środa, 30 czerwca 2021

Tablica pamiątkowa w "siedzibie poznańskich myśliwych"

 Za informacją płynącą z Nowego Światu 35, o treści tablicy pamiątkowej w „siedzibie poznańskich myśliwych":

W 100. rocznicę
inauguracyjnego Walnego Zgromadzenia
pierwszej ogólnokrajowej organizacji łowieckiej
w niepodległej Polsce
POLSKIEGO ZWIĄZKU MYŚLIWYCH
z szacunkiem dla jego twórcy
WŁADYSLAWA JANTA–POŁCZYŃSKIEGO
poznańscy myśliwi
25–06–1921 *&*&*&* 25–06–1921


Czyżby „poznańscy myśliwi” coś przegapili i teraz postarali się nadrobić utracony czas? Rozumiem zamiłowanie większości działaczy PZŁ do okrągłych jubileuszy, zwłaszcza jubileuszy ze stówką w „–leciu”, ale w tym przypadku ktoś również przynajmniej z lekka przesadził. Odnoszę wrażenie, że pomysłodawcy inicjatywy ufundowania i odsłonięcia pamiątkowej tablicy, ku pamięci „inauguracyjnego Walnego Zgromadzenia” Polskiego Związku Myśliwych, mocno przeholowali.

Nieśmiało chciałbym zauważyć, że bardzo wątpliwe jest, aby POLSKI ZWIĄZEK MYŚLIWYCH można było uznać za „pierwszą ogólnokrajową organizację łowiecką w niepodległej Polsce”. Baaardzo wątpliwe. Powiem więcej – nic na to nie wskazuje, bowiem wypada odróżnić ambicje łowieckich działaczy ówczesnej Wielkopolski od rzeczywistości.

W tuż powojennej Polsce dość wcześnie i oficjalnie dały znać o sobie różne mniejsze i większe ośrodki zorganizowanej działalności społecznej na niwie łowieckiej. Największe echo po dziś dzień niosą poczynania trzech organizacji: MAŁOPOLSKIEGO TOWARZYSTWA ŁOWIECKIEGO (wcześniej było to Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie), z siedzibą we Lwowie, POLSKIEGO TOWARZYSTWA ŁOWIECKIEGO (zastąpiło ono Cesarskie Towarzystwo Łowieckie), z siedzibą w Warszawie i właśnie POLSKIEGO ZWIĄZKU MYŚLIWYCH, który powstał w Poznaniu. Która z tych organizacji powstała naprawdę pierwsza i która z dat z nimi związanych ma tu mieć decydujące znaczenie – nie wiem. Żadna jednak z tych organizacji łowieckich nie miała charakteru ogólnokrajowego, a jedynie dążyła do utworzenia ogólnokrajowych struktur. Jak się wydaje, największe ambicje na tym polu leżały po stronie działaczy wielkopolskich, ale źle ukierunkowane aspiracje kilku liderów, w zasadzie zgubiły ich – nowo utworzona, wiosną 1923 r., rzeczywiście ogólnokrajowa organizacja, o nazwie CENTRALNY ZWIĄZEK POLSKICH STOWARZYSZEŃ ŁOWIECKICH z siedzibą w Warszawie, powstała bez ich udziału!!! Wielkopolanie dołączyli do niej dopiero w kilka miesięcy później, a w następnym roku... rozwiązali swój POLSKI ZWIĄZEK MYŚLIWYCH, po czym utworzyli WIELKOPOLSKI ZWIĄZEK MYŚLIWYCH. Wróćmy jednak do punktu wyjścia...

Walne zgromadzenie walnym zgromadzeniem, nawet inauguracyjne, ale POLSKI ZWIĄZEK MYŚLIWYCH w Poznaniu powstał nie w 1921 r., a de facto już w 1920 r. „ Władysław Janta–Połczyński z poznańskimi działaczami: hr. Zygmuntem Kurnatowskim, Zygmuntem Chłapowskim, Adamem Gottwaldem, gen. Antonim Unrugiem, wspierani przez wojewodę poznańskiego Witolda Celichowskiego 16 grudnia 1920 roku powołali do życia Polski Związek Myśliwych w Poznaniu (PZM)”. We Lwowie, zmiana nazwy – z Galicyjskiego Towarzystwa Łowieckiego na MAŁOPOLSKIE TOWARZYSTWO ŁOWIECKIE również nastąpiła najpóźniej w 1920 r. W Warszawie, jeśli chodzi o powstanie POLSKIEGO TOWARZYSTWA ŁOWIECKIEGO, podobna sytuacja.

Warto wspomnieć przy tej okazji, że pierwszym, który publicznie wysunął propozycję utworzenia jednolitej, wspólnej organizacji łowieckiej o zasięgu ogólnokrajowych, był prof. Janusz Domaniewski. Miało to miejsce dnia 11 czerwca 1921 r. we Lwowie, na XX Zjeździe MAŁOPOLSKIEGO TOWARZYSTWA ŁOWIECKIEGO, a profesor wystąpił na nim jako delegat... POLSKIEGO TOWARZYSTWA ŁOWIECKIEGO z Warszawy. Zaproponował utworzenie: „wszechpolskiego Związku Towarzystw Łowieckich, do którego by weszły wszystkie w państwie istniejące Towarzystwa Łowieckie i myśliwskie, celem wspólnej obrony interesów łowiectwa…”. W tym czasie POLSKI ZWIĄZEK MYŚLIWYCH w Poznaniu kisił się we własnym sosie – szedł swoją drogą; drogą w walce o prymat w tworzeniu ogólnopolskiej organizacji łowieckiej; drogą wytyczoną przez Władysława Janta-Połczyńskiego, który jak mógł starał się dobrze wypełniać oczekiwania... Nie, nie wielkopolskich myśliwych, a... pierwszego wojewody poznańskiego II Rzeczypospolitej – Witolda Celichowskiego. Z autobiografii potomka „starej pomorskiej rodziny Jantów”:

