poniedziałek, 3 sierpnia 2015

„Najwyższa władza Zrzeszenia”

Jest nią – według Statutu Polskiego Związku Łowieckiego – Krajowy Zjazd Delegatów, ale czy w rzeczywistości „najwyższą władzą Zrzeszenia” jest, mam wielkie wątpliwości.

Pozwolę sobie przypomnieć przy tej okazji, że wspomniany statut nie jest ani nadany, ani zatwierdzony przez jakikolwiek organ państwowy. Nie jest nawet zalegalizowany przez sąd rejestrowy. Jest jednak statutem organizacji utworzonej przez państwo, które to państwo powierzyło tejże organizacji do wykonywania określone zadania, m. in. z zakresu ochrony środowiska. Tak więc PZŁ od prawie już dwudziestu lat, a dokładnie od 1995 r., kiedy Sejm uchwalił ustawę Prawo łowieckie, kształtuje sobie zapisy tegoż statutu w sposób prawie niczym nie skrępowany i przed nikim też nie musi się z tego tłumaczyć. Wcześniej statut był nadawany przez Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w porozumieniu z Ministrem Rolnictwa i sytuacja taka – wydaje się – była o wiele bardziej normalna, przystająca do standardów państwa prawa.

Teoretycznie rzecz biorąc, krajowy organ zarządzający, jakim jest Zarząd Główny PZŁ, nadzorowany jest przez inny, również krajowy organ – Naczelną Radę Łowiecką, która nawet powołuje i odwołuje jego przewodniczącego – Łowczego Krajowego. Ta Rada z kolei „odpowiada za swoje czyny” przed Krajowym Zjazdem Delegatów. Tak więc całość nawet się pięknie zazębia, ale tylko z pozoru, bowiem z zapisów statutu można – po uważnej analizie – wysnuć wnioski zgoła odmienne. Otóż …

Krajowy Zjazd Delegatów może w zasadzie obradować tylko wówczas, kiedy tego zechce Naczelna Rada Łowiecka, a ta z reguły nie zwołuje go częściej, niż raz na obligatoryjny okres pięciu lat. Mamy wówczas tzw. zwyczajny KZD. W ostatnich latach jakikolwiek nadzwyczajny KZD nie zebrał się ani razu, bo możni tego Zrzeszenia nie oczekiwali tego, a niezbędne do nadzwyczajnego zwołania statutowe 1) co najmniej 1/3 ogólnej liczby okręgowych rad łowieckich, czy 2) co najmniej 2/5 delegatów na Krajowy Zjazd Delegatów”, to w praktycznym wymiarze, w obliczu pozostałych, zwłaszcza niektórych zapisów Statutu PZŁ, wyłącznie „literacka fikcja”. A jeżeli już delegaci KZD dostąpią czasem tego zaszczytu, że pozwoli im się zebrać raz na pół dekady, to prawdę powiedziawszy za wiele nie mają do powiedzenia, bo i czasu mało, i kompetencje nie te. Przykładowo ich wpływ na skład Naczelnej Rady Łowieckiej jest prawie żaden, gdyż za taki należy uznać możliwość wyboru zaledwie dziesięciu członków na pięćdziesięciu dziewięciu tworzących ją. Tych robiących różnicę – czterdziestu dziewięciu, wybierają trochę wcześniej okręgowe zjazdy delegatów, do których scenariusze obrad piszą zazwyczaj łowczowie okręgowi, rozliczani ze swej „pracy” tuż przed obradami Krajowego Zjazdu Delegatów przez … „ustępującego” Łowczego Krajowego. Tylko w nagrodę za dopilnowanie „odpowiedniego” składu Naczelnej Rady Łowieckiej, a także Krajowego Zjazdu Delegatów, mogą liczyć na następne pięciolecie lukratywnej posadki na stanowisku przewodniczącego zarządu okręgowego. Czynią więc wszystko, co w ich mocy, aby nie zawieść.

Porównując kompetencje Krajowego Zjazdu Delegatów, na podstawie statutów uchwalanych w ciągu ostatniego dwudziestolecia, z kompetencjami KZD, opisanymi w pierwszym statucie Zrzeszenia Polski Związek Łowiecki z 1953 r., łatwo można dostrzec różnice na korzyść … tego wcześniejszego. Otóż Krajowy Zjazd Delegatów z pierwszego okresu czasów słusznie minionych zbierał się obligatoryjnie pięć razy częściej (raz na rok). Wybierał w całości nie tylko Naczelną Radę Łowiecką, ale także Główną Komisję Rewizyjną, Główny Sąd (oczywiście Łowiecki), a także Kolegium Odznaczeń Łowieckich. Ba, „mógł rozpatrywać i podejmować uchwały we wszystkich sprawach należących do zadań Zrzeszenia”. To w takim razie co tak naprawdę może, jakie istotne kompetencje ma ten współczesny KZD, z początku XXI wieku? Chyba tylko jedną – może uchwalać statut i jego zmiany, ale do tego potrzebna jest mu …. wola członków Naczelnej Rady Łowieckiej, a dokładnie rzecz ujmując – jej prezesa. A jeszcze dokładniej, stojącego w hierarchii stanowisk znacznie wyżej –  Łowczego Krajowego, któremu ustawa z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie  zapewnia władzę w Zrzeszeniu prawie wręcz absolutną. Tak więc nie Krajowy Zjazd Delegatów, obradujący przez kilka zaledwie godzin raz na pięć lat stanowi rzeczywiście najwyższą władzę Zrzeszenia. Wymownym tego dowodem jest aktualny stan zapisów Statutu PZŁ, które po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 6 listopada 2012 r., a zwłaszcza już po wejściu w życie ustawy z dnia 12 grudnia 2013 r. o zmianie ustawy – Prawo łowieckie, w znacznej części odbiegają od zgodności z tą ustawą. Delegaci KZD stanowią zbyt słabo zorganizowaną siłę, aby temu zaradzić. Z kolei Minister Środowiska, mimo pewnych zapisów w ustawie, nie posiada żadnego realnego nadzoru nad Polskim Związkiem Łowieckim – może tylko przyglądać się i biernie czekać na rozwój wydarzeń. Wiodącym siłom w PZŁ, z wielu względów, nie na rękę jest uwolnienie prac nad zmianami zapisów Statutu PZŁ, bo proces taki zawsze może wymknąć się spod kontroli, a to nie wróżyłoby dla nich zbyt optymistycznie. Tak więc nic nie wskazuje na to, aby konieczne, a i oczekiwane przez postępową część członków Zrzeszenia zmiany mogły nastąpić wcześniej, niż dopiero późną jesienią 2015 r., na kiedy zwołany zostanie zwyczajny XXIII Krajowy Zjazd Delegatów PZŁ.
Odpowiedź na pytanie – komu służy tak naprawdę KZD, który z jednej strony rzecz biorąc, określany jest statutowo „najwyższą władzą Zrzeszenia”, a z drugiej – władzy prawie żadnej nie stanowi, pozostawiam Czytelnikom Magazynu Sezon.


