wtorek, 20 września 2016

Zamordyzm wierchuszki PZŁ wobec jej poddanych

Skłonności wierchuszki PZŁ do co raz jeszcze większego zamordyzmu wobec swoich poddanych są zatrważające.
Chciałbym zwrócić uwagę Szanownym For(um)owiczom na proponowane brzmienie art. 35d projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo łowieckie (http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12286050/12355885/12355886/dokument243525.pdf), zwłaszcza na jego ust. 2:
„2. Członek Polskiego Związku Łowieckiego będący osobą fizyczną, wobec
którego toczy się postępowanie dyscyplinarne, może być tymczasowo
zawieszony w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego przez sąd
łowiecki, w szczególności w przypadku gdy toczy się wobec niego postępowanie
karne o czyn określony w art. 52 albo art. 53”.
To, co widzę w projekcie, nie pozostawia u mnie cienia wątpliwości, że u jednego z autorów projektu można zauważyć swego rodzaju objaw psychopatologiczny. No bo ileż to razy, q##a, można tego samego próbować? Ileż razy można próbować sankcję w postaci „zawieszenia w prawach członka PZŁ”, w przedmiotowym przypadku na okres aż do…  5 lat (!!!) („tymczasowo” :-))), wyłączać spod kontroli sądu powszechnego? No ileż razy??? Nie udało się zapisu o możliwości zastosowania zawieszenia, a w dodatku tak drastycznie długiego, utrzymać w Regulaminie Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim - http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=112833&t=112833 oraz  http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=115524&t=115524 , to ma się teraz udać wprowadzenie tegoż do ustawy??? Czy autorzy projektu wszystkich członków PZŁ, a może przede wszystkim parlamentarzystów, mają za skończonych… baranów, które tego rodzaju proponowanych zmian nie będą w stanie zauważyć?
Zachowując oczywiście odpowiednie proporcje, dostrzec można w proponowanym brzmieniu art. 35d ust. 2 pewne analogie pomiędzy „zawieszeniem” obwinionego „w prawach członka Zrzeszenia”, a zastosowaniem tymczasowego aresztowania oskarżonego w postępowaniu karnym. Pomijając jednak ten i wiele innych aspektów związanych z brzmieniem art. 35d ust. 2, zauważam jedno – autorzy projektu, wbrew tezom płynącym z uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r., „fundują” potencjalnie obwinionym dodatkową,  dotkliwą sankcję dyscyplinarną, która w związku z art. 33 ust. 6 ustawy Prawo łowieckie wymyka się spod kontroli sądu powszechnego, a w związku z tym łatwo można dostrzec sprzeczność takiego stanu rzeczy przynajmniej z art. 45 ust. 1 Konstytucji. Każde „zawieszenie w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego”, nie tylko to opisane art. 35c ust. 2 pkt 2 ustawy Prawo łowieckie, nie może być uznane za sprawę wewnątrzorganizacyjną, a przeciwnie – zawsze będzie sprawą w rozumieniu art. 45 ust. Konstytucji. Prezentuję pogląd, że każdemu, kto dąży do  stworzenia „prawnych” warunków obejścia tego stanu rzeczy, należy się przynajmniej pręgierz.


 
PS
Materiał do analizy…
Ustawa w aktualnej wersji:
Art. 35i. 1. Nie wszczyna się postępowania dyscyplinarnego, a wszczęte umarza się, gdy od chwili popełnienia przewinienia łowieckiego upłynęło 5 lat.
2. Jeżeli przewinienie łowieckie zawiera znamiona przestępstwa, przedawnienie następuje dopiero z upływem okresu przedawnienia karalności tego przestępstwa.
Do września 2015 r. takie oto zapisy widniały w statucie:
§ 139
1. Postępowania dyscyplinarnego nie wszczyna się, jeżeli od chwili popełnienia
przewinienia łowieckiego upłynęły 3 lata.
2. Postępowanie dyscyplinarne umarza się, jeżeli nie zostało ono zakończone
w terminie 3 lat od dnia jego wszczęcia.
3. Wszczęcie postępowania karnego lub postępowania w sprawach o wykroczenia
o czyny wymienione w rozdziale 10 ustawy przerywa bieg okresów, o których
mowa w ust. 1 i 2.
§ 142
3. W przypadku wszczęcia przeciwko członkowi Zrzeszenia postępowania karnego
o przestępstwo wymienione w rozdziale 10 ustawy, właściwy zarząd okręgowy
zawiesza go w prawach członka Zrzeszenia na okres do zakończenia
postępowania karnego. Zawieszenie nie może przekraczać lat 3.
4. Złożenie odwołania od uchwały podjętej na podstawie ust. 3 nie wstrzymuje jej
wykonania.
Proponowane projektem ustawy nowelizującej:
24) art. 35d otrzymuje brzmienie:
„l. Postępowanie dyscyplinarne o ten sam czyn toczy się niezależnie od
postępowania karnego. Postępowanie dyscyplinarne może być zawieszone, a w
przypadku zastosowania środka, o którym mowa w ust. 2, ze względu na toczące
się wobec obwinionego postępowanie karne - zawiesza się, do czasu
zakończenia postępowania karnego.
2. Członek Polskiego Związku Łowieckiego będący osobą fizyczną, wobec
którego toczy się postępowanie dyscyplinarne, może być tymczasowo
zawieszony w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego przez sąd
łowiecki, w szczególności w przypadku gdy toczy się wobec niego postępowanie karne o czyn określony w art. 52 albo art. 53.
3. Postanowienie o zastosowaniu środka, o którym mowa w ust. 2, sąd
łowiecki wydaje z urzędu albo na wniosek rzecznika dyscyplinarnego.
4. Postanowienie o zastosowaniu środka, o którym mowa w ust. 2, jest
natychmiast wykonalne. Na postanowienie to przysługuje zażalenie.
5. Tymczasowo zawieszony w prawach członka Polskiego Związku
Łowieckiego może w każdym czasie złożyć wniosek o uchylenie postanowienia
o zastosowaniu tego środka.
6. Tymczasowe zawieszenie w prawach członka Polskiego Związku
Łowieckiego sąd łowiecki uchyla niezwłocznie, jeżeli ustaną przyczyny,
wskutek których zostało ono zastosowane lub powstaną przyczyny uzasadniające
jego uchylenie.";
A jakie miał brzmienie, a w zasadzie ma nadal, bowiem projekt ustawy dopiero raczkuje?
Art. 35d. Postępowanie dyscyplinarne o ten sam czyn toczy się niezależnie od postępowania karnego. Postępowanie dyscyplinarne może być zawieszone do czasu zakończenia postępowania karnego.
A jak to było najpierw w Regulaminie?
§ 48
1. W przypadku, gdy obwiniony pozostaje pod zarzutem przewinienia łowieckiego a jego stopień szkodliwości jest znaczny lub stawiany mu zarzut wiąże się z pełnieniem funkcji w organach koła lub władzach bądź organach Zrzeszenia, a dalsze pełnienie funkcji lub wykonywanie praw członka Zrzeszenia, mogłoby być szkodliwe dla dobrego imienia łowiectwa lub dla Zrzeszenia,
sąd na wniosek rzecznika dyscyplinarnego może zawiesić obwinionego w prawach członka Zrzeszenia do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego. §67 ust. 2 stosuje się odpowiednio.
2. Postanowienie o zawieszeniu, o którym mowa w ust. 1 może być wydane, gdy dotychczas zebrane w toku postępowania dyscyplinarnego dowody w wysokim stopniu uprawdopodobniają popełnienie przewinienia, a z okoliczności sprawy wynika, że za czyn ten należałoby orzec karę zasadniczą wykluczenia z Zrzeszenia lub karę dodatkową zakazu pełnienia funkcji.
3. Postanowienie, o którym mowa w ust. 1 sąd może wydać na rozprawie lub posiedzeniu. Odpis doręcza się obwinionemu i przesyła do wykonania właściwemu zarządowi okręgowemu Zrzeszenia i zarządowi koła łowieckiego lub kół łowieckich, których członkiem jest obwiniony.
4. Od postanowienia wydanego na podstawie ust. 1 przysługuje odwołanie. Obwiniony może w każdym czasie złożyć do sądu, który wydał postanowienie, wniosek o uchylenie postanowienia o zawieszeniu w prawach członka Zrzeszenia.
5. W przypadku, gdy postępowanie nie zostało prawomocnie zakończone w terminie 6 miesięcy od dnia zawieszenia, postanowienie o zawieszeniu traci swą moc, o ile zawieszenie nie zostało przedłużone postanowieniem Głównego Sądu Łowieckiego, wydanego na wniosek właściwego sądu lub rzecznika dyscyplinarnego. Od postanowienia Głównego Sądu Łowieckiego przysługuje odwołanie.
6. Odwołanie, złożone od postanowienia o którym mowa w ust 1 i 5, nie wstrzymuje wykonania zaskarżonych postanowień.
7. Przepis § 67 ust. 4 stosuje się odpowiednio.
Potem, po grudniowej (2015 r.) uchwale NRŁ:
1) § 48 ust. 1 otrzymuje brzmienie:

„1. W przypadku gdy obwiniony pozostaje pod zarzutem przewinienia łowieckiego a jego stopień szkodliwości jest znaczny lub stawiany mu zarzut wiąże się z pełnieniem funkcji w organach koła lub władzach bądź w organach Zrzeszenia, a dalsze pełnienie funkcji mogłoby być szkodliwe dla dobrego imienia łowiectwa lub dla Zrzeszenia ,
sąd na wniosek rzecznika dyscyplinarnego może zawiesić obwinionego w pełnieniu funkcji do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego”.

niedziela, 18 września 2016

O sądownictwie łowieckim raz jeszcze

 
 
„Regulamin Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim” jest nadal pełen wad, które powinny dyskwalifikować go jako poważny akt normatywny PZŁ, ale nie dyskwalifikują, bo PeZeteŁowi wolno prawie wszystko (ot urok „modela”); również wydawać czy utrzymywać w mocy akty, których treść – mówiąc kolokwialnie – „nie trzyma się kupy”. Ot dla przypomnienia chociażby
 
„§ 22
5.
Przed rozpoczęciem przesłuchania świadka uprzedza się go o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy”,
 
 
§ 5 ust. 4, § 45 ust. 4 i  5
 
 
Po oczach biją, i ośmieszają ich autorów, nawet już pierwsze paragrafy Regulaminu:
 
„§ 2
Nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy:
6) sąd lub rzecznik dyscyplinarny uzna,
że kary
porządkowe zastosowane przez organy
Zrzeszenia lub koła łowieckiego
są adekwatne do popełnionego przewinienia i stopnia winy”.

§ 3
1. Po prawomocnym uniewinnieniu obwinionego przez sąd łowiecki lub
prawomocnym umorzeniu postępowania przez rzecznika dyscyplinarnego,

organy Zrzeszenia i koła łowieckiego nie mogą stosować za ten sam
czyn kar porządkowych.
2. Zastosowanie przez zarząd koła łowieckiego kar porządkowych
przewidzianych statutem Zrzeszenia,
a w przypadku członków
niestowarzyszonych w kołach łowieckich, zastosowanie ich przez zarząd okręgowy
nie stanowi przeszkody do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego o ten sam czyn
przez rzecznika dyscyplinarnego i sąd łowiecki
”.
 
Wypadałoby, aby pan Gdula i pozostali członkowie NRŁ wiedzieli o stanie następującym. Otóż znowelizowany rok temu statut PZŁ zawiera taki oto zapis:
 
„§ 152
1. Za dopuszczenie się przez członków Zrzeszenia - osoby fizyczne - przewinień
przeciwko przepisom prawa łowieckiego, Statutu, uchwałom organów Zrzeszenia
i koła mogą być stosowane kary porządkowe: ….”.
 
zaś ustawa Prawo łowieckie następujący:
 
Art. 35b. 1. Członek Polskiego Związku Łowieckiego będący osobą fizyczną podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej
za przewinienie łowieckie polegające na:
1) naruszeniu ustawy i wydanych na jej podstawie aktów wykonawczych;
2) naruszeniu statutu lub innych uchwał organów Polskiego Związku Łowieckiego;
3) wykonywaniu polowania w sposób sprzeczny z etyką łowiecką.
2. Odpowiedzialność dyscyplinarna obejmuje także pomocnictwo lub podżeganie do przewinienia łowieckiego”.
 
Chyba nawet ślepiec zauważy, że przewinienia, za które można być ukaranym przez zarząd koła bądź sąd łowiecki, kompletnie się rozmijają. Inaczej mówiąc – nie zazębiają się. Jeszcze inaczej – nie ma przewinienia, za które można by zostać ukaranym przez zarząd koła LUB sąd łowiecki, czyli do wyboru. A jeżeli tak, to przywołane § 2 pkt 6 i § 3 ust. 1 i 2 Regulaminu są kompletnie bezsensowne, a więc i kompromitujące dla Naczelnej Rady Łowieckiej. Zwłaszcza dla jej prezesa.
 
