Tylko kłusownicy „mogą” sobie pozwalać na całkowitą ignorancję zapisów prawa. Pozostali, bez względu na to – sprawują władzę, zarządzają czy kontrolują, polują czy wykonują inne czynności z zakresu gospodarki łowieckiej, zawsze w większym lub w mniejszym stopniu, będąc bardziej lub mniej świadomymi stanu rzeczy, ogólnie – w różnym zakresie, ale powiązani są z zapisami prawa i aktów normatywnych PZŁ. Na samym dole całej takiej wręcz piramidy prawnych i wewnątrzorganizacyjnych norm, z którymi spotykamy się na co dzień czy nawet tylko od święta, mamy uchwały zarządów kół i walnych zgromadzeń. Na samym dole – nie znaczy, że mniej istotne, niż te z wyższych półek. Ustawę prawo łowieckie mamy jedną; rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz – także. Podobnie sprawa przedstawia się ze Statutem PZŁ i kilkoma jeszcze innymi, sztandarowymi aktami normatywnymi PZŁ. Problem jednak, ogromny problem dostrzegam właśnie na etapie tworzenia wspomnianych uchwał w ponad dwóch i pół tysiącach polskich kół łowieckich. Jak głosi znane przysłowie – „ten się nie myli, kto nic nie robi”; tak więc nawet w zapisach aktów normatywnych krajowych i okręgowych organów PZŁ znaleźć można wcale nie tak rzadkie niezgodności z prawem czy z dotychczas istniejącymi aktami wewnątrzorganizacyjnymi. To jednak, co dzieje się w „podstawowym ogniwie organizacyjnym w Polskim Związku Łowieckim w realizacji celów i zadań łowiectwa”, jakim są z mocy ustawy koła łowieckie, przechodzi wszelkie granice przyzwoitości w demokratycznym państwie prawnym. Upoważnia mnie do takiego stwierdzenia analiza treści wielu uchwał, z którymi miałem wątpliwą przyjemność zapoznania się na przestrzeni dekady; uchwał z całego szeregu kół, z różnych zakątków Polski.
Co prawda ustawa Prawo łowieckie nakłada na okręgowe organy PZŁ obowiązek „koordynowania i nadzorowania działalności kół łowieckich”, a także „uchylania, w ramach nadzoru, sprzecznych z prawem bądź statutem Polskiego Związku Łowieckiego uchwał kół”, ale z obowiązku tego od szeregu już lat nie wywiązują się one w stopniu nawet dostatecznym. Różne są przyczyny tego stanu rzeczy, ale niemożliwością jest w ramach jednego, krótkiego tekstu, wyczerpujące odniesienie się do nich. Za główną jednak przyczynę zaniedbań ze strony okręgowych organów PZŁ uznaję brak realnego nadzoru nad całym Polskim Związkiem Łowieckim, który od szeregu już lat pozostaje poza wszelką kontrolą państwa. Wracając jednak do twórczych myśli członków organów kół …
Każdorazowo, gdy zapoznaję się z kolejnymi uchwałami, nie mogę wręcz ze zdumienia wyjść – jak to możliwe, że wśród ponad stu tysięcy myśliwych zrzeszonych w kołach, tych o chociaż elementarnej wiedzy prawniczej jest jak na lekarstwo. I nie mam tu bynajmniej na myśli prawników w całym tego słowa znaczeniu, bo tych w ogóle w całej Polsce, przypadających na 100 tys. jej mieszkańców, nie jest za wielu, chociaż i tak więcej, niż przykładowo w wysoko rozwiniętych krajach Europy, jak Francja, Austria, Finlandia czy Szwecja.
W czym więc dodatkowo leży problem, jeśli pominiemy ten niezależny od nas, związany z brakiem nadzoru – państwa nad PZŁ i PZŁ nad kołami? Otóż zauważam go w niedoskonałych, dalekich od oczekiwanych zapisach Statutu PZŁ. Niestety – mimo, że statutu organizacji utworzonej przez państwo, której powierzyło ono do realizacji określone zadania, jednocześnie statutu nie nadanego, nie zatwierdzonego przez jakikolwiek organ państwowy typu ministerialnego, a nawet nie zalegalizowanego przez sąd rejestrowy. Otóż w takim statucie, w Statucie PZŁ, obok wielu zapisów aktualnie nie przystających do norm prawnych, mamy takie, które stymulują wręcz produkowanie tysięcy normatywnych potworków, utrudniających na wiele sposobów uprawianie – jak by nie było – myśliwskiego hobby na płaszczyźnie kół łowieckich. Jeżeli zatem często spotykanym jest nie rozumienie podstawowych zasad poprawnego tworzenia zapisów uchwał organów koła, to być może należałoby, oprócz opisanych już kompetencji najwyższej władzy w kole i organu zarządzającego, wyraźnie wskazać te obszary, które ich kompetencjom nie podlegają. Jest ich zaledwie kilka, naruszanych jednak w zdecydowanej większości kół łowieckich, więc może by warto było w końcu wyraźnie wyłączyć je z zasięgu zainteresowania walnych zgromadzeń i zarządów kół? Jeśli nie poprzez nowelizację Statutu PZŁ, to może chociaż poprzez skuteczniejszą edukację szarych myśliwych, której ze strony bardziej świadomych członków organów Zrzeszenia ciągle tak mało.
Na czym polegają najczęściej popełniane błędy przy tworzeniu projektów uchwał, nad którymi później, podczas obrad walnych zgromadzeń, już prawie nikt się głębiej nie zastanawia? Czego dotyczą? Jakich zagadnień? Jakich sfer działalności kół i samych myśliwych?
Ciągle zbyt wiele spotykamy osób, którym trudno jest zrozumieć, że uchwała organu koła nie powinna wykraczać poza granice dopuszczalne dla niej, a tym samym dotykać materii prawnych regulowanych ustawą lub rozporządzeniami Ministra Środowiska. Nie może treści w nich zawartych przekształcać, modyfikować lub syntetyzować. Ustawa Prawo łowieckie reguluje niektóre sfery związane z wykonywaniem polowania, zaś ministrowi nadaje kilka upoważnień do wydania rozporządzeń, w tym m. in. w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, a także w sprawie określenia okresów polowań na zwierzęta łowne. Jakim zatem cudem Statut PZŁ wspomina o prawie członka koła do polowań na zasadach określonych nie tylko prawem łowieckim, ale także uchwałami walnych zgromadzeń, chyba tylko św. Hubert raczy wiedzieć. Rosną więc w kołach, niczym grzyby po deszczu, normatywne buble, w których aż roi się od nieuzasadnionych, wszelkiej maści nakazów i zakazów. Do najczęściej spotykanych należą tu: wyłączanie z polowań określonych obszarów obwodu łowieckiego, zawężanie ministerialnych okresów polowań, zakaz wykonywania polowań indywidualnych równolegle do komercyjnych, a także w czasie kilku dni przed zbiorowymi.