Tekst:  Artur Jesionowicz


Za Magazynem Sezon (październik 2014)

środa, 29 lipca 2015

W Sejmie na temat Łowieckiego Funduszu Odszkodowawczego w projekcie ustawy




Pełny zapis przebiegu posiedzenia połączonych Komisji – Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Rolnictwa i Rozwoju Wsi w dniu 22 lipca 2015 r. w sprawie pierwszego czytania poselskiego projektu ustawy o szkodach łowieckich, ubezpieczeniach obowiązkowych od szkód łowieckich, Łowieckim Funduszu Odszkodowawczym oraz o zmianie niektórych ustaw (druk nr 3666)

 - http://orka.sejm.gov.pl/zapisy7.nsf/0/678BCC31AD2C2B9CC1257E90003D4DFD/%24File/0490807.pdf


„Podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, główny konserwator przyrody Piotr Otawski:


Dziękuję bardzo, panie przewodniczący.
Wysoka Komisjo, w pierwszych słowach chciałem przede wszystkim powiedzieć,
że nie ma jeszcze przyjętego przez Radę Ministrów stanowiska rządu. W związku z tym,  prezentowane tezy będą się opierały na projekcie stanowiska, które jeszcze podlega formalnym uzgodnieniom w łonie Rady Ministrów.
Chciałbym zwrócić uwagę, że niewątpliwie cenną inicjatywą, czy cennym podejściem do problemu szkód łowieckich jest sam fakt dostrzeżenia problemu i zajęcie się z inicjatywy poselskiej próbą rozwiązania tego problemu. Niemniej przedstawiony projekt ustawy, pomimo swoich dobrych intencji, wprowadza rozwiązania, które de facto,z punktu widzenia celu, jakim jest zwiększenie ochrony przede wszystkim tych, którzy ponoszą szkody w wyniku szkód łowieckich oraz stabilności i przejrzystości systemu,prowadzi do przeciwnych rozwiązań a więc do chaosu oraz przyjęcia rozwiązań, które budzą wątpliwości konstytucyjne. Co więcej, zaproponowane rozwiązania nie spowodują podniesienia poziomu bezpieczeństwa upraw rolniczych czy rolników dotkniętych szkodami łowieckimi a wręcz odwrotnie, spowodują zmniejszenie zakresu bezpieczeństwa upraw rolnych, co w kilku słowach postaram się za chwilę jeszcze uzasadnić.
Niezależnie od tego projekt ustawy budzi wiele wątpliwości merytorycznych. Dla przykładu, projekt usuwa z ustawy – Prawo łowieckie te części, które dotyczą wypłacania szkód, szacowania szkód oraz odpowiedzialności za szkody. Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe szkody. Jedynym obowiązkiem, który jest proponowany na gruncie ustawy, jest złożenie wniosku do funduszu ubezpieczeniowego o ubezpieczenie. Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość wypłacanych szkód. W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której koła łowieckie nie będą wnioskowały, nałoży się na nie sankcje, które będą stosunkowo mniejsze w odniesieniu do wielkości dotychczas wypłacanych szkód, co będzie powodowało, że jedynie fundusz łowiecki, który nie będzie zasilany, albo nie będzie zasilany w tej wielkości z kół łowieckich jak do tej pory, kiedy są przeznaczane pieniądze na finansowanie szkód łowieckich, de facto nie będzie pokrywał wielkości odszkodowań, które są do wypłacenia.
Co więcej, ustawa wprawdzie przewiduje, że w sytuacji, w której nie zostanie wybrany ubezpieczyciel, gwarantujący odszkodowania, zakres tych obowiązków przejmuje fundusz łowiecki. Ustawa jednak nie zauważa faktu, że zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach tylko podmioty wskazane w tejże ustawie są upoważnione do prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Więc w sytuacji niewyłonienia ubezpieczyciela tak naprawdę fundusz łowiecki nie będzie miał żadnych podstaw do wypłacania jakichkolwiek ubezpieczeń.
Zwrócę również uwagę na to, że w ustawie brak jest jakichkolwiek przepisów, równocześnie jest propozycja uchylenia przepisów w obecnie obowiązującej ustawie – Prawo Łowieckie  dotyczących odpowiedzialności za szkody powstałe w trakcie prowadzenia polowania. Wprawdzie w uzasadnieniu do ustawy jest wskazane, że koła łowieckie mają obowiązek ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, przypominam jednak, że ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej dotyczą szkód za czyny niedozwolone. Zgodnie z polskimi ustawami wykonywanie polowania nie jest czynem niedozwolonym a więc wszelkie szkody powstałe w trakcie prowadzenia polowania, zgodnie z propozycją, nie będą podlegały jakiemukolwiek reżimowi odpowiedzialności a również, w związku z tym, reżimowi wypłacania odszkodowań.
Zwrócę także uwagę na jedno z tych rozwiązań, które są dalece niekorzystne dla rolników – ustawa zakłada przymusowy udział własny rolnika czy poszkodowanego w zakresie 10% w odniesieniu do oszacowanej szkody, co – oczywiście – pogarsza ich sytuację w porównaniu z obecnie przyjętymi rozwiązaniami.
Zupełnie niewiadoma jest sytuacja, co się będzie działo z odpowiedzialnością Skarbu Państwa. Wprawdzie ustawa w jednej części wskazuje, że Skarb Państwa ponosi odpowiedzialność za tereny wyłączone z obwodów łowieckich oraz za gatunki łowne objęte całoroczną ochroną, ale uchylając przepisy w ustawie – Prawo Łowieckie równocześnie dotyczące sposobu szacowania, nie zakłada żadnego nowego modelu szacowania w zakresie odpowiedzialności Skarbu Państwa, a więc w tym zakresie nie będzie wiadomo w ogóle, w jaki sposób mają być szacowane oraz wypłacane szkody łowieckie. Co więcej, odpowiedzialność Skarbu Państwa z jednej strony ograniczona jest do tych szkód, o których wspomniałem, z drugiej – Skarb Państwa ma obowiązek partycypacji w funduszu łowieckim w zakresie równym partycypacji kół łowieckich. Tymczasem ustawa nie wskazuje żadnych podstaw tego, aby Skarb Państwa miał rozszerzyć swoją odpowiedzialność za tereny objęte obwodami łowieckimi, stąd de facto nie widać jakiejkolwiek podstawy do tego, żeby Skarb Państwa partycypował w kosztach funkcjonowania funduszu łowieckiego. Tym sposobem okazuje się, że mamy do czynienia z subwencją a w zasadzie – dotacją ze Skarbu Państwa do funkcjonowania funduszu łowieckiego, który zgodnie z ustawą nie jest osobą prawną, tym sposobem, zgodnie z założeniami ustawy, jest on tylko wyodrębnionym rachunkiem bankowym Polskiego Związku Łowieckiego, więc tak naprawdę mamy do czynienia nawet nie z subwencją, ale darowizną na rzecz zrzeszenia czy stowarzyszenia. Nie ma żadnych podstaw ani w tej, ani w jakiejkolwiek innej ustawie, aby stowarzyszenie mogło być dysponentem środków Skarbu Państwa bez ustawowego upoważnienia, aby mogła dysponować środkami Skarbu Państwa tego typu jednostka.
Ponadto również rozwiązaniem wysoce niekorzystnym dla rolników, zaproponowanym w ustawie, jest ograniczenie odszkodowań do enumeratywnie wymienionych rodzajów upraw w ustawie, co –  oczywiście – ogranicza odpowiedzialność w stosunku do obecnie obowiązujących rozwiązań, które mówią, że w stosunku do wszelkich upraw rolnych dzierżawcy lub Skarb Państwa, lub Lasy  Państwowe (w zależności przez kogo zarządzany jest obwód łowiecki) ponoszą odpowiedzialność. W przypadku przyjęcia zaproponowanych rozwiązań oznaczałoby to sytuację, w której tylko w stosunku do tych enumeratywnie wymienionych upraw rolnych będzie przysługiwała możliwość przyznania odszkodowania, co – oczywiście – znowu jest rozwiązaniem pogarszającym sytuację rolników w porównaniu z obecnie istniejącymi rozwiązaniami.
Co więcej, zwrócę uwagę, może już na bardzo szczegółowe rozwiązania, ale ustawa zakłada w przypadku wyłonienia ubezpieczyciela – co, jak wskazałem, jest wysoce niepewne, czy w ogóle będzie się go dało wyłonić – ustawa wskazuje, że poszkodowany ma obowiązek siedmiodniowego terminu zgłoszenia szkody do osoby czy podmiotu wyznaczonego przez ubezpieczyciela. Tymczasem w praktyce ten termin może się okazać niemożliwy do dotrzymania, bo w tym czasie trzeba będzie wystąpić z pisemnym zapytaniem do ubezpieczyciela o wskazanie osoby, do której należy zgłosić szkodę, a to wszystko ma się odbyć w ciągu siedmiu dni, co oznacza tak naprawdę, że zgodnie z założeniami ustawy możliwość zgłoszenia będzie niemożliwa lub bliska niemożliwości.
To, oczywiście, te główne zastrzeżenia. Mógłbym dłużej na ten temat poopowiadać, ale nie ma jeszcze stanowiska rządu a stanowisko resortu oraz projekt stanowiska rządu negatywnie ocenia przyjęcie i procedowanie tej ustawy.
Dziękuję bardzo”.