„W końcu 1920 r. wezwany zostałem przez ówczesnego Wojewodę Dr. Celichowskiego do zorganizowania na całą Polskę „Polskiego Związku Myśliwych”. Ułożone ustawy przedłożyłem 14 grud. 20. r., zwołanym i w tym celu na Województwie zebranym, kilkudziesięciu mentorom łowiectwa, którzy je zatwierdzili i mnie jednogłośnie W. Łowczym (tytuł kierownika P.Z.M.) wybrali. Czynność moją rozpocząłem wydawaniem i redagowaniem Łowca Wielkopolskiego z zamienionym nagłówkiem na „Łowiectwo Polskie” z werbowaniem kilkuset członków i założeniem wielu towarzystw po całej Rzeczypospolitej. W chwili przeniesienia „Związku” do Warszawy, tj. dwa lata później, należało do stowarzyszenia 46 towarzystw. Dzisiaj nosi on zmienioną nazwę Pol. Związek Stowarzyszeń Łowieckich”.

„W chwili przeniesienia „Związku” do Warszawy”
 – oj, chyba nie do końca zgodnie z prawdą Władysław Janta–Połczyński rzecz opisał :-). No, cóż. Czasem trudno pisze się szczerze o swojej porażce.


Łowczemu okręgowemu w Poznaniu – panu Mikołajowi Jakubowskiemu, a także innym działaczom pezetełowskim przy tym zarządzie okręgowym, powiem tak:

Szukanie na siłę ogniw, łączących przedwojenne organizacje łowieckie z utworzonym z mocy dekretu Bieruta zrzeszeniem POLSKI ZWIĄZEK ŁOWIECKI, przynajmniej w moich oczach nie stawia w dobrym świetle tych osób, które skrywają się za określeniem: „poznańscy myśliwi”. Prawdziwi poznańscy myśliwi, a jest ich cała rzesza, potrafią zgodnie z rzeczywistością ocenić to wszystko, co wydarzyło się na niwie organizacji łowiectwa w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. Doskonale też zdają sobie z tego sprawę, że przedwojenny model łowiectwa a ten bierutowy, to całkiem inne dwa światy, a więc zupełnie do siebie nie podobne.

piątek, 18 czerwca 2021

Dyscyplinarna odpowiedzialność członków PZŁ

Myśliwi ścigani dyscyplinarnie dłużej niż adwokaci czy policjanci

Pismo Rzecznika Praw Obywatelskich do Ministra Klimatu i Środowiska

Pismo podpisał Stanisław Trociuk – zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, z prawie dwudziestoletnim stażem w piastowaniu tej funkcji. Wypada odnotować fakt wysłania przez niego korespondencji, ale czy odniesie ona jakikolwiek skutek... Czas okaże.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że temat – zresztą jak to widać tu i czuć :-) – jest mało chwytliwy. Zaryzykuję przy tym tezę, że prawie każdy członek PZŁ uważa, iż jego on absolutnie nie dotyczy. Pojawia się problem dopiero wówczas, kiedy jednak zaczyna dotyczyć. A o to wcale w pezetełowskich realiach nietrudno.

Rozdział 6a, zatytułowany „Odpowiedzialność dyscyplinarna”, wprowadzony został do ustawy Prawo łowieckie ustawą z dnia 12 grudnia 2013 r. o zmianie tej ustawy. Stało się tak wskutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r. (sygn. akt K 21/11). Wcześniej, całymi latami i w oderwaniu od elementarnych zasad demokratycznego państwa prawnego, Polski Związek Łowiecki prowadził postępowania dyscyplinarne całkowicie po swojemu, a przy tym wielokrotnie dopuszczał się wręcz chamskiego represjonowania osób niewygodnych dla siebie. Lista pokrzywdzonych myśliwych jest długa. Od ponad siedmiu lat mamy nieco inną sytuację, ale daleka jest ona od tej, jaką nakreślił w swoim uzasadnieniu do wyroku ówczesny Trybunał Konstytucyjny. Fragment ułomności zapisów rozdziału 6a ustawy Prawo łowieckie dostrzegł w końcu Rzecznik Praw Obywatelskich, ale ubolewać należy, że zauważył tak późno i tak mało. Niewiarygodne to, bowiem przedmiotowa wadliwość wielu zapisów rozdziału „Odpowiedzialność dyscyplinarna” widoczna jest niczym rzucające się w oczy wyborcze billboardy na pochyłych ze starości płotach wiejskich posesji. I długo by o tym pisać, ale znowu nie mam pewności, czy warto. Wskażę więc tylko kilka punktów problemu. Zacznę jednak od tego oto fragmentu pisma RPO:

„...okres ustawowego wyłączenia możliwości ścigania sprawcy zarówno na etapie wszczęcia postępowania, jak i jego trwania za przewinienie dyscyplinarne jest nieporównywalnie długi z innymi uregulowaniami prawnymi wobec innych grup zawodowych takich jak np. policjanciadwokaci czy nauczyciele”.

