wtorek, 12 lipca 2016

Obrońca interesów kół łowieckich czy własnej…





Jeżeli prezes Warszawskiej Okręgowej Rady Łowieckiej – pan Gustaw Mroczkowski,  w czającym się projekcie ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie ( http://www.lowiecki.pl/prawo/ustawa/projekt_zmiany_ustawy_3_06_2016.pdf ) zauważa jedynie takie zagrożenia, o których pisze do Ministra Środowiska (http://www.lowiecki.pl/aktualnosci/ORL_Warszawa_do_ministra_Szyszko.jpg ), a na wszystkie pozostałe jest głuchy i ślepy, to jeszcze dzisiaj wzniosę toast… na pohybel WORŁ i wszystkim pozostałym okręgowym radom łowieckim. Na dobrą sprawę w tym zakichanym naszym modelu łowiectwa rady te są najmniej potrzebne. Pan Mroczkowski obudził się z letargu, bo mu nagle PZŁ ustawą chce podkopać i tak w części zaledwie iluzoryczne kompetencje okręgowych rad łowieckich, do których tak bardzo się jednak przyzwyczaił. Weźmy pod uwagę przykładowo takie uprawnienie jak

„§ 127
11) powoływanie i odwoływanie:
a) łowczego okręgowego, w uzgodnieniu z Łowczym Krajowym”.

Spytam – ile razy w swojej historii WORŁ postawiła się panu Blochowi i powołała łowczego okręgowego według własnego uznania? Zaryzykuję stwierdzenie – ANI RAZU, bowiem nie stać jej było na cokolwiek innego. To po co taka kompetencja dla okręgowych rad łowieckich?

Zwoływać raz na kilka lat okręgowy zjazd delegatów z powodzeniem mógłby zarząd okręgowy. Z powoływaniem prezesów i sędziów okręgowego sądu łowieckiego, a także okręgowych rzeczników dyscyplinarnych i jego zastępców, poradziłaby sobie przykładowo Naczelna Rada Łowiecka (i tak nie ma za wiele do roboty :-) po przedstawieniu kandydatur przez zarządy okręgowe.

„Rozwiązywanie kół i wykluczanie kół ze Zrzeszenia” już od dawna nie powinno należeć do kompetencji okręgowych rad łowieckich. To sprawa zbyt poważna, aby mogła rozgrywać się na szczeblu okręgu. Możliwość odwoływania się od uchwał orł tylko niepotrzebnie przedłuża całą procedurę.

Pozostałe uprawnienia to w zdecydowanej większości tylko sztuczne argumenty na podtrzymywanie przy życiu orł. Już sześć lat temu o okręgowych radach łowieckich pisałem tak: http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=93345&t=93319&v=t .

Pan Gustaw Mroczkowski, dla ukrycia najważniejszej dla niego kwestii (czytaj: dla ochrony funkcyjnego stołka, na którym siedzi – pkt 2 jego wystąpienia), a jednocześnie w poszukiwaniu sojuszników, deklaruje się nagle jako wielki obrońca interesów kół łowieckich (pkt 1, 3 i 4 wystąpienia). A co robił pan prezes, gdy na początku obecnej kadencji Sejmu mieliśmy wręcz swoisty wysiew sejmowych projektów (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=120663&t=120663&v=t ) – jeden duurniejszy od drugiego, a także wówczas, kiedy za  Platformy Obywatelskiej składane były równie absurdalne pomysły (http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/4139493B85C58572C1257E98004CCA9C/%24File/3749.pdf )?

Nie podoba się panu Mroczkowskiemu ustawa z dnia 22 czerwca 2016 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie
 (http://orka.sejm.gov.pl/opinie8.nsf/nazwa/219_u/$file/219_u.pdf ). Martwi się wielce dzisiaj o finanse kół, a gdzie był wówczas, gdy grupa posłów, niewątpliwe inspirowana przez tzw. Nowy Świat, dnia 19 lutego 2015 r. wniosła do Sejmu RP poselski projekt ustawy o szkodach łowieckich, ubezpieczeniach obowiązkowych od szkód łowieckich, Łowieckim Funduszu Odszkodowawczym oraz o zmianie niektórych ustaw (http://lowiectwookiemartura.blogspot.com/2015/02/fundusz-jego-prawdziwe-oblicze_25.html )? Już tylko pobieżna lektura przedmiotowego projektu nie pozostawia cienia wątpliwości, że chodziło w nim nie tyle o uregulowanie kwestii bezpośrednio związanych ze szkodami łowieckimi w uprawach i płodach rolnych, ale przede wszystkim o coś więcej – o ciepłe, dobrze płatne posadki na długie lata dla kilku, kilkunastu, a być może nawet dla wielu prominentnych sprzymierzeńców obecnie rządzącej ekipy w PZŁ. Ostrzegał pan Gustaw Mroczkowski wtedy o zagrożeniach dla kół płynących? Nagle się dzisiaj obudził, gdy mu ktoś na odcisk nadepnął?