Ustawa Prawo łowieckie stanowi, że „odstrzał samców zwierzyny płowej i muflonów podlega ocenie co do jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej” i jednoznacznie do dokonywania takiej oceny w obwodach podlegających wydzierżawieniu wskazuje komisje powołane przez Polski Związek Łowiecki. Ustawa reguluje także procedurę nakładania kar porządkowych za naruszanie zasad tejże selekcji. Nie bacząc na to, rozprzestrzeniło się po kołach łowieckich, poprzez uchwały ich organów, zobowiązywanie szarych członków do prezentowania trofeów tuż po polowaniu, przed obliczem członków organu zarządzającego. Walne zgromadzenia nadają zarządom kół dodatkowo jeszcze uprawnienia do stosowania poza proceduralnych kar z tym związanych. Idea selekcji osobniczej sama w sobie od lat wzbudza liczne i gorące kontrowersje, gdyż jak do tej pory nie przedstawiono jakichkolwiek naukowych dowodów sensu jej stosowania. Dlaczego więc myśliwi, w imię czego, z taką łatwością niby godzą się na stosowanie wobec nich dodatkowych, nakładanych niezgodnie z prawem i Statutem PZŁ, środków represyjnych? Czy aby na pewno nie są do tego przymuszani?
Powszechną jest też praktyka nadawania zarządom kół uprawnień kontrolnych w zakresie, w którym ustawą ustala się pewną normę, ale nie wskazuje się w niej organu kontrolnego (bo i po co?). W taką swego rodzaju lukę jak w masło wchodzą koła łowieckie. Ustawa precyzyjnie określa, jakie dokumenty i co „oprócz nich” (upoważnienie dzierżawcy) wymagane jest do wykonywania polowania indywidualnego. Bezpodstawnych zapisów, dotyczących wymogu legitymowania się zaświadczeniem o corocznym przystrzelaniu broni, wystawionym przez instruktora strzelectwa lub rusznikarza, nie można jednak pozbyć się z uchwał organów kół – za aprobatą PZŁ były stosowane od dawna, są nadal i końca takich praktyk nie widać.
Inną sferą, oprócz dotyczącej mniej czy bardziej bezpośrednio wykonywania polowania, a będącą przedmiotem zainteresowania decydentów w kołach łowieckich, jest płaszczyzna organizacji prac gospodarczych, związanych z prowadzoną przez koła gospodarką łowiecką. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie oczywiście negował względnej konieczności ich wykonywania, ale dlaczego muszą być one traktowane w kategoriach bezwzględnego obowiązku, zabijając tym samym radość z dobrowolnego oddawania się łowieckiej pasji? Skoro domorośli prawnicy nie są łaskawi zauważyć, że brakuje podstawy statutowej do nakładania obowiązku świadczenia bezpłatnej pracy fizycznej na rzecz koła, ba – staje ono w kolizji nawet z przepisami prawa powszechnie obowiązującego, to może warto byłoby o tym wyraźnie wspomnieć w zapisach Statutu PZŁ? Koła łowieckie miałyby szansę wówczas bardziej przypominać twory o charakterze hobbystycznym, niż ma to miejsce dzisiaj.
Tekst: Artur Jesionowicz
Za Magazynem Sezon
piątek, 13 marca 2015
wtorek, 10 marca 2015
"Formuła kół jest bardzo dobra"
W wywiadzie,
którego senator Stanisław Gorczyca udzielił w 2013 r. do listopadowego numeru
Magazynu Sezon, na pytanie dotyczące obaw myśliwych, a związanych „z groźbą
prywatyzacji obwodów, komercjalizacji polowań etc.”, stwierdził m. in. tak:
„formuła kół jest bardzo dobra”. Skłonny jestem podzielić pogląd pana senatora, ale jedynie w takim
znaczeniu, jakie dotyczy w ogóle samego istnienia tychże kół, bo już gdy przyjrzeć się bliżej szczegółom, zawartym w
ustawie Prawo łowieckie, a w konsekwencji także w Statucie PZŁ, a następnie
skonfrontować to z efektami wieloletniej praktyki na gruncie funkcjonowania takich kół, to sytuacja nie będzie już
przedstawiała się w tak różowych kolorach. Jeżeli koła łowieckie miałyby nadal stanowić „podstawowe ogniwo organizacyjne
w realizacji celów i zadań łowiectwa” (obecnego czy nawet z lekka na innych
zasadach prawnych działającego łowieckiego
związku), wymagałoby to kilku istotnych zmian w prawie łowieckim. O
konieczności wprowadzenia jednej z nich, pisałem już wcześniej – zarówno na
łamach Magazynu Sezon, jak i w dzienniku Łowiecki.
Nie może również
być tak, że organizacja, której państwo powierzyło do realizacji określone
zadania, pozbawiona jest rzeczywistego nadzoru tego państwa, a w ścisłej
korelacji z tą wadą systemową, może pozwalać sobie - w imię innych, bliżej nieokreślonych
priorytetów – na zaniedbywanie, wymaganego ustawą nadzoru wobec kół łowieckich,
gdyż sytuacja taka sprzyja w nich głównie jednemu - „hulaj dusza, piekła nie ma”.
Rzekomo boimy
się „prywatyzacji obwodów, komercjalizacji polowań etc.”, a obojętnie od
lat przechodzimy obok faktu, że zbyt wiele kół łowieckich sprawia wrażenie funkcjonowania
na podobieństwo do tzw.„prywatnych folwarków”. Jakże inaczej określić
sytuacje, w których garstka ludzi (czasem dwie, a nawet jedna osoba!) posiada
możliwości zdominowania pozostałych członków koła do takiego stopnia, że ci
pozostali nie mają nic do powiedzenia. Nie mają, więc zmuszeni są niejako do
tolerowania działań, daleko odbiegających od szczytnych założeń, a często także
niestety niezgodnych z prawem. Przykładów, zwłaszcza w ostatnich latach, w
dobie powszechnego dostępu do Internetu i w warunkach konkurencji na rynku
łowieckich tytułów prasowych, bez liku.
Od uchwały
pozbawiającej członkostwa w kole (nagminnie stosowany sposób zamykania ust niepokornym),
oprócz mało często skutecznej drogi wewnątrzorganizacyjnej, „od biedy” można
jeszcze odwołać się do sądu powszechnego, ale i tutaj droga długa i ciernista. Od
uchwały dotyczącej pozostałej materii łowieckiej, od uchwały niezgodnej z
prawem lub Statutem PZŁ, chyba tylko do Pana Boga, bo członkowie zarządów
okręgowych, ustawowo zobligowanych do nadzoru nad kołami łowieckimi, w
sytuacjach konfliktowych z reguły stają po stronie swoich kolegów - najczęściej
po wspólnym interesie, czyli po stronie członków zarządów kół, z których
inicjatywy najczęściej forsowane są naganne praktyki, poprzedzane wadliwymi
uchwałami organów kół. Jakieś tam prośby szarych myśliwych o interwencje w
trybie nadzoru, słane do Zarządu Głównego czy Naczelnej Rady Łowieckiej, są
zwykle tylko „głosem wołającego na puszczy”. W takim znaczeniu obecna formuła
kół nie jest „bardzo dobra” – ona jest, mówiąc kolokwialnie, beznadziejna i
wymaga wręcz natychmiastowej naprawy.
