piątek, 12 marca 2021

Kiedy po raz pierwszy...?

 W trakcie jednej z niedawnych dyskusji na Łowieckim postawiłem pytanie mniej więcej takie:


Kiedy po raz pierwszy wierchuszka zrzeszenia PZŁ obwieściła masie składkowej o przypadającym jubileuszu PZŁ, wskazując za początek powstania PeZeteŁa rok 1923? Nie wierzę, aby przykładowo w roku 1953, pierwszy w historii zrzeszenia prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, a jednocześnie „polski i radziecki wojskowy i polityk, generał Armii Radzieckiej i Ludowego Wojska Polskiego, dowódca Wojsk Lądowych, wiceminister obrony narodowej, członek Komitetu Centralnego PZPR, poseł na Sejm Ustawodawczy i na Sejm PRL I kadencji” – generał Stanisław Popławski, nakazał obchodzić jubileusz 30-lecia Polskiego Związku Łowieckiego. No, nie wierzę. Więc od kiedy i za czyją decyzją zaczęto takie kolejne, (jak by nie patrzył) fikcyjne jubileusze obchodzić? Od 1958 r., 1963 r., 1968 r., a może dopiero gdzieś od 1993 r.?

Dwie skromne dyskusje podsumował jeden z for(um)owiczów w sposób następujący:

Jak już wspomniano, za dwa lata PZŁ będzie obchodził jubileusz 100-lecia swego istnienia. Sto lat to nie w kij dmuchał i kilka pokoleń myśliwych w trudzie, znoju ale zapewne i z przyjemnością z własnej woli swym działaniem w związku doprowadziło go do miejsca i etapu rozwoju w jakim obecnie się znajduje. O minionych latach przeczytać można w załączonym materiale!

Jubileusze są różne - ważne i mniej ważne, zwykłe i doniosłe! Zawsze jednak skłaniają do przemyśleń i podsumowań a zwłaszcza prezentacji dorobku. Nadchodzący jubileusz zaliczyć trzeba do ważnych i doniosłych. Z całą pewnością jubileuszowe obchody bogate będą w imprezy uroczyste, podniosłe, wielowątkowe, organizowane na wszystkich szczeblach organizacyjnych z udziałem władz, mediów, społeczeństwa i wszystkich, którym bliska jest przyroda. Organizowanie jubileuszu, zwłaszcza ważnego, tzw. okrągłego, wymaga zaangażowania i wykorzystania możliwie szeroko możliwości jakie istnieją w danym momencie. Przykładem takiego działania mogą być np. obchody jubileuszu 50-lecia PZŁ, podczas których min. TVP zorganizowała i przeprowadziła wielki turniej łowiecki „Na łów” w Mrągowie, w którym wzięło udział 2000 osób, w Warszawie zorganizowano wystawę łowiecką o charakterze ogólnopolskim, wydano okolicznościowe karty pocztowe w nakładzie 300 000 sztuk itd. itp. Nie sposób wszystkiego wymienić ale w 1973 roku w okręgach i kołach przygotowano i zrealizowano także wiele imprez z tej okazji!

Dobrze się stało, że założyciel wątku, zapewne w trosce o jakość i różnorodność w honorowaniu 100-letniego dorobku i pracy polskich myśliwych podczas obchodów już teraz o nadchodzącym jubileuszu napisał! Wszakże przygotowanie koncepcji obchodów, załatwienie spraw organizacyjnych, zgromadzenie odpowiednich materiałów i środków wymaga sporo czasu i zabiegów osób odpowiedzialnych na wszystkich szczeblach organizacyjnych PZŁ!

Politowania godny jest tylko ten uśmieszek w tytule wątku.