Fajnie, że RPO podnosi, iż w tej materii środowisko myśliwych jest gorzej traktowane od wybranych grup zawodowych, ale nie to wydaje się w tym wszystkim być najważniejsze. Warto bowiem uświadomić sobie, że w odróżnieniu od policjantów, adwokatów i nauczycieli, członkowie Polskiego Związku Łowieckiego, wyłączając dosłownie garstkę z nich, nie stanowią razem żadnej, ale to absolutnie żadnej grupy zawodowej. Są – uwaga – amatorami, hobbystami w najczystszym tego wydaniu. Nie pobierając kompletnie żadnego wynagrodzenia za udział w prowadzeniu gospodarki łowieckiej, finansując swoją działalność na niwie łowieckiej z własnej kieszeni, dla ochrony środowiska zaniedbując nawet najbliższe rodziny, w żadnym wypadku nie powinni podlegać jakiejkolwiek odpowiedzialności dyscyplinarnejPorządek, posłuszeństwo, posłuch, subordynacja – pojęcia towarzyszące dyscyplinie, charakterystyczne są dla służb mundurowych, organizacji militarnych i paramilitarnych, a także dla wielu grup zawodowych, ale nigdy w stosunku do hobbystów. Rozumiem od biedy jakąś tam odpowiedzialność koleżeńską, ale nigdy dyscyplinarną. „Oczywistą oczywistością” jest, że za naruszanie prawa podlega się odpowiedzialności sądowej, ale wyłącznie przed sądami powszechnymi. Obok nich, w Konstytucji RP przewiduje się jeszcze jedynie sądy administracyjne oraz sądy wojskowe. Nawet zdaniem nie wspomina się w niej o jakichś tam sądach łowieckich. I to jest rzeczywisty problem, a nie „okres ustawowego wyłączenia możliwości ścigania sprawcy” czy Kodeks postępowania karnego, mający zastosowanie w postępowaniach przed sądami łowieckimi, być może zamiast Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeniaNiekonstytucyjność więc całego rozdziału 6a ustawy Prawo łowieckie aż bije po oczach. Rzecznik Praw Obywatelskich mógłby nad tym o wiele poważniejszym problemem w końcu pochylić się.

A co do odpowiedzialności dyscyplinarnej w ramach tych trzech grup zawodowych, które to grupy w swoim piśmie do ministra, w zamiarze porównawczym przywołał Rzecznik Praw Obywatelskich....

Nauczyciele, na podstawie ustawy Karta Nauczyciela, w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej stają przed komisjami dyscyplinarnymi. Policjanci, na podstawie ustawy o Policji, w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej stają przed przełożonymi dyscyplinarnymi.

DLA ŻADNEJ Z TYCH DWÓCH GRUP ZAWODOWYCH NIE UTWORZONO JEDNAK ODDZIELNYCH SĄDÓW, A WIĘC NIE MAJĄCYCH ODBICIA W ZAPISACH KONSTYTUCJI.

Trzecia z grup zawodowych, przywołanych przez Rzecznika Praw Obywatelskich – adwokaci. Na podstawie ustawy Prawo o adwokaturze, w ramach odpowiedzialności dyscyplinarnej stają oni przed sądami dyscyplinarnymi izb adwokackich.

WSZYSTKIE SPRAWY DOTYCZĄCE ODPOWIEDZIALNOŚCI DYSCYPLINARNEJ, ZARÓWNO ADWOKATÓW I POLICJANTÓW, JAK I NAUCZYCIELI, CAŁKOWICIE UREGULOWANE SĄ W USTAWACH.

Nie ma w ich przypadkach absolutnie żadnej mowy o doregulowaniach tych spraw w jakichś regulaminach typu:

Regulamin nauczycielskich komisji dyscyplinarnych,
Regulamin przełożonych dyscyplinarnych w Policji,
Regulamin sądów dyscyplinarnych izb adwokackich.

Już od najdawniejszych czasów komuszych Polski Związek Łowiecki niesamowicie rozkochany jest we wszelakich regulaminach, a że nowelizacja z dnia 12 grudnia 2013 r. ustawy Prawo łowieckie pisana była niewątpliwie pod dyktando Nowego Światu 35, „pozwolono” PeZeteŁowi ustawą na utworzenie regulaminu sądów łowieckich i rzeczników dyscyplinarnych, w którym to regulaminie tenże PeZeteŁ – a jakże – doregulował sobie wszystko bez praktycznie jakiejkolwiek zewnętrznej kontroli, w dodatku – jak tylko chciał. Głowa pęka, gdy czyta się ten g#wniany regulamin, będący dość wierną kopią regulaminu z czasów blochowych.


Pytanie:

Czy Rzecznik Praw Obywatelskich miał ten regulamin choć raz przed oczyma? Polecam mu także choć krótkie spojrzenie na przykładowo te oto przemyślenia:

Normatywny potworek

Normatywny potworek z trochę bardziej ludzką twarzą

Aktualny regulamin

Art. 35C ustawy Prawo łowieckie

O sądownictwie łowieckim raz jeszcze


Na koniec pozwolę sobie zachęcić do przeczytania mojego tekstu z 29 września 2016 r., zatytułowanego Sądownictwo łowieckie:

Odnoszę wrażenie, że całe sądownictwo łowieckie to aktualnie przede wszystkim jedna wielka pomyłka… Trybunału Konstytucyjnego! Tak – Trybunału Konstytucyjnego, chociaż bardzo pomógł mu w tym swoją nieudolnością (zwłaszcza w sformułowaniu wniosku o zbadanie zgodności z Konstytucją kilku zapisów ustawy Prawo łowieckie) Rzecznik Praw Obywatelskich. Długo by pisać… Warto jednak? Oj, chyba nie. Znacznie szybciej można doczekać zmiany w ogóle całego modelu łowiectwa w Polsce. No ale może choć kilka zdań na temat tej – przynajmniej moim skromnym zdaniem – przedmiotowej pomyłki Trybunału z listopada 2012 r. (wyrok), a może przede wszystkim na temat pewnego zaniechania z jego strony, po wcześniejszym zaniechaniu autorstwa RPO.