Panie Prezesie Warszawskiej Rady Łowieckiej, Panie Gustawie Mroczkowski. Prezentuję pogląd, że polskie łowiectwo potrzebuje całkowicie nowej ustawy Prawo łowieckie, zmieniającej tę o komuszych korzeniach z roku 1952. Za Trybunałem Konstytucyjnym opowiadam się za poszukiwaniem

rozwiązań o charakterze systemowym - a nie kolejnej, punktowej nowelizacji - takiego rozwiązania, które pozwoli na dostosowanie całego modelu gospodarki łowieckiej i funkcjonowania podmiotów wykonujących tę gospodarkę do aktualnie obowiązujących norm konstytucyjnych i zdecydowanie wyższego, niż w momencie uchwalania tej ustawy, standardu ochrony prawa własności”.

Za prokuratorem Wojciechem Sadrakułą, reprezentującym Prokuratora Generalnego
przed Trybunałem w roku 2014, dodam jeszcze:

„… cała ustawa Prawo łowieckie winna zostać przeanalizowana przez ustawodawcę i zastąpiona nowym aktem prawnym, lepiej dostosowanym do naszej rzeczywistości konstytucyjnej. W tej chwili jest tak, że kluczowym przepisem ustawy jest przepis nawet nie rozpatrywany przez Trybunał w dniu dzisiejszym, ale determinujący wszystko, łącznie z owymi obwodami łowieckimi, a mianowicie taki, że zwierzyna łowna w stanie wolnym stanowi własność skarbu państwa. W związku z tym nie właściciel gruntu decyduje o wydzierżawieniu gruntu w celu dokonywania polowania, ale o tym decydują inne podmioty. Co gorsza, o tym czy dany grunt wejdzie w skład obwodu łowieckiego czy nie wejdzie, nie ma żadnego prawa głosu właściciel. Właściciel nie jest nawet konsultowany w tej sprawie. Owszem, różne podmioty wyrażają swoje opinie - czy to Lasy Państwowe, czy to Polski Związek Łowiecki, czy to izby rolnicze; wszyscy, tylko nie właściciel. Właściciel z resztą nie może nie tylko się sprzeciwić włączeniu swojej nieruchomości w skład obwodu łowieckiego, ale nawet nie może tego opiniować, potem protestować przeciwko temu, zgłaszać jakichś skutecznych środków prawnych, bo ustawa mu to uniemożliwia. A przecież prawo wykonywania polowania na danym gruncie wiąże się z określonymi ograniczeniami prawa własności […]”.

A Pan, Panie Prezesie Mroczkowski, tu o jakichś dyrdymałach prawisz, że albo pan Bloch zrezygnuje z planów de facto unicestwienia okręgowych rad łowieckich, albo pójdziesz Pan na czele uzbrojonych przynajmniej w kosy „prawie stu dwudziestu tysięcy członków Polskiego Związku Łowieckiego, ich ojców i dziadków”, na siedzibę Zrzeszenia na Nowym Świecie 35. Opanuj się Pan w swoich zamiarach :-) i zanim pan Bloch Pana na dobre ze struktur PZŁ wyleje (a nie takie numery z jego udziałem miały miejsce w przeszłości - http://lowiectwookiemartura.blogspot.com/2016/06/przewrot-kwietniowy-w-pz-dnia-29.html  :-), zrób Pan coś spektakularnego dla polskich myśliwych. Ale tak, aby naprawdę przeszedł Pan do historii, jako wyjątkowy po linii łowieckiej „mąż stanu”. 


SUPLEMENT
 
Swoje wstępne uwagi na temat przedmiotowego projektu ustawy poczyniłem już na początku czerwca m.in. w dyskusji Projekt ustawy o zmianie ustawy - Prawo łowieckie - http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=122656&t=122656 . Pan Gustaw Mroczkowski aż miesiąca potrzebował na to, aby zajarzyć, że pan Bloch planuje jeszcze bardziej ograniczyć i tak już mizerne kompetencje okręgowych rad łowieckich. Argumenty jednak, jakich zdecydował się użyć do podniesienia larum na tę okoliczność, i oczywiście koniecznie jednocześnie także na temat ogólnej ułomności projektu, dobrał w sposób niezwykle populistyczny. Cóż lepiej może zadziałać na umysły masy składkowej niż odwołanie się do zagrożenia utraty przez koła łowieckie:

a)     pierwszeństwa w zawarciu umowy dzierżawy na kolejne dziesięciolecia,
b)     płynności finansowej,
c)      majątku?

Jak zapewne pomyślał, tak też uczynił i spłodził pismo do Ministra Środowiska, w którym oprócz wynurzeń na poziomie faceta z kapelusikiem z piórkiem, nie zawarł  ani słowa o tym, co stało się podłożem dla powstania projektu ustawy. Ani słowa o zaledwie pozorach rzetelnego wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 lipca 2014 r. - http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=122684&t=122656&v=t . Bo to temat niechwytliwy, kompletnie nie interesujący myśliwych? Bo to temat, na którym w PeZeteLe nic ugrać nie można? Może i w PeZeteLe nie, ale do spółki z wciąż nie rozwiązanym (jest ustawa, ale nie wiadomo, czy zaskoczy :-) problemem szkód łowieckich, problem ochrony praw własności właścicieli gruntów być może już niedługo stanie się katalizatorem do odłożenia w komplecie obecnych uwarunkowań prawnych do lamusa.

niedziela, 3 lipca 2016

„Naprawa państwa”




Z wczorajszego przemówienia prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego:

„Naprawa państwa spokojna, czasem może nawet ostrożna, ale konsekwentnie idąca w stronę jakości, którą można określić jako nowe państwo, które z komunizmem i z postkomunizmem nie będzie miało już nic wspólnego...”.

Uwierzę, gdy zobaczę. Rozumiem, że Polski Związek Łowiecki to zaledwie malutki, pojedynczy elemencik funkcjonowania państwa polskiego, ale bezpośrednio dotyczący 120 tys. jego obywateli, a pośrednio nawet prawie wszystkich pozostałych. Jeżeli więc zarządza nim ekipa żywcem wzięta z okresu postkomunizmu, w oparciu co prawda o ustawę z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie, ale wywodzącą się z jeszcze komuszego dekretu z dnia 29 października 1952 r. o prawie łowieckim, to po wczorajszym wystąpieniu prezesa Prawa i Sprawiedliwości oczekuję od jego ekipy „naprawy państwa” także w obszarze zarządzania łowiectwem. Przecież niewątpliwie stanowi ono jeden z elementów szeroko pojętej ochrony środowiska, którą z mocy Konstytucji Rzeczpospolita Polska swoim obywatelom zobowiązana jest zapewnić.



Z całą pewnością nic wspólnego z poważną „naprawą państwa” nie może mieć Projekt ustawy z dnia 3 czerwca 2016 r. o zmianie ustawy Prawo łowieckie - http://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12286050/12355852/12355853/dokument224172.pdf . Gdyby przekuty był w ustawę, byłaby ona wprowadzeniem zaledwie kosmetycznych zmian do – co tu dużo ukrywać – od ponad sześćdziesięciu już lat permanentnie ułomnego modelu łowiectwa polskiego,ale jednocześnie wzmacniała by żelbetowe już granice coraz bardziej niezależnego od struktur rządowych (obecnych, ale również i przyszłych) swoistego państwa w państwie, jakim na tle Rzeczpospolitej Polskiej niewątpliwie jest monopolistyczne zrzeszenie Polski Związek Łowiecki.

Zdumiewa mnie fenomen komuszego Polskiego Związku Łowieckiego. On nie tylko przez całe dziesięciolecia (od 1953 r.) opierał się przeróżnym zawieruchom politycznym, ale wygląda mi na to, że może oprzeć się również „naprawie państwa”, o której wczoraj z dumą obwieszczał prezes Prawa i Sprawiedliwości. Najbliższa przyszłość okażę, czy nadal będziemy mieli do czynienia z dalszym umacnianiem nie tyle już tylko monopolistycznego zrzeszenia, ile od prawie już dwudziestu lat w zasadzie niezależnej od nikogo, noszącej znamiona prawie prywatnej organizacji łowieckiej, zarządzanej twardymi rękoma zaledwie – z górą licząc – trojga osób. Jak takie kuriozum może istnieć w podobno ciągle jeszcze demokratycznym państwie Europy drugiej dekady XXI wieku, a może przede wszystkim w naprawionym już zapewne niebawem państwie polskim, wie chyba tylko sam św. Hubert. No, może do spółki z prezesem Prawa i Sprawiedliwości.

piątek, 1 lipca 2016

Dzików za dużo? Znieśmy bariery ograniczające ich pozyskiwanie



Populacja dzika w Polsce ciągle się rozrasta? Mimo apeli rolników oraz Ministra Środowiska, a także Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, pozyskiwanie jest wciąż na za małym poziomie? Co zrobić, aby sytuacja uległa diametralnej zmianie? Hm… Sądzę, że w końcu powinno się przede wszystkim znieść bariery ograniczające pozyskiwanie.