Tak więc wspólnym wysiłkiem, ale głównie chyba dzięki temu for(um)owiczowi, mamy możliwość dowiedzenia się o tym, że to nie za przyczyną działaczy ery blochowo–gdulowej, jak wcześniej podejrzewałem, zaczęto obchodzić kolejne – powiedziałbym – fałszywe jubileusze zrzeszenia Polski Związek Łowiecki. Pomysł ten bowiem – jak dowodzi ów for(um)owicz – powstał i wdrożono go w życie dużo wcześniej – już na początku ery gierkowskiej.

Mniej zainteresowanym tematyką przypomnę, że w grudniu 1970 r. doszło w Polsce do zakrojonych na szeroką skalę wystąpień robotników. Bezpośrednią ich przyczyną była kolejna podwyżka detalicznych cen mięsa, przetworów mięsnych i innych artykułów spożywczych, wprowadzona przez ekipę Władysława Gomułki. W Gdański i Gdyni, w Elblągu i Szczecinie, a także w wielu innych miejscowościach, miały miejsce wielotysięczne wiece, liczne strajki, potężne demonstracje i zamieszki. Dnia 15 grudnia ogłoszono strajk powszechny. Do tłumienia protestów robotniczych władze państwowe postanowiły użyć wojsko. Na ulice polskich miast wyjechało ponad pół tysiąca czołgów i siedemset transporterów opancerzonych. Pięć tysięcy milicjantów i prawie trzydzieści tysięcy żołnierzy zabrało się do pacyfikowania robotniczych protestów. Jak czytamy w wikipedii:

W wyniku represji w grudniu 1970 zostało zabitych 41 osób: 1 w Elblągu, 6 w Gdańsku, 16 w Szczecinie i 18 w Gdyni. Ranne zostały 1164 osoby. Zatrzymano przeszło 3 tysiące osób. W wyniku starć oraz wypadków zginęło też kilku funkcjonariuszy MO oraz żołnierzy LWP, a kilkudziesięciu zostało rannych. Zniszczeniu uległo kilkanaście pojazdów wojskowych, w tym transportery BTR i czołgi. Podpalono 17 gmachów (w tym budynki Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i Szczecinie), rozbito 220 sklepów, podpalono kilkadziesiąt samochodów”.

Grudzień 1970 przyniósł zmiany w składzie najwyższych władz państwowych. Skompromitowanego na stanowisku pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułkę zastąpił Edward Gierek. Premierem mianowano Piotra Jaroszewicza.

Nastąpiła tzw. Dekada Gierka, której początek stanowiło wielkie otwarcie się Polski na świat. Nawiązano i szybko rozwinięto rozległe kontakty handlowe z wieloma krajami świata zachodniego. Z szeroko rozstawionymi ramionami przyjmowano od państw kapitalistycznych liczne kredyty finansowe. Zaczęto przyjmować na salonach wielu przywódców świata zachodniego, w tym przykładowo w maju roku 1972 doszło do pierwszej w historii stosunków polsko–amerykańskich wizyty w Polsce urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rozmowy Edwarda Gierka i Piotra Jaroszewicza z Richardem Nixonem były niezmiernie istotne z punktu widzenia interesów polskiej władzy. „Dyplomaci obydwu krajów zgodnie oceniali tę wizytę jako przełomową dla rozwoju wzajemnych relacji. Ekipa Gierka otrzymała obietnicę amerykańskich kredytów. Cel wizyty został osiągnięty - tak jak stwierdził Mieczysław Rakowski, chodziło o to, »żeby Nixon podczas wizyty w Warszawie potrząsnął workiem dolarów«”.

Sztandarowe inwestycje gierkowskiej dekady – Huta Katowice w Dąbrowie Górniczej; dwa nowe zagłębia – koło Bełchatowa (węgiel brunatny i energetyka) i Lublina (węgiel kamienny); Gdańskie Zakłady Rafineryjne i Port Północny, to wszystko wymagało dopływu stałego strumienia pieniędzy z zagranicznych kredytów finansowych.