Panie Ministrze, co do ogólnej oceny Pana wystąpienia na temat projektu ustawy, to mam mieszane odczucia. Z jednej strony należy się Panu szacunek za totalną krytykę (bo tylko na taką on zasługuje) przedmiotowego projektu, projektu wyjątkowego bubla prawnego, ale z drugiej nie ustrzegł się Pan błędów w doborze argumentów na poparcie tezy, jakoby „projekt ustawy budził wiele wątpliwości merytorycznych”. I tak …

Zniesmaczony z lekka jestem faktem, że wystąpił Pan w roli adwokata jedynie „rolników dotkniętych szkodami łowieckimi” oraz interesu Skarbu Państwa, a kompletnie zapomniał Pan o sytuacji ponad stutysięcznej rzeszy polskich myśliwych. A są oni żywymi organizmami kół łowieckich, będących dzierżawcami obwodów łowieckich, na terenie których prowadzona jest z mocy ustawy Prawo łowieckie gospodarka łowiecka. W rzeczywistości to wyłącznie na barkach polskich myśliwych spoczywa obowiązek wynagradzania szkód wyrządzanych w uprawach i płodach rolnych przez dziki, jelenie, daniele i sarny. Zapomina się jednak  przy tym, że całość szkód zostaje wyrządzana przez zwierzynę będącą własnością … Skarbu Państwa, a nie kół łowieckich. To taki paradoks prawny, możliwy jedynie w Polsce. Tak więc również myśliwi są ofiarami aktualnych rozwiązań prawnych, ale Panu to bynajmniej nie przeszkadza. Ba – rozmyśla Pan głośno nawet nad tym, jak by tu im jeszcze bardziej dokopać, bo jakże inaczej określić Pana uwagi mijające się z prawdą, kiedy mówi Pan:

Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że  dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe  szkody. Jedynym obowiązkiem, który jest proponowany na gruncie ustawy, jest złożenie wniosku do  funduszu ubezpieczeniowego o ubezpieczenie. Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony  sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość  wypłacanych szkód.
W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której koła łowieckie nie będą wnioskowały,  nałoży się na nie sankcje, które będą stosunkowo mniejsze w odniesieniu do wielkości dotychczas wypłacanych szkód, co będzie powodowało, że jedynie fundusz łowiecki, który nie będzie zasilany, albo nie będzie zasilany w tej wielkości z kół łowieckich jak do tej pory, kiedy są przeznaczane pieniądze na finansowanie szkód łowieckich, de facto nie będzie pokrywał wielkości odszkodowań, które są do wypłacenia”.

Tak sobie myślę – a może nie przeczytał uważnie Pan projektu? Proszę rzucić okiem na poniżej zacytowany fragment:

„Art. 25. 1. Dzierżawca obwodu lub zarządca obwodu łowieckiego, który nie dopełnił obowiązku złożenia wniosku o objęcie ubezpieczeniem od szkód łowieckich lub nie uiścił składki, o której mowa w art. 23, w terminie określonym w art. 11 ust. 1 na rzecz Funduszu, obowiązany jest wnieść opłatę za niespełnienie tego obowiązku.
2. Wysokość opłaty, o której mowa w ust. 1, stanowi równowartość w złotych 5 euro od 1 ha powierzchni dzierżawionego lub zarządzanego obwodu łowieckiego, ustalaną przy zastosowaniu kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski z dnia 31 grudnia roku poprzedniego.
3. Opłata za niespełnienie obowiązku zawarcia ubezpieczenia jest wnoszona na rzecz Funduszu.
4. Fundusz ma prawo dochodzenia niezapłaconej opłaty na drodze sądowej, a następnie w sądowym postępowaniu egzekucyjnym”.

W odróżnieniu od Pana, Panie Ministrze, a przypominam, że tak rzecz Pan określił:

„Brak złożenia takiego wniosku jest obarczony sankcją opłaty, która w wielu przypadkach może być znacznie niższa niż wielkość wypłacanych szkód”,

zauważam tu iście drakońskie kary finansowe dla „zapominalskich”, „opornych” lub po prostu nie mających chociażby chwilowo płynności finansowej. Łatwo przeliczyć, że przy średniej wielkości obwodu łowieckiego dzierżawionego przez koło łowieckie, wynoszącej 9903,5 ha, razy średnio 1,84 obwodu na koło, razy karne 5 EUR/1 ha, razy 4,26 PLN/1 EUR, daje to średnią karę finansową w wysokości 388 137 zł, czyli prawie 400 tys. zł na jedno koło łowieckie. Mało prawdopodobne jest, aby w takim przypadku koło utrzymało się na powierzchni. Przestanie po prostu istnieć, gdyż w majestacie Statutu PZŁ zostanie najpierw „wykluczone ze Zrzeszenia” mocą uchwały właściwej okręgowej rady łowieckiej, a następnie nastąpi jego „likwidacja”. Do przeprowadzenia tej drugiej czynności, upoważniony jest mocą Statutu jego ostatni zarząd lub likwidatorzy, powołani przez walne zgromadzenie albo likwidator powołany przez właściwy zarząd okręgowy. W przypadku likwidacji koła, jego majątek przeznacza się w pierwszej kolejności na zaspokojenie jego zobowiązań (czytaj: w opisanej sytuacji wobec oczywiście Funduszu). Żegnajcie piękne siedziby kół, wzniesione wspólnym wysiłkiem ich członków, na częstokroć bardzo atrakcyjnych terenach; żegnajcie nowiutkie urządzenia łowieckie, wzniesione w pocie czoła ostatnimi laty; żegnajcie pachnące świeżym jeszcze lakierem fabrycznym maszyny rolnicze – ich nowym właścicielem stanie się Fundusz.

Idąc dalej …

Co prawda zasygnalizował Pan, Panie Ministrze, problem następujący:

„Co więcej, ustawa wprawdzie przewiduje, że w sytuacji, w której nie zostanie wybrany ubezpieczyciel, gwarantujący odszkodowania, zakres tych obowiązków przejmuje fundusz łowiecki. Ustawa jednak  nie zauważa faktu, że zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach tylko podmioty wskazane w tejże ustawie  są upoważnione do prowadzenia działalności ubezpieczeniowej. Więc w sytuacji niewyłonienia  ubezpieczyciela tak naprawdę fundusz łowiecki nie będzie miał żadnych podstaw do wypłacania  jakichkolwiek ubezpieczeń”,

ale odnosi się Pan do niego jakoś wyjątkowo ogólnie, zaledwie hasłowo, nie wskazując nawet jednego konkretu, a przy tym obojętnie przechodzi Pan obok meritum związanej z tym problemem sprawy. Domyślam się, ale tylko domyślam się, że przywołując „ustawę o ubezpieczeniach”, ma Pan na myśli ustawę z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. A jeżeli tak, to nawet gdyby zabrakło korelacji pomiędzy projektem ustawy, a „ustawą o ubezpieczeniach”, zawsze w toku prac legislacyjnych korelacji takiej można dokonać. Zauważam jednak znacznie poważniejszą sprawę, obok której Pan przechodzi – jak to już wspomniałem – całkiem obojętnie. Otóż zakłada się projektem ustawy sytuację, w której de facto ubezpieczycielem może zostać … Polski Związek Łowiecki, z wydzielonym budżetem, na sprawy związane z obowiązkowymi ubezpieczeniami od szkód łowieckich, w wysokości znacznie przekraczającej 100 mln zł. Z ciepłymi, intratnymi posadkami dla ściśle określonej grupy osób. Z darmową lub przynajmniej bardzo tanią siłą roboczą do szacowania szkód, w postaci członków kół łowieckich etc. Dlaczego tak „trudno nazwać tu rzecz po imieniu”?

Pozwolę sobie jeszcze na koniec wrócić do krótkiego fragmentu Pana wypowiedzi:

Jednocześnie w proponowanej ustawie nigdzie nie pojawia się sformułowanie wskazujące na to, że dzierżawcy czy zarządcy obwodów łowieckich ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za powstałe szkody”.

Hm … ubezpieczeniowa składka „o równowartości 70 % łącznej kwoty wypłaconych odszkodowań za szkody łowieckie w poprzednim łowieckim roku gospodarczym”, „składka w wysokości stanowiącej równowartość 20% wartości tusz zwierzyny grubej pozyskanej w poprzedzającym łowieckim roku gospodarczym” w przypadku niskich lub nawet braku szkód w poprzednim roku (i wcześniejszych latach), perspektywa drakońskiej kary finansowej w wysokości średnio rzecz biorąc prawie 400 tys. zł w przypadku „zapominalskich”, „opornych” lub po prostu nie mających chociażby chwilowo płynności finansowej koła, to wszystko dla Pana za mało? Żąda Pan dodatkowo jeszcze bezpośredniej odpowiedzialności koła za powstałe szkody? „Mówi Pan i ma”, jednak niestety wiąże się to znowu z oznaką tego, jakby nieuważnie przeczytał Pan projekt ustawy. Pozwolę więc sobie zacytować Panu stosowny jego fragment:

Art. 26. 1. Właściciel lub posiadacz upraw rolnych lub płodów rolnych współdziała z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich w zabezpieczaniu upraw rolnych lub płodów rolnych przed  szkodami łowieckimi.
2. Współdziałanie polega w szczególności na:
1) podejmowaniu działań wspólnie z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich w zakresie zabezpieczenia zagrożonych upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie dozwolonych prawem zabiegów technicznych, biologicznych lub chemicznych oraz partycypacji w kosztach związanych z wykonaniem tych zabiegów,
2) umożliwieniu swobodnego dostępu do gruntów rolnych, upraw rolnych i płodów rolnych celem możliwości odstraszania dzików, łosi, jeleni, danieli i saren oraz pilnowania i ewentualnego wykonywania polowania,
3) zezwalaniu na usytuowanie na swoich gruntach rolnych urządzeń łowieckich, w celu ograniczenia liczebności populacji zwierząt i szkód łowieckich przez nie wyrządzanych,
4) zabezpieczaniu wspólnie z dzierżawcami lub zarządcami obwodów łowieckich gruntów rolnych,  upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie urządzeń odstraszających, tymczasowych grodzeń upraw lub płodów rolnych w okresie występowania szkód łowieckich oraz partycypację w  kosztach związanych z wykonaniem tych zabiegów.

Otóż jak wyraźnie widać „na załączonym obrazku”, projekt przewiduje kilka istotnych, wspólnych obowiązków dla dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich oraz dla właścicieli czy posiadaczy upraw, których niespełnienie może w znacznym stopniu przyczynić się do ograniczenia wielkości rzeczywiście wypłacanych odszkodowań. Może zjawiskiem bynajmniej nie rzadkim stać się praktyka, że część z nich będzie „refundowana” przez … samych ubezpieczających się, czyli przede wszystkim przez koła łowieckie, którym łatwo będzie można zarzucić – a to, że „nie zabezpieczyły zagrożonych upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez zastosowanie dozwolonych prawem zabiegów technicznych, biologicznych lub chemicznych”; a to, że „nie zabezpieczyły gruntów rolnych, upraw rolnych lub płodów rolnych poprzez stosowanie urządzeń odstraszających, tymczasowych grodzeń upraw lub płodów rolnych w okresie występowania szkód łowieckich”. Alternatywą może tu być oczywiście sumienne wywiązywanie się z ustawowych obowiązków, ale ono w stanie jest pochłonąć olbrzymie już w skali każdego koła łowieckiego nakłady finansowe, niewiele mniejsze od samych odszkodowań. Wcześniej wypłacanych przez koła, teraz przez ubezpieczyciela. Tyle, że do tej pory nagrodą dla zapobiegliwych był w zasadzie brak szkód; teraz nagroda w pierwszej kolejności spotka ubezpieczyciela, ale podwójnie w rzeczywistości sfinansuje ją … ubezpieczający się, czyli koło łowieckie.

Reasumując:

Projekt ustawy o szkodach łowieckich, ubezpieczeniach obowiązkowych od szkód łowieckich, Łowieckim Funduszu Odszkodowawczym oraz o zmianie niektórych ustaw, jest kompletnie nie do przyjęcia, ale z szeregu powodów, na temat których Pan nawet nie zająknął się lub – powiedziałbym – przedstawił Pan, ale w błędnie naświetlonej perspektywie.

Niezależnie od powyższego życzę Panu, Panie Ministrze, wytrwałości w dążeniu do celu, jakim niewątpliwie jest takie uregulowanie wszystkich kwestii z modelem łowiectwa w Polsce związanych, jakie okaże się zgodne zarówno z Konstytucją RP, jak i z oczekiwaniami jej obywateli. Do nich nie zaliczam jednak wąskiej grupę osób z wierchuszki Polskiego Związku Łowieckiego. Oni są wierni interesom wyłącznie obywateli jednego państwa, swojego państwa – pezetełowskiego państwa w państwie polskim.


czwartek, 25 czerwca 2015

Uprawnienia funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej …



… w stosunku do prawych myśliwych, wykonujących polowania zgodnie z przepisami prawa powszechnie obowiązującego, a co za tym idzie, w wielu przypadkach podobne uprawnienia także funkcjonariuszy Straży Leśnej … Ba … jednocześnie uprawnienia nadleśniczych, ich zastępców, leśniczych, a nawet skromnych podleśniczych … One wszystkie są z jednej strony oczywiste, jak najbardziej naturalne … Ale gdy bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu, wątpliwości nasuwają się spore.

Jak zapewnia nas art. 7 Konstytucji RP – „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Zatem w stosunku do obywatela, w szczególności do myśliwego, Państwowa Straż Łowiecka może tylko tyle, na ile zezwala jej ustawa Prawo łowieckie, z jej rozdziałem 7, w którym dość szczegółowo opisane zostały zagadnienia dotyczące tej formacji, podległej wojewodzie. Dowiadujemy się z ustawy, że „zadaniem Państwowej Straży Łowieckiej jest kontrola realizacji przepisów ustawy, a w szczególności w zakresie 1) ochrony zwierzyny, 2) zwalczania kłusownictwa i wszelkiego szkodnictwa łowieckiego, 3) zwalczania przestępstw i wykroczeń w zakresie łowiectwa, 4) kontroli legalności skupu i obrotu zwierzyną”. Prawa strażników, podczas wykonywania przez nich ustawowych zadań, ujęte zostały w ustawie w przejrzysty, zamknięty katalog, który m. in. upoważnia ich do

legitymowania osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa lub wykroczenia w celu ustalenia ich tożsamości;
zatrzymania i dokonywania kontroli środków transportu w obwodach łowieckich oraz w ich bezpośrednim sąsiedztwie, w celu sprawdzenia ich ładunku i przeglądania zawartości bagaży, w razie zaistnienia uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa lub wykroczenia,