Trybunał potrafił zauważyć, że w żadnym z państw, których rozwiązania prawne dotyczące łowiectwa były przedmiotem jego analiz (Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania…), nie nałożono na organizacje łowieckie obowiązku prowadzenia dyscyplinarnego sądownictwa łowieckiego. Podkreślam – w żadnym z tych państw. Prawdopodobnie też w żadnym innym kraju. Niemniej bezkrytycznie sformułował następującą tezę:
 
„Powierzenie PZŁ prowadzenia postępowania dyscyplinarnego opiera się na przyjętym przez ustawodawcę założeniu, że w Związku ma istnieć postępowanie dyscyplinarne. Nie ma więc wątpliwości, że decyzja ustawodawcy co do funkcjonowania instytucji postępowania dyscyplinarnego została podjęta i znalazła w sposób niebudzący wątpliwości wyraz w przywołanym wyżej przepisie (przyp.: „art. 34 pkt 6 prawa łowieckiego”), sformułowanym komunikatywnie i precyzyjnie”.

Czyli dla Trybunału wystarczyła sama świadomość „przyjęcia przez ustawodawcę założenia, że w Związku ma istnieć postępowanie dyscyplinarne”, a cała reszta stała się u niego już tylko konsekwencją tej świadomości. TK nie badał zgodności takiego założenia ustawodawcy, wyrażonego w art. 34 pkt 6, z Konstytucją RP, gdyż nie zabiegał o to wnioskodawca, czyli Rzecznik Praw Obywatelskich, i nie pomagali mu w tym ani Prokurator Generalny, ani Marszałek Sejmu. TK skupił się więc jedynie na „technicznej stronie” funkcjonowania postępowania dyscyplinarnego. Zgodnie z tym, o co w zasadzie dość nieudolnie wnosił RPO. Tak, nieudolnie…

„Ze względu jednak na mało przejrzysty sposób sformułowania wniosku, trudno jest zrekonstruować postawione przez wnioskodawcę zarzuty i przyporządkować im poszczególne wskazane we wniosku argumenty”.


Później Trybunał już tylko dorobił teorię do postawionej tezy – lekką ręką wrzucił zasadnicze elementy postępowań dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim do prawie pełnego już kociołka. Wymieszał je w nim z istotą postępowań dyscyplinarnych różnych grup zawodowych (kolejno – komorników, nauczycieli akademickich, sędziów sądów powszechnych, sędziów sądów wojskowych, funkcjonariuszy Policji, funkcjonariuszy Służby Więziennej, funkcjonariuszy Służby Granicznej, lekarzy). Nie mogę wyjść ze zdumienia – jak to możliwe, aby tak znamienici sędziowie, jak sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, nie byli w stanie zauważyć różnicy pomiędzy specyfiką społecznej działalności myśliwych (w dodatku … w znacznej mierze finansowanej przez nich samych), a zarobkową działalnością policjantów, sędziów czy lekarzy.

Powtórzę – Trybunał Konstytucyjny nie rozważał zgodności z Konstytucją istoty samego istnienia postępowania dyscyplinarnego w Polskim Związku Łowieckim, ba – funkcjonowania usankcjonowanego ustawą sądownictwa łowieckiego, bowiem… nikt do tej pory o to skutecznie nie zabiegał. A szkoda, bowiem niezgodność z Konstytucją całej ustawy z dnia 12 grudnia 2013 r. o zmianie ustawy Prawo łowieckie aż bije po oczach . Wystarczy przypomnieć sobie brzmienie art. 175 Konstytucji RP:

„1. Wymiar sprawiedliwości w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sąd Najwyższy, sądy powszechne, sądy administracyjne oraz sądy wojskowe.
2. Sąd wyjątkowy lub tryb doraźny może być ustanowiony tylko na czas wojny”.


Nie ma tu mowy o sądach łowieckich!

Ale one jednak są; funkcjonują rzekomo w majestacie prawa. Jak w 1953 r., na mocy dekretu Bolesława Bieruta z 29 października 1952 r., wprowadzono je ministerialnym rozporządzeniem (nadającym statut PZŁ), tak mamy je po dzień dzisiejszy. Do 2014 r. – z naruszeniem elementarnych zasad demokratycznego państwa prawnego; od 2014 r. – mimo że to sądownictwo „wrzucono” do ustawy, z wielce prawdopodobnym naruszeniem przynajmniej kilku zapisów Konstytucji RP.

Sądy łowieckie, Główny Sąd Łowiecki, postępowania przed sądami łowieckimi, sędziowie łowieccy w togach, nieokreślenie pojęcia łowieckiego deliktu dyscyplinarnego, zawieszanie myśliwym przez sądy łowieckie możliwości korzystania przez nich z państwowych uprawnień do wykonywania polowania, straszenie świadków odpowiedzialnością karną (!!!) za „zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy”, nawet wielotysięczne koszty postępowań ponoszone przez ukaranych, aż w końcu możliwość stosowania do postępowań przed sądami łowieckimi Kodeksu postępowania karnego – to wszystko woła o pomstę do nieba, a przynajmniej zmusza do smutnej refleksji:
 
W jakim kraju żyjemy? Czy to aby na pewno nie Kuba albo Białoruś?

wtorek, 25 maja 2021

"Pomagać kołom czy reformować łowiectwo

 Witold Daniłowicz:


Pomagać kołom czy reformować łowiectwo

Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze Braci Łowieckiej. Autor poruszył w nim temat reformy modelu organizacyjnego polskiego łowiectwa. W majowym numerze Łowca Polskiego, wierchuszka PZŁ, podpisując tekst: Roman Kowalczyk (równie dobrze mogła podpisać: Jan Kowalski), nie kryjąc swojego oburzenia, ostro skrytykowała tezy zawarte w artykule. Użyła jednak starych, wyświechtanych argumentów, powtarzanych od przynajmniej dwóch dziesięcioleci. Charakterystyczne brzmienie propagandowej tuby PZŁ z czasów Lecha Blocha oraz Andrzeja i Pawła Gdulów, odczuwalne na kilometr. Warto zapoznać się najpierw z artykułem, by później okiem rzucić także na majową ripostę obrońców modelA. Zawsze warto wiedzieć, na jakim aktualnie poziomie nadają. W czerwcu ukaże się w prasie polemika pomiędzy autorem a przeciwnikami jego tez.

poniedziałek, 24 maja 2021


 Ot przykładowa treść  do umieszczenia (w zamian) na pamiątkowej tablicy, którą co niektórzy zamierzają za kilka tygodni odsłonić na murze jednego z budynków w Poznaniu


http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=146322&t=146322

wtorek, 13 kwietnia 2021


 



 


 


 


 


 


 


 


 

czwartek, 8 kwietnia 2021

70-lecie Polskiego Związku Łowieckiego tuż tuż...