 
Ale to wszystko i tak drobiazg w porównaniu z następującym zapisem tzw.…  wziątkowej ustawy (http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20140000228):
 
 
„Art. 35p. 1. Koszty postępowania dyscyplinarnego stanowią wszelkie wydatki poniesione w związku z tym postępowaniem.
2. W przypadku prawomocnego ukarania koszty postępowania dyscyplinarnego ponosi ukarany”.
 
Pisałem prawie trzy lata temu, po uchwaleniu tejże ustawy:
 
Wszelkie wydatki poniesione w związku z postępowaniem, to niby w jaki sposób mają być ustalane? Co do nich będzie się zaliczało, a co nie? Odpowiedzi mamy szukać w art. 618 Kodeksu postępowania karnego? Kto zatem będzie decydował o zasadach dotyczących ustalania ostatecznej wielkości z tym związanych kosztów?

Pokrycie kosztów postępowania dyscyplinarnego przez ukaranego? Przecież chodzi tu o postępowanie dyscyplinarne wewnątrz Związku, który na co dzień odnosi wymierne, niesamowicie wielkie korzyści z darmowej pracy szarych jego członków (beneficjentem tu jest także państwo); ba – pobierając od nich także wpisowe i regularnie płacone składki członkowskie. Z tytułu samych tylko składek co roku wpływa do kasy Polskiego Związku Łowieckiego – bagatela - ponad 30 mln zł.
Obciążanie świadczącego bezpłatnie pracę (jednocześnie – bądź co bądź – współfinansującego działalność PZŁ), w razie popełnienia przez niego błędu, dodatkowo (oprócz kary dyscyplinarnej) kosztami postępowania dyscyplinarnego, w sytuacji, kiedy to postępowanie – przypominam – nie występuje w żadnym z państw, których zapisy prawa łowieckiego były przedmiotem zainteresowania Trybunału Konstytucyjnego, to – delikatnie rzecz ujmując – jakieś
nieporozumienie, ale przede wszystkim wielce prawdopodobna niezgodność przynajmniej z art. 2 Konstytucji RP. Legalizowanie normy, danej art. 35p ust. 2 ustawy, jest jakoś strasznie dalekie do „zasad sprawiedliwości społecznej”. Czy naprawdę tak trudno było posłom dojrzeć różnicę pomiędzy specyfiką społecznej działalności myśliwych (w dodatku … w znacznej mierze finansowanej przez nich), a zarobkową działalnością radców prawnych, adwokatów, prokuratorów, sędziów czy lekarzy? W konsekwencji także różnicę w możliwych do zaakceptowania, stosowanych wobec nich dyscyplinarnych środków represyjnych?

A tak niejako przy okazji i z lekkim sarkazmem pod adresem Sejmu – może by ktoś wpadł na równie wspaniały pomysł i zaproponował wprowadzenie ustawą postępowania dyscyplinarnego wobec wolontariuszy (oni, w odróżnieniu od członków PZŁ, nie opłacają wpisowego i składek), działających w ramach Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Oczywiście z opcją ponoszenia przez nich kosztów postępowania dyscyplinarnego.

Kontynuując wątek kosztów w łowieckim postępowaniu dyscyplinarnym – a jak będzie postępowało się w przypadku uniewinnienia lub umorzenia postępowania? Czy obwinionemu będzie przysługiwał zwrot uzasadnionych i udokumentowanych wydatków poniesionych w postępowaniu? Koszty podróży, diet świadków i strat z powodu korzystania przez nich z urlopów bezpłatnych na czas rozpraw, wynajęcie adwokata etc. W przedmiotowej ustawie na ten temat ani słowa. Czy tu również mamy zerkać do Kodeksu postępowania karnego, czy raczej czekać na arbitralne ustalenia w tej materii przedstawicieli organów PZŁ, którzy przykładowo wyraźnie ustalą, że zwrot kosztów w przypadku uniewinnienia lub umorzenia postępowania … nie należy się?
 
 
No to zajrzyjmy raz jeszcze do „Regulamin Sądów Łowieckich i Rzeczników Dyscyplinarnych w Polskim Związku Łowieckim”, który powstał już po wyrażeniu przeze mnie powyższych wątpliwości. Co my tam mamy na ten temat?
 
Rozdział XII
Koszty postępowania
 
§ 70
1. Wydatki związane z postępowaniem dyscyplinarnym spisuje się na załączonej do akt sprawy karcie wydatków w miarę ich ponoszenia
2. Do wydatków związanych z postępowaniem dyscyplinarnym zalicza się w
szczególności koszty z tytułu :
1) doręczenia wezwań i innych pism,
2) przejazdów rzecznika dyscyplinarnego lub sędziów i innych osób z powodu czynności postępowania,
3) sprowadzenia świadków i biegłych,
4) należności świadków, biegłych i tłumaczy,
3. Świadkom i biegłym wezwanym przez sąd lub rzecznika dyscyplinarnego, zwraca się na ich żądanie koszty przejazdu najniższą klasą najtańszego publicznego środka lokomocji.
4. Niezależnie od kosztów wymienionych w ust. 3 biegłym zwraca się na ich żądanie również wydatki rzeczywiście poniesione - udokumentowane - w związku ze sporządzeniem opinii oraz przyznaje na ich żądanie wynagrodzenie.
5. Wypłaty kwot wskazanych w ust. 3 i 4 dokonuje zarząd okręgowy PZŁ właściwy ze względu na siedzibę organu wzywającego, na podstawie zarządzenia sądu łowieckiego lub rzecznika dyscyplinarnego.
 
§ 71
1. Koszty przejazdu świadków i biegłych, którzy stawili się przed sądem lub rzecznikiem dyscyplinarnym na wniosek obwinionego ponosi obwiniony.
2. Wszystkie koszty związane z postępowaniem dyscyplinarnym ponosi ukarany.
3. W przypadku przekazania sprawy do rozpoznania sądowi lub rzecznikowi dyscyplinarnemu innemu, niż wynikałoby to z przepisów o właściwości miejscowej, obwiniony ponosi koszty wymienione w ust. 1 tylko w wysokości kosztów przejazdu do siedziby organu zgodnie z § 6 niniejszego regulaminu.
 
§ 72
1. Rozpatrując sprawę w drugiej instancji Główny Sąd Łowiecki może zwolnić obwinionego w całości lub z części kosztów orzeczonych przez sąd pierwszej instancji.
2. W przypadku prawomocnego uniewinnienia lub umorzenia postępowania dyscyplinarnego sąd pierwszej instancji zwraca obwinionemu kwoty wpłacone tytułem kosztów.
 