z czego jasno wynika, że do tychże czynności niezbędne jest im zaistnienie „podejrzenia” popełnienia przestępstwa, a nawet „uzasadnionego podejrzenia”. Bez tego czynnika bezprawnym staje się ich działanie w stosunku do każdej osoby, której jedyną „winą” jest to, że poluje w całkowitej zgodności z prawem lub że akurat nocą przejeżdża drogą leśną, oznakowaną drogowskazami, dopuszczającymi ruch po niej. Warto zwrócić przy tym uwagę, że legitymującemu funkcjonariuszowi musi wystarczyć dokument kontrolowanego, na podstawie którego można ustalić jego tożsamość. Innym natomiast zagadnieniem jest kwestia możliwości kontroli dokumentów, które podczas polowania uprawniony do jego wykonywania zobowiązany jest posiadać przy sobie – 1) legitymacji członkowskiej Polskiego Związku Łowieckiego, 2) pozwolenia na posiadanie broni myśliwskiej lub innego dokumentu uprawniającego do jej posiadania, 3) pisemnego upoważnienia do wykonywania polowania indywidualnego, wydanego przez dzierżawcę lub zarządcę obwodu łowieckiego. Ustawa nawet przewiduje karę grzywny za wykonywanie polowania, nie posiadając przy sobie wymaganych dokumentów. Ustawodawca jednak nie wyposażył funkcjonariuszy PSŁ w uprawnienie do kontroli posiadania tychże dokumentów, więc każdorazowe żądanie okazania ich do wglądu, od każdego „jak leci”, śmiało można uznać za niezgodne z prawem. Tym bardziej dziwić mogą wcale nie tak rzadkie przypadki, kiedy to wojewoda nadaje podlegającej sobie Państwowej Straży Łowieckiej regulamin, w którym … rozszerza katalog uprawnień jej funkcjonariuszy w stosunku do kontrolowanych osób, nie mając ku temu absolutnie żadnej podstawy prawnej. Zupełnie tak, jakby w całym tym czy innym urzędzie wojewódzkim nie było ani jednej osoby, która uważnie przeczytałaby ustawę Prawo łowieckie. A zawiera ta ustawa całą gamę czynów zabronionych, zagrożonych sankcjami – od kary grzywny do kary pozbawienia wolności do lat 5; z przepadkiem broni i pojazdów, przy użyciu których dokonywane jest przestępstwo, włącznie. Funkcjonariusze Państwowej Straży Łowieckiej mają więc czemu się przyglądać; nie muszą bezproduktywnie czasu tracić na nieuzasadnione zatrzymywanie prawych myśliwych do kontroli, w celu wyłącznie przeglądania ich dokumentów. Zwłaszcza, że uprawnionymi prawem powszechnie obowiązującym do takich kontroli po prostu nie są.

Pod koniec ubiegłego roku doszło do pewnego zdarzenia, które odbiło się dość szerokim echem w środowisku nie tylko myśliwych. Otóż na terenie jednego z nadleśnictw Polski północnej zatrzymany został do kontroli przez strażników Straży Leśnej myśliwy pod zarzutem wykonywania polowania indywidualnego … z użyciem psa, do czego co prawda uprawniało go rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz, ale o czym dzielni funkcjonariusze pojęcia zielonego nie mieli. W czasie interwencji, a także nieco później, ale w ścisłym związku z nią, pozwolili sobie, mniej czy bardziej świadomie, na kilka jeszcze innych czynności, które nie miały poparcia w zapisach prawa łowieckiego. Nagłośniona sprawa poprzez możliwości, jakie daje Internet, wywołała liczne, zacięte dyskusje na temat ustawowych uprawnień funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej; zwłaszcza w aspekcie kontroli posiadania przez myśliwych podczas wykonywania polowania wymaganych prawem dokumentów. Tu warto wspomnieć, że na podstawie ustawy o lasach, „strażnikowi leśnemu wykonującemu obowiązki służbowe na gruntach stanowiących własność Skarbu Państwa zarządzanych przez Lasy Państwowe przysługują uprawnienia określone” przepisami ustawy Prawo łowieckie, „odnoszącymi się do: 1) Państwowej Straży Łowieckiej – w zakresie zwalczania kłusownictwa”. Uprawnienia takie przysługują także nadleśniczemu, zastępcy nadleśniczego oraz inżynierowi nadzoru, leśniczemu i podleśniczemu. Problem rzeczywistych uprawnień kontrolnych funkcjonariuszy Państwowej Straży Łowieckiej okazał się na tyle istotny, że stał się przedmiotem zainteresowania grupy senatorów, którzy od lat czynią wysiłki na rzecz dostosowania polskiego prawa łowieckiego do wymogów konstytucyjnych. Senatorowie – Stanisław Gorczyca, Stanisław Hodorowicz i Leszek Czarnobaj, na 68. posiedzeniu Senatu w dniu 9 stycznia 2015 roku złożyli oświadczenie, które później przy piśmie Marszałka Senatu z dnia 19 stycznia 2015 r. przesłane zostało Ministrowi Środowiska. W przedmiotowym oświadczeniu czytamy m. in.:

„W zapisach ustawy nie ma zapisu dającego strażnikom prawo do kontrolowania osób uprawnionych do wykonywania polowania pod kątem posiadania przez nich wymaganych dokumentów w sytuacji, kiedy nie zachodzi podejrzenie popełnienia przez nich przestępstwa. Nie sposób zatem oprzeć się chęci zadania takiego pytania: któż, skoro nie funkcjonariusze Państwowej Straży Łowieckiej, oraz w oparciu o jaką podstawę prawną, posiada uprawnienie do żądania od osoby wykonującej polowanie indywidualne okazania do wglądu dokumentów, o których mowa w art. 42 ust. 2 pkt 1 i 2 oraz ust. 8 ustawy – Prawo łowieckie?
Obecnie w Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem zmiany ustawy – Prawo łowieckie. Stąd takie oświadczenie dotyczące łowiectwa i zwrócenie uwagi, jak nam się wydaje, na pewną lukę prawną”.

W odpowiedzi na oświadczenie, złożone przez senatorów, na ręce Marszałka Senatu wpłynęło pismo Ministra Środowiska (DLP-VIII-070/7/6734/15 z dnia 19 lutego 2015 r.), w którym autor przedłożył swoje stanowisko, jednoznacznie rzecz ujmując:

„Brak uprawnienia do kontroli wykonywanej przez funkcjonariusza PSŁ stanowi faktyczną lukę prawną, ponieważ o ile nie zachodziło podejrzenie popełnienia przestępstwa, kontrola mogła odbywać się wyłącznie w obecności funkcjonariusza policji. Mając na uwadze wzmożenie częstotliwości kontroli osób dysponujących bronią myśliwską i znajdujących się w łowisku, proponowana zmiana przepisu jest konieczna.
W związku z powyższym propozycja rozszerzenia uprawnień kontrolnych PSŁ zostanie ujęta w najbliższej nowelizacji ustawy – Prawo łowieckie, jako istotna zmiana prawa, której celem jest zapobieganie kłusownictwu oraz – pośrednio – rozprzestrzenianiu się afrykańskiego pomoru świń wśród dzików przez nieuprawnione wprowadzanie do obrotu handlowego mięsa z nie przebadanych w kierunku ASF tusz dziczach”.

Cóż, skoro „brak uprawnienia do kontroli wykonywanej przez funkcjonariusza PSŁ” w przedstawionych warunkach zauważają nie tylko zainteresowani stanem prawa łowieckiego myśliwi, ale także senatorowie, a może przede wszystkim Minister Środowiska, poniekąd odpowiedzialny za stan tego prawa, to dlaczego inni z taką zaciętością bronią tezy o istnieniu tego czy innych uprawnień funkcjonariuszy i osób funkcyjnych wszędzie tam, gdzie ich bynajmniej po prostu nie ma? Czy to aby na pewno nie tęsknota za czasami słusznie minionymi, tęsknota za państwem policyjnym? Odpowiedzi na te pytania pozostawiam Czytelnikom Magazynu Sezon.

Tekst:  Artur Jesionowicz

Za Magazynem Sezon

czwartek, 21 maja 2015

"Wszystkim zainteresowanym"??? "Do publicznej wiadomości"??? - część 4 smutnych refleksji po pracy sejmowej Podkomisji




„Art. 42b
4. Dzierżawca albo zarządca obwodu łowieckiego jest obowiązany poinformować pisemnie właściwego nadleśniczego i wójta (burmistrza, prezydenta miasta) o miejscu udostępnienia rejestru ewidencji pobytu na polowaniu indywidualnym, który jest udostępniany wszystkim zainteresowanym, oraz podać imię, nazwisko i adres miejsca zamieszkania osoby upoważnionej do dokonywania wpisów. Wójt (burmistrz, prezydent miasta) podaje niezwłocznie do publicznej wiadomości informacje o miejscu udostępnienia rejestru ewidencji pobytu na polowaniu indywidualnym”.


O co tu, quźwa, chodzi? O to, aby każdy złodziej mógł wiedzieć, kiedy ten czy ów myśliwy przebywa poza domem? Czy może o to, aby każdy bandyta miał wiedzę na temat tego, w którym miejscu ciemnego lasu znajduje się akurat ten, któremu chce czaszkę uszkodzić? A może o to, gdzie łatwo i za darmochę można zdobyć myśliwską broń palną?
To tylko pierwsze z bardzo wielu pytań, które nasuwają mi się w związku z tym kolejnym, z całą pewnością nie do końca przemyślanym zapisem autorstwa nadzwyczajnej Podkomisji. Ostatnie byłoby następujące:

Co by miał do powiedzenia na ten temat Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych?

Prymitywna transpozycja - część 3 smutnych refleksji po pracy sejmowej Podkomisji



A teraz proponuję małą refleksję na temat nadzoru Ministra Środowiska nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego. Jaki jest tenże nadzór w istocie swojej? Rzeczywisty czy może wyłącznie iluzoryczny?
Dla przypomnienia …

Ustawa Prawo Łowieckie w aktualnym stanie:

 „Art. 35a. 1.Nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego sprawuje minister właściwy do spraw środowiska.
2. Przepisy ustawy z dnia 7 kwietnia 1989 r. - Prawo o stowarzyszeniach (Dz.U. z 2001 r. Nr 79, poz. 855 oraz z 2003 r. Nr 96, poz. 874 oraz z 2004 r. Nr 102, poz. 1055) regulujące zasady nadzoru nad stowarzyszeniami stosuje się odpowiednio do nadzoru nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego”.

Marzył pan wiceminister Piotr Otawski o urealnieniu tegoż nadzoru, bo słusznie wychodził z pewnego założenia. Skoro PZŁ nie jest stowarzyszeniem, a – jak to stwierdził Trybunał Konstytucyjny – utworzonym ustawą, a więc z woli państwa, zrzeszeniem osób fizycznych i prawnych, które działa na podstawie ustawy i uchwalonego przez swoje władze statutu, to nieprawidłowym jest stosowanie do tego nadzoru zapisów ustawy – Prawo o stowarzyszeniach. Zwłaszcza, że PZŁ wykonuje powierzone mu zadania publiczne. Dotychczasowy stan prawny uznał pan wiceminister za ustawową fikcję i opracował własną koncepcję nadzoru, która nawet uzyskała aprobatę rządu. No to panowie Kulesza, Gos, Wziątek (jako specjalny gość Podkomisji :-) i ktoś tam jeszcze, wymyślili pewien myk. Dokładnie rzecz biorąc, to pomysł – z dużą dozą prawdopodobieństwa można rzecz tak określić – wywodzi się z gabinetu pana Blocha, ale nie zmienia to postaci rzeczy. Otóż ten myk polega na tym, że choć w ustawie Prawo łowieckie już nie będzie się mówiło wprost o „stosowaniu przepisów ustawy z dnia 7 kwietnia 1989 r. – Prawo o stowarzyszeniach”, jej zapisy zostaną przetransponowane na „potrzeby” nadzoru nad działalnością PZŁ. Tzn. tak, aby ministerialny nadzór widoczny był w ustawie, i to jeszcze bardziej niż dotychczas, ale żeby go tak naprawdę … po prostu nadal nie było :-). Tak więc mamy teraz w projekcie Podkomisji (http://orka.sejm.gov.pl/opinie7.nsf/nazwa/spr_2970_3192/$file/spr_2970_3192.pdf):

 Art. 35a. 1. Nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego sprawuje minister właściwy do spraw środowiska.
2. Organ nadzorujący ma prawo żądać:
1) dostarczenia przez Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego w wyznaczonym terminie, odpisów uchwał Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego, Naczelnej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego oraz Zarządu Głównego Polskiego Związku Łowieckiego;
2) innych wyjaśnień od organów Polskiego Związku Łowieckiego wskazanych w pkt 1.
3. W razie niezastosowania się Polskiego Związku Łowieckiego do żądania, o którym mowa w ust. 2, sąd na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może nałożyć grzywnę w wysokości jednorazowo nie wyższej niż 5000 zł. Od grzywny można zwolnić, jeżeli po jej wymierzeniu Polski Związek Łowiecki niezwłocznie zastosuje się do żądania ministra właściwego do spraw środowiska. Polski Związek Łowiecki w terminie 7 dni może wystąpić do sądu o zwolnienie od grzywny.
4. Sąd, na wniosek ministra właściwego do spraw środowiska, może uchylić uchwałę Krajowego Zjazdu Delegatów Polskiego Związku Łowieckiego niezgodną z prawem lub statutem Polskiego Związku Łowieckiego.
5. W razie stwierdzenia, że działalność organów wskazanych w ust. 2 pkt 1 jest niezgodna z prawem lub narusza postanowienia statutu Polskiego Związku Łowieckiego w sprawach, o których mowa w art. 32 ust. 4, organ nadzorujący, w zależności od rodzaju i stopnia stwierdzonych nieprawidłowości, może wystąpić do nich o ich usunięcie w określonym terminie, udzielić ostrzeżenia lub wystąpić do sądu o zastosowanie środka określonego w ust. 3.
6. Sąd na wniosek organu nadzorującego może:
1) udzielić upomnienia organom wskazanym w ust. 2 pkt 1,
2) uchylić niezgodną z prawem lub statutem Polskiego Związku Łowieckiego uchwałę organów wskazanych w ust. 2 pkt 1”.

Fajne, nie :­-)? Kto nie wierzy, że pan Bloch z panem Gdulą, poprzez swoich posłańców do Sejmu, a przede wszystkim poprzez członków sejmowej Podkomisji, próbuje robić w bambuko zarówno pozostałych posłów, a zapewne także Prezydenta RP, a może przede wszystkim całą rzeszę polskich myśliwych, zmuszonych do przynależności do monopolistycznego Zrzeszenia, niech zajrzy do ustawy – Prawo o stowarzyszeniach. Pisałem o tym na Łowieckim m. in. TU - http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=106126&t=106126 , a jeden z for(um)owiczów przedstawił wówczas (a więc już na początku 2013 r. :-) nawet bliźniaczo podobny, do zacytowanego wyżej „podkomisyjnego” art. 35a, tekst (http://forum.lowiecki.pl/read.php?f=15&i=106175&t=106126&v=t), który opracował na podstawie zapisów właśnie tejże ustawy – Prawo o stowarzyszeniach.

