszu napisał! Wszakże przygotowanie koncepcji obchodów, załatwienie spraw organizacyjnych, zgromadzenie odpowiednich materiałów i środków wymaga sporo czasu i zabiegów osób odpowiedzialnych na wszystkich szczeblach organizacyjnych PZŁ!

Politowania godny jest tylko ten uśmieszek w tytule wątku.

Tak więc wspólnym wysiłkiem, ale głównie chyba dzięki temu for(um)owiczowi, mamy możliwość dowiedzenia się o tym, że to nie za przyczyną działaczy ery blochowo–gdulowej, jak wcześniej podejrzewałem, zaczęto obchodzić kolejne – powiedziałbym – fałszywe jubileusze zrzeszenia Polski Związek Łowiecki. Pomysł ten bowiem – jak dowodzi ów for(um)owicz – powstał i wdrożono go w życie dużo wcześniej – już na początku ery gierkowskiej.

Mniej zainteresowanym tematyką przypomnę, że w grudniu 1970 r. doszło w Polsce do zakrojonych na szeroką skalę wystąpień robotników. Bezpośrednią ich przyczyną była kolejna podwyżka detalicznych cen mięsa, przetworów mięsnych i innych artykułów spożywczych, wprowadzona przez ekipę Władysława Gomułki. W Gdański i Gdyni, w Elblągu i Szczecinie, a także w wielu innych miejscowościach, miały miejsce wielotysięczne wiece, liczne strajki, potężne demonstracje i zamieszki. Dnia 15 grudnia ogłoszono strajk powszechny. Do tłumienia protestów robotniczych władze państwowe postanowiły użyć wojsko. Na ulice polskich miast wyjechało ponad pół tysiąca czołgów i siedemset transporterów opancerzonych. Pięć tysięcy milicjantów i prawie trzydzieści tysięcy żołnierzy zabrało się do pacyfikowania robotniczych protestów. Jak czytamy w wikipedii:

W wyniku represji w grudniu 1970 zostało zabitych 41 osób: 1 w Elblągu, 6 w Gdańsku, 16 w Szczecinie i 18 w Gdyni. Ranne zostały 1164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. W wyniku starć oraz wypadków zginęło też kilku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy LWP, a kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczeniu uległo kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym transportery BTR i czołgi. Podpalono 17 gmachów (w tym budynki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i Szczecinie), rozbito 220 sklepów, podpalono kilkadziesiąt samochodów”.

Grudzień 1970 przyniósł zmiany w składzie najwyższych władz państwowych. Skompromitowanego na stanowisku pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę zastąpił Edward Gierek. Premierem mianowano Piotra Jaroszewicza.

Nastąpiła tzw. Dekada Gierka, której początek stanowiło wielkie otwarcie się Polski na świat. Nawiązano i szybko rozwinięto rozległe kontakty handlowe z wieloma krajami świata zachodniego. Z szeroko rozstawionymi ramionami przyjmowano od państw kapitalistycznych liczne kredyty finansowe. Zaczęto przyjmować na salonach wielu przywódców świata zachodniego, w tym przykładowo w maju roku 1972 doszło do pierwszej w historii stosunków polsko–amerykańskich wizyty w Polsce urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozmowy Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza z Richardem Nixonem były niezmiernie istotne z punktu widzenia interesów polskiej władzy. „Dyplomaci obydwu krajów zgodnie oceniali tę wizytę jako przełomową dla rozwoju wzajemnych relacji. Ekipa Gierka otrzymała obietnicę amerykańskich kredytów. Cel wizyty został osiągnięty - tak jak stwierdził Mieczysław Rakowski, chodziło o to, »żeby Nixon podczas wizyty w Warszawie potrząsnął workiem dolarów«”.

Sztandarowe inwestycje gierkowskiej dekady – Huta Katowice w Dąbrowie Górniczej; dwa nowe zagłębia – koło Bełchatowa (węgiel brunatny i energetyka) i Lublina (węgiel kamienny); Gdańskie Zakłady Rafineryjne i Port Północny, to wszystko wymagało dopływu stałego strumienia pieniędzy z zagranicznych kredytów finansowych.

Kontaktom politycznym i handlowym towarzyszyły liczne kontakty towarzyskie na najwyższych szczeblach władzy państwowej. Edward Gierek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dobór odpowiedniego miejsca takich kontaktów, miejsca wspólnego wypoczynku i relaksu, z doskonałym doborem atrakcji dla specjalnie zaproszonych gości zagranicznych, może znacznie ułatwić uzyskiwanie coraz to nowych kredytów finansowych. Jednym z pomysłów Gierka było wykorzystanie do takich celów Łańska, dotychczasowego popularnego miejsca wypoczynku ludzi władzy (Łańsk miał przydzielony kryptonim W–1) i wybudowanie drugiego luksusowego ośrodka wypoczynkowego – w Arłamowie, o kryptonimie W–2. Główną atrakcją podczas pobytu gości zagranicznych, zarówno w tym jednym, jak i w drugim ośrodku, były polowania na zwierzynę grubą, w tym na żubry. Tak więc przykładowo w samym tylko Łańsku, u Gierka jako u gospodarza, gościł m.in. prezydent Francji Valery Giscard d'Estaing, kanclerz RFN Helmut Schmidt, irański szachinszach Reza Pahlawi i król Belgii Baudouin, że o towarzyszach radzieckich nawet nie wspomnę. Zapalony myśliwy, premier Piotr Jaroszewicz, upodobał sobie do spotkań ze swoimi gośćmi, uwielbiającymi polowania, Arłamów.

Nie o same polowania prezydentów, kanclerzy, szachinszachów i królów władza państwowa zabiegała i potem dbała. Już za czasów Gomułki zauważono, że cennym źródłem wciąż brakujących wówczas dewiz na rynku mogą stać się – wzorem Jugosławii, Węgier i Czechosłowacji – tzw. polowania dewizowe. Początkowo nieliczne i nieśmiało organizowane, wymagały każdorazowo zgody Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego, a ich organizowanie nadzorowane było nawet przez trzy ministerstwa – nie tylko leśnictwa, ale także finansów i spraw zagranicznych. Władze z czasem zaczęły powoli rozszerzać dla myśliwych z zagranicy ofertę łowisk i gatunków do odstrzału, aż w roku 1962 nabrało to już wymiaru oficjalnego, kiedy to organizatorem takich polowań uczyniono Lasy Państwowe. Edward Gierek, dążący do wielkiego otwarcia się Polski na zachód, a jednocześnie zainteresowany wzmożeniem pozyskiwania dewiz dla kraju, osobiście zadbał w 1971 r. o to, aby organizatorem polowań dewizowych mógł być także Polski Związek Łowiecki. No, ale należało równolegle zmienić gębę temu PeZeteŁowi, co uczyniono szybko i – jak zwłaszcza dzisiaj widać – bardzo skutecznie.

Wiele wskazuje na to, że to właśnie wtedy, czyli na początku dekady Gierka, w ramach nie tyle propagandy sukcesu, bowiem ta obliczona była na narzędzie porozumiewania się głównie z polskim społeczeństwem, ale w ramach pokazywania światu zewnętrznemu, że nie taką komunistyczną Polska jest, jak ją malują, postanowiono komuszemu modelowi łowiectwa w Polsce dorobić ludzką twarz. Historyczny moment utworzenia zrzeszenia PZŁ cofnięto w czasie; z okresu późnego stalinizmu w Polsce, do okresu tuż po odzyskaniu niepodległości, czyli do wczesnych lat dwudziestych ubiegłego wieku. Niejako specjalnego znaczenia nadano rokowi 1923-emu, kiedy to doszło do utworzenia zalążka późniejszego stowarzyszenia o nazwie takiej, jaką peerelowska władza na drodze zawłaszczenia nadała później, w 1953 r., nowo utworzonemu i działającemu do dzisiaj zrzeszeniu. Przed światem zachodnim fajnie to zaczęło wyglądać, że to kapitalistyczna Polska okresu międzywojennego zrodziła dzisiejszy model i zrzeszenie, a nie jakaś tam Moskwa Stalina czy Warszawa Bieruta i Cyrankiewicza. Świat uwierzył, a na efekty nie trzeba było czekać długo.

W 1973 z wielkim hukiem zorganizowano w Warszawie XX Kongres Międzynarodowej Rady Łowieckiej. Zaszczycił ją swoją obecnością m.in. Abd-or-Reza Pahlawi, książę irański, który wyjątkowo mocno zainteresowany był odstrzałem żubrów w Polsce. 

Dyrdymały o półwiecznym rodowodzie zrzeszenia Polski Związek Łowiecki, oprócz gości z zachodu, bardzo szybko łyknęła także, niczym bocian żabę, na ogół ciemna wówczas masa składkowa PZŁ i z wyjątkowym zapałem zabrała się do organizowania i obchodów jubileuszy istnienia PZŁ. Nie tylko już tego jubileuszu 50–lecia w 1973 r., ale także kolejnych: 55–lecia, 60–lecia, 65–lecia, 70–lecia... I tak już zostało do dnia dzisiejszego, przy czym mało kto dochodzi tego, jaki to sens mają obchody tych kolejnych fałszywych jubileuszy, a także skąd się one wzięły i w jakim stopniu polegały na prawdzie, a w jakim na przekłamaniu historii.

Przed nami zapewne huczne obchody jubileuszu 100–lecia istnienia Polskiego Związku Łowieckiego :-)



Uwaga:
Tekst ten zamieszczam także na Łowieckim i na Facebooku

poniedziałek, 1 marca 2021

Równi i równiejsi?