Wypada też pamiętać,
że formuła kół, to nie tylko „obcowanie z lasem i zwierzyną, z przyrodą”, ale
to przed wszystkim prowadzenie gospodarki łowieckiej, a więc „działalność w
zakresie ochrony, hodowli i pozyskiwania zwierzyny”. Jeżeli zaś pozyskiwanie,
to jednocześnie wykonywanie polowania, do którego dopuszczanie w Polsce jest
zmonopolizowane, a cząstka tego monopolu, znajdująca się w rękach członków
organów zarządzających kół, de facto pozbawionych jakiegokolwiek zewnętrznego nadzoru,
jest w stanie obrzydzić zamiłowanie do łowiectwa niejednemu entuzjaście sztuki
myśliwskiej. Dlatego też przede wszystkim tak
konieczną wydaje mi się rezygnacja - w stosunku do członków kół łowieckich - z
obowiązku posiadania przez nich, podczas indywidualnych polowań, papierowych
upoważnień do ich. Jestem głęboko przekonany, że tego rodzaju zmiana, w
niezmiernie istotnym stopniu pozwoliłaby odejść od archaicznego, jednego z elementów obecnej formuły, który umożliwia
przedkładanie celu nad stosowane środki.
Reasumując:
Aktualnego stanu
nie sposób dalej tolerować; czas więc na zmiany również w tejże formule kół
łowieckich, Panie Senatorze. Czyżby Pan tego nie zauważał?
Tekst:
Artur Jesionowicz
Za Magazynem Sezon
Upoważnienie do wykonywania polowania indywidualnego
Ustawa
Prawo łowieckie stanowi jednoznacznie, że do wykonywania polowania
indywidualnego w najczęściej spotykanych przypadkach, oprócz legitymacji
członkowskiej Polskiego Związku Łowieckiego oraz pozwolenia na posiadanie broni
myśliwskiej lub innego dokumentu uprawniającego do jej posiadania, wymagane
jest pisemne upoważnienie, wydane przez dzierżawcę lub zarządcę obwodu
łowieckiego. Najmniejszych moich wątpliwości nie budzi tu obowiązek posiadania
przy sobie tych dwóch pierwszych dokumentów, ale jednocześnie nie potrafię
oprzeć się wrażeniu, że dalsze utrzymywanie w obrocie prawnym, w stosunku do
członków kół łowieckich (a takich wśród polujących w Polsce jest zdecydowana większość),
pisemnych upoważnień do wykonywania polowania indywidualnego, wydawanych w
rozumieniu art. 42 ust. 8 ustawy przez dzierżawców, mija się z celem. Mało tego
– moim zdaniem nawet nie wychodzi naprzeciw realizacji szczytnych założeń,
wypływających z zapisów Statutu PZŁ, powstałego na mocy tejże ustawy, a mowa w
tym najwyższym akcie normatywnym PZŁ jest m. in. o tym, że „prawa i obowiązki
członków koła są równe”. Jednocześnie zawiera on gwarancje, że „ograniczenie
praw członków koła i nałożenie na nich obowiązków może wynikać jedynie z
postanowień Statutu”, a także precyzuje takie prawa, wśród których
zasadnicze znaczenie zdaje się mieć prawo do polowań indywidualnych i
zbiorowych na zasadach określonych prawem łowieckim
oraz uchwałami walnych
zgromadzeń”.
Niestety, zbyt często - popularnie
zwane - „odstrzały”, traktowane są w kołach łowieckich od szeregu już lat jako
narzędzie dyscyplinujące szarych jego członków, z pominięciem obowiązujących
procedur statutowych. Inaczej mówiąc – chyba od początku ich istnienia stały
się przyczyną istniejących
w kołach – delikatnie rzecz ujmując – wielu nieprawidłowości. Tak więc niejako
„normalnością” stały się sytuacje, w których naruszane jest prawo jednostki do
wykonywania polowania indywidualnego w oparciu o zasady określane prawem
łowieckim, a może przede wszystkim w oparciu o równość praw, którą gwarantuje
jej wspomniany już Statut PZŁ.
Nasuwa się pytanie, czy aby na pewno
przedmiotowe upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego stanowią tak
nieodzowny element prowadzenia prawidłowej gospodarki łowieckiej w kołach
łowieckich, że wręcz niemożliwa zdaje się być sytuacja, w której dokumentu tego
rodzaju mogłoby zabraknąć? Nie wydaje mi się, aby tak było, a wręcz przeciwnie
– odnoszę wrażenie, iż należy niezwłocznie zrezygnować z tego, co nie tylko
jest zbędne, ale przede wszystkim zbyt łatwe do wykorzystania w niecnych
celach, a więc i konfliktogenne. Aby tak się stało, należałoby najpierw zdać
sobie sprawę z tego, jaką z założenia funkcję spełniają pisemne upoważnienia,
wydawane przez organ zarządzający każdego koła łowieckiego oraz w jaki sposób
można by je zastąpić.
Pisemne upoważnienie wydane przez
dzierżawcę, według wzoru określonego przez Ministra Środowiska, jest w zamiarze
sposobem wyrażenia woli przez dzierżawcę wobec chcącego polować członka koła
(do takiego przypadku ograniczam moje spostrzeżenia). Dzierżawca, przy pomocy
przedmiotowego dokumentu, upoważnia myśliwego do odstrzału zwierzyny w
wyznaczonym czasie, określając jej gatunek i liczbę sztuk, a także w wielu
przypadkach jej płeć i klasę wieku. Czy mógłby stosowne upoważnienie udzielać w
innej formie? Biorąc pod uwagę aktualny stan prawny - nie, gdyż na przeszkodzie
stoją przepisy prawa łowieckiego, które w tym zakresie, jeżeli już są czasem modyfikowane,
dotyczą tylko kosmetycznych zmian, a główna zasada – stosowanie papierowego
dokumentu, obowiązuje już od kilkudziesięciu lat i zupełnie tak, jakby inne
możliwości nie mogły zaistnieć nawet w rozważaniach teoretycznych. Cóż – siła
przyzwyczajenia jest wielka; zwłaszcza, gdy nie ma nawet woli zmiany aktualnego
stanu rzeczy, mimo, że daleki jest on od możliwego do zastosowania.
Jeśli przyjąć by, że prawa
wszystkich członków koła rzeczywiście są faktycznie równe, a przynajmniej
teoretycznie gwarantuje to Statut PZŁ, to posiadają oni również równe prawa do
wykonywania polowania na terenach dzierżawionych przez koło obwodów łowieckich.