§ 73
1. W uzasadnionych przypadkach sąd łowiecki może zwolnić obwinionego, na jego wniosek, od kosztów w całości lub części.
2. W przypadku, gdy wniosek, o którym mowa w ust. 1 złożony zostanie w odwołaniu lub po wydaniu orzeczenia przez sąd łowiecki pierwszej instancji lecz przed jego uprawomocnieniem się, wniosek rozpatruje na posiedzeniu przed skierowaniem sprawy do sądu drugiej instancji, sąd pierwszej instancji.
3. Od postanowienia w sprawie zwolnienia od kosztów stronie służy odwołanie”.
 
 
Dlaczego nikt tego problemu nie podnosi? Odnoszę nieodparte wrażenie, że § 71 ust. 1 Regulaminu – jeżeli już z sądów łowieckich uczyniono wziątkową ustawą piąty (?!?!?!) rodzaj sądów w rozumieniu wymiaru sprawiedliwości, o którym mowa w art. 175 ust. 1 Konstytucji RP –  nie jest zgodny przede wszystkim z  art. 77 ust. 1 Konstytucji RP (wynika z niego, że w razie uniewinnienia oskarżonego, poniesione przezeń koszty obrony, nawet szeroko rozumianej, powinny obciążać Skarb Państwa), a także z jej art. 2 i art. 32 ust. 1. Nie jest także zgodny z art. 632 pkt 2 Kodeksu postępowania karnego. Tu ta niezgodność wręcz bije po oczach. Nie wierzę, aby prawnicy PZŁ nie znali tego zapisu Kpk, więc co? Świadomie i w porozumieniu (także z jeszcze innymi osobami z wierchuszki PZŁ) wprowadzili proponowanymi zapisami Regulaminu Naczelną Radę Łowiecką w błąd?
 
Na temat art. 35p ust. 2 ustawy wziątkowej  już się wypowiedziałem, a teraz tylko krótko powtórzę – to jakieś totalne nieporozumienie, dziwoląg możliwy do zastosowania wyłącznie w „naszej” komuszej ustawie, w sytuacji, kiedy państwo zostawia myśliwych na pastwę wierchuszki PZŁ. Przede wszystkim jednak to wielce prawdopodobna niezgodność przynajmniej z art. 2 Konstytucji RP.
 
W ogóle jestem głęboko przekonany, że to całe sądownictwo łowieckie reanimowane wziątkową ustawą, nadanie mu takich a nie innych kompetencji, stanowi kuriozum w skali całej Europy. Liczba niezgodności z wieloma zapisami Konstytucji RP przy tym popełniona jest wręcz PO–RA–ŻA–JĄ–CA!!!
 
Sądzę, że warto byłoby spróbować dać szansę „dobrej zmiany” Prokuratorowi Generalnemu. Wątpię, aby do tej pory miał okazję zapoznać się z tak fatalnym rozwiązaniem, wprowadzonym najpierw przez koalicję PO–PSL w poprzedniej kadencji Sejmu, a potem w konsekwencji niezwłocznie uzupełnionym przez władze PZŁ.

poniedziałek, 12 września 2016

Wniosek o delegalizację PZŁ


 
Wniosek - http://www.lowiecki.pl/aktualnosci/wniosek_o_delegalizacje_PZL.pdf
 
 
 