Kontaktom politycznym i handlowym towarzyszyły liczne kontakty towarzyskie na najwyższych szczeblach władzy państwowej. Edward Gierek doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dobór odpowiedniego miejsca takich kontaktów, miejsca wspólnego wypoczynku i relaksu, z doskonałym doborem atrakcji dla specjalnie zaproszonych gości zagranicznych, może znacznie ułatwić uzyskiwanie coraz to nowych kredytów finansowych. Jednym z pomysłów Gierka było wykorzystanie do takich celów Łańska, dotychczasowego popularnego miejsca wypoczynku ludzi władzy (Łańsk miał przydzielony kryptonim W–1) i wybudowanie drugiego luksusowego ośrodka wypoczynkowego – w Arłamowie, o kryptonimie W–2. Główną atrakcją podczas pobytu gości zagranicznych, zarówno w tym jednym, jak i w drugim ośrodku, były polowania na zwierzynę grubą, w tym na żubry. Tak więc przykładowo w samym tylko Łańsku, u Gierka jako u gospodarza, gościł m.in. prezydent Francji Valery Giscard d'Estaing, kanclerz RFN Helmut Schmidt, irański szachinszach Reza Pahlawi i król Belgii Baudouin, że o towarzyszach radzieckich nawet nie wspomnę. Zapalony myśliwy, premier Piotr Jaroszewicz, upodobał sobie do spotkań ze swoimi gośćmi, uwielbiającymi polowania, Arłamów.

Nie o same polowania prezydentów, kanclerzy, szachinszachów i królów władza państwowa zabiegała i potem dbała. Już za czasów Gomułki zauważono, że cennym źródłem wciąż brakujących wówczas dewiz na rynku mogą stać się – wzorem Jugosławii, Węgier i Czechosłowacji – tzw. polowania dewizowe. Początkowo nieliczne i nieśmiało organizowane, wymagały każdorazowo zgody Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego, a ich organizowanie nadzorowane było nawet przez trzy ministerstwa – nie tylko leśnictwa, ale także finansów i spraw zagranicznych. Władze z czasem zaczęły powoli rozszerzać dla myśliwych z zagranicy ofertę łowisk i gatunków do odstrzału, aż w roku 1962 nabrało to już wymiaru oficjalnego, kiedy to organizatorem takich polowań uczyniono Lasy Państwowe. Edward Gierek, dążący do wielkiego otwarcia się Polski na zachód, a jednocześnie zainteresowany wzmożeniem pozyskiwania dewiz dla kraju, osobiście zadbał w 1971 r. o to, aby organizatorem polowań dewizowych mógł być także Polski Związek Łowiecki. No, ale należało równolegle zmienić gębę temu PeZeteŁowi, co uczyniono szybko i – jak zwłaszcza dzisiaj widać – bardzo skutecznie.

Wiele wskazuje na to, że to właśnie wtedy, czyli na początku dekady Gierka, w ramach nie tyle propagandy sukcesu, bowiem ta obliczona była na narzędzie porozumiewania się głównie z polskim społeczeństwem, ale w ramach pokazywania światu zewnętrznemu, że nie taką komunistyczną Polska jest, jak ją malują, postanowiono komuszemu modelowi łowiectwa w Polsce dorobić ludzką twarz. Historyczny moment utworzenia zrzeszenia PZŁ cofnięto w czasie; z okresu późnego stalinizmu w Polsce, do okresu tuż po odzyskaniu niepodległości, czyli do wczesnych lat dwudziestych ubiegłego wieku. Niejako specjalnego znaczenia nadano rokowi 1923-emu, kiedy to doszło do utworzenia zalążka późniejszego stowarzyszenia o nazwie takiej, jaką peerelowska władza na drodze zawłaszczenia nadała później, w 1953 r., nowo utworzonemu i działającemu do dzisiaj zrzeszeniu. Przed światem zachodnim fajnie to zaczęło wyglądać, że to kapitalistyczna Polska okresu międzywojennego zrodziła dzisiejszy model i zrzeszenie, a nie jakaś tam Moskwa Stalina czy Warszawa Bieruta i Cyrankiewicza. Świat uwierzył, a na efekty nie trzeba było czekać długo.