 Tak dla przypomnienia...

Stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki powstało na przełomie 1936/37. Rodowód tego stowarzyszenia sięga roku 1923, kiedy to Centralny Związek Polskich Stowarzyszeń Łowieckich został wpisany do Rejestru Stowarzyszeń i Związków pod numerem 874 (K. Morow: „Łowiectwo w Polsce […]: Historia łowiectwa […]”, 2015). Zadań publicznych na to stowarzyszenie – nie nałożono żadnych. Uprawnień monopolistycznych – nie posiadło. Kompetencji władczych miało zero. Najmniejszej nawet wzmianki o sobie w rozporządzeniu Prezydenta RP z dnia 3 grudnia 1927 r. o prawie łowieckiem – nie doczekało. Po wojnie szybko pomyślano o wznowieniu działalności, ale komuniści natychmiast położyli łapę na tym stowarzyszeniu. Dnia 25 stycznia 1945 r. wpisane zostało ono do rejestru stowarzyszeń i związków w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim, po czym władze stowarzyszenia szybko przeniosły swoją siedzibę do Warszawy. W maju 1947 r. protektorat nad stowarzyszeniem objął marszałek  Michał Rola-Żymierski, a w roku 1949 prezesem honorowym stowarzyszenia został Konstanty Rokossowski (ros. Константин Ксаверьевич (Константинович) Рокоссовский), „polski i radziecki żołnierz, dowódca, marszałek Polski i marszałek Związku Radzieckiego, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego”. Stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki zostało ostatecznie zlikwidowane mocą dekretu Bieruta i Cyrankiewicza z 1952 r. Jego nazwa i majątek, a także wszelki dorobek, zawłaszczono mocą tego samego dekretu na rzecz całkowicie innego tworu prawnego:

Zrzeszenie Polski Związek Łowiecki powstało mocą dekretu z dnia 29 października 1952 r. o prawie łowieckim i utrzymywane przy życiu było kolejnymi ustawami. Od samego początku nałożono na nie zadania o charakterze publicznym. Jednocześnie stało się ono monopolistą w zakresie dopuszczania do wykonywania polowania na terenie kraju. Model łowiectwa w Polsce zmienił się w roku 1952 diametralnie (z przedwojennego na komuszy) i z małymi tylko retuszami przetrwał do dnia dzisiejszego.

Co wspólnego mają stowarzyszenie Polski Związek Łowiecki i zrzeszenie Polski Związek Łowiecki?

Pod względem prawnym nic. Absolutnie nic. To dwa różne twory prawne, istniejące w dwóch różnych okresach. Różnią je rodzaje umocowania prawnego. Różnią je zadania i uprawnienia. Różni je charakter. Różnią je rodowody. Różni je historia i dorobek.

Co mają wspólnego? Oprócz obszaru działania (łowiectwo), chyba tylko nazwę i adres siedziby. Nazwę i siedzibę (a także cały majątek) stowarzyszenia – jak już to podniosłem – zawłaszczono mocą dekretu na rzecz zrzeszenia.

Wmówienie na początku Dekady Gierka i dalsze  wmawianie masie składkowej, ale i światu, jakoby Polski Związek Łowiecki, jakim znamy go dzisiaj, powstał w okresie międzywojennym, a dokładnie to nawet niby w roku 1923, śmiało można zaliczyć do 7 największych oszustw i fałszerstw w historii ludzkości.



czwartek, 1 kwietnia 2021

W co gra Instytut Analiz Środowiskowych?

 W trzecią rocznicę wejścia w życie ustawy z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, fundacja Instytut Analiz Środowiskowych, na swoim koncie FB, zamieściła plakat o takiej treści:


MYŚLIWI PAMIĘTAJĄ
1 kwietnia 2018


1.04.2018 r. weszła w życie ustawa, która zakazała
wykonywania polowań w obecności dzieci,
ograniczyła nam możliwość szkolenia psów
i oddała PZŁ w ręce polityków
”.


W towarzyszącym plakatowi tekście, autorzy, używając haseł typu:


1 kwietnia - smutna data dla polskich myśliwych”

feralna zmiana Prawa łowieckiego”,


z jednej strony, potępiając takimi hasłami ustawę w czambuł, przytaczają krótko tylko dwa/trzy argumenty merytoryczne. Znacznie zaś więcej miejsca poświęcają pochwałom pod... własnym adresem :-). Populistyczny charakter całości aż bije po oczach, ale maksyma Kurskiego wiecznie żywa: „jedziemy w to, bo ciemny lud wszystko kupi". No więc gdy tylko for(um)owiczom przypomniane zostało, że „zakazano wówczas wykonywania polowań w obecności dzieci”, w kilkudziesięciu komentarzach o niczym innym nie pisano, jak właśnie głównie o tym. Daleki jestem od akceptacji wszystkich regulacji, jakie przyniosła nam przedmiotowa ustawa, ale wypada obiektywnie choć wspomnieć o najważniejszych, nie zawężając problemu do haseł, użytych przez IAŚ. Gdy tylko spróbowałem IAŚ-owi zwrócić uwagę na pewne fakty, ZBANOWANO mnie na koncie IAŚ natychmiast. Cóż, zapewne nie lubią tam niewygodnych pytań. Z konieczności, skoro uniemożliwiono mi wpisywanie komentarzy tam, skorzystam z gościnności admina niniejszego konta i spróbuje pociągnąć wątek dalej tu.