Delegalizacja PZŁ:
[…]
- […] oraz wykorzystywanie wpływów formalnych i nieformalnych np.: zapraszanie polityków na polowania do Ośrodków Hodowli Zwierzyny, wręczanie „świątecznych” upominków oraz oferowanie im pracy np. dla byłego posła PO Tomasza Kuleszy, który jako wpływowy polityk Sejmowej Komisji Ochrony Środowiska blokował prace Komisji w zreformowaniu funkcjonowania łowiectwa w Polsce, a „w nagrodę” został łowczym okręgowym w Przemyślu. CBA powinno w trybie pilnym sprawdzić, którzy posłowie z z PO i PSL polowali w OHZ-tech PZŁ i czy uzyskane w ten sposób dochody w postaci pozyskanych trofeów - delegalizacja jako prawda dziejowa;
26 marca 1953 roku zarządzeniem ministra leśnictwa zlikwidowano zrzeszenie Polski Związek Łowiecki (wywodzące się wprost z przedwojennej organizacji) i na stałe przerwano związek własności gruntu z prawem do polowania. Nowo powstałe zrzeszenie, które trwa do dzisiaj, zostało utworzone na wzór PZPR i ze względu naprawdę i sprawiedliwość dziejową powinno w obecnej Rzeczypospolitej zostać uznane za nielegalne, a w jej miejsce od razu należy powołać Polski Związek Łowiecki wolny od ubecko-pezetpe(e)rowskich władz z niechlubną kartą historii dla Polski.
Działaczami PZŁ byli generałowie: Buła, Rokossowski, Kiszczak, Pietrzak czy ich spadkobierca Gdula, jeden z twórców Okrągłego stołu i planu rozgrabienia mienia Polski. Znaczna część obecnie funkcjonujących kół łowieckich powstało w latach 1946-52. Trzeba zadać w końcu pytanie, komu komunistyczny reżim i sowieckie władze dawały w tych latach broń do ręki, gdy jeszcze ostatni Żołnierze Niezłomni walczyli w lasach, a ostatnio pochowaną Inkę bito i torturowano. Kto i za jakie zasługi dawał tym „rzekomo polskim myśliwym” broń do ręki i pozwalał im polować w polskich lasach, a może trzeba zapytać na kogo oni polowali? Może IPN w końcu zainteresuje się działalnością PZŁ w tych latach i inwigilacją środowisk wiejskich w Polsce wykonywanych przez ubeków występujących jako członkowie Polskiego Związku Łowieckiego?
[…]
- struktury PZŁ są niedemokratyczne, w rozumieniu obecnych zasad demokracji. Brak jest jasnych zasad wyboru władz i wyboru organów kontroli wewnętrznej. Wąska grupa pracowników etatowych z przewodniczącym ZG PZŁ na czele, właściwie zawładnęła organizacją, pomijając struktury okręgowych rad łowieckich i Naczelnej Rady Łowieckiej (wystarczy nadmienić, że Naczelna Rada Łowiecka nie ma swoich pomieszczeń swojego biura, swojego odrębnego od ZG adresu i telefonu; myśliwi i rolnicy nawet nie mogą złożyć skargi na funkcjonowanie ZG PZŁ do organu teoretycznie nadrzędnego czyli NRŁ. W dodatku uznała, że nie musi kontaktować się i rozmawiać z rolnikami, przedstawicielami parlamentu czy też ministrami rządu. Obecny Przewodniczący ZG PZŁ – co należy uznać za objaw wyjątkowej buty i arogancji – w ogóle nie pojawia się i nie uczestniczy od wielu lat w najważniejszych rozmowach na temat przyszłości łowiectwa w Polsce.
Brak jest nadzoru nad PZŁ odpowiedniego przedstawiciela Skarbu Państwa, zaś zapisany w ustawie Prawo łowieckie nadzór ministerstwa środowiska jest zapisem martwym; co wydatnie pokazał problem zwalczania ASF w Polsce.
[…]
Dyktatura obecnego przewodniczącego Lecha Blocha i stopniowe jego zawładnięcie Związkiem była możliwa dzięki działaniom SLD, które to ilekroć dochodziło do władzy w Polsce, nowelizowało Prawo łowieckie wzmacniając władzę ZG oraz nie przeprowadzało demokratyzacji Związku. Również poprzedni minister środowiska, który rzekomo sprawował kontrolę nad Związkiem, Stanisław Żelichowski poprzez niejasne powiązania z ZG, głuchy był na sygnały od myśliwych i rolników o nieprawidłowościach w działaniu PZŁ (m.in. całkowicie zignorował rozwiązania prawne, które później zostały uznane przez TK za niekonstytucyjne). Lech Bloch chętnie korzystał również, z faktu, iż jego jedyny rodzony brat był wysoko postawionym oficerem WSI, obecnie w stopniu generała). Sam zaś był tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Kazimierz”. Jednak jego działalność na tym polu nie była zbyt znacząca. Jego donosy głównie ograniczały się do spraw natury obyczajowej.
Dzięki jednak swojej przeszłości, doskonale dogadywał się z kolejnymi prezesami Naczelnej Rady Łowieckiej i innymi wysoko postawionymi działaczami PZŁ, którzy wywodzą się z PZPR, tajnych służb czy też resortów siłowych, jak np. obecny prezes NRŁ Andrzej Gdula (były I sekretarz wojewódzki PZPR oraz wiceminister w MSW za czasów gen. Kiszczaka, uczestnik Okrągłego stołu, minister w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego). Za swoją nietykalność, musiał Gduli wypłacić się m.in. zatrudnieniem syna Pawła na stanowisku prezesa wydawnictwa najstarszego w Europie miesięcznika „Łowiec Polski”.
Brak oficjalnej dezaprobaty dla swojej działalności uzyskał dzięki zaproszeniem prominentnych polityków i biznesmenów na polowania do Ośrodków Hodowli Zwierzyny (17 OHZ-ów w całej Polsce jest w zarządzie ZG), różnego typu prezentom, obietnicom załatwienia możliwości polowania (w tym pomocy w zdaniu egzaminów do PZŁ, np. niejasny jest sposób odbycia stażu i zdania egzaminów przez byłego ministra Stanisława Gawłowskiego, czy też Cezarego Grabarczyka</b>, który zdawał w ZO w Sieradzu, nazywanym przez myśliwych „rajem dla zdających”. Może za tego Rządu w końcu CBA uda się prześwietlić słynne egzaminy w Sieradzu).
Często współpracował z politykami z PSL, którzy między innymi z tego powodu byli głusi na problemy polskich rolników dotyczące szkód łowieckich. Wchodził w układy nie tylk ze Stanisławem Żelichowskim. „Współpracował” też blisko np. z marszałkiem Grzeszczakiem.
[…]
Tu również CBA powinno przyjrzeć się szczegółowo, kto i za co dostał od Blocha obwody po OHZ-ach ANR.
Kolejnym politykiem PSL jest Urszula Pasławska, której wraz z mężem Markiem Michniewiczem, nie brakuje nic oprócz obwodów (co robi CBA, że dotąd nie rozpracowało, skąd nagle pani Urszulę stać na kupno ośrodków wypoczynkowych w Mielnie, w Kalu koło Węgorzowa i na Guziance k. Rucianego-Nidy i dlaczego tylko tam odbywają się nagle wszystkie niemal szkolenia Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska z Olsztyna). Dla minister Pasławskiej, Bloch utworzył Polski Klub Dian, który ma być samoistną maszynka wyborczą”.
 
 
Pogrubienia w oryginale nie występują.
 
 
 
Panu Izdebskiemu składam serdeczne gratulacje z okazji wystosowania Wniosku o zdelegalizowanie Polskiego Związku Łowieckiego, choć sądzę, że wystarczyłby wniosek o zdemonopolizowanie polskiego łowiectwa. Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś w ogóle zdobył się na jakiś wniosek o tym charakterze. Warto może jeszcze przytoczyć więcej argumentów, bardziej przemawiających do wyobraźni adresatów.
 
Celnie we Wniosku została zasygnalizowana kwestia podejrzewania zaistnienia korupcji w szeregach polityków. Dobrze, że z grona byłych i aktualnych parlamentarzystów podane są konkretne nazwiska, ale co z pozostałymi? Nie było w poprzedniej kadencji Sejmu większego przyjaciela Polskiego Związku Łowieckiego niż jeden z posłów SLD. W obronie interesów jej wierchuszki walczył w procesach legislacyjnych niczym lew. Nie miał sobie równych. Czyżby była to prawdziwa, bo bezinteresowna przyjaźń? Hm… W nagrodę zadbano jednak o to, aby został członkiem Naczelnej Rady Łowieckiej, więc… Samo to się nie zrobiło... Być może przymierzany był także do innych zaszczytnych funkcji w Polskim Związku Łowieckim, ale coś nie wyszło w Sejmie z ich utworzeniem -  http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/transKonf.xsp?unid=E06316ED5EE292A8C1257DF1004F4E2D
oraz   
 
 
Powstaje pytanie, dlaczego we wniosku mówi się tylko o parlamentarzystach PO, PSL i SLD (o tych ostatnich w dodatku w zasadzie bez nazwisk)? Jest także kilku byłych i aktualnych z… Prawa i Sprawiedliwości. Nasuwają tu się na myśl przynajmniej cztery nazwiska… Ich związki z wodzostwem PZŁ też można by  przeanalizować. Do tego należałoby dorzucić jeszcze przynajmniej po jednym pośle z PSL (aktualny) i PO (były). Z mojego punktu widzenia zbyt często i zbyt gorliwie optowali za rozwiązaniami korzystnymi dla wodzów PZŁ, mniej dla państwa i środowiska naturalnego. Można sprawdzić to w archiwum Sejmu.
 
No i na koniec tej „listy” podejrzanie zasłużonych osób dla wierchuszki PZŁ… Napisałem wyżej, że nie było w poprzedniej kadencji Sejmu większego fana szefa Zarządu Głównego PZŁ, niż jeden z posłów SLD. Hm… To nie do końca prawda. Był jeden mu równy, a może i większy. To aktualny  (a w przeszłości już dwukrotnie) jeden z ministrów z pierwszego szeregu!!! Jego wieloletnia miłość do „modela” jest wielce zastanawiająca.
 
Co do Lecha Blocha… Warto by było przypomnieć jeszcze jedną  informację z nim związaną. Na temat początku jego kariery na stanowisku przewodniczącego Zarządu Głównego PZŁ. Proponuję rzucić okiem na tekst pt. Przewrót kwietniowy w PZŁ (dnia 29 kwietnia 1997 r.) -http://lowiectwookiemartura.blogspot.com/2016/06/przewrot-kwietniowy-w-pz-dnia-29.html
oraz
 w którym zauważam, że Lecha Blocha wybrano wówczas na przewodniczącego Zarządu Głównego PZŁ z karygodnym naruszeniem przepisów prawa. Gdzie był wtedy minister Stanisław Żelichowski, odpowiedzialny za nadzór nad Polskim Związkiem Łowieckim?
 
Małą uwagę mam jeszcze w stosunku do przywołanego w treści Wniosku „zarządzenia ministra leśnictwa z dnia 26 marca 1953 r.”. Przede wszystkim - nie „likwidowano zrzeszenia Polski Związek Łowiecki (wywodzącego się wprost z przedwojennej organizacji)”, tylko stowarzyszenie, a po drugie nie to zarządzenie było decydujące w sprawie (ono nadawało statut zrzeszeniu), a Dekret z dnia 29 października 1952 r. o prawie łowieckim. Podpisali go B. Bierut, J. Cyrankiewicz i B. Podedworny.
 
Wymieniając działaczy PZŁ w postaci generałów, wspomnieć trzeba o pierwszym wielkim wodzu zrzeszenia Polski Związek Łowiecki. Mam na myśli Stanisława Gilarowicza Popławskiego (Станислав Гилярович Поплавский). Był on m.in. radzieckim dowódcą wojskowym, generałem Armii Radzieckiej, Bohaterem Związku Radzieckiego. To właśnie on, jako pierwszy, stanął oficjalnie na czele - bądź, co bądź - obecnego, monopolistycznego modelu łowiectwa w Polsce. Można też powiedzieć, że to właśnie od niego rozpoczął się właściwy żywot, a także „chwała” zrzeszenia Polski Związek Łowiecki.
 
Chciałoby się powiedzieć - Panie Przewodniczący, jeśli nie teraz, to kiedy? Życzę Panu konsekwencji w działaniu na rzecz delegalizacji Polskiego Związku Łowieckiego, no i - przede wszystkim - powodzenia. Będę za to powodzenie mocno trzymał kciuki.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Strażnik jednak z odstrzałem


Zainspirowany dyskusją Strażnik w obwodzie bez wpisu w książce (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=21&i=115718&t=115718) bardzo szybko natknąłem się w internetowym archiwum jednego z tytułów prasy branżowej na artykuł Strażnik bez odstrzału (http://www.lowiecpolski.pl/lowiecpolski.php?aID=5753) autorstwa Marka Ledwosińskiego, czyli forumowego na Łowieckim Mareczka (http://forum.lowiecki.pl/profile.php?f=21&id=874). Jako że w przeszłości zdarzało mi się nieraz nie podzielać poglądów tego autora, przeto i teraz zapaliła mi się czerwona lampka kontrolna. Zwłaszcza po jego najnowszym wystąpieniu, w którym potwierdził pogląd wyrażony w listopadowym numerze Łowca Polskiego z 2014 r. Postarałem się zatem nadrobić zaległości i w miarę sprawnie zgłębiłem treść przedmiotowego artykułu w wersji już papierowej. Gdy już dobrnąłem do jego końca, zdumienie ogarnęło mnie przeogromne – jak to możliwe, aby takie „sznurki bzdurki” zgodnie głosiła grupka tak zacnych osób, a w dodatku z błogosławieństwem rzekomo Departamentu Prawnego Ministerstwa Środowiska z 2014 r… To się nie mieści w mojej głowie, ale do rzeczy…

W tekście Strażnik bez odstrzału, autor, prawdopodobnie mając na celu ujednolicenie ocen uprawnień strażników łowieckich powołanych lub zatrudnionych przez dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich, przedstawił niby własną interpretację art. 40 ust. 1 pkt 2 ustawy Prawo łowieckie, ale – jak to podkreślił – „opartą na jednoznacznym stanowisku w tej sprawie, przekazanym mu na kilka tygodni przed publikacją materiału przez Ministerstwo Środowiska”. Z niekłamaną satysfakcją wyrażał później zdanie, że było to wówczas „stanowisko najświeższe, aktualne, stojące w sprzeczności do uprzednich ocen sprawy, dawanych przez resort, a powielanych w dziale »Myśliwi pytają – prawnik odpowiada«  w Łowcu”. Chełpił się wręcz na początku sierpnia br. w dzienniku Łowiecki:

„Sama teza tam postawiona była śmiała i burzyła dotychczasowy porządek. Spotkała się z dużym oporem części środowiska okręgowych urzędników PZŁ, odpowiedzialnych za szkolenia kandydatów na strażników.. Okazało się bowiem, że to, czego uczyli do tej pory, to błąd. Podobnie zareagowała część zarządów kół łowieckich. Chodziło bowiem o to, że strażnik zarządom kół zaczynał w tym momencie »wychodzić z ręki«. Co ważniejsi prezesi próbowali nawet interweniować na Nowym Świecie, żądając odcięcia się PZŁ od powyższej tezy i publikacji sprostowania w Łowcu. Władza zachowała się jednak godnie. Materiał raz jeszcze przeanalizowano i powyższe postulaty odrzucono”.

Autor, podkreślając wręcz epokowe znaczenie tezy przedstawionej w jego artykule, wylicza także dzisiaj nazwiska autorytetów, które wielkość jego odkrycia niejako uwypuklają:

„Prócz Ministerstwa moje stanowisko podzielają również najwyżej cenieni badacze prawa łowieckiego - od naszego Miłosza Marszała, którego stawiam najwyżej, przez prof. Radeckiego i prof. Rakoczego. Ci dwaj ostatni to autorzy cenionych podręczników akademickich prawa łowieckiego i komentarzy do tegoż. Tekst w Łowcu uprzednio był z nimi konsultowany”.

Poprzez tekst Strażnika bez odstrzału przebija się niepoślednia rola redakcji „Łowca Polskiego” w powstaniu tegoż artykułu, co już wyraźnie poddaje w wątpliwość czy aby na pewno artykuł nie powstał na specjalne jej zamówienie. To już jednak jest temat na osobne rozważania. Wracając jednak wprost do treści artykułu…

Całość przedstawionego w nim problemu sprowadzona została do zaprezentowania „jedynie słusznej” interpretacji tego oto zapisu ustawy Prawo łowieckie:

„Art. 40. 1. Strażnicy, o których mowa w art. 36 ust. 3 pkt 2:

2) mają prawo do noszenia i używania broni myśliwskiej w celach ochrony zwierzyny przed drapieżnikami znajdującymi się na liście zwierząt łownych, zgodnie z rocznym planem łowieckim, o ile są członkami Polskiego Związku Łowieckiego”,

W podsumowaniu przedmiotowego tekstu autor podkreśla:

„… strażnik, wychodząc w łowisko z bronią, nie wykonuje polowania, zatem nie musi mieć upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego i nie dotyczy go obowiązek wpisania się w książce ewidencji. W obwodzie, w którym wykonuje swoje czynności służbowe, strażnik może wówczas strzelać drapieżniki znajdujące się na liście zwierząt łownych, czyli borsuki, jenoty, tchórze zwyczajne, kuny leśne i domowe, norki amerykańskie i szopy pracze”.

Frazę o niewykonywaniu polowania przez strażnika podczas strzelania drapieżników, na której oparł autor cały swój wywód quasi-prawniczy, powtórzył w różnych konfiguracjach gramatycznych w tekście aż dziesięciokrotnie, co nie pozwala oderwać się od skojarzeń z istotą rytualnej formuły magicznej, zwanej w hinduizmie mantrą. Co równie interesujące, w swojej argumentacji, oprócz bazowego, niezwykle enigmatycznego w swojej istocie art. 40 ust. 1 pkt 2, autor nie przytacza w zasadzie żadnego innego rozjaśniającego problem zapisu ustawy. Przebąkuje coś jedynie na temat definicji pojęcia polowanie, o której mowa w art. 4 ust. 2 pkt 1 ustawy. Cytując zaś „odpowiedź” Departamentu Prawnego wplata dodatkowo art. 4 ust. 1, „definiujący pojęcie gospodarki łowieckiej, który wyraźnie rozróżnia ochronę zwierzyny od jej pozyskania”. I to ma być rzekomo koronny argument ze strony ministerialnych ekspertów na prawdziwość poniżej zacytowanej tezy:

„Z powyższych względów należy uznać, że odstrzał drapieżników przez strażników łowieckich nie jest polowaniem. Oznacza to, że nie znajdują w takim przypadku zastosowania przepisy dotyczące upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego oraz obowiązku wpisania się do książki ewidencji pobytu myśliwych na polowaniu indywidualnym”.

I pomyśleć, że tylko nieco ponad trzy lata wcześniej ministerialny pogląd na problem był zgoła odmienny:

Ochrona zwierzyny przed drapieżnikami, o której mowa w art. 40 ust. 1 pkt 2 ustawy Prawo łowieckie następuje jedynie w drodze polowania. Strażnik łowiecki powinien posiadać ważne upoważnienie na odstrzał drapieżników i udając się do obwodu powinien wpisać się do książki ewidencji myśliwych na polowaniu indywidualnym” (pismo DL.gł–024–22/13058/11/abr z dnia 23.03.2011 r.)

Gdzie zatem leży prawda? Któremu Ministerstwu Środowiska należy wierzyć? Temu z roku 2014 czy może jednak temu z 2011 roku?

Wracając wprost do wniosków autora przedmiotowego tekstu… W przypływie swojej fantazji nawet sposób noszenia broni przez strażnika w łowisku wywodzi – określa rzecz bardzo ogólnie – z „ustawy Prawo łowieckie”, mając na myśli zapewne i w tym kontekście zapis art. 40 ust. 1 pkt 2.

Tak więc moje wrażenie podsumować mogę tylko w jeden sposób – oto mamy do czynienia w tekście Strażnik bez odstrzału z próbą przedstawienia nam poglądu w postaci dogmatu w najczystszym wydaniu. Szkoda jedynie, że prostą drogą może prowadzić on bezkrytycznie przyjmujących go do odpowiedzialności przed sądem powszechnym. Kłania się bowiem art. 51 pkt 6 i 7, art. 52 pkt 6, a być może także art. 53 pkt 6 przepisów karnych ustawy Prawo łowieckie. W zależności od okoliczności można swobodnie przebierać i wybierać w nich.


* * *
Wszystkim zwolennikom niebezpiecznej teorii autora artykułu Strażnik bez odstrzału polecam, choć na chwilę, pochylenie się nad art. 9 ust. 1 ustawy. Jego istnienia zdają się nie zauważać, lub znaczenie lekceważyć, nie tylko pan Ledwosiński, ale także rzekomo popierający jego interpretację profesorowie – panowie Wojciech Radecki i Bartosz Rakoczy. A szkoda, bowiem pozwala ten zapis szybko i jednoznacznie zweryfikować ich ocenę rzeczywistości. Dla jasności sprawy zacytuję go w całości:

„Art. 9.1. Ochrona zwierzyny poza zasadami określonymi w przepisach o ochronie przyrody obejmuje tworzenie warunków bezpiecznego bytowania zwierzyny, a w szczególności:

1)      zwalczanie kłusownictwa i wszelkich zjawisk szkodnictwa łowieckiego,
2) zakaz
poza polowaniami i odłowami, sprawdzianami pracy psów myśliwskich, a także szkoleniami ptaków łowczych, organizowanymi przez Polski Związek Łowiecki płoszenia, chwytania, przetrzymywania, ranienia i zabijania zwierzyny,
3) zakaz wybierania i posiadania jaj i piskląt, wyrabiania i posiadania wydmuszek oraz niszczenia legowisk, nor i gniazd ptasich,
4) zakaz sprzedaży, transportu w celu sprzedaży, przetrzymywania w celu sprzedaży oraz oferowania do sprzedaży żywych lub martwych zwierząt łownych, jak również wszelkich łatwo rozpoznawalnych części lub produktów uzyskanych z tych zwierząt, z wyjątkiem tych zwierząt łownych, które zostały pozyskane zgodnie z prawem lub nabyte w inny legalny sposób”.

A teraz powtórzę w skondensowanej formie raz jeszcze:

Ochrona zwierzyny obejmuje ZAKAZ POZA POLOWANIAMI i ODŁOWAMI ZABIJANIA ZWIERZYNY”!!!.