A jeśli tak, to wynika z tego, że wszyscy powinni otrzymywać od zarządu koła
odstrzały z takimi samymi wpisami, jeśli chodzi o ilości i opis zwierzyny do
pozyskania. Oczywiście z uwzględnieniem rodzaju uprawnień, posiadanych przez
myśliwych. W takim razie po cóż kilkadziesiąt jednakowo wypisywanych upoważnień
do wykonywania polowania indywidualnego, „przedłużanych” po pewnym czasie, a
potem wydawanych na nowo i tak w kółko po kilka razy w roku, jeśli można by je
zastąpić innym rozwiązaniem? Z drugiej strony patrząc, uprawnienie do wydawania
„odstrzałów” w obecnie obowiązującej formie nie jest przywilejem nadanym przez
boga, więc skoro w dodatku bez tych niepotrzebnie powielanych papierowych
dokumentów koło łowieckie mogłoby spokojnie funkcjonować, to dlaczegóż by tego
nie wprowadzić w życie?
Nie
mogę oprzeć się wrażeniu, że pozyskiwanie zwierzyny w ramach realizacji
rocznego planu łowieckiego, z rozróżnianiem oczywiście zarówno gatunku i
ilości, a także płci i klasy wieku, mogłoby odbywać się wyłącznie na w równym
stopniu obowiązujących wszystkich członków zasadach, uchwalonych przez
najwyższą władzę koła, a więc z pominięciem stosowania upoważnień w postaci
„zielonych karteczek” dla każdego członka koła z osobna.
Po
przedostatniej nowelizacji rozporządzenia Ministra Środowiska w sprawie
rocznych planów łowieckich i wieloletnich łowieckich planów hodowlanych, a
także w obliczu de facto ministerialnego przyzwolenia na stosowanie takiego, a
nie innego druku rocznego planu łowieckiego, wprowadzonego w życie mocą tzw.
„Porozumienia zawartego w dniu 25 stycznia 2013 r. pomiędzy DGLP, a
Przewodniczącym ZG PZŁ w sprawie wprowadzenia do stosowania jednolitego wzoru
rocznego planu łowieckiego”, z lekka zmodyfikowanego później po następnej, pod koniec roku 2014,
nowelizacji ministerialnego rozporządzenia, praktycznie nie zachodzi
niebezpieczeństwo przekroczenia liczb wskazanych rocznym planem łowieckim.
Można by zatem spokojnie odejść od stosowania papierowych upoważnień w
dzisiejszej postaci w stosunku do przecież aż około stu tysięcy członków kół
łowieckich.
W zamian drugiej strony obecnych upoważnień do
wykonywania polowania indywidualnego, czyli w zamian „Sprawozdania z polowania
indywidualnego”, służyć by mógł „Dziennik – sprawozdanie z polowania
indywidualnego”, który byłby tak samo ważnym dokumentem dla każdego myśliwego,
jak „Legitymacja Polskiego Związku Łowieckiego” czy „Legitymacja posiadacza
broni”, a więc m. in. z przyporządkowanym numerem takiegoż dokumentu, ze
zdjęciem właściciela, z pełną nazwą koła i z numerem dzierżawionego przez nie
obwodu łowieckiego.
Aby
tak się stało, konieczne byłyby pewne zmiany - najpierw w zapisach ustawy Prawo
łowieckie, w której po aktualnie obowiązującym
„Art.
42
8.
Do wykonywania polowania indywidualnego, poza dokumentami określonymi w ust, 2
jest wymagane pisemne upoważnienie wydane przez dzierżawcę lub zarządcę obwodu
łowieckiego”,
można
by dodać przykładowo zapis następujący:
„8a. Obowiązek
posiadania pisemnego upoważnienia, wydanego przez dzierżawcę obwodu
łowieckiego, będącego kołem łowieckim, o którym w ust. 8 między innymi mowa,
nie dotyczy członka koła łowieckiego, jeżeli poluje on na terenie
dzierżawionego przez to koło obwodu łowieckiego. W takim przypadku pozyskiwanie
zwierzyny odbywa się na w równym stopniu obowiązujących wszystkich jego
członków zasadach, uchwalonych przez najwyższą władzę koła łowieckiego”.
Pozostałe
zmiany byłyby tylko konsekwencją ewentualnie dodanego zapisu art. 42 ust. 8a.
Nie
wierzę, aby obecny, ustawowy wymóg stosowania upoważnień do wykonywania
polowania - dla każdego członka koła z osobna, przetrwał wieki. Dlaczego więc
nie pomyśleć o nieuchronnych zmianach, a także wprowadzić je w życie, już
dzisiaj?
Tekst:
Artur Jesionowicz
Za Magazynem Sezon
niedziela, 8 marca 2015
Projekt rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia ... w sprawie wykonywania polowania
Panie Ministrze Otawski,
skoro już planuje Pan małą rewolucję w zapisach prawa łowieckiego, to może
warto byłoby trochę więcej uwagi poświęcić temu, co ma pozostać z dzisiejszego
rozporządzenia MŚ w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i
znakowania tusz.
Jak czytamy w uzasadnieniu:
„Proponowane uregulowania
powielają w przeważającej mierze
dotychczasowe rozwiązania
zawarte w tzw. Regulaminie polowań, a
nieprzeniesione do ustawy”.
Oj, niedobrze. To naprawdę nie
jest dobry pomysł, Panie Ministrze. Wiele zapisów z Pana projektu „pamięta”
czasy głęboko osadzone w realiach peerelowskich i najwyższa już pora odłożyć je
do lamusa. Przynajmniej kilka z nich jest wzajemnie sprzecznych, niekorelujących
z zapisami innych aktów prawnych, pozbawionych niezbędnych definicji prawnych,
będących kompletnymi anachronizmami lub po prostu niebezpiecznych dla zdrowia i
życia myśliwych w zastosowaniu. Oto z brzegu pierwsze ich przykłady:
„§ 3. 1. Przy
przechodzeniu, przejeżdżaniu lub przebywaniu w obwodzie łowieckim, w którym
myśliwy nie ma upoważnienia do wykonywania polowania, przy korzystaniu z
publicznych środków lokomocji oraz w czasie przebywania na terenie miast i
osiedli broń myśliwego musi być rozładowana i znajdować się w futerale.
2. Przy
przechodzeniu lub przejeżdżaniu przez tereny zabudowane, albo poruszaniu się
pojazdem, w obwodzie, w którym myśliwy wykonuje polowanie, broń powinna być
rozładowana”,
„§ 8. 1. Na
polowaniu zbiorowym broń wolno załadować dopiero po zajęciu stanowiska przed
pierwszym pędzeniem.
2. Na
polowaniu zbiorowym między pędzeniami myśliwy musi usunąć naboje z komór
nabojowych przed zejściem ze stanowiska. Ponowne wprowadzenie nabojów do
komór nabojowych może nastąpić dopiero po zajęciu stanowiska w następnym
pędzeniu”.