W 1973 z wielkim hukiem zorganizowano w Warszawie XX Kongres Międzynarodowej Rady Łowieckiej. Zaszczycił ją swoją obecnością m.in. Abd-or-Reza Pahlawi, książę irański, który wyjątkowo mocno zainteresowany był odstrzałem żubrów w Polsce. 

Dyrdymały o półwiecznym rodowodzie zrzeszenia Polski Związek Łowiecki, oprócz gości z zachodu, bardzo szybko łyknęła także, niczym bocian żabę, na ogół ciemna wówczas masa składkowa PZŁ i z wyjątkowym zapałem zabrała się do organizowania i obchodów jubileuszy istnienia PZŁ. Nie tylko już tego jubileuszu 50–lecia w 1973 r., ale także kolejnych: 55–lecia, 60–lecia, 65–lecia, 70–lecia... I tak już zostało do dnia dzisiejszego, przy czym mało kto dochodzi tego, jaki to sens mają obchody tych kolejnych fałszywych jubileuszy, a także skąd się one wzięły i w jakim stopniu polegały na prawdzie, a w jakim na przekłamaniu historii.

Przed nami zapewne huczne obchody jubileuszu 100–lecia istnienia Polskiego Związku Łowieckiego :-)



Uwaga:
Tekst ten zamieszczam także na Łowieckim i na Facebooku

poniedziałek, 1 marca 2021

Równi i równiejsi?

Lowiecki.pl:

Pojęcia nie mam, jaka jest prawda, ale póki co, od pewnego czasu w necie pojawiają się informacje przykładowo takie:

Paweł Lisiak ma już dwa postępowania prokuratorskie w związku z podejrzeniami o zastrzelenie kota oraz o strzelenie rogacza bez upoważnienia i wpisanie rogacza do upoważnienia innego myśliwego. W tle pojawia się osoba Artura Niebrzydowskiego i możliwości książki ewidencji EKEP tuszującej sprawę...”.

Czy jest możliwe wykorzystywanie danych z elektronicznej książki
przeciwko myśliwemu? Każdy łowca umie wymyśleć tysiące sytuacji,
gdzie ujawnienie, że był na polowaniu może wygenerować dla niego
poważne problemy.

Pierwszym, który może się o tym przekonać jest nie kto inny jak sam
łowczy krajowy, który być może będzie się tłumaczył przed prokuraturą z
odstrzału rogacza. Ponoć warszawska prokuratura już prowadzi
dochodzenie w sprawie upolowania kozła w podwarszawskim OHZ-cie.
Dokumenty mają wskazywać, że łowczy nie miał wypisanego odstrzału.

Z informacji wynika, że tusza trafiła do punktu skupu, gdzie podano
numer odstrzału innego myśliwego, a łowczemu „elektroniczny”
odstrzał miał wypisać pracownik ZG PZŁ dopiero dzień później.

To bardzo poważny zarzut, który sam zainteresowany powinien jak
najszybciej wyjaśnić i rozwiać wszelkie wątpliwości, ponieważ trudno
uwierzyć, aby powołany przez ministra łowczy świadomie łamał ustawę
łowiecką”
.


No to ja się pytam – prawda to czy fałsz?

Czy nie jest tak, że zainteresowany, ostatnio dość często uczestniczący w „wezwaniach do sprostowań nieprawdziwych informacji”, a i straszący (49:00 i dalej...), powinien i w tej sytuacji „wezwać” autorów do sprostowania stawiających go w wyjątkowo złym świetle informacji? Jeśli nie wzywa, może nasuwać to podejrzenia, że oskarżenia oparte są na faktach. Co w takiej sytuacji uczynił do tej pory Główny Rzecznik Dyscyplinarny? Zdążył wszcząć i aktualnie już przeprowadza dochodzenie dyscyplinarne przeciwko łowczemu krajowemu? Na jakim jest ono etapie? Bierze pod uwagę złożenie wniosku do Głównego Sądu Łowieckiego o zastosowanie wobec łowczego krajowego zawieszenia go w pełnieniu funkcji do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego? O takiej możliwości czytamy w Regulaminie sądów łowieckich i rzeczników dyscyplinarnych Polskiego Związku Łowieckiego:

§ 48
1. W przypadku gdy obwiniony pozostaje pod zarzutem przewinienia łowieckiego a jego stopień szkodliwości jest znaczny lub stawiany mu zarzut wiąże się z pełnieniem funkcji w organach koła lub władzach bądź w organach Zrzeszenia, a dalsze pełnienie funkcji mogłoby być szkodliwe dla dobrego imienia łowiectwa lub dla Zrzeszenia , sąd na wniosek rzecznika dyscyplinarnego może zawiesić obwinionego w pełnieniu funkcji do czasu prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego
”.

Przypomnę przy okazji ten oto zapis ustawy Prawo łowieckie:

Art. 35d. Postępowanie dyscyplinarne o ten sam czyn toczy się niezależnie od postępowania karnego. Postępowanie dyscyplinarne może być zawieszone do czasu zakończenia postępowania karnego.

Jak by nie patrzył, gdzie znajduje się jakaś informacja Polskiego Związku Łowieckiego na ten temat?

Napisał ktoś na Łowieckim (klik):

„szans na ukaranie wielkich pewnie nie ma”

Ale tu nie chodzi o „ukaranie”, bo jak na razie winnego nie ma. Tu chodzi tylko o zajęcie stanowiska przez władze PZŁ, a niewykluczone, że i o gruntowne zbadanie sprawy przez Głównego Rzecznika Dyscyplinarnego. Tu chodzi o poddanie członka PZŁ, a takim niewątpliwie jest także Paweł Lisiak, normalnym procedurom z tytułu odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie łowieckie. Jeśli nie było żadnej sprawy, należałoby poinformować o tym społeczność łowiecką. Jeśli jednak miała miejsce, trzeba ją wyjaśnić. Inaczej mówiąc – wszcząć i przeprowadzić dochodzenie dyscyplinarne. A co do tej pory uczynił Dariusz Bereza – Główny Rzecznik Dyscyplinarny PZŁ, a jednocześnie prokurator stojący na czele Prokuratury Rejonowej w Myszkowie?

środa, 26 sierpnia 2020

Czekoladowy baton

 

Ustawa o broni i amunicji:

Art. 27. 1. Właściwe organy Policji, a w stosunku do żołnierzy zawodowych – właściwe organy wojskowe, są uprawnione do kontroli wykonywania obowiązków wynikających z przepisów ustawy przez osoby oraz podmioty, o których mowa w art. 29 ust. 1”.

Prezentuję pogląd, że zapis ten jest w swojej istocie tak tajemniczy jak wiele zapisów... Pisma Świętego. Skrywa bowiem tyle wieloznaczności, że głowa mała. Niemniej ustawa o broni i amunicji to nie Stary czy Nowy Testament, więc powinna być napisana językiem zrozumiałym, w sposób jednoznaczny dla wszystkich odbiorców. I tak...

Jeżeli w normie art. 27 ust. 1 mieścić się ma upoważnienie dla Policji do kontroli warunków przechowywania broni i amunicji także przez osoby posiadające je na podstawie pozwolenia, o którym mowa w art. 10 ust. 4 ustawy, w dodatku w ich mieszkaniach prywatnych, to powinno to być jasno wyartykułowane. Podobnie jak w przypadku „podmiotów, o których mowa w art. 29 ust. 1”. A tak wyszedł „ni pies, ni wydra”. A wygląda nawet tak, jakby ustawodawcy chodziło o osoby i podmioty z jednego, „świadectwo–broniowego” koszyka („o których mowa w art. 29 ust. 1”). Wszakże przedsiębiorcą, o którym również mowa jest w tym zapisie, może być także osoba fizyczna (Kodeks cywilny, art. 431).