Przekaz chyba nadzwyczaj jasny i przejrzysty, a więc innymi słowy po prostu czytelny. I nie zmienią stanu rzeczy żadne odwoływania się do „wiary w racjonalność działania ustawodawcy”. Ono jest ogólnie racjonalne, ale trzeba tę racjonalność postrzegać poprzez pryzmat całej ustawy, a nie traktować ją w części instrumentalnie. Nie zmienią stanu rzeczy także odwoływania się do mocy „przepisów szczególnych”, bo takowych w kontekście omawianego problemu w ustawie po prostu nie ma. Przypomnę za brzmieniem art. 3 ustawy, że „celem łowiectwa jest ochrona zwierząt łownych”, wszystkich, a więc bez podziału ich w tej ochronie na „kudłate i łaciate, pręgowane i skrzydlate; te, co skaczą i fruwają”. Specyficzny sposób wyrażenia pewnej formy tej ochrony, poprzez sformułowanie użyte w art. 40 ust. 1 pkt 2 („zwierzyny przed drapieżnikami znajdującymi się na liście zwierząt łownych”), nie jest w stanie zmienić istoty zakazu, o którym mowa w art. 9 ust. 1 pkt 2. Tylko poprzez polowania (i jeden z rodzajów odłowów) można zabijać zwierzynę. Każde inne działanie, w celu pozbawienia jej życia, to klasyczne kłusownictwo i zasługuje na największe potępienie. A jeżeli tak, to

Strażnik, chcąc strzelać do drapieżników znajdujących się na liście zwierząt łownych, może czynność tę wykonywać jedynie poprzez polowanie indywidualne. Musi zatem dysponować na tę okoliczność pisemnym upoważnieniem wydanym mu przez dzierżawcę lub zarządcę obwodu łowieckiego, bo wymaga tego art. 42 ust. 8 ustawy Prawo łowieckie. Dotyczy strażnika także obowiązek wpisania się do książki ewidencji pobytu na polowaniu indywidualnym, o którym mowa w art. 42b tej samej ustawy. Tylko po spełnieniu tychże wymogów może wykonywać swoje czynności służbowe, o których mowa w art. 40 ust. 1 pkt 2 ustawy.



SUPLEMENT

Powie ktoś, że w przypadku przyjęcia za poprawny mojego wywodu, „umieszczenie w ustawie zapisów art. 40 ust. 1 pkt 2 byłoby pozbawione sensu” (autor: za ŁP – prof. W. Radecki); dana nim „norma stawałaby się całkowicie zbędna”, ale przecież nie pozwala na to „dogmat racjonalności prawodawcy, a więc teza, że m.in. nie ma przepisów zbędnych, a każda norma ma za zadanie prowadzić do osiągnięcia oczekiwanego przez ustawodawcę celu” (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=70927&t=70871&v=t). Cóż więc czynić? Może i mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju konfliktem z jednym z podstawowych założeń wykładni prawa, ale nie sposób na siłę usprawiedliwiać klasycznej niedoróbki prawnej ustawodawcy. Pozwolę więc sobie przypomnieć  na tę okoliczność małe co nieco.

Co prawda wersja obowiązująca przedmiotowego zapisu ustawy– przypomnę ją – brzmi następująco:

„Art. 40. 1. Strażnicy, o których mowa w art. 36 ust. 3 pkt 2:

2) mają prawo do noszenia i używania broni myśliwskiej w celach ochrony zwierzyny przed drapieżnikami znajdującymi się na liście zwierząt łownych, zgodnie z rocznym planem łowieckim, o ile są członkami Polskiego Związku Łowieckiego”,

ale w wersji pierwotnej, proponowanej w poselskim projekcie ustawy z dnia 10 czerwca 2003 r. o zmianie ustawy Prawo łowieckie, z której potem narodziła się ustawa z dnia 17 czerwca 2004 r., wprowadzająca ten zapis, spotykamy taki oto tekst:

19) art. 40 ust. 1 otrzymuje brzmienie:
„1. Strażnicy, o których mowa w art. 36 ust. 3 pkt 2
a)      […],
b)      mają prawo do noszenia i używania, w celach ochrony zwierzyny przed szkodnikami łowieckimi, broni myśliwskiej, o ile są członkami PZŁ”,

W czasie procesu legislacyjnego PZŁ sugerował i uzasadniał:

IX. Punkt 19) w proponowanym art. 40 ust. 1 lit. b proponujemy skreślenie wyrazów "w celu ochrony zwierzyny przed szkodnikami".

IX. Propozycja, wskazanego skreślenia w art. 40 ust. 1 lit. b, wiąże się z faktem, iż ustawa nie określa pojęcia szkodników - chodzi o szkodniki łowieckie, a rozporządzenie wskazane w art. 44 ust. 4, dotyczące właśnie szkodników przez kilka lat nie ukazało się. Polski Związek Łowiecki będzie postulował o skreślenie tej delegacji ustawowej. Uzasadnienie znajdzie się w pkt XVI.

XVI. Po punkcie 28) dodać punkt w brzmieniu: "art. 44 ust. 4 skreśla się".

XVI. Propozycja skreślenia art. 44 ust. 4 uzasadniona jest faktem, iż delegacja ta budziła zastrzeżenia jej konstytucyjności. Dodatkowo sprawa szkodników łowieckich takich jak psy i koty została rozwiązana nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt, natomiast jenot i norka amerykańska znalazły się na liście gatunków zwierząt łownych. Pozostałe szkodniki łowieckie - ptaki znajdują się na liście objętych całkowitą lub częściową ochroną gatunkową. Przepis ten stałby się zatem przepisem martwym, a zatem zbędnym.

Jak nietrudno zauważyć, przy okazji złożenia w roku 2003 przez grupę posłów propozycji nadania strażnikom szczególnego prawa do „noszenia i używania broni myśliwskiej”, projektodawca ustawy bazował na założeniu możliwości korzystania z niej w stosunku do „szkodników łowieckich”, których to lista miała ujrzeć światło dzienne jakby obok listy zwierząt łownych. Nie ujrzała przez lat prawie dziesięć, więc ostatecznie zrezygnowano z jej wprowadzenia (skreślono art. 44 ust. 4), ale niefortunnie zamieniono przy tym w końcowym brzmieniu art. 40 ust. 1 pkt 2 określenie „szkodniki łowieckie” na „drapieżniki znajdujące się na liście zwierząt łownych”. Jednocześnie nie dopilnowano odpowiedniej zmiany pod tym kątem brzmienia art. 9 ust. 1 pkt 2 i… wyszło, co wyszło – norma stanowiąca klasyczny bubel prawny. W najlżejszej ocenie – zapis zbędny, z takim samym skutkiem, jakby go w ogóle nie było!

Rzuca też się w oczy fakt, że już przynajmniej na przełomie lat 2003/2004 Polski Związek Łowiecki, tylko z sobie wiadomych względów, był za bezwarunkowym prawnym przyzwoleniem dla „noszenia i używania broni myśliwskiej” przez strażników „kołowych”, i to bez związku z polowaniami, o ile oczywiście byli członkami PZŁ. Nie udało się. Czyżby więc artykuł Marka Ledwosińskiego z listopada 2014 r. miał wypełnić swego rodzaju lukę w ten sposób powstałą?