Lowiecki.pl:

Pojęcia nie mam, jaka jest prawda, ale póki co, od pewnego czasu w necie pojawiają się informacje przykładowo takie:

Paweł Lisiak ma już dwa postępowania prokuratorskie w związku z podejrzeniami o zastrzelenie kota oraz o strzelenie rogacza bez upoważnienia i wpisanie rogacza do upoważnienia innego myśliwego. W tle pojawia się osoba Artura Niebrzydowskiego i możliwości książki ewidencji EKEP tuszującej sprawę...”.

Czy jest możliwe wykorzystywanie danych z elektronicznej książki
przeciwko myśliwemu? Każdy łowca umie wymyśleć tysiące sytuacji,
gdzie ujawnienie, że był na polowaniu może wygenerować dla niego
poważne problemy.

Pierwszym, który może się o tym przekonać jest nie kto inny jak sam
łowczy krajowy, który być może będzie się tłumaczył przed prokuraturą z
odstrzału rogacza. Ponoć warszawska prokuratura już prowadzi
dochodzenie w sprawie upolowania kozła w podwarszawskim OHZ-cie.
Dokumenty mają wskazywać, że łowczy nie miał wypisanego odstrzału.

Z informacji wynika, że tusza trafiła do punktu skupu, gdzie podano
numer odstrzału innego myśliwego, a łowczemu „elektroniczny”
odstrzał miał wypisać pracownik ZG PZŁ dopiero dzień później.

To bardzo poważny zarzut, który sam zainteresowany powinien jak
najszybciej wyjaśnić i rozwiać wszelkie wątpliwości, ponieważ trudno
uwierzyć, aby powołany przez ministra łowczy świadomie łamał ustawę
łowiecką”
.


No to ja się pytam – prawda to czy fałsz?

Czy nie jest tak, że zainteresowany, ostatnio dość często uczestniczący w „wezwaniach do sprostowań nieprawdziwych informacji”, a i straszący (49:00 i dalej...), powinien i w tej sytuacji „wezwać” autorów do sprostowania stawiających go w wyjątkowo złym świetle informacji? Jeśli nie wzywa, może nasuwać to podejrzenia, że oskarżenia oparte są na faktach. Co w takiej sytuacji uczynił do tej pory Główny Rzecznik Dyscyplinarny? Zdążył wszcząć i aktualnie już przeprowadza dochodzenie dyscyplinarne przeciwko łowczemu krajowemu? Na jakim jest ono etapie? Bierze pod uwagę złożenie wniosku do Głównego Sądu Łowieckiego o zastosowanie wobec łowczego krajowego zawieszenia go w pełnieniu funkcji do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego? O takiej możliwości czytamy w Regulaminie sądów łowieckich i rzeczników dyscyplinarnych Polskiego Związku Łowieckiego:

§ 48
1. W przypadku gdy obwiniony pozostaje pod zarzutem przewinienia łowieckiego a jego stopień szkodliwości jest znaczny lub stawiany mu zarzut wiąże się z pełnieniem funkcji w organach koła lub władzach bądź w organach Zrzeszenia, a dalsze pełnienie funkcji mogłoby być szkodliwe dla dobrego imienia łowiectwa lub dla Zrzeszenia , sąd na wniosek rzecznika dyscyplinarnego może zawiesić obwinionego w pełnieniu funkcji do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego
”.

Przypomnę przy okazji ten oto zapis ustawy Prawo łowieckie:

Art. 35d. Postępowanie dyscyplinarne o ten sam czyn toczy się niezależnie od postępowania karnego. Postępowanie dyscyplinarne może być zawieszone do czasu zakończenia postępowania karnego.

Jak by nie patrzył, gdzie znajduje się jakaś informacja Polskiego Związku Łowieckiego na ten temat?

Napisał ktoś na Łowieckim (klik):

„szans na ukaranie wielkich pewnie nie ma”

Ale tu nie chodzi o „ukaranie”, bo jak na razie winnego nie ma. Tu chodzi tylko o zajęcie stanowiska przez władze PZŁ, a niewykluczone, że i o gruntowne zbadanie sprawy przez Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego. Tu chodzi o poddanie członka PZŁ, a takim niewątpliwie jest także Paweł Lisiak, normalnym procedurom z tytułu odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie łowieckie. Jeśli nie było żadnej sprawy, należałoby poinformować o tym społeczność łowiecką. Jeśli jednak miała miejsce, trzeba ją wyjaśnić. Inaczej mówiąc – wszcząć i przeprowadzić dochodzenie dyscyplinarne. A co do tej pory uczynił Dariusz Bereza – Główny Rzecznik Dyscyplinarny PZŁ, a jednocześnie prokurator stojący na czele Prokuratury Rejonowej w Myszkowie?