Pytam – co na to wszystko pozostali członkowie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa (http://sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/agent.xsp?symbol=SKLADKOMST&NrKadencji=7&KodKom=OSZ)? Będą biernie przyglądać się dalszemu rozwojowi wydarzeń? Odważą się zarekomendować Sejmowi bublowaty projekt ustawy, autorstwa ludzi de facto mocno powiązanych z Nowym Światem? Hm …

środa, 20 maja 2015

Nieograniczona dobroć komandira - część 2 smutnych refleksji po pracy sejmowej Podkomisji



Polski Związek Łowiecki, chociaż utworzony dekretem w celu wykonywania powierzonych mu zadań publicznych, utrzymywany potem latami w rzeczywistości prawnej ustawą, a więc w obu przypadkach z woli państwa, zdołał ustawą z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie, a zwłaszcza po jej nowelizacji ustawą z dnia 10 stycznia 1997 r., pozbyć się realnego nadzoru państwa nad swoją działalnością. Utrzymał przy tym jednak szereg przywilejów, w tym monopol w zakresie dopuszczania do wykonywania polowania na terytorium państwa oraz przymusowe członkostwo w PZŁ dla polskich myśliwych, z nieograniczoną ustawowo wysokością składki członkowskiej. Sielanka śmietanki pezetełowskiej trwa w najlepsze i nawet kolejne wyroki Trybunału Konstytucyjnego nie są w stanie czegokolwiek tu w sposób istotny zmienić. Szybko natomiast ostygły zapędy młodego, niedawno powołanego, nowego podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska. Z tzw. rządowego projektu zmiany ustawy Prawo łowieckie, napisanego pod jego nadzorem, zostały w Sejmie już tylko zgliszcza. Fakt, że projekt nie był najwyższych lotów, ale przynajmniej kilka jego zapisów było wręcz rewolucyjnych. Znikąd ten młody człowiek nie otrzymał pomocnej dłoni, którą zobowiązani byli podać mu przynajmniej członkowie rządu pani Ewy Kopacz, a zwłaszcza ona sama, że o wsparciu Prezydenta RP nawet nie wspomnę. Został bidula sam, a w dodatku zmuszono go do udziału w beznadziejnych, wielogodzinnych posiedzeniach, pożal się boże, „Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2970) oraz rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie (druk nr 3192)”. Na własnej skórze – centymetr po centymetrze, minuta po minucie, nakazano mu odczuwać poniżający go udział w spektaklu, umacniającym cześć i chwałę Polskiego Związku Łowieckiego. Pomysły i projekty okiełznania nieuprawnionej, wciąż kroczącej niezależności, a także władzy PeZeteŁa, zmuszony został odłożyć na czas nieokreślony. Marzył o ustawowym wyposażeniu Ministra Środowiska w kompetencje do nadawania, zatwierdzania lub chociażby uzgadniania z nim statutu PZŁ, a wyszła jak zwykle – wielka kicha. Pan Bloch, aby zamknąć usta wiecznym malkontentom, w przypływie swojej nieograniczonej dobroci :-), wyraził zgodę, poprzez swoich posłańców do Sejmu, jedynie na zatwierdzanie tegoż statutu przez Sąd Okręgowy w Warszawie, a więc sąd, położony o rzut beretem (czytaj:  kapelusikiem z piórkiem) od siedziby pana Blocha na Nowym Świecie. Tak więc projekt Podkomisji  ( http://orka.sejm.gov.pl/opinie7.nsf/nazwa/spr_2970_3192/$file/spr_2970_3192.pdf ) w tym względzie przewiduje:

„Art. 32
4a. Statut Polskiego Związku Łowieckiego podlega zatwierdzeniu przez Sąd Okręgowy w Warszawie.
4b. Sąd Okręgowy w Warszawie wydaje postanowienie o zatwierdzeniu statutu Polskiego Związku Łowieckiego po przeprowadzeniu rozprawy w składzie trzech sędziów w terminie nie dłuższym niż 3 miesiące od dnia złożenia wniosku przez Polski Związek Łowiecki.
4c. Sąd Okręgowy w Warszawie wydaje postanowienie o odmowie zatwierdzenia wskazanego postanowienia statutu Polskiego Związku Łowieckiego w przypadku stwierdzenia jego niezgodności z prawem. Postanowienie wraz z uzasadnieniem doręcza się z urzędu wnioskodawcy.
4d. Na postanowienie, o którym mowa w ust. 4c, przysługuje zażalenie. Termin do wniesienia zażalenia jest tygodniowy i liczy się od dnia doręczenia postanowienia wraz z uzasadnieniem. Sąd wydaje postanowienie w terminie nie dłuższym niż 3 miesiące od dnia złożenia zażalenia.
4e. Statut Polskiego Związku Łowieckiego jest publikowany w Monitorze Sądowym i Gospodarczym po wydaniu postanowienia o zatwierdzeniu. Ogłoszenie jest bezpłatne.
4f. W przypadku wydania postanowienia o odmowie zatwierdzenia wskazanych postanowień statutu Polskiego Związku Łowieckiego z uwagi na ich sprzeczność z prawem, publikacji podlega część zatwierdzona statutu.
4g. W terminie 6 miesięcy od wydania prawomocnego postanowienia o odmowie zatwierdzenia wskazanych postanowień statutu Polskiego Związku Łowieckiego, Naczelna Rada Łowiecka może zmienić wyłącznie zakwestionowane postanowienia statutu na zgodne z prawem. Do uchwalonych zmian statutu przepisy ust. 4a–4f stosuje się odpowiednio”.

Toć to istne jaja : –) z państwa, jego organów, a przede wszystkim z Konstytucji RP. Aby było jeszcze bardziej śmiesznie, mamy ponadto takie cudactwo w urobku Podkomisji:

Art. 11. 1. Polski Związek Łowiecki jest obowiązany do złożenia wniosku o zatwierdzenie statutu w terminie 12 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy.
2. Statut Polskiego Związku Łowieckiego, obowiązujący w dniu wejścia w życie niniejszej ustawy, zachowuje moc do dnia zatwierdzenia nowego statutu, jednak nie dłużej niż przez 18 miesięcy od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy”,

czyli wszystko lekko licząc od dnia dzisiejszego, pan Bloch i jego kompani jeszcze przynajmniej przez ponad dwa lata będą mogli spać kompletnie bezstresowo. Nikt i nic nie będzie w stanie zmienić zapisów aktualnego, pełnego niezgodności z prawem statutu, a jednocześnie ruszyć włodarzy Zrzeszenia z ciepłego i pieniądzodajnego, pezetełowskiego gniazdka. Pieniądzodajnego oczywiście przede wszystkim z naszych kieszeni.

Pisałem niedawno (a w ogóle, to kolejny już raz na ten temat) w Liście otwartym do Podsekretarza Stanu w MŚ  ( http://lowiectwookiemartura.blogspot.com/2015/04/list-otwarty-do-podsekretarza-stanu-w.html ) m. in. tak

Interesuje mnie, w jakim czasie i w jakim zakresie zostaną wprowadzone zmiany do Statutu PZŁ. Obawiam się, że z różnych względów włodarze PZŁ będą starali się sprawę przeciągnąć przynajmniej do jesieni 2015 r., na kiedy zwołany został XXIII Krajowy Zjazd Delegatów PZŁ, ale niewykluczone, że prace nad nowelizacją Statutu przesunięte zostaną nawet na czas nieokreślony (z powodu możliwości wymknięcia się ich spod kontroli możnych Zrzeszenia), a to byłoby już karygodne.
Wyrażam nadzieję na zainteresowanie Pana Ministra przedstawionym problemem, a jednocześnie na podjęcie ustawowych działań nadzorczych w stosunku do Polskiego Związku Łowieckiego, które doprowadzą do niezwłocznej nowelizacji Statutu Polskiego Związku Łowieckiego.

No i co zrobił pan wiceminister? Zainteresował się? No cóż … Praktycznie nic nie zrobił, bo to, co niby udało mu się stworzyć, zmuszony został wyrzucić do kosza.