Czy może mi ktoś uzasadnić potrzebę planowania pozyskiwania dzika? Dlaczego nie można ograniczyć się wyłącznie do ewidencjonowania odstrzeliwania? Czyżby „planowanie dzików było potrzebne wyłącznie po to, aby w razie niewykonania planu koło musiało zapłacić karę do funduszu odszkodowawczego” (źródło: Łowiecki, MARS)? A może po to, że gdy plan zostanie przekroczony, to przykładowo łowczemu można postawić przed sądem zarzut z ar. 52 ust. 5 ustawy Prawo łowieckie (grozi kara do roku pozbawienia wolności), a nad kołem wówczas może zawisnąć widmo zapłaty ekwiwalentu za „bezprawnie pozyskaną zwierzynę”. 2300 zł x liczba dzików ponad plan.


Dlaczego liczba dzików przeznaczona do strzelenia przez jednego myśliwego w kole uzależniona musi być od „widzi mi się” łowczego? Dlaczego myśliwemu nie wolno strzelić każdej napotkanej sztuki? Dlaczego ciągle musi posiadać na tę okoliczność  upoważnienie do wykonywania polowania indywidualnego? Dlaczego nie może wystarczyć tu samo członkostwo w kole łowieckim wraz z oczywiście posiadanymi uprawnieniami do wykonywania polowania?


Dlaczego nie przyznać otwarcie, że rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 17 grudnia 2014 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie określenia okresów polowań na zwierzęta łowne ( http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20140001901 ), okazało się nie „zbrodnią”, ani „haniebną decyzją”, jak to krzyczał swego czasu prof. Szyszko, a… strzałem w dziesiątkę i warto przedłużyć jego żywot?

Oczywiście nie powinno strzelać się do prowadzących loch, jest to rzecz bardzo naganna, ale dlaczego strzał do każdej lochy w okresie ochronnym (również do samur) od lat w przepisach karnych ustawy Prawo łowieckie zagrożony jest karą pozbawienia wolności aż do lat 5?

Dlaczego do dzików nie wolno strzelać z użyciem sztucznego światła czy lunet noktowizyjnych?

Dlaczego w końcu nie wprowadzić takiego modelu łowiectwa w Polsce, który po pierwsze – niewydolny Polski Związek Łowiecki pozbawiłby nieuprawnionych, bezsensownych monopoli, a po drugie – umożliwiłby rolnikom „wziąć swoje sprawy w swoje ręce”?

Błąd sędziego zadecydował o końcowym sukcesie przeciwników w meczu Polska – Portugalia




Naszym piłkarzom należą się wielkie gratulacje za występ podczas Euro 2016. Niezależnie od tego, chociaż to i tak niczego nie zmienia, nie wiem dlaczego o tym nie mówi się, ale podczas strzelania karnego przez Błaszczykowskiego doszło do bezspornego błędu sędziego, a nawet dwóch sędziów, bo drugi stał przy bramce i obserwował zachowanie bramkarza. Jednemu i drugiemu uwadze uszedł fakt, że bramkarz Portugalii, zanim Błaszczykowski uderzył piłkę, wyraźnie (30 – 50 cm) stracił kontakt z linią bramkową, co ewidentnie jest niezgodne z przepisami dotyczącymi egzekwowania rzutów karnych. Strzał powinien być powtórzony. Wykonałem sobie analizę (z klatką STOP) egzekwowania wszystkich rzutów karnych w tym meczu i co ciekawe – w każdej z pozostałych sytuacji (7) obaj bramkarze zachowali się poprawnie, do końca wytrzymując kontakt z linią bramkową. Poza tą jedną, jedyną, decydująca o losach całego meczu. Błąd ten śmiało można przyrównać (w innej sytuacji) do przykładowo strzelenia decydującego gola… z ewidentnego  spalonego.

Jeszcze raz – Portugalia zwyciężyła po koszmarnym błędzie sędziów. Fe…

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Przewrót kwietniowy w PZŁ (dnia 29 kwietnia 1997 r.)

Dnia 30 października 1996 r., a więc w niespełna rok po obradach XVII Krajowego Zjazdu Delegatów PZŁ, miało miejsce plenarne posiedzenie Naczelnej Rady Łowieckiej. Układ sił we władzach PZŁ, ukształtowany na progu III RP sześć lat wcześniej, a potwierdzony w pięć lat później, doznał podczas przedmiotowego posiedzenia NRŁ poważnego tąpnięcia, ale jego kręgosłup zachował pozycję pionową. Nie na długo. W dniach 17-18 grudnia 1996 r. odbyło się kolejne plenarne posiedzenie NRŁ, w czasie którego skutecznie już do władzy zaczął dochodzić duet kolesi z Ciechanowa. Prezesem NRŁ został ówczesny senator RP Ireneusz Michaś, były wieloletni członek PZPR. Co prawda Jacek Tomaszewski jeszcze zdołał na chwilę obronić swoją pozycję przewodniczącego Zarządu Głównego, którą w zasadzie nieprzerwanie dzierżył od grudnia 1990 r., ale miał już do „towarzystwa” następnego ciechanowianina – progi Zarządu Głównego po raz pierwszy przekroczył Lech Bloch (były tajny współpracownik pereelowskiej Służby Bezpieczeństwa; „pod pseudonimem »Kazimierz« został zarejestrowany pod numerem 4092 w ewidencji Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Ciechanowie”).

Panom Michasiowi i Blochowi to jednak nie wystarczało. Co uczynili w następnym kroku?

Postanowili zgarnąć cała pulę. Jak zaplanowali, tak też zrobili. Mimo że karty, którymi zagrali, były kartami fałszywymi. W sytuacji, kiedy obowiązujący przez lata, nadany przez ministra w 1986 r. statut PZŁ utracił moc prawną dnia 17 lutego 1997 r., a nowego jeszcze nie uchwalono, świeżo upieczony prezes NRŁ – senator Ireneusz Michaś, na podstawie tylko własnego „bo ja tak chcę”, na dzień 29 kwietnia 1997 r. zwołał posiedzenie NRŁ, o którym zapewne„pan Zbyszek” powiedziałby dzisiaj, że „odbyło się jedynie spotkanie towarzyskie przy kawie i ciasteczkach”, a jego  uczestnicy mogliby co najwyżej sobie taką czy inną „opinię wydać". Niestety – pan Michaś i spółka, lekceważąc sobie i naruszając ówczesne normy prawne, doprowadzili do usadowienia na tronie przewodniczącego Zarządu Głównego Lecha Blocha. Potem tylko wystarczyło jeszcze skutecznie w czasie dwóch miesięcy przygotować pod siebie pisany projekt statutu PZŁ, który „ciemny lud” – z małymi oporami, ale jednak – zaaprobował podczas obrad XVIII NKZD jako swój, i niezależna od czynników zewnętrznych, niezniszczalna maszynka do ogłupiania masy składkowej, zaczęła działać tak sprawnie, jak nigdy przedtem. No i kręci się to wszystko już lat prawie dwadzieścia, a największym beneficjentem tego kręcenia jest nie kto inny, jak miłościwie nam nadal panujący na stanowisku przewodniczącego ZG PZŁ  Lech Bloch, a tuż za nim sprawiający wrażenie nie do zdarcia Andrzej Gdula (za GW: „W latach 80. był sekretarzem PZPR w Bielsku-Białej .W 1985 roku, po sprawie zabójstwa Popiełuszki, Kiszczak wziął go na wiceszefa MSW. Od 1986 roku w KC jako kierownik wydziału społeczno-prawnego ds. stosunków z MSW, MON i Kościołami. W 1988 był w ścisłym gronie urzędników PZPR planujących rozmowy z opozycją, potem uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu”).

Prezentuję pogląd, że

w okresie od dnia 17 lutego 1997 r., kiedy to utracił moc prawną nadany przez ministra w 1986 r. statut PZŁ, do dnia 28 czerwca 1997 r., a więc do dnia uchwalenia nowego statutu przez KZD PZŁ, Naczelna Rada Łowiecka mogła sobie co najwyżej administrować, a nie dokonywać gruntownych osobowych zmian w Zarządzie Głównym. Brakowało jej podstawy prawnej do tego rodzaju działania.

To, co wydarzyło się dnia 29 kwietnia 1997 r. w czasie plenarnego posiedzenia NRŁ, nie można inaczej określić, niż mianem przewrotu kwietniowego w Polskim Związku Łowieckim.

Mówiąc krótko –

Lecha Blocha wybrano wówczas na przewodniczącego Zarządu Głównego PZŁ z karygodnym naruszeniem przepisów prawa.

Gdzie był wtedy minister Stanisław Żelichowski, odpowiedzialny za nadzór nad Polskim Związkiem Łowieckim? Gdzie był wtenczas premier Włodzimierz Cimoszewicz, odpowiedzialny za działania (lub ich brak, gdy były wskazane) ministra Żelichowskiego?

niedziela, 12 czerwca 2016

„Wykluczanie członka z koła w przypadku nieprzestrzegania prawa łowieckiego i Statutu"



 Moim skromnym zdaniem normatywne akty PZŁ wciąż zawierają sporą dawkę niezgodności z Konstytucją RP i z ustawą Prawo łowieckie, a także sprzeczności z innymi uchwałami organów PZŁ, a nawet… samych z sobą :-). Głównym z takich aktów źródłowych jest tu statut PZŁ, w którym nadal zbyt wiele zapisów wprost „bije po oczach”. Pisałem o nich wielokrotnie, m.in. TU - http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=115973&t=115973, ale wcześniej także w wystąpieniach kierowanych do kilku organów państwowych. Co prawda pewna część moich zastrzeżeń doczekała się uwzględnienia (oczywiście bez ścisłego związku z nimi :-) podczas obrad XXIII Krajowego Zjazdu Delegatów PZŁ, ale przynajmniej jeszcze kilka zapisów statutu PZŁ nadal oczekuje głębszej analizy ze strony osób bezpośrednio odpowiedzialnych za formę prawną zapisów aktów normatywnych PZŁ.

Ze zmian wprowadzonych w statucie podczas XXIII KZD PZŁ ze szczególną satysfakcją przyjąłem dwa – zdawałoby się – drobne skreślenia, jakich dokonano w poniżej zacytowanym zapisie:

„§ 152
1. Za dopuszczenie się przez członków Zrzeszenia - osoby fizyczne - przewinień
przeciwko przepisom prawa łowieckiego, Statutu, uchwałom organów Zrzeszenia
i koła mogą być stosowane kary porządkowe:
1) upomnienia;
2) nagany;
3) zawieszenia w prawach do wykonywania polowania na okres do roku;
4) zawieszenia w prawach członka koła na okres do roku.
2. Kary, o których mowa w ust. 1, wymierzane są w stosunku do członków koła
przez zarząd koła […]”.

Sugerowałem wcześniej więcej tu skreśleń (pkt 3 i 4 w ust. 1), ale dobre i te, gdyż przykładowo wbrew poglądowi zaprezentowanemu w pismach do mnie przez panią Marię Kossakowską (w marcu 2015 r. prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie), a także przez panią Annę Żornaczuk-Łubę (w czerwcu 2015 r. z-ca dyrektora Departamentu Leśnictwa i Ochrony Przyrody), możni PZŁ zauważyli kolizję dotychczasowego brzmienia § 152 ust.1 statutu PZŁ z art. 35b ust. 1 ustawy Prawo łowieckie. Jeżeli ustawodawca za przewinienia łowieckie polegające na

„1) naruszeniu ustawy i wydanych na jej podstawie aktów wykonawczych;
2) naruszeniu statutu lub innych uchwał organów Polskiego Związku Łowieckiego”,

przyjął w ustawie Prawo łowieckie odpowiedzialność dyscyplinarną, to nijak pasowała do tej samej kategorii przewinień odpowiedzialność porządkowa, o której mowa w     § 152 statutu. Zatem „przewinienia przeciwko przepisom prawa łowieckiego, Statutu i uchwałom organów Zrzeszenia” zostały słusznie wykreślone z katalogu przewinień postępowania porządkowego, a więc zostały w nim wyłącznie przewinienia przeciwko uchwałom koła. I bardzo dobrze, bowiem zauważyć można na tę okoliczność jeszcze jeden bardzo istotny argument – otóż jakie to kompetencje posiadają przeciętni, zapewne przemili na co dzień, członkowie zarządu koła, aby decydować o tym, które z postępowań myśliwego jest, a które nie jest zgodne z „przepisami prawa łowieckiego czy Statutu”? Z całym szacunkiem, ale gdy statystycznie :-) rzecz ujmując na cały stan osobowy koła znajdzie się jedna osoba o odpowiedniej wiedzy i kwalifikacjach, to każdorazowo można przyjąć to za wielki sukces, ale do poważnego orzekania o czyjejś winie (lub jej braku) w zakresie naruszania zapisów prawa łowieckiego potrzeba więcej takich osób. Zawsze łatwiej o nie – co by o nim nie powiedział – podczas postępowania dyscyplinarnego. No dobrze – rzeknie ktoś – ale jeżeli jedna osoba na 4-5 członków zarządu koła to za mało, to co powiedzieć o jednej „mądrej głowie” na 30-50 uczestników walnego zgromadzenia? No właśnie – i raczej będzie miał rację w swoich wątpliwościach, gdyż wobec opisanych faktów za kuriozum uznać należy to, co pozostaje nam jeszcze w § 44 ust. 1 statutu PZŁ. No popatrzmy wspólnie:

„§ 44
1. Wykluczenie członka z koła może nastąpić w przypadku:
1) nieprzestrzegania prawa łowieckiego, Statutu bądź uporczywego uchylania się od wykonywania obowiązków nałożonych przez uprawnione organy koła;
2) gdy członek koła rażąco narusza zasady współżycia koleżeńskiego, dobre
obyczaje bądź zasady etyki i tradycji łowieckiej.
2. Wykluczenia dokonuje walne zgromadzenie”.

Nigdy wcześniej raczej nie pisałem o tym, ale może w końcu warto? Zadaję zatem głośno pytania następujące:

Skoro postępowanie porządkowe nie może obejmować przewinień przeciwko przepisom prawa łowieckiego i statutu, bo podlegają one ocenom w postępowaniu dyscyplinarnym, to dlaczego utrzymuje się uprawnienie dla walnego zgromadzenia do decydowania o tym, co jest w przypadku postępowania członka koła, a co nie jest zgodne z prawem i statutem?

Czy Polskiemu Związkowi Łowieckiemu ciągle nie dość spraw, psujących jego wizerunek, w których sądy powszechne obnażają beznadziejność uchwał wykluczających członków z kół łowieckich, a jednocześnie uchwał zarządów okręgowych, utrzymujących je w mocy?





Reasumując – § 44 ust. 1 statutu PZŁ, w części dotyczącej możliwości oceny przez walne zgromadzenie przypadku „nieprzestrzegania prawa łowieckiego i Statutu”, uważam za niezgodny z art. 35b ust. 1 ustawy Prawo łowieckie, a także sprzeczny z zasadami logiki. Pozostający natomiast w ścisłym związku z przedmiotowym § 44 ust. 1 brak zagwarantowania na poziomie ustawowym zasad i warunków utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim oraz kole łowieckim, stwarza przesłanki do uznania art. 32 ust. 4 pkt 2 ustawy Prawo łowieckie za niezgodny z wynikającą z art. 2 Konstytucji RP zasadą poprawnej legislacji.

czwartek, 9 czerwca 2016

"Co z tego wyniknie?"



Zapytał ostatnio jeden z myśliwych na portalu Łowieckim:

„Mamy już ustawę o szkodach. Za chwilę będziemy mieli ustawę całościową.
I teraz pytanie co z tego wyniknie ? Jaka będzie przyszłość łowiectwa”(?)

Z mojego punktu widzenia NIC z tego dobrego dla polskiego łowiectwa nie wyniknie.

„Ustawa o szkodach”, a dokładnie to ustawa z dnia 20 maja 2016 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, nigdy nie wejdzie w życie, a jeżeli jednak „uda jej się wejść”, ustawa Prawo łowieckie będzie wymagała następnej nowelizacji i w dodatku w trybie przyśpieszonym. Z prostej przyczyny – prezesowi PiS nie jest do szczęścia potrzebne dofinansowywanie łowiectwa z budżetu państwa. Gdy w pierwszym już roku funkcjonowania Funduszu Odszkodowawczego trzeba będzie do niego dorzucić dodatkowo jeszcze sto i więcej mln zł, to się pan prezes za głowę złapie :-).

„Ustawa całościowa”, a trochę dokładniej to ustawa z dnia ……2016 r. o (kolejnej) zmianie ustawy – Prawo łowieckie, oprócz pozornego wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 lipca 2014 r., niczego istotnego w dotychczasowym – ponad sześćdziesięcioletnim – modelu łowiectwa w Polsce nie zmieni. Co najwyżej utrwali niezależność Polskiego Związku Łowieckiego od struktur rządowych, a tym samym od społeczeństwa. Jednocześnie wzrośnie lista zapisów ustawy, co do których będą poważne zastrzeżenia w zakresie zgodności z zapisami Konstytucji RP. No i rzecz równie istotna – osłabiona zostanie pozycja kół łowieckich, którym bardzo łatwo – w przypadku „niesubordynacji” – będzie można wypowiedzieć umowę dzierżawy obwodów łowieckich.