Instytucie Analiz Środowiskowych, krzewicie hasła wyłącznie pod publiczkę lub nie za bardzo wiecie, co piszecie. Jest jeszcze trzecia możliwość – piszecie w imieniu różnej maści byłych tajnych współpracowników peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa, którym po wejściu w życie ustawy z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, grunt szybko zaczął usuwać się spod nóg. Pozwolę sobie tu wskazać na tę okoliczność słusznie wprowadzony wówczas do ustawy Prawo łowieckie art. 33d:


W skład organów Polskiego Związku Łowieckiego, a także w skład zarządu koła łowieckiego lub komisji rewizyjnej nie może wchodzić osoba urodzona przed dniem 1 sierpnia 1972 r., która była pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa, o których mowa w art. 5 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu[...] lub współpracowała z tymi organami”.


Instytucie Analiz Środowiskowych, przedmiotową ustawą, faktycznie – wprowadzono trzy bulwersujące regulacje, ale jednocześnie kilka, kilkanaście innych spraw nareszcie w miarę rozsądnie unormowano. O jednej z nich napisałem wyżej. O tym też należałby pisać, a nie tylko w kółko o zakazie wykonywania polowania w obecności dzieci i o utrudnieniu w szkoleniu psów myśliwskich. To jest oczywiście ważne, ale warto mieć oczy szeroko otwarte także na inne aspekty.

Oddanie PZŁ w ręce polityków”, jak to ujęliście na swoim plakacie, ma swoje drugie denko, o którym jednak nawet nie wspominacie. Zapomnieliście jednocześnie przypomnieć o trzeciej bulwersującej regulacji w tej ustawie. Czyżby sposób wprowadzenia obowiązku cyklicznych badań lekarskich i psychologicznych był dla Was bez znaczenia czy może uważacie, że Wasze facebookowe audytorium jest słabo kumate?

Wyrażajmy naszą dezaprobatę dla zmian dokonywanych z oczywistym naruszeniem zasad poprawnej legislacji, a wywodzonych z Konstytucji. Nie może być tak, że Senat wprowadza do ustawy poprawkę, a Sejm jej potem nie odrzuca, w sytuacji, kiedy nowelizacja ustawy o broni i amunicji nie znalazła się w materii przekazanej Senatowi. Taki błąd nie przystoi władzy ustawodawczej demokratycznego państwa prawnego.


Instytucie Analiz Środowiskowych:

...i oddała PZŁ w ręce polityków”.

Wcześniej PZŁ przez ponad 20 lat znajdował się praktycznie w rękach tylko jednej osoby – w rękach Lecha Blocha, byłego tajnego współpracownika peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Przez kilkanaście lat w trzymaniu PeZeteŁa twardą ręką za uzdę, wspierał go Andrzej Gdula – za GW: „
W latach 80. był sekretarzem PZPR w Bielsku-Białej. W 1985 roku, po sprawie zabójstwa Popiełuszki, Kiszczak wziął go na wiceszefa MSW. Od 1986 roku w KC jako kierownik wydziału społeczno-prawnego ds. stosunków z MSW, MON i Kościołami. W 1988 był w ścisłym gronie urzędników PZPR planujących rozmowy z opozycją, potem uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu”. Za A. Dudkiem: „Gdula w Magdalence był obok Kiszczaka tym który nadzorował służby specjalne”.

Z dwojga złego wolę już obecną sytuację. Wam, 
Instytucie Analiz Środowiskowych, bliższa jest regulacja z Blochem i Gdulą w roli głównej? Hm..


Instytucie Analiz Środowiskowych, i rzecz najważniejsza – ustawą z dnia 22 marca 2018 r. o zmianie ustawy - Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw, wprowadzono do ustawy Prawo łowieckie całe mnóstwo innych regulacji, których wprowadzenia domagały się od 2014 r. takie instytucje jak Trybunał Konstytucyjny czy Prokurator Generalny. W swoim populistycznym tekście nawet nie zająknęliście się na ten temat. Ładnie to tak?



https://www.facebook.com/InstytutAnalizSrodowiskowych/photos/a.100195441547476/293746148859070/

piątek, 12 marca 2021

Kiedy po raz pierwszy...?

 W trakcie jednej z niedawnych dyskusji na Łowieckim postawiłem pytanie mniej więcej takie:


Kiedy po raz pierwszy wierchuszka zrzeszenia PZŁ obwieściła masie składkowej o przypadającym jubileuszu PZŁ, wskazując za początek powstania PeZeteŁa rok 1923? Nie wierzę, aby przykładowo w roku 1953, pierwszy w historii zrzeszenia prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, a jednocześnie „polski i radziecki wojskowy i polityk, generał Armii Radzieckiej i Ludowego Wojska Polskiego, dowódca Wojsk Lądowych, wiceminister obrony narodowej, członek Komitetu Centralnego PZPR, poseł na Sejm Ustawodawczy i na Sejm PRL I kadencji” – generał Stanisław Popławski, nakazał obchodzić jubileusz 30-lecia Polskiego Związku Łowieckiego. No, nie wierzę. Więc od kiedy i za czyją decyzją zaczęto takie kolejne, (jak by nie patrzył) fikcyjne jubileusze obchodzić? Od 1958 r., 1963 r., 1968 r., a może dopiero gdzieś od 1993 r.?