„§ 9. Na
polowaniu zbiorowym:
1)
nie wolno strzelać wzdłuż linii myśliwych; za strzał wzdłuż linii
myśliwych, uważa się strzał, przy którym pocisk kulowy lub skrajne śruty wiązki
przechodzą lub w przedłużeniu przeszłyby w odległości mniejszej niż 10 m od
stanowiska sąsiada;”,
„§ 20. Na
polowaniu zbiorowym:
- w sytuacji wymagającej niesienia w nagłych wypadkach pomocy innym osobom myśliwy, schodząc ze stanowiska, powinien w miarę możliwości powiadomić o tym swoich sąsiadów oraz rozładować broń myśliwską;
- zejście ze stanowiska z bronią myśliwską załadowaną jest dopuszczalne tylko w razie konieczności udzielenia pomocy osobie zaatakowanej przez zwierzynę;”,
„§ 22. Polowanie na zające odbywa się z uwzględnieniem następujących
warunków:
1.
myśliwi są rozstawieni na linii wzdłuż jednego z boków miotu
i na flankach, a naganka jest rozstawiona naprzeciwko tej linii;
2.
na flance nie może znajdować się więcej niż dwóch myśliwych”.
Jeżeli będzie Pan
zainteresowany problemem, chętnie mogę „temat” rozwinąć.
PS
Tak tylko nawiasem mówiąc, określenie
– „Regulamin polowań”, użyte w uzasadnieniu projektu, wyraźnie zdradza przynajmniej
jednego z autorów i jego powiązania z blocholandią. Czyżby jeszcze nie pozbył
się Pan tego ostatniego „szkodnika łowieckiego” w Ministerstwie Środowiska, po Piotrze Jenochu i Januszu Zaleskim, w osobie Jerzego
Lęcznara?
piątek, 6 marca 2015
Zaplątani w kolory …
Z małymi problemami, ale władzom Zrzeszenia udało się przełomie lat 2013/2014, przy okazji nowelizacji ustawy Prawo łowieckie, obronić istnienie obowiązku poddawania się członków Polskiego Związku Łowieckiego pewnego rodzaju ocenie. Chodzi tu o aspekt odstrzału samców łosi, jeleni, danieli, saren i muflonów w kontekście jego zgodności z zasadami selekcji osobniczej. Na podstawie ustawy kompetencje do ustalania przedmiotowych zasad leżą po stronie PZŁ, który zadanie to realizuje poprzez ustalenia Naczelnej Rady Łowieckiej. Przez wiele lat „za naruszanie zasad selekcji samców zwierzyny płowej i muflonów oraz zasad postępowania z trofeami łowieckimi” myśliwi byli każdorazowo najpierw „obdarowywani” przez tzw. składy oceniające okręgowych spec komisji punktami czerwonymi, niebieskimi lub żółtymi, a później – w ścisłym związku z kolorami i ich intensywnością – karani przez zarządy okręgowe sankcjami porządkowymi – od upomnienia i nagany do „zawieszenia w prawach polowania” włącznie. Oczywiście takie represjonowanie, mimo że często bardzo dolegliwe dla członka społeczności myśliwskiej, odbywało się poza kontrolą sądu powszechnego. Ostatnimi czasy sytuacja jednak w znacznej mierze zmieniła się, gdyż po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r. i w ślad za nim – po nowelizacji ustawy Prawo łowieckie, kwestie związane nie tylko z dyscyplinarnym sądownictwem łowieckim znalazły swoje odzwierciedlenie właśnie w zapisach ustawy. I tak między innymi procedura nakładania sankcji na myśliwych z tytułu naruszania zasad selekcji osobniczej opisana została ustawą i tym samym stała się na tyle poważna, że wypadało dostosować do niej pewne oficjalne normy postępowania. Zauważono przykładowo, że z kilku powodów zdewaluowały się podstawy przyznawania punktów żółtych (w przypadku „trofeów spreparowanych niestarannie bądź w sposób uniemożliwiający ocenę”) i niebieskich (w przypadku „odstrzału zrealizowanego w klasie wieku niezgodnej z wydanym upoważnieniem”), a w konsekwencji moc utraciły także podstawy nakładania przez zarządy okręgowe kar porządkowych z tym związanych.
Milowymi
krokami zbliżał się okres pierwszych ocen trofeów w nowej rzeczywistości
prawnej. Aby per saldo zachować istotne cechy dotychczasowego systemu, należało
niezwłocznie wprowadzić korekty w kilku zapisach unormowań
wewnątrzorganizacyjnych. I dokonano tego w miarę szybko i skutecznie. Uchwałą nr 54/2014 Naczelnej Rady Łowieckiej z dnia 16 września 2014 r. w
sprawie zmiany uchwały nr 57/2005 NRŁ z dnia 22 lutego 2005 r. w sprawie
przyjęcia zasad selekcji osobniczej i populacyjnej zwierząt łownych
w Polsce oraz zasad postępowania przy ocenie prawidłowości odstrzału, wśród
kilku innych wprowadzono dwie bardzo istotne zmiany. Otóż zrezygnowano z
przyznawania punktów żółtych, co mogłoby bardzo ucieszyć selekcjonerów, gdyby
nie pewien drobiazg. Z jednej strony jakby w ślad za tą rezygnacją ginie
dotychczasowa możliwość stosowania wobec myśliwych za tego rodzaju przewinienie
kary „zawieszenia w prawach odstrzału samców zwierzyny płowej na okres 1 do 2
lat”, ale z drugiej, jakby w zamian – NRŁ wprowadziła inną normę, która nie
napawa zbyt optymistycznie:
”18) w przypadku:
[…]
d) przedstawienia komisji do oceny nieprawidłowo spreparowanego trofeum, właściwy zarząd okręgowy zawiadamia rzecznika dyscyplinarnego”.
[…]
d) przedstawienia komisji do oceny nieprawidłowo spreparowanego trofeum, właściwy zarząd okręgowy zawiadamia rzecznika dyscyplinarnego”.
Cel wydaje się oczywisty – wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, co umożliwia znaczne podwyższenie maksymalnego wymiaru dotychczas stosowanych kar. W myśl znowelizowanej ustawy Prawo łowieckie zarządy okręgowe nakładają kary „za naruszenie zasad selekcji osobniczej” (sankcje do „zawieszenia w prawach polowania na samce zwierzyny płowej i muflony na okres do 2 lat” włącznie), a za nieprawidłowo spreparowane poroże grozi teraz – jak wynika z uchwały NRŁ – kara dyscyplinarna … do „wykluczenia z Polskiego Związku Łowieckiego” włącznie. Niezwykle represyjne to rozwiązanie. Ba – od niedawna dodatkowo z nieuchronnością poniesienia przez ukaranego kosztów postępowania dyscyplinarnego, których wysokość pozostaje do swobodnej oceny odpowiednich na tę okoliczność organów PZŁ.
Na osobną uwagę zasługuje kwestia wycofania z procedury oceny prawidłowości odstrzałów możliwości stosowania punktów niebieskich. Pozostał jednak problem związany z „odstrzałem realizowanym w klasie wieku niezgodnej z wydanym upoważnieniem”; jakiś sposób musi się znaleźć, aby niezdyscyplinowanym myśliwym i z tego powodu dobrać się niejako do skóry. Odnoszę wrażenie, że rozpatrywanie tego typu spraw próbuje się przenieść do kompetencji zarządów kół, aby stosowały sankcje opisane § 152. Nikogo nie interesuje, że podobnie jak znaczna część innych zapisów Statutu PZŁ, zapis § 152 ma się nijak do wymogów prawa powszechnie obowiązującego. Cóż, taki po prostu jest urok Polskiego Związku Łowieckiego i nadzoru nad nim, a właściwie braku tego nadzoru ze strony państwa. Pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, że ujęte w § 152 „sankcje porządkowe za naruszenie obowiązków członkowskich” w postaci:
– zawieszenia w prawach do wykonywania polowania na okres do roku;
– zawieszenia w prawach członka koła na okres do roku,
stoją w wyraźnej sprzeczności do wspomnianego wyżej wyroku Trybunału Konstytucyjnego, w którego uzasadnieniu czytamy m. in.:
”Nie jest […] wykluczone, że wymierzanie pewnych dolegliwości, za uchybienia o charakterze wewnątrzorganizacyjnym, pozostanie w wyłącznej gestii Związku [….] Zastrzec jednak należy, że dolegliwości te nie mogą dotyczyć przynależności do Związku czy kół łowieckich, możliwości pełnienia w nich funkcji organizacyjnych, prawa do wykonywania polowania czy też naruszać praw osobistych i majątkowych członków PZŁ”.
Utrzymywanie w obiegu wewnątrzorganizacyjnym przedmiotowych sankcji porządkowych zamyka członkowi koła drogę sądową dochodzenia (patrz art. 33 ust. 6 ustawy) naruszonego jego prawa do wykonywania polowania, a ta druga sankcja dodatkowo – naruszonego prawa do pełnienia w kole funkcji organizacyjnych.
Niezmiennie stoję na stanowisku, że zwłaszcza od dnia 21 kwietnia 2014 r. (data wejścia w życie ustawy nowelizującej ustawę Prawo łowieckie) nie powinno być żadnego przyzwolenia na to, aby do czasu zmiany jego brzmienia zarządy kół korzystały z § 152 Statutu PZŁ. Dobrze by było, gdyby zarządy okręgowe oficjalnie zwróciły kołom łowieckim na to uwagę, zaś zarządom okręgowym – Zarząd Główny. A jeśli nie, jest pole do działania w trybie pilnym dla Ministra Środowiska.
Mamy
początek roku 2015, a choćby zapowiedzi nowelizacji Statutu PZŁ – „ani widu,
ani słychu”. Potwierdza się tym samym obawa uważnych obserwatorów życia
łowieckiego w Polsce, że z różnych względów włodarze PZŁ będą starali się
sprawę przeciągnąć jeszcze (przeciągają już ponad dwa lata) przynajmniej do 12
września 2015 r., na kiedy to zwołany został XXIII Krajowy Zjazd Delegatów PZŁ.
Tekst: Artur Jesionowicz
Za lutowym numerem Magazynu Sezon
wtorek, 3 marca 2015
Legitymacja Polskiego Związku Łowieckiego
Mała, o czterech kartkach papierowa książeczka, oprawiona w tekturowe, zielone okładki o wymiarach 96 mm X 67 mm. Wydawana jest każdemu członkowi Zrzeszenia na początku jego przygody z łowiectwem, a niektórym z nich, z różnych przyczyn, podobno kolejno nawet kilka razy. Wymogiem ustawy Prawo łowieckie członek Związku zobowiązany jest posiadać ją przy sobie podczas polowania wykonywanego w Polsce. Przepisy karne tejże ustawy przewidują karę grzywny za niedostosowanie się do tego wymogu. Mimo powagi sprawy ustawodawca jednak nie upoważnił ani ministra właściwego do spraw środowiska, ani innego podmiotu do określenia wzoru przedmiotowej legitymacji. Tę niejako lukę prawną już lata temu skutecznie zagospodarował PZŁ, który uprawnienie „ustalania wzoru legitymacji” nadaje aktualnie Zarządowi Głównemu. Tak więc to organ zarządzający Zrzeszenia w trudnym do zweryfikowania czasie (na oficjalnej stronie internetowej ZG PZŁ brak jest uchwały na tę okoliczność) opracował i wprowadził w życie wzór legitymacji, a być może tylko zaaprobował do dalszego stosowania to, co już wcześniej zostało wdrożone.
Zazwyczaj
powodem do dumy bywa legitymacja służbowa, studencka, partyjna, klubowa,
stowarzyszenia etc. W pewnym stopniu potwierdza ona przynależność do określonej
grupy zawodowej, społecznej czy chociażby hobbystycznej, do której legalny
posiadacz legitymacji należeć po prostu chce. Niekoniecznie jednak z
nobilitacją łączy się posiadanie legitymacji Polskiego Związku Łowieckiego; przynajmniej
dla znacznej części jego członków. I to bynajmniej nie tylko z jednego powodu. W
uzasadnieniu do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r. czytamy:
„…
przystąpienie do niego jest dobrowolne, zarazem jednak, skoro realizacja potrzeb
obywateli w zakresie prowadzenia gospodarki łowieckiej jest możliwa jedynie w
ramach PZŁ, mającego nadto wyłączność w prowadzeniu tej gospodarki, Związek ma
cechy organizacji przymusowej, ponieważ każdy podmiot zainteresowany
partycypacją w administrowaniu sprawami łowiectwa musi zostać jego członkiem”.
Jednym
zdaniem, przynależność do organizacji monopolistycznej w dopuszczaniu do
wykonywania polowania, zaszczytem być nie może.
Brak
komfortu, związany z posiadaniem legitymacji PZŁ, potęgowany jest zbyt często
niecnymi poczynaniami osób funkcyjnych, od których bezpośrednio zależy – czy to
nasz udział w konkretnym polowaniu zbiorowym, czy też otrzymanie upoważnienia
do wykonywania polowania indywidualnego. Problem ten, któremu biernie od lat
przyglądają się odpowiedzialne za nadzór nad kołami łowieckimi zarządy okręgowe
PZŁ, związany jest z wykorzystywaniem legitymacji do celów nieprzewidzianych
zarówno prawem łowieckim, jak i Statutem PZŁ. Nasila się on na początku każdego
roku kalendarzowego, ale w niektórych sytuacjach może trwać również w
pozostałym jego okresie. A wszystko to za sprawą wzoru „łowieckiego dokumentu
osobistego” każdego członka PZŁ. Wzoru, który przewiduje miejsce na
„potwierdzenie opłacenia składki i ważności legitymacji”. Tu warto wspomnieć,
że statutowym nakazem „członek Zrzeszenia uiszcza składkę członkowską na
Zrzeszenie za pośrednictwem koła macierzystego”. Ma na to czas „do dnia 31
grudnia na rok następny”. „Stowarzyszonych”
z kołami jest ponad 90 % spośród 120 tys. ogółu członków. Wbrew wszelkim
zasadom logiki, już na początku każdego roku wymagany jest w legitymacji odcisk
pieczątki, przystawianej w siedzibie … zarządu okręgowego, „właściwego dla
miejsca stałego zamieszkania danej osoby”. Odcisk pieczątki, po który kurier z
koła, a nierzadko sam zainteresowany osobiście, musi przemierzyć w środku
każdej zimy, tuż przed lub po tzw. Sylwestrze, dziesiątki, a czasem nawet sto i
więcej kilometrów. Zachodzi pytanie – czy słusznym jest tak częste uzależnianie
w sposób bezpośredni ważności legitymacji od faktu opłacenia składki na
Zrzeszenie? Jeżeli tak, to dlaczego potwierdzenia uiszczenia takiej opłaty nie
może dokonać organ zarządzający koła łowieckiego? Przecież to na konto bankowe
koła wpływa przedmiotowa składka? A może koło posiada takie uprawnienie, tyle
że nie wiadomo powszechnie o tym, bo kwestie związane z tym niezwykle ważnym
dla prawie każdego myśliwego dokumentem określa prawdopodobnie jedynie tzw. prawo
powielaczowe? Jeśli byłoby inaczej, gdyby sytuacja była klarowna, nie bylibyśmy
świadkami tak wielu corocznych zaciekłych sporów w środowisku myśliwych na
temat znaczenia „malutkiej pieczątki”, mającej rzekomo potwierdzać ważność
legitymacji. Fora dyskusyjne myśliwych i sympatyków łowiectwa, skupiające znaczną
część członków Zrzeszenia, dostarczają licznych tego przykładów. Nie wypada
wniosków tam formułowanych lekceważyć.
Przy
wszystkich zawirowaniach z kwestią (nie)ważności legitymacji PZŁ związanych,
nie mogę wyjść z pewnego zdumienia. Jak to możliwe, że ponad stutysięczną armię
uzbrojonych, „partycypujących w administrowaniu sprawami łowiectwa” dorosłych
ludzi wyposaża się w zwykłe, papierowe, bez jakichkolwiek zabezpieczeń
legitymacje? Dlaczego ustawodawca nie zadbał o to, aby ministra właściwego do
spraw środowiska zobowiązać do określenia, w drodze rozporządzenia, zarówno wzoru
legitymacji Polskiego Związku Łowieckiego, jak i sposobu postępowania przy jej wydawaniu?
Niezwykle ważne są również warunki i tryb wymiany oraz zwrotu, a także warunki
ważności przedmiotowej legitymacji. Od dawna istnieje potrzeba uregulowania zagadnień
z tym związanych. Przecież gołym okiem widać, że PZŁ nie radzi sobie z tą
kwestią lub ją wyraźnie ignoruje. Długo to będzie jeszcze trwało?
Tak
niejako tylko na marginesie opisanego problemu …
Polskiego
myśliwego – członka PZŁ, bez należnego mu szacunku wyposaża się w „byle jaką” pod
względem wykonania i zabezpieczeń legitymację, w której przeznacza się miejsca
dla całej masy zupełnie nikomu niepotrzebnych wpisów – o „pełnionych funkcjach
w PZŁ” i „posiadanych odznaczeniach łowieckich”, a przy okazji także miejsca dla
wielu odcisków pieczątek z tym związanych (naliczyłem w sumie aż 33 takie
miejsca). Jednocześnie zobowiązuje się go, pod rygorem nieuchronności sankcji
karnej, do posiadania jej przy sobie w czasie każdego polowania. Czasem wcześniej
wykorzystuje się ten dokument do … ograniczenia praw związanych z takimi
polowaniami. Problemów takich nie mają polujący w Polsce obywatele państw
członkowskich Unii Europejskiej, jeżeli posiadają uprawnienia do wykonywania
polowania w państwie członkowskim Unii Europejskiej i złożą egzamin
uzupełniający” przed specjalnie powołaną na taką okoliczność komisją. Problemy
takie są także obce cudzoziemcom i obywatelom polskim, którzy przebywają z
zamiarem stałego pobytu za granicą. Oni mogą wykonywać polowanie w polskich
warunkach nie tylko bez posiadania przy sobie legitymacji PZŁ, ale nie posiadając
nawet jakichkolwiek uprawnień łowieckich. Wystarczy, że wykupią polowania u
przedsiębiorcy wpisanego do urzędowego rejestru albo na podstawie zgody
ministra właściwego do spraw środowiska. Pozwalają im na to zapisy ustawy Prawo
łowieckie.
A
art. 2 Konstytucji RP zapewnia nas:
Rzeczpospolita
Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady
sprawiedliwości społecznej.
Tekst:
Artur Jesionowicz
Za styczniowym numerem Magazynu Sezon
niedziela, 1 marca 2015
"Szarża na ustawę"
W marcowym numerze Łowca Polskiego ukazał się tekst pt. „Szarża na ustawę”, w którym autor powołuje się na oficjalną wypowiedź w parlamencie byłego już dzisiaj wiceministra środowiska, pana Zaleskiego, który zauważał, że "nie ma w parlamencie przyzwolenia na zmianę modelu".
Pamiętam jednak też inną
wypowiedź „doświadczonego urzędnika i leśnika Janusza Zaleskiego”. Dokładnie z
dnia 9 stycznia 2014 r., na 47. posiedzeniu Senatu RP VIII kadencji. Ze
zdumiewająca wówczas szczerością, tak „na odchodne” ze swojego stanowiska, wiceminister
Zaleski w końcu przyznał:
„Pewnie, że byłoby lepiej, gdyby Minister Środowiska miał
większe możliwości w zakresie pełnienia nadzoru nad Polskim Związkiem
Łowieckim. Dzisiaj te możliwości są w znacznym stopniu ograniczone. My możemy
pisać, apelować, ale siły sprawczej minister w tej materii nie ma”. „ Minister
Środowiska witałby z radością zwiększenie możliwości nadzoru nad gospodarką
łowiecką, który to nadzór dzisiaj jest dość, że tak powiem, ułomny”.
Tak więc następca pana
Zaleskiego – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska pan Piotr Otawski,
proponuje rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, ten „ułomny”
nadzór zastąpić rzeczywistym. W czym więc problem dla obrońców „modela”? Czyżby
aż tak mocno zakosztowali w „ułomnościach” tego nadzoru przez okres ostatnich dwudziestu lat,
że obecnie „za nic w świecie” na jakiekolwiek zmiany w tej materii zgodzić się nie
zdecydują?