Po drodze Minister Środowiska wysmaruje nowe, o innej już nazwie, dotychczasowe rozporządzenie z dnia 23 marca 2005 r. w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz (polecam lekturze proponowane w projekcie ustawy nowe brzmienie art. 43 ust. 3). Będą w nim ujęte „wymagania”, które przeciętnemu myśliwemu dzisiaj nawet w głowie nie mieszczą się.

Jaka będzie przyszłość łowiectwa”(?)

Tę na najbliższe kilkanaście miesięcy z grubsza nakreśliłem. O tej w dalszej perspektywie powinni głos zabrać rolnicy, a więc właściciele i użytkownicy wieczyści nieruchomości poddanych reżimowi obwodów łowieckich. Zastanawiam się, ile jeszcze czasu potrzebują, aby przyjść po rozum do głowy? Jak długo jeszcze będą dawać się wodzić za nosy? Prywatne i wspólne obwody łowieckie od lat „należą się im jak psu micha”. A na co się godzą? Na początek „dobrej zmiany” otrzymali nową ustawą ograniczenia w obrocie prywatnymi gruntami oraz blokadę na zakup państwowej ziemi. Ponadto prawie już mają ustawę z dnia 20 maja 2016 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, która gdy nawet wejdzie w życie, szybko okaże się dla nich niekorzystną. Nowy system szacowania szkód i wypłaty odszkodowań „wyjdzie im bokiem” – będzie to system przede wszystkim niedrożny dla nich. W dodatku uprawy rolne,  pozbawione uwagi myśliwych, szybko staną się miejscami powstawania wzmożonych szkód łowieckich.

Tylko kwestią czasu jest, kiedy w końcu dojdzie do gruntownej zmiany modelu łowiectwa w Polsce. Każdy przyszły model może być tylko lepszy od obecnego, tzn. bardziej korzystny dla wszystkich – poza wąską grupą osób z wierchuszki PZŁ – zainteresowanych stron. Jeśli o mnie chodzi, niezmiennie proponuję:

1) Funkcjonowanie obwodów łowieckich prywatnych, wspólnych i własnych państwa.
2) Zarządzanie gospodarką łowiecką
(planowanie w skali rejonów hodowlanych, kontrola realizacji planów) – przez administrację państwową (np. poprzez Lasy Państwowe).
3) Kwestia odszkodowań łowieckich do uzgodnienia wyłącznie pomiędzy właścicielem (przedstawicielami współwłaścicieli) obwodu łowieckiego a dzierżawcą (dowolna liczba osób występujących we wspólnym interesie).
4) Pozbawiony dwóch monopoli (na dopuszczanie do wykonywania polowania i na szkolenie adeptów sztuki łowieckiej) Polski Związek Łowiecki stowarzyszeniem na zasadach opisanych ustawą z dnia 7 kwietnia 1989 r. Prawo o stowarzyszeniach (należałoby mu dać czas - powiedzmy do końca roku kalendarzowego - na przekształcenie się w stowarzyszenie).
5) Koła łowieckie także muszą otrzymać możliwość spokojnego przekształcenia się w stowarzyszenia.
6) Uprawnienia do szkolenia adeptów sztuki łowieckiej dla wszystkich podmiotów spełniających ustawowe wymogi.
7) Egzaminy na uprawnienia łowieckie – rzeczywiście państwowe i pod nadzorem  wojewody.
8) Dziki, drapieżniki i pióro wyjęte z reżimu planowania. Ewidencjonowanie wyłącznie ich pozyskiwania.
9) Rezygnacja z corocznej inwentaryzacji jeleniowatych (toż to fikcja w najczystszym wymiarze). Planowanie pozyskiwania skorelowane przede wszystkim ze szkodami łowieckimi w lasach.
10) Rezygnacja z oceny prawidłowości odstrzałów samców zwierzyny płowej i muflonów.
11) Rezygnacja z dyscyplinarnego sądownictwa łowieckiego.
12) Skoro permanentnie brakuje środków budżetowych na finansowanie funkcjonowania Państwowej Straży Łowieckiej, rozszerzenie terenu uprawnień funkcjonariuszy Straży Leśnej – poza granice gruntów stanowiących własność Skarbu Państwa zarządzanych przez Lasy Państwowe.