Dwie skromne dyskusje podsumował jeden z for(um)owiczów w sposób następujący:

Jak już wspomniano, za dwa lata PZŁ będzie obchodził jubileusz 100-lecia swego istnienia. Sto lat to nie w kij dmuchał i kilka pokoleń myśliwych w trudzie, znoju ale zapewne i z przyjemnością z własnej woli swym działaniem w związku doprowadziło go do miejsca i etapu rozwoju w jakim obecnie się znajduje. O minionych latach przeczytać można w załączonym materiale!

Jubileusze są różne - ważne i mniej ważne, zwykłe i doniosłe! Zawsze jednak skłaniają do przemyśleń i podsumowań a zwłaszcza prezentacji dorobku. Nadchodzący jubileusz zaliczyć trzeba do ważnych i doniosłych. Z całą pewnością jubileuszowe obchody bogate będą w imprezy uroczyste, podniosłe, wielowątkowe, organizowane na wszystkich szczeblach organizacyjnych z udziałem władz, mediów, społeczeństwa i wszystkich, którym bliska jest przyroda. Organizowanie jubileuszu, zwłaszcza ważnego, tzw. okrągłego, wymaga zaangażowania i wykorzystania możliwie szeroko możliwości jakie istnieją w danym momencie. Przykładem takiego działania mogą być np. obchody jubileuszu 50-lecia PZŁ, podczas których min. TVP zorganizowała i przeprowadziła wielki turniej łowiecki „Na łów” w Mrągowie, w którym wzięło udział 2000 osób, w Warszawie zorganizowano wystawę łowiecką o charakterze ogólnopolskim, wydano okolicznościowe karty pocztowe w nakładzie 300 000 sztuk itd. itp. Nie sposób wszystkiego wymienić ale w 1973 roku w okręgach i kołach przygotowano i zrealizowano także wiele imprez z tej okazji!

Dobrze się stało, że założyciel wątku, zapewne w trosce o jakość i różnorodność w honorowaniu 100-letniego dorobku i pracy polskich myśliwych podczas obchodów już teraz o nadchodzącym jubileuszu napisał! Wszakże przygotowanie koncepcji obchodów, załatwienie spraw organizacyjnych, zgromadzenie odpowiednich materiałów i środków wymaga sporo czasu i zabiegów osób odpowiedzialnych na wszystkich szczeblach organizacyjnych PZŁ!

Politowania godny jest tylko ten uśmieszek w tytule wątku.

Tak więc wspólnym wysiłkiem, ale głównie chyba dzięki temu for(um)owiczowi, mamy możliwość dowiedzenia się o tym, że to nie za przyczyną działaczy ery blochowo–gdulowej, jak wcześniej podejrzewałem, zaczęto obchodzić kolejne – powiedziałbym – fałszywe jubileusze zrzeszenia Polski Związek Łowiecki. Pomysł ten bowiem – jak dowodzi ów for(um)owicz – powstał i wdrożono go w życie dużo wcześniej – już na początku ery gierkowskiej.

Mniej zainteresowanym tematyką przypomnę, że w grudniu 1970 r. doszło w Polsce do zakrojonych na szeroką skalę wystąpień robotników. Bezpośrednią ich przyczyną była kolejna podwyżka detalicznych cen mięsa, przetworów mięsnych i innych artykułów spożywczych, wprowadzona przez ekipę Władysława Gomułki. W Gdański i Gdyni, w Elblągu i Szczecinie, a także w wielu innych miejscowościach, miały miejsce wielotysięczne wiece, liczne strajki, potężne demonstracje i zamieszki. Dnia 15 grudnia ogłoszono strajk powszechny. Do tłumienia protestów robotniczych władze państwowe postanowiły użyć wojsko. Na ulice polskich miast wyjechało ponad pół tysiąca czołgów i siedemset transporterów opancerzonych. Pięć tysięcy milicjantów i prawie trzydzieści tysięcy żołnierzy zabrało się do pacyfikowania robotniczych protestów. Jak czytamy w wikipedii:

W wyniku represji w grudniu 1970 zostało zabitych 41 osób: 1 w Elblągu, 6 w Gdańsku, 16 w Szczecinie i 18 w Gdyni. Ranne zostały 1164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. W wyniku starć oraz wypadków zginęło też kilku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy LWP, a kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczeniu uległo kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym transportery BTR i czołgi. Podpalono 17 gmachów (w tym budynki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i Szczecinie), rozbito 220 sklepów, podpalono kilkadziesiąt samochodów”.

Grudzień 1970 przyniósł zmiany w składzie najwyższych władz państwowych. Skompromitowanego na stanowisku pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę zastąpił Edward Gierek. Premierem mianowano Piotra Jaroszewicza.

Nastąpiła tzw. Dekada Gierka, której początek stanowiło wielkie otwarcie się Polski na świat. Nawiązano i szybko rozwinięto rozległe kontakty handlowe z wieloma krajami świata zachodniego. Z szeroko rozstawionymi ramionami przyjmowano od państw kapitalistycznych liczne kredyty finansowe. Zaczęto przyjmować na salonach wielu przywódców świata zachodniego, w tym przykładowo w maju roku 1972 doszło do pierwszej w historii stosunków polsko–amerykańskich wizyty w Polsce urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozmowy Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza z Richardem Nixonem były niezmiernie istotne z punktu widzenia interesów polskiej władzy. „Dyplomaci obydwu krajów zgodnie oceniali tę wizytę jako przełomową dla rozwoju wzajemnych relacji. Ekipa Gierka otrzymała obietnicę amerykańskich kredytów. Cel wizyty został osiągnięty - tak jak stwierdził Mieczysław Rakowski, chodziło o to, »żeby Nixon podczas wizyty w Warszawie potrząsnął workiem dolarów«”.

Sztandarowe inwestycje gierkowskiej dekady – Huta Katowice w Dąbrowie Górniczej; dwa nowe zagłębia – koło Bełchatowa (węgiel brunatny i energetyka) i Lublina (węgiel kamienny); Gdańskie Zakłady Rafineryjne i Port Północny, to wszystko wymagało dopływu stałego strumienia pieniędzy z zagranicznych kredytów finansowych.

Kontaktom politycznym i handlowym towarzyszyły liczne kontakty towarzyskie na najwyższych szczeblach władzy państwowej. Edward Gierek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dobór odpowiedniego miejsca takich kontaktów, miejsca wspólnego wypoczynku i relaksu, z doskonałym doborem atrakcji dla specjalnie zaproszonych gości zagranicznych, może znacznie ułatwić uzyskiwanie coraz to nowych kredytów finansowych. Jednym z pomysłów Gierka było wykorzystanie do takich celów Łańska, dotychczasowego popularnego miejsca wypoczynku ludzi władzy (Łańsk miał przydzielony kryptonim W–1) i wybudowanie drugiego luksusowego ośrodka wypoczynkowego – w Arłamowie, o kryptonimie W–2. Główną atrakcją podczas pobytu gości zagranicznych, zarówno w tym jednym, jak i w drugim ośrodku, były polowania na zwierzynę grubą, w tym na żubry. Tak więc przykładowo w samym tylko Łańsku, u Gierka jako u gospodarza, gościł m.in. prezydent Francji Valery Giscard d'Estaing, kanclerz RFN Helmut Schmidt, irański szachinszach Reza Pahlawi i król Belgii Baudouin, że o towarzyszach radzieckich nawet nie wspomnę. Zapalony myśliwy, premier Piotr Jaroszewicz, upodobał sobie do spotkań ze swoimi gośćmi, uwielbiającymi polowania, Arłamów.

Nie o same polowania prezydentów, kanclerzy, szachinszachów i królów władza państwowa zabiegała i potem dbała. Już za czasów Gomułki zauważono, że cennym źródłem wciąż brakujących wówczas dewiz na rynku mogą stać się – wzorem Jugosławii, Węgier i Czechosłowacji – tzw. polowania dewizowe. Początkowo nieliczne i nieśmiało organizowane, wymagały każdorazowo zgody Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego, a ich organizowanie nadzorowane było nawet przez trzy ministerstwa – nie tylko leśnictwa, ale także finansów i spraw zagranicznych. Władze z czasem zaczęły powoli rozszerzać dla myśliwych z zagranicy ofertę łowisk i gatunków do odstrzału, aż w roku 1962 nabrało to już wymiaru oficjalnego, kiedy to organizatorem takich polowań uczyniono Lasy Państwowe. Edward Gierek, dążący do wielkiego otwarcia się Polski na zachód, a jednocześnie zainteresowany wzmożeniem pozyskiwania dewiz dla kraju, osobiście zadbał w 1971 r. o to, aby organizatorem polowań dewizowych mógł być także Polski Związek Łowiecki. No, ale należało równolegle zmienić gębę temu PeZeteŁowi, co uczyniono szybko i – jak zwłaszcza dzisiaj widać – bardzo skutecznie.

Wiele wskazuje na to, że to właśnie wtedy, czyli na początku dekady Gierka, w ramach nie tyle propagandy sukcesu, bowiem ta obliczona była na narzędzie porozumiewania się głównie z polskim społeczeństwem, ale w ramach pokazywania światu zewnętrznemu, że nie taką komunistyczną Polska jest, jak ją malują, postanowiono komuszemu modelowi łowiectwa w Polsce dorobić ludzką twarz. Historyczny moment utworzenia zrzeszenia PZŁ cofnięto w czasie; z okresu późnego stalinizmu w Polsce, do okresu tuż po odzyskaniu niepodległości, czyli do wczesnych lat dwudziestych ubiegłego wieku. Niejako specjalnego znaczenia nadano rokowi 1923-emu, kiedy to doszło do utworzenia zalążka późniejszego stowarzyszenia o nazwie takiej, jaką peerelowska władza na drodze zawłaszczenia nadała później, w 1953 r., nowo utworzonemu i działającemu do dzisiaj zrzeszeniu. Przed światem zachodnim fajnie to zaczęło wyglądać, że to kapitalistyczna Polska okresu międzywojennego zrodziła dzisiejszy model i zrzeszenie, a nie jakaś tam Moskwa Stalina czy Warszawa Bieruta i Cyrankiewicza. Świat uwierzył, a na efekty nie trzeba było czekać długo.

W 1973 z wielkim hukiem zorganizowano w Warszawie XX Kongres Międzynarodowej Rady Łowieckiej. Zaszczycił ją swoją obecnością m.in. Abd-or-Reza Pahlawi, książę irański, który wyjątkowo mocno zainteresowany był odstrzałem żubrów w Polsce. 

Dyrdymały o półwiecznym rodowodzie zrzeszenia Polski Związek Łowiecki, oprócz gości z zachodu, bardzo szybko łyknęła także, niczym bocian żabę, na ogół ciemna wówczas masa składkowa PZŁ i z wyjątkowym zapałem zabrała się do organizowania i obchodów jubileuszy istnienia PZŁ. Nie tylko już tego jubileuszu 50–lecia w 1973 r., ale także kolejnych: 55–lecia, 60–lecia, 65–lecia, 70–lecia... I tak już zostało do dnia dzisiejszego, przy czym mało kto dochodzi tego, jaki to sens mają obchody tych kolejnych fałszywych jubileuszy, a także skąd się one wzięły i w jakim stopniu polegały na prawdzie, a w jakim na przekłamaniu historii.

Przed nami zapewne huczne obchody jubileuszu 100–lecia istnienia Polskiego Związku Łowieckiego :-)



Uwaga:
Tekst ten zamieszczam także na Łowieckim i na Facebooku