A tak niejako tylko przy okazji – nawet nie raczył odpowiedzieć na mój list. Nieładnie. Sądziłem, że ignorowanie zwracających się z oficjalnym zapytaniem, to domena wyłącznie członków organów PZŁ i kół łowieckich.

wtorek, 19 maja 2015

Że też nie ma żadnej kary na takich bublotwórców - część 1 smutnych refleksji po pracy sejmowej Podkomisji



Warszawa, dnia 13 maja 2015 r.
SPRAWOZDANIE 
„Podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie oraz niektórych innych ustaw (druk nr 2970) oraz rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo łowieckie (druk nr 3192)”

http://orka.sejm.gov.pl/opinie7.nsf/nazwa/spr_2970_3192/$file/spr_2970_3192.pdf

Wiele by można napisać o ułomnościach efektów pracy Podkomisji pod przewodnictwem pana Tomasza Kuleszy, z dodatkiem odrobiny (oj, było tego dużo :-) udziału pana Stanisława Wziątka. Chyba jeszcze nie czas na to (brak woli politycznej do zauważenia chyba nawet swojego rodzaju procederu), więc ograniczę się tylko do niektórych ich iście szalonych pomysłów. Może najpierw dla przypomnienia …

Ustawa Prawo łowieckie w aktualnym brzmieniu:

„Art. 33
6. W sprawach utraty członkostwa w kole łowieckim, nabycia lub utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim po wyczerpaniu postępowania wewnątrzorganizacyjnego albo od orzeczeń i postanowień kończących postępowanie dyscyplinarne stronom postępowania przysługuje, w terminie 14 dni od otrzymania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie, odwołanie do sądu okręgowego, z zastrzeżeniem art. 42da ust. 3. Od orzeczenia sądu okręgowego kasacja nie przysługuje”.

„Art. 35b. 1. Członek Polskiego Związku Łowieckiego będący osobą fizyczną podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej
za przewinienie łowieckie polegające na:
1) naruszeniu ustawy i wydanych na jej podstawie aktów wykonawczych;
2) naruszeniu statutu lub innych uchwał organów Polskiego Związku Łowieckiego;
3) wykonywaniu polowania w sposób sprzeczny z etyką łowiecką”.

„Art. 35c. 1. Karami dyscyplinarnymi są kary zasadnicze i kara dodatkowa.
2. Karami zasadniczymi są:
1) nagana;
2) zawieszenie w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego na okres od 6 miesięcy do 3 lat;
3) wykluczenie z Polskiego Związku Łowieckiego.
3. Karą dodatkową jest zakaz pełnienia funkcji w organach Polskiego Związku Łowieckiego i koła łowieckiego na okres do 5 lat”.

„Art. 35p. 1. Koszty postępowania dyscyplinarnego stanowią wszelkie wydatki poniesione w związku z tym postępowaniem.
2. W przypadku prawomocnego ukarania koszty postępowania dyscyplinarnego ponosi ukarany”.


No i teraz …

Projekt Podkomisji:

„Art. 33
6. W sprawach:
1) nabycia lub utraty członkostwa w Polskim Związku Łowieckim,
2) utraty członkostwa w kole łowieckim,
3) zawieszenia w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego lub koła łowieckiego,
4) zawieszenia w prawach do wykonywania polowania, z wyłączeniem spraw określonych w art. 42da
– zainteresowany, po wyczerpaniu postępowania wewnątrzorganizacyjnego, może dochodzić swych praw przed sądem powszechnym”.

„Art. 35b
1. Członek Polskiego Związku Łowieckiego będący osobą fizyczną podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej za przewinienie łowieckie polegające na:

2) naruszeniu statutu lub innych uchwał organów Polskiego Związku Łowieckiego lub uchwał organów koła łowieckiego”.

 „Art. 35c
2. Karami zasadniczymi są:
1) nagana;
2) zawieszenie w prawach członka koła łowieckiego na okres do roku;;
3) zawieszenie w prawach członka Polskiego Związku Łowieckiego na okres od 6 miesięcy do 3 lat;
4) zawieszenie w prawach do wykonywania polowania na okres do roku”.



Jeżeli dobrze zauważam, blochowcy (tu: posłowie chodzący na pasku pana Blocha), w swoim dążeniu do totalnego już „zamordyzmu” opornych członków PZŁ, w sposób absolutnie nieskrępowany posuwają się dalej. Do przewinień łowieckich, skutkujących postępowaniem dyscyplinarnym, postanowili teraz zaliczyć „naruszanie (przyp.: również najbardziej bzdurnych) uchwał organów koła”, czego nawet nie obejmuje w swojej doskonałości :-) Statut PZŁ.

Dalej …
Wbrew stanowisku Trybunału Konstytucyjnego, blochowcy próbują odebrać potencjalnie ukaranym kontrolę sądu powszechnego nad orzeczoną karą dodatkową w postaci „zakazu pełnienia funkcji w organach Polskiego Związku Łowieckiego i koła łowieckiego na okres do 5 lat”. Dla przypomnienia końcowy fragment uzasadnienia do wyroku TK z dnia 6 listopda 2012 r.


 „Realizując wskazania zawarte w niniejszym wyroku, ustawodawca powinien uregulować w prawie łowieckim: pojęcie łowieckiego deliktu dyscyplinarnego, katalog sankcji dyscyplinarnych, organy prowadzące postępowanie dyscyplinarne oraz przynajmniej ogólne zasady tego postępowania. Decydując, jakie przewinienia podlegają odpowiedzialności dyscyplinarnej oraz jakie sankcje mogą być wymierzane przez PZŁ w ramach postępowania dyscyplinarnego, sam niejako wyznaczy zakres spraw podlegających kognicji sądowej. Nie jest zatem wykluczone, że wymierzanie pewnych dolegliwości, za uchybienia o charakterze wewnątrzorganizacyjnym, pozostanie w wyłącznej gestii Związku, o ile rozważane dolegliwości nie będą sankcjami dyscyplinarnymi orzekanymi z upoważnienia i nakazu ustawodawcy oraz będą należeć do kategorii spraw wewnątrzorganizacyjnych, a w konsekwencji nie będzie w ich przypadku konieczne zagwarantowanie ochrony sądowej innej niż możliwość dochodzenia naruszonych praw na zasadach ogólnych w razie spełnienia się przesłanek takiego czy innego roszczenia. Zastrzec jednak należy, że dolegliwości te nie mogą dotyczyć przynależności do Związku czy kół łowieckich, możliwości pełnienia w nich funkcji organizacyjnych, prawa do wykonywania polowania czy też naruszać praw osobistych i majątkowych członków PZŁ”.


Czy aby na pewno panowie Kulesza, Wziątek, Gos i inni pamiętają o tym?

Mało?
Warto zauważyć, że pozbawia się potencjalnie ukaranych ochrony sądu powszechnego także w tak pozornie błahej sprawie, jak orzeczenie przez dyscyplinarny sąd łowiecki kary nagany. Przecież w przypadku również i takiej kary,  prawomocnie ukarany jest ustawowo zobowiązany do pokrycia kosztów postępowania dyscyplinarnego. Kwoty takie w wielu przypadkach mogą być horrendalne. Jeżeli przedmiotowa kara nagany ma nadal być dolegliwością orzekaną z upoważnienia i nakazu ustawodawcy, nie może ona być wyjęta spod kontroli sądu powszechnego. Czy tak trudno wychwycić tu, bijące po oczach, kolejne niezgodności z Konstytucją RP?

Że też nie ma żadnej kary na takich bublotwórców … Ciekawe, czy pan Bronek i tym razem da zrobić się w bambuko? O Sejmie nawet nie wspomnę, bo ten o sprawach dotyczących łowiectwa, jak dowodzą ostatnie lata, kompletnie pojęcia nie ma i uchwali wszystko, co jakieś tam wziątkowe, kuleszowe, gosowe czy szyszkowe komisje podetkną mu pod nos.