Pamiętać przy tym należy, że „życie prywatne, rodzinne”, w szczególności „mieszkanie”, w którym to życie najczęściej spokojnie płynie, podlegają ochronie konstytucyjnej (Konstytucja RP, art. 47 i 50). Jeżeli więc w kontekście uzyskania pozwolenia na broń obywatel miałby się liczyć z nieuchronną perspektywą konieczności rezygnacji choćby z części tej ochrony, to rzecz powinna być dokładnie określona w ustawie, a nie jak to mamy w art. 27 ust. 1, czyli byle jak, a właściwie... wcale. Każdy przypadek z założenia zgodnej z prawem możliwości naruszenia przestrzeni mieszkania prywatnego, musi znaleźć wyraźne odzwierciedlenie w ustawie, bo inaczej rzecz będzie przypominała białoruskie standardy, a nie polskie.

Warto też zauważyć taką rzecz:

W art. 32 ust. 1 nakłada się na legalnych posiadaczy broni i amunicji, nie podlegający żadnych wątpliwości obowiązek przechowywania broni „w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osób nieuprawnionych”. Szczegółowe zasady i warunki takiego przechowywania określa minister na podstawie ustawowej delegacji. Ustawodawca przewiduje nawet karę aresztu albo grzywny, za przechowywanie broni w sposób umożliwiający dostęp do nich osób nieuprawnionych (art. 51 ust. 2 pkt 7). Jednakże w żadnym miejscu (przykładowo w art. 18) nie wspomina on o przypadku cofnięcia pozwolenia na broń – obligatoryjnie czy chociażby w ramach tylko możliwości – jeżeli delikwent nie wyraża zgody na wizytę w jego mieszkaniu funkcjonariusza Policji, o ile ten miałby kontrolować to, do czego w istocie rzeczy uprawniony nie jest.

No i ostatnia już kwestia...

W niezwykle mglistym uprawnieniu do „kontroli wykonywania obowiązków wynikających z przepisów ustawy”, z jakim spotykamy się w art. 27 ust. 1, ustawodawca wyraźnie wskazuje do tej kontroli „właściwe organy Policji”, przy czym w art. 9 ust. 5 jednoznacznie przedstawia niejako definicję tegoż „właściwego organu Policji”. Do wydawania pozwoleń na broń palną uprawniony jest „właściwy ze względu na miejsce stałego pobytu zainteresowanej osoby lub siedzibę zainteresowanego podmiotu komendant wojewódzki Policji”. Tak więc do przeprowadzania kontroli, o której mowa w art. 27 ust. 1, także, a nie z lekka wystraszony komendant powiatowy Policji, który – natchniony jakimś tam pisemkiem z KWP – wysyła na taką kontrolę z reguły zielonego jak tabaka dzielnicowego. Zdaniem nie tylko NIK, „kontrole takie mają prawo wykonywać wyłącznie funkcjonariusze KWP/KSP”.

Jeżeli prawo jest dalekie od doskonałości, należy je zgodnie z zasadami poprawnej legislacji nowelizować, ale nie łamać. Jeżeli prawo to naruszane jest przez Policję, w dodatku w stosunku do obywatela, to boli to podwójnie. Budzi uzasadnione wrażenie, że jest się obywatelem państwa policyjnego.