Jestem głęboko przekonany,
że solą w oku dla decydentów Polskiego Związku Łowieckiego są w projekcie rządowym
ustawy następujące zapisy:
11) art. 32
ust. 3 otrzymuje brzmienie:
„3. Polski Związek Łowiecki oraz koła łowieckie działają na podstawie ustawy oraz statutu. Statut uchwala Krajowy Zjazd Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego, po uzyskaniu zgody ministra właściwego do spraw środowiska.”;
14) art. 35a otrzymuje brzmienie:
„Art. 35a. 1. Nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego sprawuje minister właściwy do spraw środowiska.
2. Polski Związek Łowiecki składa ministrowi właściwemu do spraw środowiska roczne sprawozdanie z wykonania zadań określonych w art. 34, w terminie do dnia 31 maja roku następnego.
3. W przypadku, gdy sprawozdanie jest niepełne lub budzi zastrzeżenia, minister właściwy do spraw środowiska może zażądać jego uzupełnienia lub udzielenia dodatkowych wyjaśnień w wyznaczonych przez siebie terminie.
4. Minister właściwy do spraw środowiska może zlecić imiennie upoważnionym pracownikom obsługującego go urzędu przeprowadzenie kontroli Polskiego Związku Łowieckiego w zakresie wykonywanych przez niego zadań określonych w art. 34, w szczególności w przypadku gdy w wyznaczonym terminie Polski Związek Łowiecki nie uzupełni sprawozdania lub nie złoży żądanych wyjaśnień, a także, jeśli złożone sprawozdanie, pomimo uzupełnienia lub złożonych wyjaśnień, budzi zastrzeżenia.
5. Kontrolę, o której mowa w ust. 6, przeprowadza się na zasadach i w trybie określonych w przepisach o kontroli w administracji rządowej.
6. Polski Związek Łowiecki jest zobowiązany do realizacji zaleceń pokontrolnych wydanych przez ministra właściwego do spraw środowiska.
7. Minister właściwy do spraw środowiska ma prawo żądać:
1) dostarczenia przez Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego odpisów uchwał Krajowego Zjazdy Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego oraz Naczelnej Rady Łowieckiej;
2) innych wyjaśnień niż te, o którym mowa w ust. 3, od organów Polskiego Związku Łowieckiego.
8. W razie niezastosowania się Polskiego Związku Łowieckiego do żądania, o którym mowa w ust. 7 pkt 1 albo 2, sąd na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może nałożyć grzywnę wysokości jednorazowo nie wyższej niż 5.000 zł. Od grzywny można zwolnić, jeżeli po jej wymierzeniu Polski Związek Łowiecki niezwłocznie zastosuje się do żądania ministra właściwego do spraw środowiska. Polski Związek Łowiecki, w terminie 7 dni, może wystąpić do sądu o zwolnienie z tej grzywny.
9. Sąd, na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może uchylić uchwałę Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego niezgodną z prawem albo naruszająca postanowienia statutu.
10. Jeżeli Polski Związek Łowiecki nie posiada Zarządu Głównego dłużej niż przez 3 miesiące, sąd, na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska lub z własnej inicjatywy, ustanawia dla niego kuratora.
11. Kurator jest obowiązany do zwołania w okresie nie dłuższym 6 miesięcy Krajowego Zjazdu Delegatów uprawnionego do wyboru Zarządu Głównego. Do czasu wyboru Zarządu Głównego, kurator reprezentuje Polski Związek Łowiecki w sprawach majątkowych wymagających bieżącego załatwienia.
12. Wynagrodzenie kuratora pokrywa się z majątku Polskiego Związku Łowieckiego”.
„3. Polski Związek Łowiecki oraz koła łowieckie działają na podstawie ustawy oraz statutu. Statut uchwala Krajowy Zjazd Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego, po uzyskaniu zgody ministra właściwego do spraw środowiska.”;
14) art. 35a otrzymuje brzmienie:
„Art. 35a. 1. Nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego sprawuje minister właściwy do spraw środowiska.
2. Polski Związek Łowiecki składa ministrowi właściwemu do spraw środowiska roczne sprawozdanie z wykonania zadań określonych w art. 34, w terminie do dnia 31 maja roku następnego.
3. W przypadku, gdy sprawozdanie jest niepełne lub budzi zastrzeżenia, minister właściwy do spraw środowiska może zażądać jego uzupełnienia lub udzielenia dodatkowych wyjaśnień w wyznaczonych przez siebie terminie.
4. Minister właściwy do spraw środowiska może zlecić imiennie upoważnionym pracownikom obsługującego go urzędu przeprowadzenie kontroli Polskiego Związku Łowieckiego w zakresie wykonywanych przez niego zadań określonych w art. 34, w szczególności w przypadku gdy w wyznaczonym terminie Polski Związek Łowiecki nie uzupełni sprawozdania lub nie złoży żądanych wyjaśnień, a także, jeśli złożone sprawozdanie, pomimo uzupełnienia lub złożonych wyjaśnień, budzi zastrzeżenia.
5. Kontrolę, o której mowa w ust. 6, przeprowadza się na zasadach i w trybie określonych w przepisach o kontroli w administracji rządowej.
6. Polski Związek Łowiecki jest zobowiązany do realizacji zaleceń pokontrolnych wydanych przez ministra właściwego do spraw środowiska.
7. Minister właściwy do spraw środowiska ma prawo żądać:
1) dostarczenia przez Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego odpisów uchwał Krajowego Zjazdy Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego oraz Naczelnej Rady Łowieckiej;
2) innych wyjaśnień niż te, o którym mowa w ust. 3, od organów Polskiego Związku Łowieckiego.
8. W razie niezastosowania się Polskiego Związku Łowieckiego do żądania, o którym mowa w ust. 7 pkt 1 albo 2, sąd na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może nałożyć grzywnę wysokości jednorazowo nie wyższej niż 5.000 zł. Od grzywny można zwolnić, jeżeli po jej wymierzeniu Polski Związek Łowiecki niezwłocznie zastosuje się do żądania ministra właściwego do spraw środowiska. Polski Związek Łowiecki, w terminie 7 dni, może wystąpić do sądu o zwolnienie z tej grzywny.
9. Sąd, na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może uchylić uchwałę Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego niezgodną z prawem albo naruszająca postanowienia statutu.
10. Jeżeli Polski Związek Łowiecki nie posiada Zarządu Głównego dłużej niż przez 3 miesiące, sąd, na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska lub z własnej inicjatywy, ustanawia dla niego kuratora.
11. Kurator jest obowiązany do zwołania w okresie nie dłuższym 6 miesięcy Krajowego Zjazdu Delegatów uprawnionego do wyboru Zarządu Głównego. Do czasu wyboru Zarządu Głównego, kurator reprezentuje Polski Związek Łowiecki w sprawach majątkowych wymagających bieżącego załatwienia.
12. Wynagrodzenie kuratora pokrywa się z majątku Polskiego Związku Łowieckiego”.
Subskrybuj:
Posty (Atom)