* * * * *


Odwiedził mnie, wcale nie tak dawno, przesympatyczny dzielnicowy, który wcześniej telefonicznie, na moje zapytanie, jako podstawę prawną przeprowadzenia kontroli przechowywania broni w moim mieszkaniu prywatnym, podał mi art. 51 ust. 2 pkt 7. Gdy już dał sobie wytłumaczyć, że przepis karny z ustawy o broni i amunicji nie może pełnić takiej roli, przygotował dla mnie extra niespodziankę. Gdy po kilku dniach zjawił się już w tym moim mieszkaniu, z nieskrywaną satysfakcją stwierdził, że tą podstawą jest jednak (w tym momencie wyjął swoje „pomoce naukowe”)... „§ 4 ust. 2 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 26 sierpnia 2014 r. w sprawie przechowywania, noszenia oraz ewidencjonowania broni i amunicji”. Dumnie, czytając, zacytował mi:

2. Upoważniony przez komendanta wojewódzkiego (Komendanta Stołecznego) Policji funkcjonariusz Policji stwierdza w protokole, czy magazyn broni spełnia warunki określone w rozporządzeniu oraz czy sposób zabezpieczenia broni i amunicji jest zgodny z wymogami określonymi w rozporządzeniu”.

Nie stać już go było na to, aby w ogóle zauważyć, że ów zapis jest jedną z dwóch jednostek redakcyjnych paragrafu 4, dotyczącego... magazynu broni, w którym broń zobowiązane są przechowywać „podmioty, o których mowa w art. 29 ust. 1 pkt 3–7 ustawy”. Natomiast o przechowywaniu broni przez „osoby posiadające broń i amunicję do niej na podstawie pozwolenia, o którym mowa w art. 10 ust. 4 ustawy”, wypowiedział się ustawodawca w § 5 ust. 1, z zastrzeżeniem ust. 2. Przywołanie art. 27 ust. 1 nawet nie przyszło mu do głowy, ale to chyba i lepiej. Darowałem sobie dalszą, ledwie co rozpoczętą, jego edukację, zwłaszcza że śpieszył się nieborak na interwencję do „Biedronki”, gdzie ktoś próbował ukraść... czekoladowy baton.



W tekście wykorzystano zdjęcie  szafy firmy STALPOL



wtorek, 2 czerwca 2020

Instrukcja ufoludków z Nowego Światu 35

Najpierw ukazała się na stronie ZG PZŁ, a potem dość szybko, gdy na Łowieckim pojawił się krytyczny do niej komentarz, zdjęto ją. Mówiąc inaczej - była, ale się zmyła. Od razu wiedziałem, że się ktoś u nich napił :-) lub wykonał sabotaż. Że też Paweł Lisiak, ciągle jeszcze łowczy krajowy, nie spali się ze wstydu za te bzdety, które zawarto w tej g#wnianej instrukcji. Chciałoby się popolemizować z treścią, ale lista błędów w tak stosunkowo krótkim tekście jest tak długa, że odechciewa się "pracy twórczej". Niech sobie pan Paweł sam polemizuje z autorem tych bździn.









piątek, 15 maja 2020

Inicjatywa członków Naczelnej Rady Łowieckiej

"Koleżanki i Koledzy nie składamy broni. Wczoraj w Sejmie przeszedł niekonstytucyjny, w naszym odczuciu i naszym zdaniem, zapis w pierwotnej wersji projektu, czyli możliwość dysponowania pieniędzmi Zrzeszenia, w tym kół łowieckich, nawet bez zgody Zarządu Kół. Jedyna instancja, która jest w stanie zablokować te zmiany to Prezydent, który może skierować te zapisy w ustawie do Trybunału Konstytucyjnego. Prosimy o nieprzespanie tej możliwości i aktywne włączenie się w proces zablokowania odbierania statutowej samorządności PZŁ. Dobre samopoczucie się skończyło, teraz czas na realne działanie. PZŁ to my, bez znaczenia na kolor polityczny. Proszę o pisanie maili Zarządów Okręgowych, Kół Łowieckich i każdego choćby pojedynczego Myśliwego na adres Kancelarii Prezydenta. Wasz głos zmienia wszystko. Brak głosu sprawia, że nikt się o nas nie upomni. 


Piszcie własnymi słowami, choćby po jednym zdaniu o prośbę do skierowania tych zapisów do Trybunału Konstytucyjnego na: